Jezus trzymał mnie w objęciach Swoich i patrzył we mnie rozpromieniony cały! Ja uśmiechałam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
„Nie dałaś się sprowokować, maleńka Moja!”
Zaśmiałam się perliscie!
„Piękna Moja! Zapraszam Cię do tańca!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Skłoniłam głowę szczęśliwa cala… Umiłowany mój ujął moją dłoń i gdzieś prowadził. Szliśmy w półmroku i w milczeniu. Nagle nastało światło… I moim oczom ukazało się jakby morze stokrotek! Nie widziałam gdzie się zaczynała ta łąka, morze, ani gdzie kończyło… Oświetlało je wieeeeelkie, jasne Słońce! Wszystko to było zachwycające, ale najbardziej zachwycający był zapach! Zapach stokrotek… Piękny, zniewalający, orzeźwiający… Całe powietrze było nim wypełnione!
„Jaki piękny zapach! Przecudny!” – szepnęłam podekscytowana.
Jezus uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
„Przepiękny, prawda?” – wyszeptał z lubością.
„Bajeczny!”
Jezus spojrzał we mnie głęboko. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś! Bardziej niż zwykle! Aż się przestraszyłam!
„To zapach twojego tańca, Monisiu!”
Zaniemówiłam!
„Zapach mojego tań…???!!”
Byłam oszołomiona. Nie wyobrażałam sobie, że mój taniec może pachnieć… ani, że az tak…
„Tak maleńka. Tak pachnie twój taniec! Cudownie, prawda?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Pokiwałam głową, że tak. Patrzyłam onieśmielona w mojego Jezusa. I szczęśliwa niezmiernie… Mój słodki patrzył we mnie jak w obrazek. Nagle… porwał mnie do tańca! Lekkiego, zwiewnego. I pachnącego!
Autor: Maleńka
PACHNIEĆ JEZUSEM!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie głęboko. Zakochany i poruszony niezmiernie… Dotykałam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością. Patrzyliśmy w siebie nawzajem uśmiechnięci do siebie promiennie…
„Jakaś ty piękna, Monisiu! Coraz piękniejsza!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Dziękuję mój Jezu kochany! Jeśli jestem piękna to tylko dzięki Tobie! Ty Sam jesteś piękny i mnie Sobą upiększasz. Rozsiewasz piękno jak ziarno! Rosną z nich kwiatki. Malutke, ale pachnące pięknie!” – szepnęłam, ale wiedziałam, że nie są to moje słowa.
Jezus mój śliczny wpatrywał się we mnie płonący.
„Ty, maleńka Moja jesteś właśnie takim kwiatkiem. Niewielkim, ale pachnącym Mną! Tak Monisiu! Rozsiewasz mój zapach, kochana! Pachniesz Mną!”
Aż podskoczyłam z radości!!!
„Pachnieć Jezusem! Jakie to piękne! Pachnieć Jezusem!!!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
ZACZEKAMY!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Ja układałam umiłowanemu loczki z brody i patrzyłam Mu w oczy z zachwytem.
„Znasz mnie! Znasz, mój śliczny! Znasz mnie do szpiku kości! Bardziej niż ja sama siebie! Ty mnie znasz!!!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Jezus patrzył we mnie ogniście! Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
„Znam, maleńka Moja! I pragnę, abyś i Ty Mnie poznawała! Wciąż bardziej i głębiej!”
„Już Cię Jezu chyba troszkę znam! Pozwalasz mi się poznawać. Odkrywam Cię i zachwycam się Tobą coraz bardziej i bardziej…!”
„Daję ci się poznawać Monisiu kochana! A pomyśl co to będzie jak pójdziesz do Mnie na rączki! Wtedy ci się pokażę Takim jakim Jestem. I będziesz mnie odkrywać całą wieczność!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony Miłością.
„Nie mogę się już doczekać!”
„Ja także! Nie mogę się doczekać!”
„Ty nie możesz się doczekać?! To dlaczego mnie nie…”
„Jesteś Monisiu Mi jeszcze tu potrzebna. Wezmę cię we właściwym czasie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Rozumiem. Oboje się nie możemy doczekać! Ale nic to. Zaczekamy!”
„Zaczekamy!”- Jezus uśmiechał się do mnie cudownie…
PRAWDA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
„Wiesz mój Jezu? Czasem nachodzi mnie myśl, że to wszystko to kłamstwo. Że okłamuję siebie i innych! Że wiem o tym! Że robię to złośliwie, perfidnie, z premedytacją! Wtedy myślę sobie, że Ty, Twoja obecność, miłość jaką od Ciebie dostaję jest prawdziwa! To wszystko prawda. I tamta myśl znika! Ucieka!”-szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył mi w oczy głęboko. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„To prawda, Monisiu kochana! Ja jestem Prawdą. Nie okłamywałbym ciebie! Moja obecność i miłość nad Tobą jest Prawdą. Me SERCE, otwarte dla ciebie, twoja Własność, jest Prawdą. Fakt, że trzymam w objęciach i tulę do SERCA jest Prawdą. Moja męka, śmierć i Zmartwychwstanie jest Prawdą. I ty jesteś Prawdą! Gdybym był kłamstwem i ty byś nim była. Gdyby nie było MNIE i ciebie by nie było!”
