Wjechałam do kościoła na Eucharystię. Przywitałam się z Umiłowanym. „Witaj ukochana moja! Tęskniłem!” Tęsknił za mną… Obiecałam, że będę częściej do Niego przychodzić duchowo nocami. Trwać u Jego stóp. Będę z Nim. A On ze mną. Przede wszystkim ja GO potrzebuję. Przede wszystkim ja…
Ksiądz w homilii mówił o dawaniu świadectwa. Pytał czy jesteśmy świadkami Chrystusa i jakimi świadkami jesteśmy. Mówił, że z dawaniem świadectwa łączy się przyjęcie krzyża, niesienie go. I miłość, dobroć. Mówił, żebyśmy byli tak dobrzy, żeby inni, widząc naszą dobroć mówili: „skoro oni są tacy dobrzy to jak dobry musi być Bóg, w którego wierzą”.
Po przyjęciu Komunii Św. prosiłam Ukochanego. żeby nauczył mnie być JEGO świadkiem.
„Jesteś nim, robaczku”.
„Staram się być… ale pragnę co dzień bardziej świadczyć o Tobie i Twojej Miłości. Ucz mnie tego, proszę…”
Uczę cię, umiłowana”.
Autor: Maleńka
LEKARZ DUSZ
Mateusz „wstał i poszedł za Nim”. W jednej chwili. Wstał i poszedł.
„Lekarzu dusz, ulecz serca moich Synów i Córek. Ja ofiaruję cierpienie w ich intencji”.
„Razem ofiarujemy, robaczku”.
„Tak, Ukochany”.
PARALITYK
Dziś moja ulubiona Ewangelia. Utożsamiam się z tym paralitykiem, identyfikuję się z nim. „Ja też jestem takim paralitykiem, niesprawna. Kłoda taka, którą dźwigają inni. Uzależniona fizycznie od innych. Pisząc ten blog często czuję się jakby oczy czytających były zwrócone na mnie. Patrzą na mnie z ciekawością, może ze zdziwieniem, a może i z niesmakiem. Nie wiem. I szczerze mówiąc nie bardzo się tym przejmuję (jakbym się przejmowała to pewnie nie pisała bym bloga. Ja wpatruję w Inne oczy. W Twoje oczy. W oczy mojego Zbawiciela, Pana i Oblubieńca. Ukochanego. Twoich słów słucham. Tobie ufam.Kiedy wpatruję się w Ciebie, nie istnieje nic innego. Tylko Miłość jaką mnie obdarzasz. Ciało mam słabe, stare, niewładne i ostatnio bardzo obolałe, ale w sercu tyle energii, radości i pokoju. Trudno to opisać!” – myślałam wpatrując się w oczy Ukochanemu.
On patrzył we mnie z wielką czułością.
„Bardzo cię dziś boli, robaczku, prawda?”
Przytaknęłam.
„Mnie też, razem ofiarujemy. Kiedy cię tak boli, jestem przy tobie. Bliżej niż myślisz.
CZAS RADOŚCI
Oj… 🙂 nie wiem jak ja tę dzisiejszą notkę napiszę (i pisać trudno, ale tym razem chodzi i o coś innego), ale Panie, obiecałeś pomóc. A więc do dzieła! 🙂
Wczoraj wieczorem rozmyślałam o mojej modlitwie różańcowej, że albo się budzę za wcześnie, albo za późno. Jak za wcześnie to czasem jeszcze zdarzy mi się przysnąć i modlitwa nie jest taka jakbym chciała. A jak za późno to czasem nie zdążę odmówić całego Różańca, bo przychodzi po mnie mama (i czasem proszę ją, żeby przyszła po mnie za chwilę, a czasem kończę go potem, w ciągu dnia, ale to już nie jest to samo co rano).
„Najlepiej jakbym budziła się ok. 4.00 – pomyślałam – wtedy mogłabym spokojnie i dokładnie układać bukiety dla Maryi”.
