Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością…
Uśmiecham się do Niego zakochana.
„Uwielbiam Cię, Jezu!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie caluje. Caluje ogniście i słodko. Caluje, a Jego SERCE szepcze:
„Bardzo Mi pomagasz, maleńka!”
„Myślisz?” – pyta moje serce niepewnie.
„Myślę i mówię”- uśmiecha się SERCE najdroższe.
Moje serce uśmiecha się na całego! A po chwili smutnieje… Rozmyślam… Myślę o moich Duchowych Dzieciach.
„Martwię się o nie…”
„Jestem z nimi, jak i ty z nimi jesteś.”
Jezus patrzy we mnie ogniście. Nie wiem co odpowiedzieć… Porównuje mnie do Siebie. Nigdy bym o tym nawet nie pomyślała… Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle mnie całuje…
Autor: Maleńka
PO PROSTU PRZYJĄĆ?
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością… Poruszony i zakochany cały.
„Wiesz, mój Jezu? Czuję, że mam puste serce…”
Jezus patrzy we mnie zdumiony.
„Puste? Jak to?”
„No… normalnie, że nic w nim nie ma.”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„Zapewniam cię, najmilsza Moja, że jest.”
„Jest? Co?”
„Miłość. Twe serce jest pełne miłości!”
Uśmiecham się do Umiłowanego.
„Akurat czytałam, że miłość ma swoje miejsce rozumie, nie w sercu, że miłość to akt woli: 'ja chcę dla ciebie dobra’. Ale przecież Twoje SERCE to gorejące ognisko miłości. A moje puste…”
„Twe serce, maleńka Moja, płonie! Płonie miłością.”
„Ale ja tego nie czuję, nie widzę…”
„Tańczysz dla Mnie, prawda?”
„Tak.”
„Za swoje dzieci tańczysz, prawda?”
„Tak.”
„Jesteś z nimi, prawda? Jesteś z nimi w ich cierpieniach, bólach i smutkach, prawda?”
„Tak.”
„Pomagasz im, dobrą radą i nie tylko, prawda?”
„Tak. Staram się…”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Dlaczego to robisz, maleńka Moja?”
„Nooo… Bo….”
Jezus uśmiecha się do mnie jeszcze bardziej, promienniej.
„Dokończ, proszę.”
„Bo kocham!”
Umilowany zbliża twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie… Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Właśnie! Bo kochasz. Twoje serce jest pełne miłości. Jak Moje.”
Tego jeszcze nie było, żeby Jezus porównywał moje maleńkie, biedne serce do SERCA Swego… Milczę. Nie wiem co powiedzieć… A może po prostu to przyjąć?
Tańczymy bardzo. Umiłowany mój i ja. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic!
U SIEBIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
Ujmuję Jego twarz w dłonie, przybliżam do siebie i całuję siarczyście. Umiłowany mój odpowiada mi pocałunkami! Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Całuje, a moje serce szepcze żarliwie:
„Tyś mój, a ja Twoja!”
„Tak! Tak! Tak!” – odpowiada SERCE Jezusowe.
Jezus obejmuje mnie całą. Wtulam się w Niego. On mnie Sobą otula… Rozmyślam…
„Jak mi dobrze tu, u Ciebie, kochany! Najdroższy, jedyny, najsłodszy! Jak mi dobrze! U Ciebie, Jezuniu. U Ciebie jestem u siebie.”
Jezus patrzy we mnie żarliwie… Dotyka dłonią mego serca.
„U ciebie jestem u Siebie, maleńka Moja.”
Uśmiecham się do Umiłowanego nieśmiało.
„Tak?”
„Tak!”
Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic.
NA WSZYSTKO POZWALA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością. Uśmiecham się do Niego i szepczę:
„Pochwaliłam się mojemu gościowi: 'wiesz ciociu? Jeżeli Pan Bóg pozwoli, to w październiku lecę do Rzymu!’ Ciocia bardzo się ucieszyła i powiedziała: 'Nooo! To spełnisz swoje marzenie!’ Nie wiem skąd wiedziała, że to moje marzenie… Nigdy jej o tym nie mówiłam!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie!
„’Jeśli Pan Bóg pozwoli’.”
„Tak!”
„A jeśli nie pozwoli?” – pyta Jezus.
„No cóż…”
Umilowany przerywa mi gwałtownie! Zamyka mi usta pocałunkami. Po chwili pyta znowu:
„A jeśli pozwoli?”
Uśmiecham się do Umiłowanego z czułością.
„No cóż…”
Jezus znów nie pozwala mi dokończyć. Znów mnie całuje! Odwzajemniam pocałunek. A potem wyrywa mi się prosto z serca:
„A zresztą dlaczego nie miałbyś mi pozwolić?! Ty mi na wszystko pozwalasz! Gdy tylko o coś Cię Jezu poproszę od razu to dostaję! Często nie muszę nawet prosić! Dajesz mi, kochany. Ponad miarę!”
