Patrzył we mnie z wielką miłością, z czułością… A ja w Niego.
„Odp0cznij, moja córko, bo wiem, żeś zmęczona. Wczoraj odpocząłem u ciebie, dziś ty odpocznij we Mnie. Niedługo coś ci przyniosę, podaruję. A wtedy będziesz potrzebować siły. Odpocznij” – powiedział czule jak najlepsza matka.
„Podarujesz? Co, Panie?” – spytałam zaciekawiona.
„Mój krzyż. On jest ciężki”.
„Tak, wiem. Już raz mi go przyniosłeś”.
„Teraz dam ci go na dłużej”.
”Dobrze, Ukochany”.
Jezus uśmiechał się do mnie, a ja do Niego.
„Przyniesiesz Mi ulgę i ucieszysz bardzo”.
Patrzyłam w Niego…
„Teraz odpocznij w Mym Sercu. Kiedy przyniosę ci Mój krzyż, będę twoją siłą. Odpocznij, robaczku”.
Odpoczywam…
Autor: Maleńka
NA SERCU
Obudziłam się jak zwykle nad ranem, i jak zwykle zaczęłam odmawiać Różaniec. Układać bukiety Madonnie. Uwielbiam to robić… modlić się. Kiedy skończyłam, pomyślałam czy Bogu i Maryi się moja modlitwa podoba? Czy podoba się moja ofiara? Bardzo pragnę, żeby moja modlitwa była miła JEMU miła. Żeby wznosiła się przed Ukochanym jak woń kadzidła… i aby ofiarowanie cierpienia też MU się podobało.
Potem pojechałam z rodzicami na Mszę Św. Przyjęłam Komunię i trwałam pochylona w dziękczynieniu. Tylko ja i ON. „Kocham Cię, Jezu” – wyszeptałam. Nie zdążyłam dokończyć kiedy usłyszałam znajomy Głos: „Moniko, bądź Moim światłem. Podoba Mi się twoja modlitwa i ofiara. Chciałbym u Ciebie odpocząć. Czy mogę, pozwolisz MI?”
„Nawet nie pytaj, Panie, TAK!”
„Położę Głowę na twoim sercu”.
„Taka jestem szczęśliwa, Umiłowany mój!”
PODOBNA
Dziś ja byłam smutna… rano miałam wypadek (mały) i byłam obolała. Ale bardziej od bólu doskwierało mi uczucie bezsilności i bezradności wobec choroby i samej siebie.
„Słaba jestem, Ukochany… – myślałam wpatrując się w Jego oczy.
Patrzył we mnie z wielką miłością.
„Pamiętasz, robaczku jak chciałaś być podobną do Mnie?” – zapytał.
„Tak, Panie. I nadal chcę”.
”Dzięki słabości właśnie stajesz się do Mnie podobna”.
POCIESZ MNIE!
Wpatrywałam się w Jego oczy… dziś były smutne…
„Jesteś smutny, Panie… dlaczego? Nie chcę, żebyś był smutny…”
„Cierpię, robaczku”.
Patrzeliśmy w siebie w milczeniu. Po chwili usłyszałam cichy, błagalny Głos:
„Pociesz Mnie…!”
„Ukochany… jak?”
„Bądź ze Mną. Nie zostawiaj Mnie samego”.
„Jestem, Panie, tańczę przed Tobą, dla Ciebie… ofiaruję”.
„Tak”.
ŻYĆ W ŚWIETLE I BYĆ ŚWIATŁEM
Wpatrując się w Ukochanego, rozmyślałam o Świetle… To oczywiste, że światło powinno stać na świeczniku. Jest po to, aby oświetlało, ogrzewało. A nie, żeby je ukrywać, lub przykrywać.
Światłem dla mnie jest Bóg, Jego słowo. Światło kojarzy się z czymś dobrym, ciepłym, gorącym. Bezpiecznym. W świetle lepiej widać. Światło też może razić, nieprzyzwyczajonego do niego. Żyjącego w ciemności.
Żyć w Świetle też trzeba mieć odwagę. Światło obnaża nawet najmniejsze niedoskonałości, rysy. Pokazuje każdy kurz, pyłek.
Światło ogrzewa, rozpala i spala. Światło zawsze trzeba nieść przed sobą, żeby oświetlało drogę. Gdybyśmy trzymali je z tyłu, z przodu widzielibyśmy swój cień…
„Pragnę żyć w Twoim Świetle, Jezu – wyszeptałam – naucz mnie, proszę”.
Patrzył we mnie.
„A czego Ty pragniesz, Panie?”
„Żebyś nadal była Moim światłem dla innych”.
„Chcę! Pragnę być, Ukochany!”
