Jeszcze raz pragnę z naciskiem podkreślić, że ja bym sama tego nigdy nie nagrała… To zbyt intymne (nawet więcej niż intymne). Ktoś mi kazał. Powiedział, że w ten sposób spełniam Jego Wolę. I tego się trzymam. Tylko tego…
Na Mszy mi powiedział ze te nagrania („twoja służba- tak się wyraził- pełnienie Mojej woli”) pomoże wielu ludziom.
Zapraszam więc do wspólnej modlitwy…
Autor: Maleńka
TWOJA WOLA
Obudziłam się ok 3.00 i zaczęłam układać kwiaty Maryi. Po chwili naszła mnie myśl, żeby te moją modlitwę nagrać… Nie wiem skąd ta myśl… Sama na pewno bym się na to nie zdobyła. Chyba od Niego… Włączłam dyktafon i zaczęłam się modlić. Jak skończyłam dziesiątkę wyłączyłam dyktafon. Byłam zmęczona. Powiedziałam Mu to: „Oj Panie Jezu… zmęczyłam się”.
„Zmęczyłaś się na Moją chwałę”.
„Tak. Na Twoją chwałę, Ukochany”
„Chcę żebyś nagrywała i umieszczała na blogu. Taka jest Moja wola”.
„Dobrze. Będę . Bądź wola Twoja”.
ŚLUB I BUKIET
Obudziłam się jak zwykle nad ranem i zaczęłam układać bukiety dla Maryi. Gdy tylko zaczęłam, Usłyszałam Jego głos.
„Oto jestem, umiłowana Moja, najdroższa, ulubiona!”
Milczałam, nie wiedząc co Mu odpowiedzieć. Byłam onieśmielona… Po chwili jednak szepnęłam: „Czekałam, Panie…”
On kontynuował… „Teraz poślubiam twoje serce! ”
„A ja Twoje, Umiłowany”- powiedziałam nieśmiało.
„Od teraz jesteś Moją na wieki!”
Milczałam rozpromieniona i szczęśliwa.
„jak wygląda Niebo?”- spytałam po chwili.
„Niebo to Ja”.
„W takim razie jestem w Niebie!”.
„JA należę do ciebie a ty do Mnie”.
Głos umilkł a ja dalej układałam kwiaty…
Wszystko wydarzyło się cicho i w ciemności, ale we mnie zapanowała wielka jasność i pokój. Byłam Jego. Jestem Jego. Na wieki!
Potem wpatrywałam się w NIEGO, w mojego Oblubieńca… On patrzył we mnie. Trwaliśmy tak długo. Nie trzeba było słów. Wystarczyła MIŁOŚĆ.
On jednak odezwał się do mnie.
„Wpatruje się w twoje serce. Należy do Mnie. Teraz mogę w nim działać bez ograniczeń. Obsypię cię łaskami. Poznasz tajemnice Mojego Serca. Umiłowana Moja!””
Na koniec proszę, pomódlcie się ze mną. I za mnie. Tak układam bukiety Madonnie… a właściwie podobnie. Szeptem.
WYZNANIE BOGA
Mój Umiłowany jest niesamowity! Niezwykły! Jedyny w swoim rodzaju. Ciągle mnie czymś zaskakuje! I dzisiaj też!
W nocy troszkę odpoczęłam. Ale dzień taki jakiś… ni to zima, ni wiosna. Czuję się słaba, fizycznie. Nie wiem czy to akurat to czy też i inne okoliczności sprawiły, że poczułam się znowu zmęczona.
„Dwie samotności się spotkały, pokochały, poznały – rozmyślałam wpatrując się w Jego oczy – właściwie ciągle Cię poznaję. I rozkochujesz mnie w Sobie bardziej i bardziej. Nasza miłość dojrzewa, zmienia się. Staje się głębsza… A kiedy jest mi smutno i źle, kiedy samotność zaczyna doskwierać wtedy rozmyślam o Tobie, Ukochany”.
Jezus patrzył we mnie i tajemniczo się uśmiechał.
„Czy mogę prosić o twoje serce, umiłowana?
Zdziwiłam się.
„Panie, przecież jest Twoje. Dałam Ci je już dawno.
Patrzył we mnie coraz bardziej przenikliwie. Cały był rozpromieniony.
„Czy mogę je poślubić?”
