„Kocham Cię, Jezu! Z Tobą mi jak w Niebie!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Mój śliczny tulił mnie do Siebie i patrzył we mnie rozpromieniony cały!
„I Mnie z tobą jak w Niebie, maleńka!” – wyszeptał z czułością.
„Naprawdę?!”
„Tak!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„To ja już jestem w Niebie!”-szepnęłam i po chwili dodałam:
„Nie muszę umierać, żeby do Nieba iść! Już w Nim jestem…!”
„Tak maleńka!”
Jezus patrzył we mnie z lubością…
Autor: Maleńka
CZEKAŁ, TĘSKNIŁ, PRAGNĄŁ…
„Nareszcie! Długo na TO czekałam!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Jezus patrzył we mnie płonący i poruszony cały.
„A pomyśl, Monisiu kochana, jak długo JA, na TO czekałem!”
„Taaak! Ty na TO czekałeś nieporównywalnie dłużej…”
Spuściłam głowę strapiona…
Jezus delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry. Patrzył mi w oczy głęboko… Z wielką Miłością!
„Czekałem… Tęskniłem… Pragnąłem… Całe wieki! Aż w końcu TATA powiedział: „Już czas, Synku! Idź!” I poszedłem! Bardzo pragnąłem zbawić wszystkich ludzi, zbawić Moją Monisię!”
Bardzo mi podobało, że mówi do mnie osobiście… Wprost z SERCA do serca! Mówi tak do serca każdego człowieka.
„Dziękuję mój Jezu kochany za Twoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie Twoje! Baaaaaardzo dziękuję!”
„Bardzo pragnąłem zbawić Moją Monisię!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! A ja patrzyłam w Niego jak w Obrazek…
TAK BĘDZIE!
Jezus tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! I ja tylko w Niego, w ślicznego mojego Jezusa i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
” Kochany mój! Uwielbiam Ciebie! Mój śliczny! Mój umiłowany! Słońce moje! Niebo moje! Uwielbiam Ciebie! Ty nawet w grobie nie możesz spokojnie poleżeć! Odpocząć po okrutnej męce! Nie! Schodzisz do Otchłani i wyprowadzasz do Życia Wszystkich ludzi Starego Przymierza! Od Adama i Ewy począwszy! Na pewno wszyscy w szoku byli! Myśleli, że całą wieczność będą trwali w śmierci i ciemności. A tu nagle przychodzisz do nich, obdarzasz prawdziwym Życiem i Światłem! Szaleli pewnie ze szczęścia. Wychwalali Ciebie!
I ja gdy pójdę do Ciebie na rączki, nie będę odpoczywać w grobie! Będę rozdawała Twoją miłość! Rozsiewała Ją z Nieba na ziemię. Jak ziarno! Jak deszcz! Deszcz Twojej Łaski! Będę dla Ciebie tańczyć! Szaleć dla Ciebie! W Szczęściu i Miłości Twojej!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały!
„Tak będzie, maleńka Moja! Tak będzie!” – wyszeptał ogniście.
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
MIŁOŚĆ I PRAGNIENIE
Jezus objął mnie całą. Objął i przytulił całym Sobą. Przylgnął do mnie. Położył głowę na moim ramieniu… Ja położyłam głowę na Jego ramieniu. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. Rozmyślałam…
Gdy patrzę na Krzyż, na Ukrzyżowanego, widzę przede wszystkim MIŁOŚĆ. Miłość szaloną, bezgraniczną… Nie dającą się wypowiedzieć ludzkimi słowami. Oto Bóg, Syn Boży wisi na Krzyżu rozpostarty jak Sokół na Niebie. Przygwożdżony za moje grzechy! Cóż TO za MIŁOŚĆ! Cóż TO za PRAGNIENIE!
Zapatrzyć się w Tę Miłość i w To Pragnienie. I odpowiedzieć podobnym pragnieniem i podobną miłością – pragnę!!!
EUCHARYSTIA I KAPŁAŃSTWO
Dzisiaj mój Pan, Mistrz i Oblubieniec dał mi Siebie za Pokarm. Oddał mi się całkowicie, bez reszty. Pragnął, abym spożywając Jego Ciało i pijąc Jego Krew miała Jego Życie w sobie. Życie wieczne. Abym mogła Żyć Pełnią Życia! Gdy spożywam Jego Ciało, On Jezus Chrystus żyje we mnie! Miłość sama we mnie żyje! Przemienia mnie w Siebie. Chrystus stał się Chlebem, aby nakarmić mój głód. Mogę Go jeść… Po prostu. To takie proste… delikatne, pokorne, ciche i kruche. Mój Bóg i Pan przychodzi do mego serca ukryty w białym opłatku… To jednocześnie wielka Tajemnica. Jedna z największych i najpiękniejszych TAJEMNIC… Jak delikatny, pokorny i cichy jest mój Jezus… Niepojęte…
Dzisiaj Chrystus oprócz Sakramentu Eucharystii ustanowił Sakrament Kapłaństwa. W sakramencie tym udzielona zostaje duchowa władza i dana łaska do sprawowania Eucharystii oraz innych posług kościelnych.