W TWOJE RĘCE
Zmęczona nocnym bólem, cierpieniem i ofiarowywaniem, trwałam przed Nim w milczeniu. Wpatrywałam się Jego twarz, oczy. Długo. On patrzył we mnie poważnie, ale łagodnie… oczy, spojrzenie miał pogodne, jasne. Nic nie mówiliśmy do siebie, tylko się w siebie patrzeliśmy. W głąb siebie. Po jakimś czasie usłyszałam Jego Głos. Był inny niż zwykle. Uroczysty i dostojny. Mówił:
„Błogosławię ci córko moja najdroższa, ukochana moja. Błogosławię ci, robaczku mój! Pięknie dziś tańczyłaś przed Majestatem Moim. Na chwałę Moją tańczyłaś! Moje oczy są wpatrzone w ciebie zawsze, noc i dzień. Nie tylko teraz. Widzę jak żyjesz, jak ofiarujesz, jak modlisz się, rozmawiasz ze mną”.
Wiem, Panie… dziękuję”.
Patrzeliśmy w siebie…
„Jezu, proszę, błogosław tym za których ofiaruję, modlę się, tym, których kocham. Co dzień Cię za nich proszę. Oddaję Ci ich w Twoje ręce”.
„Wiem, są w Moich rękach. Błogosławię im”.
„Dziękuję Ci Ukochany!”
DZIĘKI NIEMU!
Tańczyłam przed Umiłowanym całą noc prawie. I teraz tańczę… Wiruję wokół Niego. Bardzo zmęczona fizycznie, ale szczęśliwa bardzo. Niezmiernie! Ofiaruję.
A w nocy myśl o tańcu bardzo mi pomagała. Dlaczego? Bo zamiast dopuszczać do siebie złe myśli, obrazy, które krążyły nade mną i próbowały mnie osaczyć, ja rozmyślałam o tańcu. Widziałam siebie jak wiruję w przestworzach, przed Ukochanym. Dla NIEGO! Przed Jego Tronem. Ofiarowywałam Mu. Siebie. Nie tylko cierpienie…. Byłam wolna i szczęśliwa. Jestem. Wolna i szczęśliwa. Dzięki Niemu! Dzięki Ukochanemu!
PRZED TRONEM UKOCHANEGO…
Mój Umiłowany chyba przyjął zasadę, że dzień bez zaskoczenia /mnie/ to dzień stracony. 🙂 I… postanowił spełniać moje marzenia. Te nigdy niewypowiedziane, o których wiedział tylko ON. Według mnie nierealne, niemożliwe do spełnienia. A jednak… 🙂
Ale po kolei.
Jak zwykle wpatrywałam się w Jego oczy… Uśmiechał się do mnie tajemniczo.
„Kim dla Ciebie jestem? – pytałam w kontekście dzisiejszej Ewangelii- chyba siostrą, bo matką na pewno nie…”
„Jesteś umiłowaną Mojego Serca, wiesz przecież. Mówiłem ci”.
„Tak… mówiłeś, Jezu, to wielki zaszczyt dla mnie.”
” I krzyż” – powiedział lekko.
Uśmiechał się.
„Tak, ale piękny i lekki. Radosny – uśmiechnęłam się też- kocham go. I… teraz też, od rana. Właściwie wciąż”.
„Wiem”.
Patrzeliśmy w siebie. Zatopiłam oczy w Jego spojrzeniu,..
„Chciałabyś tańczyć? Dla Mnie? – zapytał nagle.
„Tańczyć??!”
Zaskoczył mnie! Całkowicie! Zawsze marzyłam, żeby tańczyć… kiedyś, wiele lat temu, namalowałam nawet obraz. „Bal”. Pięknie ubrane pary tańczyły na sali. Balowej. Ale, żebym ja?? To nierealne…
„Ukochany, wiesz, że chcę tańczyć… Dla Ciebie, tym bardziej, ale…”
„Od tej pory, jak będziesz ofiarowywać cierpienie, będziesz tańczyć. Będzie to taniec dla Mnie”.
„Jak Dawid?! Przed Twoim Tronem?- zapytałam uszczęśliwiona.
„Przed Moim Tronem! Ale piękniej niż Dawid!”
Tak! Chcę! To znaczy, że…”
„Że od rana tańczysz dla Mnie. Pięknie tańczysz!”
Przed JEGO TRONEM!
WIERZĘ CI, PO PROSTU
Piszę na Twoją chwałę Jezu Ukochany! I dlatego, że kazałeś mi dawać świadectwo. Tymczasem to, czego doświadczam i potem tu opisuję, mnie samą zadziwia, zachwyca i fascynuje. Nawraca! I uzdrawia.
Poza tym wiem, że to, czego doświadczam pochodzi od Ciebie. Po prostu Ci ufam, wierzę. Sama bym tego wszystkiego napewno nie wymyśliła. Owszem, obdarzyłeś mnie bogatą wyobraźnią, ale nie aż tak… To, co się dzieje w moim sercu, przewyższa moją wyobraźnię! Jest tak piękne, wzniosłe… Tak niezieńskie! Np. ten wczorajszy taniec… Nie potrafiła bym sobie tego wyobrazić! A poza tym… nie śmiałabym.
