Budzę się… Otwieram oczy i uśmiecham się do umiłowanego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały. Wtulam się w Niego, zamykam oczy. Umiłowany mój zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości… Błogo mi i bardzo dobrze… Mogłabym zanurzyć się całkowicie w moim Jezusie i tak trwać w Nim na wieki…
Umiłowany uśmiecha się do mnie z czułością.
„Masz jeszcze coś tu do zrobienia, Moja słodka.”
„Co takiego?” – pytam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Tańczyć dla Mnie. I spełnić marzenie.”
„To mój brat bardzo chce spełnić moje moje marzenia. Powiedziałam mu kiedyś, że chciałabym bardzo pojechać do Warszawy i do Rzymu. Wziął sobie to do serca. I w zeszłym roku byliśmy kilka dni w stolicy. A w tym roku…”
„Spełniasz marzenia brata.”
„Jak to? To on spełnia moje!”
„Marzy, żeby spełnić twoje marzenia…”
„Aaaa… Nie pomyślałam tak o tym…”
Uśmiecham się do umiłowanego radośnie. Z wdzięcznością. I On uśmiecha się do mnie cudownie. Zanurza mnie w Sobie bardziej i głębiej…
Autor: Maleńka
JEDYNA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Patrzę Mu w oczy z miłością.
„Wczoraj poczułam się bardzo samotna i opuszczona, i…”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem. Słodkim i czułym… Całuje jakby chciał mi powiedzieć, że to nieprawda, że to nieaktualne. Naprawdę jest nieaktualne.
„Potem sprawiłeś, że się uśmiechnęłam i poczułam w sercu niezwykłą czułość… miękkość… Nie wiem jak to opisać… W każdym razie poczucie samotności i opuszczenia znikło. A potem był jeszcze pocałunek w czoło. Jakby na dowód, że rzeczywiście to nieprawda.”
Jezus znów zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Całuje i czule szepcze:
„Jesteś Moją, maleńka! Jesteś Mi potrzebna! Więcej nawet! Jesteś upragniona! Wytęskniona!”
„Dzięku…”
Jezus nie pozwala mi dokończyć!
„To Ja ci dziękuję! Dziękuję, że mogłem cię stworzyć, ukochać, że mogę być z tobą!”
Nie przerywam umiłowanemu mojemu. Dziękując mi, dziękuje Sobie samemu! Wychwala Siebie. Pokazuje Swą miłość i dobroć. Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha!
„Uwielbiam cię, Moja słodka! Jesteś jedyną Moją! Gdyby cię nie było, nie miałbym kogo tulić do SERCA!”
Patrzę w Jezusa zdumiona! Jest przecież tylu ludzi na świecie!
„Dla Mnie jesteś jedyna!”
Jezus patrzy we mnie ogniście. Tańczę w Jego pełnym miłości spojrzeniu…
MIŁOŚĆ I ŻARLIWOŚĆ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Zbliża twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka.
„Jezu mój słodki, ja już nie mam siły. Jestem coraz słabsza fizycznie…”
„Ja jestem twoją siłą, maleńka Moja.”
„Tak, kochany!”
Wtulam się w Oblubieńca mojego. Nagle przychodzi mi do głowy św Andrzej Bobola. Raz poprosiłam go o pomoc. I teraz często przychodzi mi do głowy.
„Ewidentnie domaga się mojej uwagi”-szepczę. I dodaję:
„On wiele cierpiał… Bardzo wiele! Dla Ciebie.”
„Jesteś jak on.”
„Ja??!! Ale…”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem. Wyrywam Mu się.
„Ale jak to…?!”
Jezus znów zamyka mi usta pocałunkiem. Potem patrzy we mnie ogniście.
„Jesteś jak on!”
„Ale on dużo więcej cierpiał! Nie mogę się porównywać do niego!”
Jezus uśmiecha się do mnie z lubością.
„Macie taką samą miłość. I podobną żarliwość w sercach!”
Milczę. Nie wiem co powiedzieć. Zresztą tu nie trzeba słów.
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Mój umiłowany Jezus i ja. Wtuleni w siebie nawzajem. Oblubieniec i oblubienica.
MYŚLI, OBECNOŚĆ, BŁOGOŚĆ I TANIEC
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„O mój Jezuniu kochany! W mojej głowie jest dużo myśli! Kłębią się! I co rusz przychodzą nowe…A ja chciałabym mieć czystą głowę. Chcę myśleć o Tobie, mój słodki Jezuniu! Oczyść, proszę, moją głowę!”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością…
„Te myśli są ode Mnie, Moja słodka. Ja jestem w nich obecny!”
„No tak, ale…”
„W twoich myślach są obecni wszyscy, których kochasz. Nade wszystko Ja jestem w nich obecny. Niczym się nie martw, maleńka Moja.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Masz kolejne Duchowe Dziecko. Dzieciątko” – szepcze Jezus żarliwie.
„Tak. Przedwczoraj adoptowałam. Maleńką Laurę, chorą na Zespół Retta. 'Moja LaureTtka’ – mówił o niej jej dziadek. Bardzo mi to spodobało.”