Dzisiaj szczególnie Jezusowi dziękuję za moich Duchowych Synów, kapłanów i za Jego Kapłaństwo, którym ich obdarował!
CHCĘ CIEBIE!
Jezus tulił mnie do SERCA. Zimny, przenikliwy wiatr wiał coraz bardziej i bardziej… Już nic nie czułam. Trzęsłam się cała. Umiłowany mój Jezus dygotał cały… Trwaliśmy razem, SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Jakiż Ty tu samotny mój Jezu… Jakiż opuszczony… Odrzucony! I zmarznięty…” – szepnęłam z bólem.
„Przyszedłem na świat, aby wyrwać Moje dzieci ze szponów zła! Aby wyzwolić, uwolnić je z pod mocy grzechu. Przyszedłem pokorny i cichy. Moje dzieci nie chciały takiego Mesjasza! Chciały, żeby przybył z wojskiem, z armią i uwolnił je z pod okupacji. Ja pragnąłem uwolnić je od czegoś znacznie poważniejszego i ważniejszego. Nie chciały Mnie, nie przyjęły!”
” Ale wielu Cię przyjęło! Chciało! I wciąż Ciebie chcą! Ogromna większość moich Duchowych Dzieci Cię chce! Pragnie! Ja Ciebie chcę!”-szepnęłam z mocą.
„Chcesz Mnie…?”
„Oczywiście! Chcę Ciebie! Chcę!”
I dodałam:
„Czy gdybym Cię nie chciała, byłabym z Tobą tutaj??!”
Jezus jakby się obudził.
„Nie, nie byłabyś!”
„Właśnie!”
Trwaliśmy razem, SERCE przy sercu. Moje serce szeptało:
„Chcę Cię! Chcę… Pragnę Ciebie, mój Miły!”
Wiatr jakby ucichł…
NA DNIE MĘKI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Zarzuciłam Mu ręce na szyję i przytuliłam się do Niego całą sobą.
„Zaczął się Wielki Tydzień. Pragnę się teraz skupić tylko na Tobie, mój Jezu kochany! Tylko na Tobie!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. I… nagle znaleźliśmy się w czymś ciemnym i pustym i zimnym. Czułam jakby skądś wiał ziiimny, przenikliwy wiatr… A ja nagle poczułam się opuszczona, odrzucona i samotna niewypowiedzianie.
„Jesteśmy na Dnie Męki Mojej, maleńka. Będziesz tu ze Mną i będziesz Mi towarzyszyć! Niewielu tu ze Mną było. Bardzo niewielu…”
„Dziękuję, że mogę być Tu z Tobą, kochany! Dziękuję!”
Wiatr stawał się coraz silniejszy. Jezus tulił mnie mocno do Siebie…
MIŁOŚĆ UCZY MIŁOŚCI
„To Duchowe Dziecko nie nauczyło cię, maleńka, okazywać miłości?” – spytał Jezus łagodnie.
„Kochało mnie, wiem. Troszczyło się o mnie. Karmiło, ubierało, po różnych lekarzach ze mną jeździło. Ale z okazywaniem miłości…”
„Ale kochałaś Je. Kochałaś swoje Dziecko. I teraz kochasz swe Duchowe Dzieci i miłość im okazujesz!”
„Oczywiście. Kocham moje Duchowe Dzieci! Kocham wszystkie razem i każde z osobna. Kocham i staram się okazywać im miłość. Mam nadzieję, że Dzieci wiedzą i widzą moją miłość do nich. Że doświadczają mojej miłości.”
„A kto cię, maleńka, nauczył okazywać miłość?” – spytał Jezus tak jakby nie wiedział.
„W dzieciństwie Babcia. Pamiętam jak siedziałyśmy obie przytulone do siebie… Babcia całowała mnie często i mówiła z czułością:
-Moja kochana Monisiu!
A teraz…”
„Tak?”
„Oczywiście moje Duchowe Dzieci. Okazują mi miłość! Ale przede wszystkim okazywania miłości uczę się od Ciebie! Ty jesteś Miłością i uczysz mnie miłość okazywać! Miłość uczy miłości!”
Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Trwaliśmy SERCE przy sercu… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
PODOBNA DO JEZUSA
„Płakałaś Monisiu gdy o tym pisałaś…” – wyszeptał Jezus z czułością.
„Oj tam, od razu płakałam! Dwie łezki to nie płacz. Ale gdy pisałam to nagle zrobiło mi bardzo smutno i przykro…”
„A dlaczego?!” – dopytywał z ogromną troską Jezus.
„Bo w jednej chwili przypomniałam sobie siebie. Małą, samotną, wołającą, proszącą o miłość. I to moje wołanie, prośba pozostała praktycznie bez odzewu…”
Jezus patrzył we mnie. W Jego oczach widziałam miłość i całkowite zrozumienie.
„To tak jak Ja, złożony w żłobie wśród zwierzęcych odchodów. To tak jak Ja niezrozumiały przez rodziców w świątyni jerozolimskiej. To tak jak Ja wyrzucony z synagogi w Nazarecie…”
Jezus mówił, a moje serce szeptało: „No, coś w tym jest”.
„To tak jak Ja wystawiany na próbę i nierozumiany przez faryzeuszy. To tak jak Ja cierpiący samotnie w Ogrójcu. To tak jak Ja wiszący na krzyżu i patrzący na moich prześladowców.”
Za każdym razem moje serce szeptało:
„No, coś w tym jest!”
Gdy mój słodki Jezus mówił, przed moim sercem i oczami przesuwały się obrazy… Widziałam umiłowanego mojego Jezusa złożonego w żłobie, wyrzuconego z synagogi w Nazarecie, wystawianego na próbę i nierozumianego przez faryzeuszy. Widziałam umiłowanego cierpiącego samotnie w Ogrójcu i wiszącego na krzyżu i patrzącego na prześladowców… I uderzyło mnie to, że Jezus miał twarz podobną do mojej. A raczej ja miałam twarz Jezusa!
„Całe życie byłaś podobna do Mnie, Monisiu! Byłaś i jesteś!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa poruszona…
KOCHAM CIĘ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Kocham Cię!” – szepnęłam z mocą. Objęłam mojego umiłowanego za szyję i przytuliłam się do Niego całą sobą.
Jezus obejmował mnie delikatnie. Jednocześnie całym Sobą.
„Kocham cię Monisiu!” – wyszeptał z tkliwością.
„Nie musisz mój Jezu mówić mi, że mnie kochasz. Widzę TO! Widzę każdego dnia, każdej godziny, minuty, sekundy! Widzę Twoją miłość do mnie!”
„Ale Ja pragnę ci mówić, że cię kocham, maleńka!”
„A ja pragnę słuchać…”
„Ty też, Monisiu, nie musisz Mi mówić, że Mnie kochasz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Aż się odchyliłam zdumiona!
„Nie muszę?!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko…
„Widzę ją w twoich oczach, widzę w twoim uśmiechu, widzę ją w twoich słowach i czynach. Widzę twoją miłość do Mnie!”
„Ale ja pragnę Ci mówić, że Cię kocham!” – szepnęłam z mocą.
„A Ja pragnę słuchać!”
Wtuliłam się w Jezusa jeszcze bardziej, a On objął mnie jeszcze bardziej i mocniej. Rozmyślałam…
Gdy byłam dzieckiem, miałam może 6, 7 lat bardzo potrzebowałam usłyszeć, że ktoś mnie kocha. Baaaaaardzo… I któregoś dnia moje Duchowe Dziecko, które jeszcze wtedy nie było moim Dzieckiem stało w kuchni przy zlewie i myło naczynia.
Ja czymś się bawiłam. I nagle nie wiem czemu z głębi serca wyrwało mi się:
– Nikt mnie nie kocha!!!
Dużo mnie kosztowało, że to powiedzieć…
Dziecko spojrzało na mnie zdumione, uśmiechnęło się jakby nerwowo i nie przerywając mycia naczyń powiedziało:
– Ja cię kocham.
Odwróciło głowę i dalej myło naczynia.
Było mi bardzo smutno i przykro. Słowa Dziecka wydały mi się wymuszone moim wyznaniem. Potrzebowałam, żeby podeszło do mnie, przytuliło, ucałowało mnie i powiedziało z czułością:
– Kocham cię Monisiu!
Nie dostałam tego czego potrzebowałam. Natomiast wiele razy dostawałam coś zupełnie odmiennego…
Jezus wciąż obejmował mnie z tkliwością.
„Kocham cię Monisiu!”
„Kocham Cię Jezu!”
Trwaliśmy w przytuleniu…