„Jutro obudź, proszę mnie ok 4-tej”- uśmiechnęłam się do Ukochanego. I zasnęłam.
Obudziłam się, chwilkę poleżalam. Włączyłam komórkę. Była dokładnie 4.03. „Wysłuchał mnie” – pomyślałam. Napisałam refren dzisiejszego psalmu na FB, przywitałam się z ks Radkiem i zaczęłam układać bukiety Madonnie. Spokojnie, powoli, kontemplując każde słowo. Dosłownie czułam jakbym z Nią rozmawiała…
Wpatrywałam się w oczy Umiłowanemu… patrzyłam i patrzyłam. „Jezu, Ukochany mój, Umiłowany!” – szeptałam. Przypomniałam sobie moje grzechy…
„Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Patrzył we mnie. „Nie pamiętasz: choćby wasze grzechy były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją. Twoje wybieliłem. Nie myśl teraz o swoich słabościach, oddałaś Mi je.
Milczeliśmy. „Moja korona cierniowa i gwoździe, które złożyłem… ” Tak, są w moim sercu – przerwałam Mu- strzegę ich jak najdroższego Skarbu!”
„Są dowodem, że umiłowałem cię szczególnie, mój robaczku”. Oczy mi się zaszkliły ze szczęścia.
„Nie płacz, ukochana! Dość już w życiu płakałaś. Teraz jest czas radości”.
„To ze szczęścia, Panie!” Pocałowałam kącik Jego portretu.
„Jeśli chcesz, możesz pocałować Mnie w policzek”. Pochyliłam się i nieśmiało pocałowałam…
Patrzeliśmy w siebie rozpromienieni. On i ja…
„Oj, Jezu, nie wiem jak ja to wszystko opiszę na blogu” – uśmiechnęłam się do Niego.
„Nie martw się. Pomogę ci. Podoba Mi się jak piszesz”.
„I pamiętaj, jesteś piękna w moich oczach” – dodał po chwili.
MAŁY SAMUEL
Rano kiedy układałam kwiaty Madonnie, usłyszałam znajomy Głos: „Moniko! Kocham cię!” Uśmiechnęłam się i pomyślałam, że dla tej Miłości warto żyć i za Nią umrzeć. Odmawiałam dalej Różaniec.
„Oto jestem, wołałeś mnie nad ranem” – powiedziałam podobnie jak Samuel, patrząc w oczy Jezusowi. Patrzył we mnie radosny.
Zaczęłam Go prosić za moimi Dziećmi. Prosiłam, żeby ich strzegł od złego, był z nimi i błogosławił im.
„Jestem z nimi. Wszystko co się u nich dzieje, wyjdzie im na dobre. Panuję nad tym”.
Milczeliśmy. Po chwili zapytał: „Boli, prawda? ofiarujesz za nich.
Przytaknęłam.
Patrzeliśmy w siebie… On, Umiłowany mego serca patrzył we mnie z tak wielką miłością i czułością, że pragnęłam, aby ta chwila trwała i trwała…
„Chcesz być Moim Samuelem?” – zapytał nagle, ni stąd ni zowąd.
Zaskoczył mnie. Przecież Samuel był wielkim prorokiem. On też rozmawiał z Bogiem i namaścił Dawida na króla.
„Ja?”- zapytałam zdziwiona- Przecież czasy proroków już dawno minęły.”
„Chcesz?” – Głos zapytał ponownie, a Jezus na obrazie uśmiechał się czule.
„Tak”.
„Już dawno nim jesteś mój robaczku. Jesteś Moim małym Samuelem”.
Patrzeliśmy w siebie dalej…
POBYĆ Z UKOCHANYM
Dziś nie rozważałam Ewangelii. Tylko się w Niego patrzyłam. Potrzebowałam tego bardzo… po prostu pobyć z Umiłowanym.
Zauważyłam, że jest smutny, spytałam dlaczego. Milczał patrząc we mnie przenikliwie.