Uśmiecham się do umiłowanego i nachodzi mnie myśl, że chciałabym ją zobaczyć… I natychmiast nachodzi mnie jakaś niewytłumaczalna błogość… I widzę maleńką dziewczynkę… Patrzy na mnie i cudnie się do mnie uśmiecha…
„Moja LaureTtka…”
Uśmiecham się do niej od ucha do ucha…
A teraz tańczę. Tańczę zanurzona w umiłowanego mojego.
MARZENIE STAJE SIĘ RZECZYWISTOŚCIĄ
Miałam pisać notkę… Spokojnie, powoli… A tu nagle! Dostaję wiadomość! Moje marzenie zaczyna się krystalizować. Zaczyna nabierać realnych kształtów. Do tej pory było czymś nierealnym, niemożliwym do spełnienia. Marzeniem po prostu… Teraz staje się rzeczywistością. Jest już nawet termin jego realizacji. W szoku jestem gdy piszę te słowa.
Cieszę się bardzo!!! Wiem, że umiłowany cieszy się ze mną. To wszystko Jego „sprawka”. Bez Niego ani rusz! Wiem też, że się na mnie nie obrazi, że nie napisałam notki takiej jak zwykle. Przeciwnie, cieszy się razem ze mną! Widzę Jego rozpromienioną twarz nade mną… Zanurza mnie w Sobie bardziej i głębiej… I tylko z Nim i w Nim marzenie może stać się rzeczywistością.
MIŁOSIERNY
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„Dziś Twoje Święto, Jezu Miłosierny!”
„To nieważne! Jakaś ty piękna, maleńka Moja! Jedyna Moja.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i zaczyna mnie całować! Całuje mnie słodko, namiętnie i czule! Ogniście!
„Jak to nieważne???!! A Faustyna też nieważna według Ciebie??!”
„Też…”
Przerywam Jezusowi gwałtownie. Zaczynam Go łaskotać!
„Wybacz kochany, ale głupotki gadasz! Głupotki!”-śmieję się wesoło.
„Ja??!!”- pyta Jezus śmiejąc się perliscie.
„Tak! Powiem Faustynce, żeby się na Ciebie obraziła! A co! Bez niej nie byłoby obrazu Jezusa Miłosiernego! Nie byłoby Koronki! A przede wszystkim nie byłoby orędzie Powiem jej! Powiem!” – ciągle łaskoczę umiłowanego mojego. W końcu przestaję. Kładę głowę na SERCU Najdroższym. Jezus obejmuje mnie z miłością. Wsłuchuję się w bicie SERCA…
„Oglądałam fabularyzowany dokument o tym jak powstawał obraz Jezusa Miłosiernego. Kiedy Eugeniusz Kazimirowski go malował, Faustyna tłumaczyła żartobliwie, że te promienie, które wychodzą z SERCA nie mają wyglądać jak flaga Polski, ale jak krew i woda. Nie wiem czy tak było naprawdę, ale spodobało mi się to.”
Przerwałam.
„No dobrze Ty opowiedz o Swoim miłosierdziu, Jezu mój kochany!”
„Ty powiedziałaś wszystko co chciałem, Moja słodka.”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie i zanurza mnie w miłosierdziu Swoim. Dziś i nie tylko dziś pragnie zanurzać każdego z nas. Pozwólmy Mu na to.
W STRONĘ SŁOŃCA
Leżę w objęciach mojego Oblubieńca tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA. Patrzy we mnie głęboko… Z miłością i troską. Uśmiecham się do umiłowanego radośnie. Patrzę Mu w oczy z zachwytem i uwielbieniem.
„Wiesz mój Jezu? Nie wiedziałam, że prostota może być cnotą…”
„Więc już wiesz, Moja słodka.”
Jezus uśmiecha się do mnie przecudnie.
„Tak.”
Leżę na SERCU umiłowanym… Rozmyślam.
„Ostatnio tak się stało, że otoczyłeś mnie rzeczami. Nowymi. Zwaliłeś je na mnie! W sensie pozytywnym oczywiście. Auto, wózek, okulary… Nowa, dobra lampa, przy której bardzo dobrze mi się maluje. Jestem otoczona rzeczami… Cieszę się oczywiście, że je mam, ale traktuję je jako udogodnienia. Traktuję je jako narzędzia dzięki którym łatwiej jest żyć, moim najbliższym i mnie. 'No to teraz masz wszystko! Tylko żyć!’ usłyszalam niedawno. Zaśmiałam się i pomyślałam, bardzo chętnie rzuciłabym to wszystko i poszła…”
„Gdzie? Dokąd byś poszła, maleńka Moja?” – pyta Jezus tak jakby nie wiedział.
Zarzucam mojemu umiłowanemu ręce na szyję i wtulam się w Niego cała.
„Do Ciebie na rączki!”
Nagle słyszę piosenkę Dwa plus jeden „Iść w stronę słońca”.
„Ty jesteś moim Słońcem, mój słodki Jezuniu! Do Ciebie idę, jadę do Ciebie!”
Jezus patrzy we mnie z lubością…
O BOGU OJCU
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Zakochany i zachwycony cały. Uśmiecham się do umiłowanego od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie przecudnie!
„Opowiedz mi o TACIE, mój Jezu kochany.”
„Kto widzi Mnie, widzi i TATĘ.”
Umiłowany przerywa na chwilę. Zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Całuje i czule szepcze:
„TATA nie ma wieku. Jest ciągle młody! Więcej! Można powiedzieć, że TATA jest dzieckiem!”
„Dlatego Ty tak lubisz, kochasz dzieci!”
„Tata uwielbia to co niepozorne, małe, bezradne. Uwielbia w nie wchodzić, by okazać Swą chwałę. Uwielbiam takie maleństwa słodkie…”
Przerywam Jezusowi. Zamykam Mu usta pocałunkiem.
„Wybacz kochany, ale skręcasz na mnie, a ja wolałabym o TACIE…”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie. Leżę na SERCU Najdroższym i rozmyślam…
„Wielu ludzi wyobraża sobie Boga Ojca jako surowego starca, który siedzi na chmurce i tylko czeka, aż upadniemy, by wytknąć nam naszą słabość. Tymczasem Bóg jest zupełnie inny! On nie osądza, nie potępia, nie wydaje wyroku. Bóg tylko raz wydał wyrok, na krzyżu. Osądzają i potępiają nas nasze czyny, a raczej ich brak. 'Byłem głodny, a NIE daliście Mi jeść”. On tylko nam to pokazuje i bardzo Go boli, gdy sami się potępiamy. On pragnie nas podnosić! Pragnie nas brać na ręce! Pragnie nas tulić do SERCA! Kocha nas do szaleństwa i pragnie nas mieć wszystkich u Siebie…”
Przerywam i uśmiecham się do umiłowanego.
„No dobrze, wystarczy. Opowiadaj mi o TACIE, kochany mój Jezu… Bo Ci przerwałam!”
„Już opowiedziałem, opowiedziałem przez ciebie, maleńka Moja.”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie! I ja uśmiecham się do mojego Oblubieńca nieśmiało.
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
UCZYĆ SIĘ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały.
Uśmiecham się do umiłowanego od ucha do ucha! Jezus uśmiecha się do mnie cudownie! Prześlicznie!
„Wczoraj usłyszalam od mojego kochanego Synka: 'Uczysz mnie siebie przez notki.’ Bardzo mnie to ucieszyło! Bardzo! Jest mi ogromnie miło! Ale mam nadzieję, że to Ciebie uczę, mój słodki Jezuniu!”
„Ucząc siebie i Mnie uczysz, maleńka Moja.”
„A wiesz, kochany? Spodziewałam się, że to od Ciebie usłyszę!” – śmieję się lekko, perliscie.
Jezus zaczyna mnie łaskotać! Śmiejemy się oboje! Radośnie! Potem mój Oblubieniec zbliża twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Znasz Mnie, miłości Moja! Znasz Mnie!”
„Tak, znam. Ale i siebie poznaję. Uczysz mnie siebie.”
Jezus mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Całuje… miejsca w moim ciele, które mnie bolą. Nie mówiłam Mu, że mnie boli, Sam wie.
„Mnie zawsze możesz powiedzieć, maleńka Moja.”
„Ty nikomu nie mówiłeś, że Cię boli. Synek się dopytuje, czy lepiej się czuję, czy mniej mnie boli. Odpowiadam, że czuję się lepiej i, że boli mniej. Rzeczywiście lepiej się czuję. A z bólem to sam wiesz jak jest.”
„Nie chcesz martwić Syna.”
Kiwam głową, że tak.
„Mnie zawsze możesz powiedzieć, Moja słodka. Ty nie chcesz współczucia…”
Przerywam umiłowanemu gwałtownie!
„Jasne, że nie!”
„Ty chcesz zrozumienia.”
Kiwam głową, że tak. A On mówi dalej:
„Zrozumieć cię może tylko ten, kto doświadczył tego co ty. Ja doświadczyłem i Ja cię rozumiem.”
Patrzę w umiłowanego z wdzięcznością.
„Dziękuję Ci, mój Jezu kochany. I dziękuję, że mogę uczyć się siebie i Ciebie…”
Jezus patrzy we mnie żarliwie i znów mnie całuje. Tańczę w Jego pocałunkach…
DO NIEBA IDĘ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Zakochany cały… Nie wiem co napisać dalej… Niby nie rozmawiamy, milczymy. A jednocześnie… Rozmawiamy. Jest to rozmowa inna niż wszystkie do tej pory. Rozmowa ponad słowami. Rozmowa serc. Nie wiem zresztą. Blisko, bardzo blisko…. Teraz snują mi myśli… O świętym Józefie, o moich patronkach z chrztu i bierzmowania. O siostrze Faustynie, że z nimi rozmawiałam jak z przyjaciółkami. Wydaje mi się, że to był sen. A jednocześnie… Sama nie wiem.
Wiem jedno: wstaję z łóżka i idę kochać. Idę kochać z Jezusem Zmartwychwstałym pod rękę. Do Nieba idę. A idąc tańczymy bardzo.