Jezus zaczyna mnie łaskotać! Śmieje się perliście i szepcze:
„Ja tobie na wszystko pozwalam, maleńka Moja?! Na wszystko ci pozwalam?! Na wszystko?!”
„Tak! Tak! Tak!” – śmieję się radośnie.
Jezus przerywa łaskotanie. Zbliża twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„A wiesz dlaczego tak jest, Moja słodka? Wiesz dlaczego na wszystko ci pozwalam?”
„Bo mnie kochasz?”
Jezus uśmiecha się z miłością.
„To też, oczywiście, ale dlaczego jeszcze? Wiesz?”
„Nie…”
„Twoja ufność i pokora Mnie rozbraja. Nie mogę nie spełnić tego o co prosisz!”
„Przecież ja cała jestem w Twoich rękach, mój słodki Jezuniu,.. I mi tu jest bardzo dobrze!”
Jezus patrzy we mnie z lubością. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic!
PO URLOPIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością.
Uśmiecham się do Niego zakochana cała!
„Odpoczęłaś troszkę, maleńka Moja?”
„Psychicznie odpoczęłam bardzo! A fizycznie… Zresztą wiesz!” – szepczę i dodaję z uśmiechem:
„I, że odpoczęłam psychicznie, też wiesz!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Nie wiem. Dlatego pytam.”
„Nie wiesz?”
Jezus kiwa głową przecząco.
„To już wiesz!”
„Już wiem!” – Jezus uśmiecha się słodko i daje mi siarczystego buziaka.
Śmieję się lekko…
„Uwielbiam siedzieć na molo i wpatrywać się w morze… Albo w niebo… Uwielbiam słuchać szumu fal… Morze uspokaja… Wycisza. A nawet usypia! Niebo z kolei…”
Uśmiecham się do Jezusa. On wie. Kiedy patrzę w niebo zawsze myślę o Nim! O umiłowanym moim…
Jezus patrzy we mnie ogniście! Tańczymy w miłości i intymności bez granic!
W DNIU URODZIN
Co prawda notek miało nie być, ale 😁
W dniu urodzin, dla umiłowanego:
Strzeż mnie, mój Jezu, Tyś moją pociechą.
Bo życie bez Ciebie jest pustym uśmiechem.
Tyś moim powietrzem i moim jest tlenem .
Ty moim jest życiem i moim istnieniem
Ty moim jest słowem i moim milczeniem.
Tyś moim pokojem i mym przeznaczeniem.
Ja żyję dla Ciebie, Jezuniu mój słodki.
I tańczę dla Ciebie I zrywam stokrotki… .
Na Sercu Twym leżę i oddycham Tobą.
Chcę z Tobą żyć wiecznie i być Twą ozdobą
W MIŁOŚCI
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony.
„Będziesz wiele cierpieć, maleńka Moja…” – szepcze z bólem i smutkiem.
„Będę. Ale nie mów mi o cierpieniu, kochany. Mów mi o Twojej miłości!”
Uśmiecham się do Umiłowanego mojego. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i zaczyna mnie całować! Całuje jak Oblubieniec. Ogniście, namiętnie i słodko. Caluje, a Jego SERCE bije:
„Kocham ciebie! Kocham ciebie! Kocham ciebie!”
Potem Jezus kładzie głowę na sercu moim. Moje serce bije:
„Kocham Cię! Kocham Cię! Kocham Cię!”
Jezus wtula się we mnie, a ja w Niego się wtulam. I tak tańczymy wtuleni w siebie nawzajem. W miłości.
Przez najbliższe dni notek nie będzie.
MÓJ ŚWIAT…
Budzę się… Budzę się powoli, bez pośpiechu. Otwieram oczy i uśmiecham się do Jezusa. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały.
„Coś mi się śniło, kochany… Coś mi się śniło, ale nie wiem co! Chciałabym, żebyś Ty mi się przyśnił… Ale nie!”
„Nie wystarczę ci na jawie, Moja słodka?” – pyta z uśmiechem Jezus.
„Nie!”
Śmiejemy się oboje! Nagle przychodzi do mnie myśl! Myśl jak błyskawica: 'nie kocha cię aż tak, żeby ci się przyśnić!’
„A właśnie, że kocha! Kocha AŻ TAK, że oddał za mnie życie! A śnić mi się nie musi, jeśli nie chce!”
Myśl ucieka gdzie pieprz rośnie!
Jezus jakby nigdy nic uśmiecha się do mnie cudownie!
„Wiesz kochany mój Jezu? Wczoraj gdy słuchałam Mszy świętej, ksiądz na kazaniu powiedział bardzo piękne słowa… Powiedział, że…”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem.
