Ukochany tulił mnie do SERCA pochylony nade mną z miłością wielką. A ja byłam dzieckiem, niemowlęciem w Jego ramionach.
“Tak dobrze mi Umiłowany, przy Sercu Twoim! Tak dobrze mi z Tobą!”
“I Mnie z Tobą dobrze, Perełko Moja”.
Tańczyłam bardzo intensywnie. Ale nie rozmawialiśmy o cierpieniu, o tańcu. Ukochany był ze mną, patrzył w moje oczy, a ja uśmiechałam się do Ukochanego.
Dwa krzyże, Jego i mój, znów się objęły, uścisnęły, ucałowały…
Autor: Maleńka
JEGO PIĘKNEM
Obudziłam się… w Ogrodzie Sercowym (lubię tak go nazywać), na ławeczce pod różami. Umiłowany pochylal się nade mną. Jak tylko się obudziłam rozpromienił się nade mną. A ja Uśmiechałam się do Niego. Trwalam przytullona do Jego Serca, bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Jezus patrzył we mnie z miłością… Wtem w oddali zobaczyłam małego kolorowego ptaszka. Frunął do nas. Przyfrunal i usiadł na ławeczce. Ukochany podstawil rękę i ptaszek bez wahania usiadł na Jego dłoni. Byl oswojony! Nie bał się w ogóle! Poświergotal i odleciał.
„Oswoiles mnie niczym tego ptaszka…”- szepnęłam. Ukochany patrzył we mnie promienny.
”Ty, Mój Promyczku jesteś przepięknym Motylem. Trzeba było Cię o tym przekonać, pokazać Ci Twoje piękno”.
“Pokazałeś i przekonales mnie”.
Uśmiechnął się do mnie, i ja do Niego się Uśmiechałam.
“Głoś to, Promyczku!”
Gloszę!
PO TO JESTEM
Noc. Tańcząca.
Jestem w Ogrodzie mego mego serca. Ukochany tuli mnie do SERCA, pochylony nade mną z czułością wielką. Patrzy we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… W Jego oczach widzę całkowite oddanie…
“Jak bardzo się o mnie troszczysz, Ukochany! Jak bardzo! Dziękuję!!!”
Umiłowany patrzy mi w oczy promienny.
“Po to jestem, Mój Promyczku”.
“Widzę to na każdym kroku…”
Ukochany wie że zmęczona bardzo jestem, tuli mnie jeszcze bardziej:
“Odpocznij przy Sercu, Perełko”.
A ja zachwycona szepczę dalej:
“Tak bardzo mnie kochasz!”
“Po to jestem Mój Promyczku. I Ty Mnie kochasz”.
“Po to mnie stworzyłeś, po to jestem. Pragnę Cię kochać!”
Umiłowany zanurza mnie w Sobie… Tańczymy.
MAMA PRZYSŁAŁA DO MNIE… :)
Tańczący leżałam w łóżku. Ukochany był ze mną przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z czułością. Trzymał mnie za rękę. Na jej nadgarstku była bransoletka–Rozaniec. Ukochany spojrzał na niego, Uśmiechając się do mnie, powiedział:
„Teraz już się długo nie zerwie”.
„Mam nadzieję”.
Uśmiechałam nie do Niego.
„Opowiedz Mi o nim”.
„Przecież wiesz! Twoja MAMA Ci na pewno o mówiła. Prosiłam JĄ o to”.
„Mówiła, ale chciałbym usłyszeć o tym jeszcze od Ciebie, Promyczku”.
Opowiedziałam Umiłowanemu, opowiem i Wam 🙂
Mam pytanie. Czy mogą mi Państwo zrobić srebrny różaniec na rękę w formie bransoletki na zamówienie? Jestem osobą niepełnosprawna mam silne napięcie spastyczne. Bransoletka różaniec, którą noszę była już kilka razy niechcący zrywana… Zastanawiam się czy można zrobić silniejszy łańcuszek? Taki, który by się tak szybko nie zrywal? Wzór podobny jak w załączniku, może być bez medalika. Czy mogą mi Państwo zrobić podobny na zamówienie,? Jeśli tak, to ile by to kosztowało? Pozdrawiam.”Odpisało mi kilku. Jeden mnie po prostu zbyl, inny napisał, że „coś może uda się wykombinować, jeszcze inny proponowal mi gotowe różańce podobne do tego, który miałam
Powoli wątpilam że to się uda… Ale oddałam tę sprawę MAMIE. I czekałam.
Wtedy odezwał się Pan, który od razu przyjął ode mnie zamówienie. Moje pytanie potraktowal jak zamówienie. Konkretny, fachowy widać bardzo. I bardzo uprzejmy. Przeczytajcie sami:
Pan jubiler
-Dzień dobry. Jak duże powinny być te kuleczki (średnica)?
