Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną… Patrzę Mu w oczy z miłością. Milczymy. Jezus zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i bardziej.
„Zmęczona…”
„Tak… Wczoraj był nasz Piątek, najmilsza Moja.”
„A dziś jest nasza Sobota, a jutro będzie nasza Niedziela.”
„Właśnie tak.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
Wiszę na Krzyżu z Oblubieńcem moim. A On zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości. I czyni z Sobą jedno. Krzyż jest nasz, ale nade wszystko miłość jest nasza.
Autor: Maleńka
O MAMIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Dziś też Tobie śpiewałam we śnie.“
„Mnie?” – pyta Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiecham się do Niego jeszcze bardziej. Przypominam sobie, że śpiewałam o Maryi.
„O MAMIE dla Ciebie.”
Jezus patrzy we mnie ogniście. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś.
Czuję… Ogarnia mnie ciepło i błogość. I jasność wielka! Czuję pocałunek na policzku. Znajomy pocałunek…
„MAMA?!”
„Córeczko…” – słyszę łagodny, ciepły szept w sercu.
Rozmyślam… Kiedyś Maryja wydawała mi się bardzo odległa, daleka. Królowa panująca w Niebie. Wielka, wspaniała i niedosiężna Znajomy ksiądz doradził, żebym poczytała Ewangelię wg św. Łukasza. Poczytałam. Maryja… Miriam dziewczynka, pełna Słońca. Pokorna, jasna i czysta. Maleńka i uboga. Odkryłam, że Maryja jest przeźroczysta, że nikogo sobą nie zasłania, że nie skupia uwagi na sobie, że zawsze wskazuje na Syna. I że przede wszystkim jest Matką. Matką Jezusa, Matką Kościoła i moją Matką. Matką… Mamusią… Zawsze wskazuje na Syna. W Nazarecie, w Betlejem, w Kanie. I pod Krzyżem. Jest Matką.
TY PRZESKAKUJ!
Budzę się… Otwieram oczy… I wchodzi do pokoju tata. Patrzę na zegarek. 7.30! Witamy się, tata odsłania okna i sadza mnie na wózek. Idziemy do łazienki.
Ale nad ranem:
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Patrzę Mu w oczy zagubiona… Wczoraj kolejne przeszkody, kłody pod nogi. Nie wiem jak je przeskoczyć…
„Nie martw się, maleńka Moja. Damy radę.”
„Nooo… Mam nadzieję. Bilety na samolot kupione, bilety do Muzeów Watykańskich, Kaplicy Sykstyńskiej, Koloseum i Galerii Borghese też. A tu nagle takie coś!”
Jezus patrzy we mnie ogniście. A ja szepczę dalej:
„Dobrze, że wcześnie o tym się dowiedziałam to może jakoś się uda…”
„Damy radę, Moja słodka.”
„Mam nadzieję.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy.
„Twój brat chce spełnić twoje marzenie, owszem. Ale to przede wszystkim Ja chcę je spełnić. Ja. Ja! A jeśli JA czegoś chcę to…”
Przerywam Jezusowi gwałtownie! Zamykam Mu usta pocałunkami.
„Dobrze. Już dobrze, kochany. Zrozumiałam. Nie mam pojęcia jak to przeskoczyć. Ale to TY przeskakuj!”
Jezus mnie całuje… Zasypiam w Jego pocałunkach. I budzę się o 7.30 😊😁
AUTOPORTRET
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną.
Spoglądam na mój wózek inwalidzki… Siedzę na nim całe życie.
Patrzę umiłowanemu w oczy… On wie o czym myślę.
„Ja jestem z ciebie dumny, maleńka Moja.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Jak patrzę na obrazy olejne, które kiedyś namalowałam to wydaje mi się, że to nie ja. Teraz bym już tak nie namalowała… Wszystko boli, siły nie mam… W głowie pustka. Te akwarelki, które teraz maluję, wyglądają jakby je malowało dziecko, a nie malarka po liceum plastycznym. Wczoraj usłyszałam, żebym się lepiej postarała. A ja po prostu nie mam siły.”
„Jestem z ciebie dumny, maleńka Moja.”