„Cierpisz…?” – raczej stwierdziłam fakt, niż zapytałam. „Ja też – dodałam po chwili – ofiaruję”.
„Razem ofiarujemy”- usłyszałam po chwili.
„Tak”.
„Ofiarowane cierpienie ma wielką moc. Może zbawić świat”.
„Chyba już zbawiło?” – uśmiechnęłam się lekko.
„Ciągle zbawia. Dlatego tak często pytam cię, robaczku czy chcesz być ofiarą”.
„Rozumiem. Dziwię się tylko, że się mnie o to pytasz. Wiesz przecież co Ci odpowiem”.
„Szanuję twoją wolność, dlatego pytam”.
„Nie pytaj więcej. Proszę…”
Patrzał we mnie rozpromieniony.
„Chciałam odpocząć przy Tobie, Ukochany”.
„Odpocznij więc”.
Patrzyłam w Jego oczy, tak jasne i czyste… I odpoczywałam.
IDĘ
„Chodźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”- mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii do swoich pierwszych uczniów.
Wpatrywałam się w oczy Ukochanemu… i rozważałam tę scenę. Słowa Jezusa wydawały się być irracjonalne… pozbawione sensu. Mieli porzucić swoją pracę, z której mieli dochód. Mieli zostawić swoje rodziny, rodziców, domy i pójść za nieznanym Nauczycielem. To zdawało się być niedorzeczne. A jednak gdy tylko usłyszeli „Chodźcie za Mną”, zostawili wszystko i poszli za Nim. W nieznane. Nawet się nie namyślali. Poszli.
„Może zobaczyli Twoje oczy, Jezu – pomyślałam – jest w nich coś takiego… pociągającego. Tajemniczego. A jednocześnie budzącego zaufanie, ufność. Wręcz pewność.
Gdybym wtedy je zobaczyła, też bym za Tobą poszła”. Uśmiechnęłam się do Niego. „I teraz też idę za Tobą. Staram się przynajmniej… a im dalej idę to widzę wielkie rzeczy, jakie we mnie działasz”
„Chodź za Mną a zobaczysz rzeczy jeszcze większe. Odkryję przed tobą swoje tajemnice. Chodź za Mną”- usłyszałam.
„Idę, Ukochany”.
KOCHASZ…
O mój Umiłowany… dzisiaj trudno mi pisać. Ty wiesz dlaczego… Jednak chciałam, choć troszkę. Dziś na Mszy Św, po Komunii, trwałam w dziękczynieniu. Mówiłam, że Cię kocham, uwielbiam.
„Jesteś Moim umiłowanym dzieckiem, robaczku, w tobie mam upodobanie”.
Zdumiona jestem… Co chwilę upadam, a Ty mnie podnosisz i mówisz, że mnie kochasz.
RADOŚĆ UKOCHANEGO
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii patrzyłam w Umiłowanego. W Jego Oblicze. I rozmyślałam… tzn rozmawiałam z Nim w myślach. „Ukochany, ludzie widzący Twoje cuda, uzdrowienia, chodzili za Tobą. Żeby Cię słuchać i uzyskać uzdrowienie. A Ty usuwałeś, odchodziłeś na pustynię, żeby się modlić, Chciałeś być sam na sam z Ojcem. Czerpałeś siłę z rozmowy z Nim, siłę i moc. Ja też jestem z Wami na pustyni. Cichutko, żeby Wam nie przeszkadzać… i ofiaruję… Twój robaczek”.
Jezus patrzył we mnie.., „Ach robaczku, nawet nie wiesz jak wielką radość mi tym sprawiasz!” – usłyszałam w głębi serca.
PIĄTEK
Nie wiem czy dam potem radę coś napisać… zobaczę.
Dziś wiszę na krzyżu. Z Umiłowanym. Dzisiaj mój Piątek… Uwielbiam Cię Jezu. Ofiaruje Ci moje cierpienie. I samą siebie.