„Pozwól, że Ja dokończę, maleńka Moja.”
Kiwam głową, że dobrze. Umiłowany mój pochyla się nade mną, patrzy we mnie z lubością i szepcze wprost do mego serca:
„Dzień twoich narodzin był tym dniem, w którym powiedziałem, że świat nie może istnieć bez ciebie!”
„Tak, tak powiedział ten ksiądz…”
„Ja tak mówię.”
Patrzę w Jezusa oszołomiona!
„Świat nie może istnieć beze mnie?!”
„A może?” – pyta Jezus z cudnym uśmiechem.
Milczę. Moje milczenie jest odpowiedzią. Umiłowany nie milczy. Pyta łagodnie:
„Twoim światem są twoje Duchowe Dzieci, prawda? Myślisz, że mogłyby istnieć bez ciebie?”
„Nooo… Taak…”
Jezus przerywa mi gwałtownie!
„Nie mogłyby! Pogubiłyby się. Bez twego życia, bez twego serca, bez twego tańca… Pogubiłyby się.”
„Myślisz?”
„Wiem! Świat nie może istnieć bez ciebie, maleńka Moja!”
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Leżę bezradna, bezbronna wobec Jego miłości. A On zanurza mnie w niej wciąż bardziej i bardziej…
POWOŁANIE DO MIŁOŚCI
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Patrzy… i nagle zaczyna mnie całować! Całuje mnie całą! Ogniście, siarczyście, namiętnie! Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Całuje i szepcze żarliwie:
„Maleńka Moja! Jestem ci wdzięczny! Bardzo wdzięczny!”
„Ty?! Mi?! Wdzięczny?! A niby za co?! To ja jestem Ci wdzięczna, mój słodki Jezuniu! To ja…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami i szepcze ogniscie:
„Za co? Za to, że ze Mną jesteś, że Mnie kochasz, że tańczysz dla Mnie, że… że… że…”
„To wszystko dzięki Tobie! Dzięki Tobie, mój Jezu! Dzięki To…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami! I całuje… Caluje! Całuje…
Tańczę w Jego pocałunkach!
Kiedy byłam młodsza rozmyślałam nad tym jakie jest moje powołanie… Do czego jestem powołana… Długo i często się nad tym zastanawiałam. I nie wiedziałam… Przecież nie chodzę i nic sama nie mogę zrobić. Nie wiedziałam… Do czasu aż napisałam do mojego Duchowego Synka i zapytałam czy nie wie czy czy jest coś takiego jak rachunek sumienia dla chorych. Syn mi doradził, żebym się spowiadał z zaniedbań miłości. To był strzał! Oświeciło mnie! Olśniło! Jestem powołana do miłości! Mam kochać! Kochać jak Jezus! I się zaczęło! Zaczęłam adoptować Duchowe Dzieci. Kolejne i kolejne i kolejne… Już nie wiem ile ich mam. Gubię się gdy zaczynam je liczyć! Wszystkie kocham i za wszystkie tańczę. Odnalazłam, odkryłam swoje powołanie. I jestem bardzo szczęśliwa.
JEZUS WIE I JA WIEM
Budzę się… A właściwie leżę w półśnie, na wpół obudzona, na wpół nie. Widzę umiłowanego mojego Jezusa. Patrzy we mnie z lubością, rozpromieniony cały. Ujmuję Jego twarz w swe dłonie i patrzę Mu w oczy ogniście.
„Ufam Ci, kochany. Ufam Ci, całkowicie!”
„I nie zawiedziesz się, Moja słodka!” – równie ogniście odpowiada Jezus.
„Wiem!”
Jezus zanurza mnie w Sobie. Budzę się i idę kochać.
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego zakochana.
„Wiesz kochany mój? Coraz rzadziej mówię moim najbliższym, że mnie boli. Tańczę cały czas. Po prostu. A gdy pytają czy boli, uśmiecham się i obracam rozmowę na inny temat. Tylko Ty wiesz, że mnie boli i jak bardzo. Tylko Ty.”
Jezus milczy. Patrzy mi w oczy… Jego spojrzenie mówi wszystko. Przenika mnie na wskroś. Nagle nachodzi mnie myśl! Śmieje się radośnie!
„Nie! Nawet Ty nie wiesz! Bo przecież cierpienie zamieniam w taniec! Tańczę. A im bardziej boli, tym bardziej tańczę!”
Jezus wciąż milczy…. Patrzy we mnie… Miłość sama… Poddaję się jej.
„Ty wiesz, mój słodki Jezuniu! Prawda? Ty wiesz!”
Jezus obejmuje mnie z czułością…
„Wiem, maleńka Moja. Wiem, Moja słodka. Ja wiem. Wiem…”
Tańczymy bardzo, w miłości i intymności bez granic.