Nie miałam świadomości, że możesz być AŻ tak blisko. Wiedziałam, że pragniesz blisko człowieka, ale nie sądziłam, że AŻ TAK. Burzysz moje stereotypy jakie miałam na Twój temat. I za to bardzo Ci dziękuję, mój Panie! Bardzo Ci dziękuję!
SZALEŃSTWA MIŁOŚCI CIĄG DALSZY
Patrzyłam w Umiłowanego… Uśmiechał się do mnie. A ja do Niego.
„Taniec szalonej Miłości – pomyślałam – Ty i ja…”Patrzył we mnie z czułością.
” Tak bardzo się mną cieszyłeś, jak wariat!”
„Zawsze się tobą raduje. Nie wiedziałaś o tym, ukochana?”
Jakoś nie… ślepa byłam. Teraz wiem!”
Patrzeliśmy w siebie…
„Ten taniec to chyba a…”
Jezus przerwał mi gwałtownie w pół słowa..
„Żadna alegoria! Tańczyliśmy naprawdę!”
„Wiedziałam! – roześmiałam się radośnie w głos – dwoje wariatów!”
Jezus promieniał.
„Kocham cię do szaleństwa, robaczku!”
„I ja Ciebie, Panie!”
Wpatrywaliśmy się w siebie długo…
Potem otworzyłam Pismo Św na przypadkowej stronie i przeczytałam… : „(1) Wesel się, niepłodna, która nie rodziłaś, wznoś radosne okrzyki, ty, co nie znałaś bólów rodzenia! Bo liczniejsze będzie potomstwo samotnej niżeli zamężnej – mówi Jahwe. (2) Rozszerz powierzchnię swojego namiotu, rozciągnij – nie szczędząc – płótna swojego mieszkania, przedłuż swe sznury i wzmocnij paliki [namiotu]. (3) Bo rozprzestrzenisz się w prawo i lewo, a twoje potomstwo odzierży narody i miasta spustoszone zaludni. (4) Nie bój się, bo wstydu nie zaznasz, i nie czuj się zawstydzona, gdyż nie będziesz się już rumienić. Bo puścisz w niepamięć hańbę swej młodości i o niesławie wdowieństwa twego już więcej nie wspomnisz. (5) Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, Jahwe Zastępów – to Imię Jego, a twym Wybawcą – Święty Izraela, Bóg całej ziemi – tak się Go nazywa. (6) Albowiem Jahwe cię wzywa jak niewiastę opuszczoną, znękaną na duchu. Bo czyż odtrąca się małżonkę swej młodości? – mówi twój Bóg. (7) Na krótką chwilę cię opuściłem, lecz w miłosierdziu wielkim znów cię przygarniam. (8) Uniesiony gniewem ukryłem na moment swoje oblicze przed tobą, lecz w miłości odwiecznej mam litość nad tobą – mówi Jahwe, twój Odkupiciel. (9) Ze mną rzecz ma się tak, jak za dni Noego: Jak przysiągłem, że wody Noego nigdy już więcej nie zaleją ziemi, tak też przysięgam nie wywierać gniewu na tobie ani ci grozić karami. (10) Bo góry się mogą rozstąpić i wzgórza mogą się zachwiać, lecz miłość moja cię nie odstąpi, Przymierze pokoju mojego się nie zachwieje! – mówi Jahwe litujący się nad tobą. (11) O ty biedna, smagana burzami, niepocieszona! Oto Ja twe kamienie na diamentach osadzę, a fundamenty twoje na szafirach! (12) Blanki twych baszt wykonam z rubinów, a twoje bramy z kryształów i wszystkie twe mury z drogich kamieni. (13) A wszyscy twoi synowie uczniami Jahwe się staną. Wielka będzie pomyślność twych dzieci. (14) Utwierdzona będziesz w sprawiedliwości, wolna od ucisku – więc bać się nie będziesz, i bez trwogi – bo nie będzie mieć do ciebie przystępu. (15) Jeśli cię napadną, nie będzie to ode mnie; kto przeciw tobie wystąpi, przed tobą padnie. (16) Oto Ja stworzyłem kowala, który dmie na ogień z węgli i broń wydobywa do obróbki. Ja stworzyłem też burzyciela, by wniwecz obracał. (17) Wszelka broń przeciw tobie sporządzona – zawiedzie, a wszelki język, który oskarży cię w sądzie – pokonasz. To będzie udziałem sług Jahwe, a ich sprawiedliwość [pochodzi] ode mnie – mówi Jahwe.”
Trwam w zdumieniu… choć po tym czego dziś doświadczyłam, nic nie powinno mnie już dziwić! 🙂