„A dlaczego?”
„Dlatego, że mimo, że nie masz siły to nie poddajesz się, walczysz.”
„A” – szepczę zdawkowo.
Nagłe słyszę głos:
„Jestem z ciebie dumna, Moniko!”
Ten głos jakby budzi mnie ze snu… Nie jest to głos MAMY, ani żadnego z moich Duchowych Dzieci. Jednak poznaję go od razu! Na moich ustach pojawia się uśmiech od ucha do ucha! To głos mojej Przyjaciółki i jednocześnie Nauczycielki, mojego Autorytetu.
„Wybacz, kochany!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Ja też bardziej uwierzyłbym opini autorytetu w tej sprawie!”
Śmieję się lekko i daję Jezusowi siarczystego buziaka.
„A Ty umiesz malować?” – pytam i od sama sobie odpowiadam:
„Nie umiesz! Od z choćby z Obrazem Ciebie Milosiernego. Kazałeś namalować go Faustynie, zamiast samemu. Byłby Autoportret!” – śmieję się wesoło. Umiłowany mój uśmiecha się do mnie z lubością. Wie, że żartuję. Mówię dalej, trochę przekornie:
„Mimo, że nie malujesz na płótnie, albo na kartce, jesteś Artystą! Malujesz swój obraz w moim sercu. Autoportret malujesz. Spraw, proszę, by całe moje życie było obrazem Twojej łaski, mój słodki Jezuniu!”
„Jest!” – szepcze Jezus ogniście.
Tanczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic.
ODPOWIEDŹ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
„Pragnę…”
„Twe pragnienie zostanie spełnione, Moja słodka. A czego pragniesz?”
„Kochać! Pragnę kochać.”
„Kochasz!”
„Gdy patrzę na swoją miłość, widzę, że jest taka maleńka, takie nic…”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„A ty, czym jesteś?”
„Nooo, maleńką Twoją. Niczym wielkim”-szepczę z mocą i dodaję:
„Masz rację! Maleńka ma maleńkie serce, które małooo…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami!
„Kochasz Mnie?”
„Najbardziej na świecie! Najbardziej w kosmosie! Bardziej niż samą siebie. Bardziej niż swoje życie. Nawet bardziej niż swoje Dzieci. Bardziej niż wszystko czym mnie obdarowujesz.”
Jezus patrzy we mnie ogniście. Rozpromieniony cały!
„Masz odpowiedź jak wielka jest twoja miłość. Sama sobie ją dałaś.”
Patrzę w Umiłowanego onieśmielona…
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
NAJWAŻNIEJSZY
Leżę w objęciach Jezusa… Otulona Jego miłością. Leżę… Obolała jestem bardzo. Ciało bardzo boli. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsza jest Miłość. Jezus jest najważniejszy. Najważniejszy dla mnie. Wpatrzony we mnie jak w obrazek… Tuli mnie do SERCA. Wpatruję się w Jego oczy i wiem, że to ja jestem dla Niego najważniejsza. Tak!
„Chcę kochać jak Ty kochasz, mój Jezuniu słodki! Pomóż mi proszę!”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„Kochasz, maleńka Moja. Odpowiadasz miłością na zło. Jak Ja.”
Patrzę umiłowanemu w oczy… Jezus zaczyna mnie całować. Caluje całym Sobą! Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Caluje… Tańczymy bardzo.
OD SERCA DLA SERCA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
„O mój Jezu ukochany! Jezuniu najsłodszy, umiłowany!” – szepczę z mocą i dodaję:
„Nie za bardzo się rymuje, ale prosto z serca. Od serca dla SERCA!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Od serca dla SERCA! Najmilsza Moja! Najsłodsza!”
Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem. Nagle widzę najtrudniejsze obrazy z przeszłości. Najtrudniejsze… Widzę siebie w tym wszystkim. I widzę Jezusa ubiczowanego, a potem ukrzyżowanego, który wyciąga do mnie Swe ramiona i mnie obejmuje. Jest w moim bólu, w poczuciu osamotnienia i opuszczenia. Jest wtedy ze mną.
„To była męka, śmierć i zmartwychwstanie twoje, maleńka Moja.”