Ja:-Malutkie, 3mm
-Sprawdzimy czy uda nam się dokupić takie srebrne kulki (by ich specjalnie nie robić) i dam Pani znać. Myślę że powodem zrywania się bransolety nie jest nietrwałość łańcuszka, lecz to że przy paciorkach różańca koluszka są zaginane a nie lutowane. W momencie szarpnięcia koluszko się otwiera i nastepuje zerwanie bransolety (proszę zwrócić uwagę czy te zerwania powtarzają się w tych miejscach). Aby to nie następowało należy wszystkie łączenia z kulkami zrobić LUTOWANE. jest to 20 dodatkowych lutowań.
-Przedstawiła Pani problem, a zawsze staramy się przeanalizować powód powstawania problemu. Wiemy w jaki sposób jest wykonywana taka biżuteria więc łatwiej nam znaleźć przyczynę powstawania uszkodzeń, a co za tym idzie sposób jego rozwiązania. Co prawda każdy łąńcuszek można zerwać, lecz gdy wykonamy lutowane ogniwa, a ponadto możemy zastosować rodzaj zapięcia również z lutowanym koluszkiem, możliwość jej zerwania będzie wielokrotnie mniejsza. Ten ostatni element wiąże się jednak z pewnym ryzykiem – dlatego proszę o przemyślenie tego – zapięcia ogólnie zostawia się nielutowane (jest to taki „zawór bezpieczeństwa” by w momencie bardzo mocnego szarpnięcia nie uszkodziło ręki, tylko aby to jedno ogniwko przy koluszku rozgięło się) – czy to koluszko też miałoby zostać zalutowane, czy jednak zostawić je tylko zagięte?
Artur Węc
-Dziękuję bardzo. Proszę lutowac wszystkie
-w porządku.Pan Artur przysłał mi formularz zamówienia, wypełniłam. Omówiliśmy szczegóły:
Bransoleta różaniec
1) długość bransolety miała 19,5cm (bez przedłużenia). Przedłużenie o 1,5cm.
2) 11 kulek na obwodzie
3) 10 kulek w jednakowej odległości , 1 dalej od innych (jak na zdjęciu) splot łańcucha ankier.
4) Zapięcie konik, Wszystkie koluszka łącznie z zapięciem lutowane
Różaniec przyszedł dzisiaj. Jest
przepiękny! Cudny bardzo! Taki delikatny… I widać mocny bardzo.
Prześliczny! Bardzo, bardzo dziękuję! Pozdrawiam serdecznie
Monika”
Bardzo się cieszę że podoba się Pani – oby zdał egzamin 🙂
Do usłyszenia

MAMA przysłała do mnie tego pana… 🙂
NA KRZYŻACH
Obudziłam się, było ciemno, po północy. Od razu poszłam do Ogrodu mojego serca. Do Kącika Różanego, obok studni. Na ławeczce siedział mój Umiłowany. Usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi, a głowę położyłam na Jego kolanach. Ukochany pochylal się nade mną z czułością. Położył Swoją dłoń na mojej głowie i gładził włosy i twarz. Tańczyliśmy. Oboje na krzyżach, choć niewidocznych, na krzyżach.
“A kochasz Ty Mnie, Promyczku?”
“Przecież wiesz… nad życie!”
A po chwili ja spytałam, choć odpowiedz znałam:
„Kochasz mnie?”
“Nad życie!”
Wciąż tańczymy z Ukochanym.
UŚMIECH RODZI UŠMIECH
Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.
Leżałam i tęskniłam… Ukochany stanął przy moim łóżku i wziął mnie na ręce. I chwilę później byliśmy w Ogrodzie mego serca, na ławeczce pod różami.
“Chciałem żebyś była tu ze Mną, Perełko Moja”.
Uśmiechalam się do Niego z wdzięcznością.
Umiłowany tulił mnie do SERCA, patrzył we mnie z miłością, i współczuciem. Uśmiechałam się do Umiłowanego.
“Ty, Promyczku tak cierpiąca a tak się uśmiechasz”.
“Uśmiecham się,bo nie chcę, żebyś był smutny. A jak ja się uśmiecham to Ty… też!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
“Uśmiech rodzi uśmiech, Promyczku!”
“Tak…”
Uśmiechałam się do Ukochanego, a On się do mnie uśmiechał…
MIŁOŚĆ W TAŃCU
Noc. Leżałam w łóżku i tańczyłam bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie mego serca na ławeczce, w Kąciku Różanym (tak go nazwałam), przy studni. Umiłowany mój był ze mną. Trzymał mnie, obolała w ramionach i tulił do Serca. Pochylal się nade mną z miłością, z wielką miłością! Spojrzałam na ogromne pąki, kwiaty róż, których krzewy rosły wokół ławeczki i studni. Ukochany też spojrzał na nie.