Zatkało mnie szczerze mówiąc. A On wydawał się być zawstydzony swoją propozycją. Czekał na moją odpowiedź.
„Tak…” – wyszeptałam.
Wpatrywaliśmy się w siebie szczęśliwi.
„Przyjdę niedługo”.
„Będę czekać”.
ODPOWIEDŹ
Te słowa z Biblii nie dawały mi spokoju… Postanowiłam zapytać Ukochanego. „Panie, czy te słowa z Pisma Św., które przeczytam są też o tym, za którego się wczoraj modliłam? Czy dotyczą też i jego?” „Tak- usłyszałam w głębi serca – i każdego, kto jest sprawiedliwy”.
WALKA I POCHWAŁA
Po walce… w nocy jak zwykle zaczęłam układać bukiety. Przed układaniem bukietów postanowiłam, że dzisiejsza modlitwa będzie w jednej, konkretnej intencji. Na początku było normalnie, jednak w trakcie modlitwy zaczęły mnie atakować głosy. Obce i złe. Krzyczały, że Bóg jest głuchy i mnie nie słyszy, albo, że Go nie ma. Że jestem zła, oskarżały mnie o coś. Krzyczały, że to ja jestem wszystkiemu winna (nie wiem czemu byłam wg nich winna, tego nie krzyczały). Oprócz głosów pojawiły się też twarze, ohydne, straszne, powykrzywiane…
Próbowały mnie atakować, bić.
A ja zorientowałam się kto to taki, starałam się na ich ataki nie reagować. Im bardziej mnie atakowały, tym intensywniej, żarliwiej starałam się odmawiać Różaniec. Musze jednak przyznać, że nie było łatwo… zmęczyłam się bardzo. Nie odzywałam się do tych głosów. Raz tylko, kiedy mnie o coś oskarżały, zdecydowałam się odpowiedzieć.
„Wiem kim jesteś! Bóg nigdy nie oskarża!” – krzyknęłam w duchu.
I wtedy wszystko znikło… Zrobiło się cicho jak makiem zasiał. A ja słyszałam swój oddech i cykanie zegarka. Po chwili zobaczyłam Ukochanego z małą owieczką na rękach.
„Według wiary twojej niech ci się stanie” – usłyszałam.
Potem patrzyłam w Jego oczy… Nic nie mówiłam, byłam bardzo zmęczona. To On zaczął.
„Dzielnie dziś walczyłaś. Dumny jestem z ciebie, robaczku”.
„Tylko dzięki Twojej pomocy, Panie… sama nie dałabym rady”.
Patrzył we mnie z wielką czułością.
„Podobnie napadły Mnie w Ogrójcu. O wiele intensywniej”.
„Nie potrafię sobie wyobrazić co wtedy przeżywałeś…”
Patrzeliśmy w siebie dłuższy czas.
„Dzielnie walczyłaś”.
„Panie – odważyłam się odezwać – Ty bardzo często mnie chwalisz, nawet wtedy gdy na to według mnie nie zasłużyłam. Dlaczego?”
„Bo cię kocham. Jesteś Moim dzieckiem. I chwalę cię tylko wtedy gdy na to zasłużysz” – uśmiechnął się Jezus.
„Zawstydza mnie to”.
„Wiem. Ale nie masz czego się wstydzić. Po prostu z pokorą przyjmij pochwałę”.
”Postaram się… ale nie ukrywam, że będzie to trudne”.
„Wiem”- Ukochany uśmiechnął się znowu.
Patrzyłam w Niego jeszcze…
Potem otworzyłam Biblię na przypadkowej stronie i przeczytałam:
„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga
i nie dosięgnie ich męka.
2 Zdało się oczom głupich, że pomarli,
zejście ich poczytano za nieszczęście
3 i odejście od nas za unicestwienie,
a oni trwają w pokoju.
4 Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni,
nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności.
5 Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich,
Bóg ich bowiem doświadczył
i znalazł ich godnymi siebie.
6 Doświadczył ich jak złoto w tyglu
i przyjął ich jak całopalną ofiarę.
7 W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją
i rozbiegną się jak iskry po ściernisku.
8 Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami,
a Pan królować będzie nad nimi na wieki.
9 Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę,
wierni w miłości będą przy Nim trwali:
łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych”.
Popatrzyłam w Niego pytająco…
„Tak. To również o tobie Moja oblubienico”.