„Tak. I zmartwychwstanie…”
„Kiedy wybaczyłaś, zmartwychwstałaś!”
„Tak, właśnie tak się wtedy czułam!”
Jezus obsypuje pocałunkami moje biedne, obolałe ciało i szepcze słowa czułości. Od SERCA dla serca.
BEZ SŁÓW
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący jak ja… Uśmiecham się do mojego Oblubieńca zakochana i On uśmiecha się do mnie…
„Wczoraj wieczorem byłam baaardzo zmęczona. Przyszło do mnie moje Duchowe Dziecko, Córeczka. Rozmowa z nią… Śmiałam się! Śmiałam się mimo zmęczenia i bólu. Obie się śmiałyśmy! Bardzo mi to pomogło. Dodało nowej energii! Wiem, że Ty śmiałeś się razem z nami, kochany mój Jezu!”
Jezus patrzy we mnie. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś.
„Śmiałem się z wami! Byłem z wami. Ja jestem z wami. Z tobą jestem, Moja słodka. Śmieję się z tobą, raduję się z tobą. I z tobą płaczę. Cierpię z tobą. Moja najmilsza, jedyna!”
Patrzę w Jezusa z miłością i uwielbieniem. Z wdzięcznością.
Przypominam sobie o czymś.
„Adoptowałam.”
„Tak.”
Rozumiemy się bez słów. Mój umiłowany Jezus i ja.
A teraz tańczymy bardzo. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.
MIŁOSIERDZIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
„Dziś chyba Ci nie śpiewałam…”
„Chwaliłaś Mnie swoim snem, maleńka Moja.”
„Zresztą nie wiem co śpiewać…”
„A, choćby to: 'tylko w Twoim miłosierdziu…'”
„’Jezu mój, nadzieja ma!”
„Tak. Właśnie tak.”
Umilowany uśmiecha się do mnie cudownie, a ja patrzę w Niego badawczo.
„Najdroższy, czy zrobiłam coś…??”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem.
„Nie musisz zrobić coś złego, żeby wzywać Mego miłosierdzia. Po prostu…”
Teraz ja zamykam Jezusowi usta pocałunkami.
„Wychwalam Twoje miłosierdzie, kochany mój Jezu. Dzięki Twemu miłosierdziu oddycham, żyję, kocham…”
„Właśnie tak!”
Zamyślam się…
„Tylko chyba tam jest: 'tylko w Twoim miłosierdziu, Boże mój’…”
Jezus znów mi przerywa pocałunkami.
„Nieważne, maleńka Moja!”
„Ale kiedy mówię 'Boże’, mam na myśli Ojca i Ciebie i Ducha Świętego.”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością… Rozpływam się w Nim…
„Kiedy mówisz 'Jezu’ wzywasz też Ojca i Ducha.”
„Nie możesz bez Nich istnieć!”
„Tak, właśnie tak, maleńka Moja!”
Patrzę Jezusowi w oczy głęboko i uświadamiam sobie, że w tym wezwaniu nie jest ani 'Boże’, ani 'Jezu’, ale 'Panie’!
„Tylko w Twoim miłosierdziu, Maleńki, słodki mój, nadzieja ma!”
Jezus mnie całuje. Caluje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, żarliwie i słodko. Tańczę w Jego pocałunkach! Bardzo tańczę. A moje serce wychwala Jego Miłosierdzie.
UCZY MNIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Zakochany i poruszony. Patrzę Mu w oczy z żarem.
„Mój słodki Jezuniu! Kocham Cię! Uwielbiam Cię! Pragnę Cię!”-szepczę z mocą.
„I Ja kocham, uwielbiam i pragnę ciebie, maleńka Moja!” – odpowiada mój Oblubieniec.
„Co mogę dla Ciebie zrobić, mój śliczny?”
„Kochaj, najmilsza Moja.”
„Staram się…”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Kochaj jeszcze bardziej, mocniej, głębiej. Kochaj jak Ja kocham.”
„Naucz mnie, proszę…”
„Uczę!”
Umilowany uśmiecha się do mnie przecudnie. I ja uśmiecham się do Niego.
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy.