Nad ranem jak zwykle układałam bukiety Maryi. Odmawiałam Różaniec. I podczas modlitwy zobaczyłam niezwykły obraz… niezwykle piękny i pełen czułości… Zobaczyłam Ukochanego trzymającego w ramionach małe dziecko. Tulił je do siebie, całował, pieścił. Uśmiechał się do dzieciątka, a ono odwzajemniało uśmiech.
„To ty, robaczku. To twoja dusza”- usłyszałam w głębi serca.
Byłam wzruszona, szczęśliwa…
„Jestem w ramionach Jezusa”- pomyślałam. Uśmiechnęłam się do tej myśli.
„Tak, jesteś w Moich ramionach, umiłowana Moja, najdroższa”.
Jak dziecko w ramionach kochającego Ojca… Matki.
Potem siostra przyniosła Cudo Boże, żeby je popilnować. Kiedy mama je trzymała, ja zaczęłam do niego „gugać” i uśmiechać się. A wtedy ono uśmiechało się do mnie. Śmiało się dosłownie! 🙂
Wtedy znów zobaczyłam ten obraz… Mnie w ramionach Boga.
I ten obraz we mnie trwa.
Dziś nie dam rady nic więcej napisać. Ta notka wystarczy… 🙂