Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały…
„Wiesz mój Jezu? Ostatnio Cię nie widzę. Ale ok, nie muszę Cię widzieć, żeby wiedzieć, że ze mną jesteś.”
„Jesteś bardzo blisko Mnie, Moja słodka. Najbliżej. Ja jestem najbliżej ciebie.”
„Dlatego Cię nie widzę…”
„Wtulona we Mnie, jak możesz Mnie widzieć?”
„Właśnie! Dziękuję!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie. I ja uśmiecham się do umiłowanego radośnie. Jezus kieruje moje myśli na to, że ja za wszystko, wszystkim dziękuję.
„Proszę co chwilę, to i dziękuję.”
„To Ja przez ciebie proszę i Ja przez ciebie dziękuję, maleńka Moja.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie głęboko.
„To Ja proszę i Ja dziękuję”- powtarza ogniście.
„Taaak.”
Tańczę w SERCU Jezusa. Tańczę, a Ono bije dla mnie. Bije w rytmie miłości.
Autor: Maleńka
ZAJMUJE SIĘ
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Z miłością i troską wielką. Nie rozmawiamy. Rozmyślam… A może moje myśli to rozmowa? Modlitwa? Może. O czym rozmyślam? Umiłowany wie. O czymś co miało być moją radością, a stało się… On wie.
„Oddaję Ci, mój Jezu kochany, całą tą sprawę. Zajmij się nią, proszę.”
„Już się nią zajmuję, Moja słodka. Twoje sprawy są Moimi sprawami.”
Uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„Dzięku…”
Jezus nie pozwala mi dokończyć. Zamyka mi usta słodkimi pocałunkami. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
WTULA W SIEBIE
Tańczymy bardzo. Mój umiłowany Jezus i ja. Jezus trzyma mnie w objęciach i tuli do SERCA. Patrzy we mnie ogniście. Zakochany i poruszony cały. Tańczymy bardzo. Mój Oblubieniec w tańcu mnie prowadzi. Tańczymy lekko i zwiewnie. Jak ptaki! Fruwamy! Tańczymy bardzo wtuleni w siebie nawzajem. Policzek przy policzku i serce przy SERCU.
„Jezuniu słodki! Jezu mój kochany! Jezu, mój Jezu! Mój umiłowany!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie. Wtula mnie w Siebie, wciąż bardziej i bardziej…
ODDAJĘ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Smutno mi, kochany…”
„Twój smutek jest Moim smutkiem, maleńka Moja.”
„I przykro…I serce boli…”
„Twoja przykrość i ból jest Moją przykrością i bólem.”
„I z powodu bólu moje marzenie raczej się nie spełni.”
„Twoje marzenie jest Moim marzeniem, więc spełnię je tak czy inaczej.”
Uśmiecham się do umiłowanego smutno…
„Oddaję Ci, mój Jezu kochany, całą tą sprawę.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Tańczę w Jego pocałunkach. Bardzo tańczę.
BOSKIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością. Poruszony cały. Uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„To był sen??!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Nie, maleńka Moja.”
„Czułam się jak we śnie…”
Wtulam się w Oblubieńca mojego.
Wczoraj z siostrą, bratową i bratem byliśmy na koncercie. „Cztery pory roku” Antonio Vivaldi przy świecach. Gdy weszliśmy do sali koncertowej w filharmonii, cała scena usłana była zapalonymi świecami. Wszędzie stały świece. Potem przyciemniono światła, na scenę wyszli muzycy i zaczął się koncert. Muzyków było pięcioro, kwartet smyczkowy i solistka. Solistka ubrana była w piękną, czerwoną suknię do ziemi. Wszyscy grali przepięknie! „Cztery pory roku” Vivaldiego i potem jeszcze cztery bisy. Publiczność nie chciała ich wypuścić! Czułam się jak we śnie! Barokowa muzyka… blask zapalonych świec… Cudownie!
„Nie rozumiem jak można napisać muzykę! Muzyka płynie z serca, z duszy, ale jak ją przenieść na pięciolinię? Nuty, półnuty, ćwierćnuty… I potem to przeczytać i zagrać. To wszystko ma w sobie coś boskiego! To jest Boskie!”
„Jak każdy talent, pochodzi ode Mnie.”
„Taaak!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Mój umiłowany Jezus i ja.
PODNOSI MNIE
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Bez sił prawie. Z zamkniętymi oczyma leżę. Nie mam siły, by podnieść powieki. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Wzruszony cały Miłością. Uśmiecham się do mojego Oblubieńca z trudem… On zbliża twarz do mojej twarzy i całuje mój uśmiech…
„Wybaczyłeś mi wczoraj, mój słodki Jezuniu!”
„Przepraszałaś Mnie z głębi serca. Prosiłaś o wybaczenie, nie mogę ci odmówić, Moja maleńka! Zresztą nie mówmy już o tym. Było, minęło. Ja już nie pamiętam o tym.”
„Dziękuję mój Jezu kochany. Głupio mi, że tak wyszło… Że Ciebie najmilszy Zraniłam.”
Jezus uśmiecha się do mnie z tkliwością.
„Ja jestem z ciebie dumny!”
„Z czego? Bo chyba nie z mojego upadku?!”
„Z tego, że pozwalasz Mi się podnosić.”
„A komu mam na to pozwalać, jak nie Tobie, mój słodki Jezuniu?!”
Jezus patrzy we mnie głęboko. Znów zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Tańczę bardzo w Jego pocałunkach.
SKARB
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością.
„Co u ciebie, Moja słodka?”
„A, dziękuję, kochany. Wszystko dobrze!”
„Dobrze?”
„Bardzo dobrze!” – szepczę z uśmiechem i dodaję:
„Bardzo dużo się u mnie dzieje. Więcej niż u niektórych zdrowych ludzi.”
Uśmiecham się do umiłowanego i wtulam się w Niego całkowicie.
„A wiesz, mój Jezu? Ostatnio usłyszałam, że jestem skarbem.”
„Tak? Od kogo?” – pyta Jezus z cudnym uśmiechem.
„Jechaliśmy z tatą do miasta. I na przystanku stała starsza pani. Kiwnęła na nas.
-Zatrzymasz się? – spytałam tatę. Właściwie to nie było pytanie tylko prośba.
-Tak.
Starsza pani okazała się być bardzo rozmową, miłą osobą i całą drogę do miasta rozmawialiśmy. Pani mówiła do mnie na 'ty’. Zwracała się do mnie 'skarbie’. 'Skarbie, a powiedz mi to’, 'skarbie, a powiedz mi tamto’.
-Skarbie, a jak masz na imię?
-Monika.
I dalej nazywała mnie 'skarbem’. A mnie się na słowo 'skarbie’, błogo i miękko na sercu robiło. Przypomniało mi się dzieciństwo. Babcia tak mnie nazywała… Potem już nie pamiętam.
A teraz przez chorobę coraz częściej czuję się ciężarem, niż skarbem dla najbliższych.”
„Skarb musi być ciężki, drogocenny. Inaczej nie jest skarbem!” – szepcze Jezus ogniście.
„No, niby tak. Masz rację, kochany mój Jezu!”
„Ty, maleńka, jesteś Moim drogocennym skarbem. Chciałem ci o tym przypomnieć.”
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha. Tańczymy w miłości i intymności bez granic.
SERCE PRZY SERCU
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i wzruszony cały.
Zarzucam mojemu Oblubieńcowi ręce na szyję i wtulam się w Niego cała.
„Mój kochany, śliczny Jezuniu! Uwielbiam Ciebie! Pragnę Ciebie!”
„Moja słodka! Słodziutka! Najsłodsza!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Całuje… Tańczę w Jego pocałunkach. Razem tańczymy. SERCE przy sercu.
W RĘKACH JEZUSA
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Zbliża twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka. Trwamy w miłosnym milczeniu.
Nagle nachodzą mnie myśli, zmartwienia, obawy, zwątpienie. Przyszłość malowała się tajemniczo, nieprzewidywalnie, a nawet złowrogo…
Ja jestem taka obolała i bezradna… A Ty, mój Jezu kochany stawiasz przede mną tak wielkie zadania…
„A co ja się będę martwić o przyszłość?! Nie wiem co będzie dziś, za sekundę, za minutę, za godzinę! Będzie co Bóg da. Jeśli chce, żebym to zrobiła, to to zrobię. Tak czy inaczej. Ty jesteś moją Siłą i moją Nadzieją!”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością i lubością.
„Jesteś cała w Moich rękach.”
„Tak, mój Jezuniu!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
ŻYJĘ I UMIERAM
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Z zamkniętymi oczyma leżę. Nie mam siły, by podnieść powieki. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Zbliża twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka. Trwamy w miłości i bliskości bez granic. Moje serce szepcze:
„Ostatnio usłyszałam takie zdanie: 'jeśli nie masz za co umierać, nie masz też dla czego żyć’. Bardzo mnie ono poruszyło. Wzięłam je do siebie.
Dla Ciebie żyję i umieram dla Ciebie, kochany mój Jezu. W Tobie żyję i w Tobie umieram.”
Jezus wtula mnie w Siebie, zatapia w miłości. I czyni z Sobą jedno. Tańczę bardzo, dla umiłowanego mojego.