MATKA
Wpatrywałam się w oczy Ukochanemu… byłam zmartwiona i smutna. Zrezygnowana.
On natomiast promieniał wielką radością. Tak we mnie patrzył, że ta Jego radość udzieliła się i mnie. Uśmiechnęłam się do Niego.
Patrzył we mnie i patrzył… a ja w Niego.
„Widzę jak walczysz o Mojego sługę. Dobrze”.
„To moje dziecko duchowe. O wszystkie moje dzieci staram się walczyć, tak, jak potrafię. Nie wiem z jakim skutkiem, ale się staram…”
„Widzę to”.
Patrzył we mnie dalej.
„Jesteś dobrą matką” – powiedział.
BOŻE NIESPODZIANKI
Dziś rano byłam w Lourdes…. Niemożliwe? Z Ukochanym wszystko jest możliwe! Dzisiaj jest rocznica Objawień Matki Bożej w Lourdes i w Kościele obchodzony jest Światowy Dzień Chorego. Byłam na uroczystej Mszy św. Tam ksiądz proboszcz celebrował wszystkie obrzędy tak jak to się dzieje w Lourdes. Udzielił mi (będę pisać o sobie, ale tego doświadczyło wielu chorych w mojej parafii) sakramentu chorych. Namaścił moje czoło i dłonie olejem świętym. „Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie łaską Ducha Świętego. (Amen). Pan, który odpuszcza ci grzechy, niech cię wybawi i łaskawie podźwignie. (Amen)” – modlił się. Potem… Ukochany osobiście się nade mną pochylił i błogosławił mi. Osobiście. Proboszcz udzielił mi błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. A na koniec dał mi w kielichu wody ze źródełka z Lourdes i figurkę Madonny do ucałowania. Modliłam się za moje duchowe Dzieci…
Z kościoła wyjeżdżałam umocniona na duszy i bardzo szczęśliwa. Lekka taka… 🙂
Potem wpatrywałam się w oczy Ukochanemu.
„Jesteś Moim skarbem, robaczku. Swoim ofiarowaniem cierpienia razem ze Mną zbawiasz świat”.
Dziękowałam Mu… dziękowałam za otrzymane dzisiaj łaski.
Jezus uśmiechnął się tajemniczo.
„To jeszcze nie koniec”.
Zdumiona patrzyłam pytająco…
„Karolina”.
Zdziwiłam się jeszcze bardziej… Pomyślałam, że może napisała mi coś na gg, weszłam tam. Rzeczywiście była wiadomość od niej…
To, co przeczytałam… moje zdumienie sięgało zenitu.
Posłuchajcie jej opowieści.
Opowieść będzie nieco dłuższa, niż ta wiadomość, którą zostawiłam Monice na gadu. A wszystko zaczęło się wczoraj tak między 10:30 a 11:00. Szłam sobie spokojnie ulicą w kierunku kościoła ojców Dominikanów we Wrocławiu, z zamiarem posiedzenia przed Najświętszym i „zmarnowania” z Nim trochę czasu. Spokojnie przechodziłam przez ulicę i nagle podchodzi do mnie obca kobieta i wali do mnie całkiem bezpośrednio mniej więcej takim tekstem: „Dzień dobry. Wiesz, mam coś dla Ciebie. Bo mam znajomego księdza, który mieszka pod Rzymem i to jest relikwia dla Ciebie. Kawałek sutanny błogosławionego Jana Pawła II” Ci, co mnie znają wiedzą, jaką minę w tym momencie zobaczyła kobieta. Moja główna myśl, którą najwidoczniej miałam wypisaną na twarzy, brzmiała „Kobieto, Ty masz swoją wiarę, ja mam swoją – daj mi spokój.” Mimo, że nie powiedziałam ani słowa, kobieta zareagowała na wyraz mojej twarzy bardzo szybko. „Nie chcę żadnych pieniędzy ani nic, (w domyśle: nie jestem tym, kim myślisz że jestem i nie chcę Cię nawracać) to dla Ciebie. A tu jest certyfikat autentyczności – powiedziała, odwracając obrazek z wizerunkiem Jana Pawła II. Dobrego dnia.” Zdążyłam się tylko uśmiechnąć i wykrztusić: „Dziękuję. Nawzajem.” Weszłam do kościoła, uklęknęłam przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie i już nawet nie pamiętam co powiedziałam. O ile zanim do kościoła doszłam, miałam milion wątpliwości, o tyle jak już byłam w ławce, wszystkie wątpliwości zniknęły. Nie mogąc wyjść z szoku, po prostu się uśmiechnęłam i powiedziałam: „Dziękuję” Wieczorem, kiedy wróciłam do domu, postanowiłam napisać do Moniki. Pamiętacie tę notkę? http://monikam.pl.infuturam.com/laski/ Musiałam do niej napisać, bo miałam nieodparte wrażenie, że to, co się wydarzyło ma z tą notką jakiś związek. Poprosiłam, żeby pogadała z Jezusem, bo sprawa mnie przerasta i nie ogarniam. Po czym wyłączyłam laptopa i również szturmowałam Niebiosa:
-Co ja mam zrobić z tą relikwią? Ja się nie znam na relikwiach, z resztą nawet nie wiem, czy są prawdziwe.