„Wiem, kochany mój Jezu! Wiem! To dlaczego ta myśl mnie nachodzi, przeszkadza i męczy?”
„Zlemu ta PRAWDA baaaaaardzo przeszkadza. Dlatego.”
Jezus milczał chwilę. Potem uśmiechnął się do mnie cudownie i powiedział:
„Pragnę ciebie, miłości Moja! Pragnę ciebie, Monisiu kochana!”
„Pragnę Ciebie, Miłości moja! Pragnę Ciebie, Jezu mój umiłowany!” – szepnęłam ogniście.
Jezus, mój śliczny zanurzał mnie w Sobie, zatapiał w Miłości. I czynił z Sobą jedno.
MOJE ŻYCZENIA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie rozpromieniony cały!
„Dziś twe święto, maleńka Moja! Czego sobie życzysz?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Zaśmiałam się perliscie!
„Moje imieniny, a Ty mój śliczny pytasz czego sobie życzę?!”
Jezus skinął głową twierdząco rozpromieniony Miłością.
„Życzę sobie, żeby moje Duchowe Dzieci były coraz bliżej Ciebie! Bliżej niż ja!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem…
„A dla siebie czego sobie życzysz?”- umiłowany mój nie dawał za wygraną.
„No, właśnie tego!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. I dodałam:
„Ale ok. Życzę sobie, żeby w dzień było słońce!”
„A jak będzie deszcz, to co?” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„To też dobrze! Roślinki potrzebują deszczu!” – zaśmiałam się wesoło.
Jezus patrzył we mnie wyczekująco.
„Życzę sobie, abyś mógł zawsze był w moim sercu. Pogoda czy niepogoda na zewnątrz. Najważniejsze jest słońce w sercu. A moim Słońcem Ty jesteś, mój Jezu!”
„Pięknie powiedziane, Monisiu!”
„I jeszcze sobie życzę Twoich pocałunków! Uwielbiam je!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we głęboko. Przenikliwie.
„Twoje życzenia są Moim pragnieniem!” – wyszeptał poruszony niezmiernie.
I zaczął mnie całować. Słodko i gorąco i śmiało… Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę.
I wciąż mnie całuje…
LOCZKI
Leżałam w objęciach Jezusa szczęśliwa cala! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. A ja dotykałam dłonią Jego brody i robiłam loki…
„Jeśli Ci kochany to przeszkadza, albo denerwuje, albo boli to od razu mów! Przestanę!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„To tworzy między nami jeszcze większą zażyłość, poufałość, Monisiu kochana!”
„Taaak!” – szepnęłam zaskoczona odkryciem.
Nie spodziewałam się, że może być jeszcze większa poufałość miedzy nami. A tu okazuje się, że może!
„Całe życie dokądś biegłam. Albo chciałam uciec przed czymś. Pędziłam nie wiedziałam dokąd. Teraz już nie uciekam, nie gonię. Leżę sobie w Twoich ramionach, Ty mnie tulisz do SERCA. A ja bawię się Twoją brodą! Uszczęśliwiasz mnie, mój Jezu! Jest mi w Tobie dobrze. Po prostu dobrze! Jak w Domu. Jestem u siebie!”-szepnęło moje serce.
Nagle przez moją głowę i serce przeleciała myśl jak błyskawica: 'Podał grzbiet swój bijącym i policzki rwącym Mu brodę!’ I szybko, automatycznie odrzuciłam rękę od brody umiłowanego mojego… Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco. Potem położył na Swojej brodzie.
„To co innego, maleństwo Moje! Zupełnie coś innego!”
Uśmiechnęłam się nieśmiało. Znowu zaczęłam dłonią dotykać brodę Jezusa i układać loczki. Ale jakoś w tyle głowy brzmiała mi jeszcze tamta myśl. Zepsułam loki i pogłaskałam delikatnie brodę.
„Jednak naturalnie najlepiej!” – szepnęło moje serce.
Jezus przytrzymał moją dłoń.
„A Ja lubię loczki. Podoba Mi się!” – był cały rozpromieniony.
„Podoba Ci się? A gdzie je widzisz, kochany? Nie masz przecież lusterka!” – zaśmiałam się perliscie.
„Widzę je w twoich oczach, Monisiu!”- wyszeptało SERCE Najdroższe.
Jezus, mój śliczny patrzył we mnie ogniście. A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. I robiłam loki z brody Jezusowej…
ISKIERKI
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Dotykałam dłonią Jego brody i robiłam loki. Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Cudownie wczoraj było! Dziękuję Ci mój Jezu!” – szepnęło moje serce.