„To Twoja miłość do Mnie, Promyczku. Miłość w tańcu”.
Uśmiechnęłam się do Ukochanego. Tulił mnie do Serca mocniej i mocniej… słyszałam Jego bicie.
„To dopiero jest Miłość w Tańcu!” – pomyślałam.
NACZYNIE
Weszłam do Ogrodu mojego serca. Umiłowany stał na przy ławeczce. Czekał na mnie, bo gdy tylko weszłam wziął mnie za rękę.
“Chodź Mój Promyczku!”
Roześmialam się radośnie. Poszliśmy. Szliśmy alejkami Ogrodu podziwiając piękne kwiaty. Aż doszliśmy do przepięknego zakątka Ogrodu. Wśród krzewów róż o wielkich kwiatach, pąkach stała ławeczka, a obok niej studnia. Na niej drewniane wiaderko.
“Jak tu przepięknie!”- zawołałam zachwycona. Ukochany wskazał dłonią zapraszając, żebym usiadła. Kiedy to zrobiłam, usiadł obok mnie.
“Jeśli chcesz, Promyczku, możemy się spotykać tutaj”.
“Chcę!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie i przytulił do Serca. Długo tak trwalam przy Jego Sercu, aż usłyszałam szept:
„Daj Mi pić”.
Szybko wstałam i podeszłam do studni. Wzięłam wiaderko, nałożyłam na haczyk i zaczerpnęłam wodę. Była krystalicznie czysta. Nie miałam jednak naczynia, w którym mogłabym ją podać Ukochanemu… Niewiele myśląc nabrałam wody w dłonie. Dziwna rzecz… woda nie wyciekała. Nabrałam więc wody w dłonie i klęknęłam przed Ukochanym.
„Przepraszam… nie mam naczynia…”- szepnęłam zawstydzona, podając Mu wodę w dłoniach.
Ukochany wziął moje dłonie w Swoje, pochylił się i pił. Potem nachylił się jeszcze bardziej, wziął moją twarz w obie dłonie i powiedział:
„Ty, Promyku jesteś Moim naczyniem. Naczyniem Mojej miłości dla innych”.
„Pragnę być…”
„Jesteś. Przez Ciebie daję innym pić”.
Trwałam klęcząca z twarzą w Jego dłoniach…
BYLE Z NIM
Noc. Tańczyłam bardzo intensywnie.Bardzo. Ukochany był ze mną. Przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z czułością większą niż najczulsza matka… Trzymal mnie za rękę. Leżałam w łóżku. Pomyślałam, że wszystko jedno czy jestem w łóżku, czy w Ogrodzie serca, na jeziorze czy przy fontannie, byle z Nim. Byle z Ukochanym. Tańczyłam a Ukochany przyjmowal mój taniec, moje cierpienie.
Dwa krzyże, Jego i mój znów się objęły, w przytuleniu, w uścisku miłości.
Tyle od Niego w życiu dostałam. Tyle mi dał. I wciąż daje. Ale przede wszystkim daje mi Siebie! Wciąż daje mi Siebie! I chcę Mu siebie oddawać. Całkowicie i wciąż.
Ukochany patrzył we mnie… a ja w Niego patrzyłam. Dwa krzyże przylgnęły do siebie, uścinely się tak mocno, że nie widać było gdzie kończył się jeden, a zaczynał drugi. Tak ściśle. W miłości i tańcu.
Tyle w świecie jest ułudy i kłamstwa, zwidów i mar ukrytych pod róznymi postaciami. Tylko On jest prawdziwy. Jest Prawdą, Drogą i Życiem.
Byle z NIM
ODKRYWA MI SIEBIE
Noc. Leżałam w łóżku tańcząca.
Byłam w Ogrodzie, na ławeczce. Ukochany tulił mnie do Swojego Serca… Znów byłam dzieckiem, Jego dzieciątkiem w Jego ramionach. Ukochany pochylal się nade mną z miłością i tkliwościa wielką. Uśmiechałam się do Niego tańcząca. Pomyślałam że nie mam na razie ochoty na wycieczki. Że chcę być z Umiłowanym. Tylko z Nim. Uśmiechnęłam się znów do Niego i do swoich myśli. Ukochany, który znał je, też się do mnie uśmiechał.
“Nie, Promyczku, dzisiaj nigdzie nie idziemy”.
“Chcę być z Tobą, Umiłowany”.
Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
“Pozwalasz mi się odkrywać. Bardziej i bardziej. Dziękuję!”
“To Ty, Promyku pozwalasz Mi się Tobie odkrywać”.
Tulił mnie do Serca…