-Zaufaj mi – padła odpowiedź.
-Ok., staram się, ale to mnie przerasta.
-Będziesz się modlić tą modlitwą, która jest na odwrocie obrazka.
-Ja? No przestań, ja się do tego nie nadaję. Myślałam, żeby to dać komuś. Na przykład księdzu proboszczowi. On buduje teraz kościół pod wezwaniem błogosławionego Jana Pawła II. Dobry pomysł, nie?
– Będziesz się modlić tą modlitwą, która jest na odwrocie obrazka.
– Aha, czyli nie. No dobra to za kogo?
– Przecież dobrze wiesz…
-No przecież: Zuzia i Adam, dwa Twoje Cuda 🙂
– 🙂
I tym sposobem od dziś Niebiosa będą bombardowane w intencji dwoje małych walczaków następującą modlitwą:
Boże w Trójcy Przenajświętszej, dziękujemy Ci za to, że dałeś Kościołowi Papieża Jana Pawła II, w którym zajaśniała Twoja ojcowska dobroć, chwała krzyża Chrystusa i piękno Ducha miłości. On, zawierzając się całkowicie Twemu miłosierdziu i matczynemu wstawiennictwu Maryi, ukazał nam żywy obraz Jezusa Dobrego Pasterza, wskazując świętość, która jest miarą życia chrześcijańskiego, jako drogę do osiągnięcia wiecznego zjednoczenia z Tobą. Udziel nam, za jego przyczyną, zgodnie z Twoją wolą, tej łaski, o którą prosimy z nadzieją. Amen.
DOTYK
„Dotknij mnie, Panie” – prosiłam wpatrując się w Ukochanego.
Patrzył we mnie z dobrocią.
„Dotykam cię, mój robaczku. Dotykam twego serca. Podczas Eucharystii, spowiedzi, dotykam cię kiedy rozważasz Moje słowa. I teraz”.Patrzyliśmy w siebie bez słów… długo.
„Znów przyniosę ci Mój krzyż” – usłyszałam.
„Dobrze, Panie. Będę czekać”.
ZE SZCZĘŚCIA
Wpatrywałam się w Oblicze Ukochanego… Jego oczy… już raz je takie widziałam. Nie śmiałam pytać… wpatrywałam się w nie.
„Znów Mnie wzruszyłaś, robaczku, wzruszyła Mnie twoja modlitwa. Taka prosta, ufna i szczera.”
Zawstydziłam się… A On kontynuował: „Dlatego o co prosisz, dam ci”.
A ja prosiłam za moje duchowe Dzieci… Prosiłam, żeby zawsze były blisko Niego, kochały Go i ufały Mu. A On, żeby się nimi opiekował i strzegł od złego. Żeby się działa Jego wola w ich życiu. Po prostu… Zawsze o to proszę kiedy rano układam bukiety Madonnie i gdy tańczę przed Jego Tronem – ofiarowując cierpienie.
„… o co prosisz, dam ci”.
Długo wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem. Zjednoczeni w Miłości i… cierpieniu.
Potem pojechałam na Mszę św. Po przyjęciu Komunii trwałam w dziękczynieniu. Pochylona na wózku. Zapewniałam Jezusa o swojej miłości do Niego „kocham Cię, Jezu…”
Usłyszałam w głębi serca: „jesteś Moim światłem, umiłowana”.
Rozpłakałam się. Ze szczęścia.