„Dla ciebie wszystko, maleńka!” – wyszeptało SERCE Najdroższe.
Rozmyślałam… Wczoraj nagle i niespodziewanie wypadła mi wycieczka! Do Parku Mużakowskiego. Cudnie było! Piękny pałac, stare dęby i platany. Krzewy ozdobne, rododendrony i azalie, co prawda jeszcze nie rozkwitły, bo wiosna się opóźnia. Ale i tak było pięknie!
„A co ci się najbardziej podobało, Monisiu kochana?” – spytało SERCE Jezusa.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Iskierki! Promyczki na jeziorku! Błyskały się, świeciły, migotały! Tańczyły na jeziorku! Zastanawialiśmy się z tatą skąd się wzięły. Czy to może jakieś owady latały nad powierzchnia wody i odbijały promienie słońca, czy małe rybki pływały!”
„To były…” – wyszeptał Jezus. Nie pozwoliłam Mu dokończyć! Zamknęłam Mu usta pocałunkiem!
„Ciii… Nie mów mi! Nie mów mi, proszę kochany!”
„Nie chcesz wiedzieć co to było, maleńka?! Dlaczego?!”
„Bo by straciło aurę tajemniczości! Chcę wierzyć, że to niespodzianka od Ciebie dla mnie!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Oczywiście, że ode Mnie dla ciebie!”-wyszeptał z ogniem i dodal:
„Ty Monisiu jesteś taką iskierką na morzach życia swoich Duchowych Dzieci!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem…
BEZ SŁÓW
Leżałam w objęciach Jezusa uśmiechając się do Niego radośnie. Dotykałam dłonią policzek ślicznego mojego i głaskalam go z czułością.
„Wiesz mój Jezu? Coraz częściej nie potrzebuję z Tobą rozmawiać. Nie dlatego, że nie chcę, albo, że nie mam o czym! Chcę i mam! Nie potrzebuję z Tobą rozmawiać, bo… Pragnę być z Tobą. Po prostu być! W milczeniu. Być!”
Umiłowany mój Jezus patrzył we mnie płonący! Z lubością patrzył!
” Wypowiedziałaś Moje pragnienie, maleńka! Pragnę z tobą być! Rozumiemy się bez słów, prawda?!”-wyszeptał z tkliwością niesamowitą.
Pokiwałam głową twierdząco. Wpatrywalam się w Jezusa… I zrozumiałam, że mój śliczny zaprasza mnie do jeszcze większej bliskości i intymności.
„Chcesz…?!” – szepnęłam nieśmiało.
„Pragnę, Monisiu kochana! Pragnę!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Pragnę!” – szepnęłam zachwycona.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością…
WŁASNOŚĆ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Położyłam głowę na Jego SERCU umiłowanym i szeptałam z miłością:
„Moje SERDUSZKO Najdroższe! Jestem z CIEBIE bardzo dumna! Kochane moje! Śliczne moje! Maleńka jest dumna z CIEBIE, z mojej Własności!”
Ucałowałam JE serdecznie! I nagle głupio mi się zrobiło… Że powiedziałam 'mojej Własności’. Przecież…
„Przepra…” – zaczęłam nieśmiało. Ale urwałam! SERCE Najdroższe uśmiechało się do mnie promiennie! Nie wiem jak SERCE może się uśmiechać, ale się uśmiechało…
Jezus patrzył we mnie tak samo uśmiechnięty jak SERCE!
„Nie uraziłam SERDUSZKA Twojego?” – wyszeptałam prawie bezgłośnie.
„Uraziłaś?! Skąd! Ucieszyłaś, uradowałaś baaardzo!”
„Ale przecież…”
„Wybrałaś JE sobie. Jest więc twoją Własnością! Twoje serce jest Moją własnością, a Mo…”
„Tak! Moje serce jest Twoją własnością! Ale to nie to samo!” – szepnęłam z mocą.
„Ależ tak! Poza tym Moje SERCE jest Własnością każdego kto łączy się z Nim w cierpieniu i miłości. I kto Moją wolę przyjmuje jako swoją.”
Nie wiedziałam co powiedzieć… Jezus promieniał cały zachwytem. Jego SERCE uśmiechało się do mnie cudownie.
TAŃCZYMY!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną poruszony niezmiernie… Położył głowę na moim ramieniu. A ja położyłam głowę na Jego ramieniu. Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu… Tańczylismy, a nasze serca rozmawiały:
„Jezuniu najsłodszy mój! Kochany mój! Najdroższy mój!”
A SERCE Najdroższe odpowiadało:
„Maleństwo Moje kochane! Moje słodkie! Najmilsze Moje!”
Tańczylismy tak. Mój umiłowany Jezus i ja. Wciąż tańczymy… W Miłości!