Byłam w dłoniach Umiłowanego mojego. Nie wiem czy w łóżku czy w Ogrodzie Sercowym. Nieważne. Ważne że z Umiłowanym moim byłam
. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca. Ja tańcząca i On tańczący bardzo. Pochylal się nade mną z tkliwoscia. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył mi w oczy głęboko i ja MU w oczy patrzyłam.
Znów się znalazłam na naszej Drodze. Na ulicy, w przy Ukochanym. Szedł ciężko… chociaż drugi człowiek pomagał Mu nieść bełke Krzyża był bardzo zmęczony. Tłum ludzi krzyczał wyzwiska pod Jego adresem, szturchal Go, popychal… Umiłowany cierpiał niewymownie.
Nagle jakaś kobieta pobiegła do Jezusa i nie zważając na krzyki żołnierzy, ociera chustą Jego twarz. Z krwi, a potu i kurzu. Bardzo ostrożnie, delikatnie dotyka tkaniną twarzy Ukochanego i wyciera ją. Jezus dziękuje jej spojrzeniem. Ale już żolnierze odpychają kobietę a Jemu każą iść dalej. Posłuszny Ukochany idzie. Kobieta zostaje w tyle. Jeszcze widzę, że coś krzyczy, gestykulując i wskazując na chustę. Ale w tym zgiełku nikt na nią nie zwraca uwagi.
Znów jestem w dłoniach Ukochanego. Patrzę w Jego twarz. Przypomina tamtą z Drogi Krzyżowej. Zakrwawioną, spoconą, brudną od kurzu… Wytarła bym Mu ją. Ale czym…? Nic nie mam. Żadnego ręcznika, chusteczki… mam tylko welon. Bez namysłu zdejmuję go z głowy. Patrzę, badam jaka to tkanina. Wydaję się bardzo miękka i delikatna. „Chyba może być”- myślę sobie. I bardzo ostrożnie, żeby krzywdy Ukochanemu, wycieram Jego twarz.
„Lepiej Ci choć troszkę, Ukochany…?” – pytam szeptem.
Ukochany patrzy we mnie rozrzewniony .
„Jesteś Moją Weroniką, Perełko”.
Wyjmuje mi z ręki welon i z powrotem nakłada mi na głowę, zakrywa twarz. Przez tkaninę widzę Umiłowanego mojego. Widzę Jego twarz.
Autor: Maleńka
ODPOCZNIJ
Noc tańcząca bardzo intensywnie.
W Ogrodzie mojego serca tańczyłam z Umiłowanym!! Ukochany prowadzil mnie w tańcu. Po całym Ogrodzie wirowal, latał w pływał wśród kwiatów, trzymając mnie na rękach. Podrzucal mnie co chwilę do góry! Leciałam wyżej i wyżej. By po chwili bezpiecznie wylądować w ramionach Umiłowanego. I znów wirowal pływał, Podrzucal mnie do góry, I znów bezpiecznie ladowalam przy SERCU Ukochanego. Wszystko to odbywało się wśród szczęścia i radości.
W końcu Ukochany mój usiadł na ławeczce pod różami. Wciąż trzymał mnie na rękach. Uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. I ja się do Niego uśmiechałam.
“Odpocznijmy! “- szepnęłam radośnie. Ukochany patrzył we mnie czule i wciąż się do mnie Uśmiechał.
“Ty się nie męczysz, prawda?- zaśmiałam się.
Ukochany rozpromienil się i pokrecil przecząco głową.
“No widzisz!!- zaśmiałam się – a ja się zmęczylam! “
Umiłowany przytulił mnie do SERCA Swego o powiedział:
“Odpocznij Perełko. We Mnie odpocznij! “
Odpoczywalam.
Ukochany zanurzal mnie w Sobie…
MIŁOŚCI MOJA
Obudziłam się. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Był przy mnie czuły i kochający.
‘Perełko Moja Umiłowana!”
“Ukochany!!! “
Podniósł mnie, wziął na ręce i zniósł do Ogrodu Sercowego. Usiadł na ławeczce pod różami. Przytulił mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil… Tulil mocniej i mocniej. Pochylony nade mną z tkliwoscia. Patrzyłam w JEGO oczy. Cudne oczy łagodne pokorne i czyste. W pewnej pocałowal mnie i położył głowę na moim sercu. Tańczymy…
Umiłowany mój Jezus. Życie moje! Serce moje!! Miłości moja jedyna!!! Dla Ciebie tańczę, Ukochany. Bardzo tańczę! A Ty Jezu pociągasz mnie ku Sobie! Bardziej i bardziej. Pragnę Ciebie!
INNY
Byłam w Ogrodzie mojego serca. Z Umiłowanym. Siedzieliśmy na ławeczce pod różami. Ukochany trzymał mnie za rękę i patrzył we mnie czulym spojrzeniem. Nakarmil mnie Sobą i patrząc mi w oczy, powiedział:
“Pora iść dalej, Perełko Moja”.
Skinelam głową..
Znalazłam się znów na JEGO Drodze Krzyżowej. Na naszej Drodze. Byłam na ulicy. Przy Ukochanym szłam. Widziałam że zmęczony był to bardzo, niezmiernie. Ciężar belki Krzyża przygniatal Go bardzo. Drzazgi wbijaly się w Ciało Umiłowanego tworząc nowe Rany. Zauważyli to żołnierze. Akurat z przeciwka szedł pewien człowiek, w średnim wieku. Żołnierze zatrzymali dwóch go.
“Ej! Ty!! Pomóż Mu! “- krzyknęli.
Mężczyzna spojrzał na pochylonego w pokrytego Ranami Jezusa i wykrzywil twarz.
“Ja mam pomagać temu zbirto…-urwał nagle bo… Ukochany podnosi głowę i patrzył na niego. Patrzył mu w oczy… Mężczyzna też patrzył. Skazaniec nie przypominał innych skazancow, których mijał prawie codziennie, wracając z pola. Tamci,których mijał mieli twarze pełne nienawiści, usta pełne przekleństw i gróźb miotanych pod adresem Rzymu i żołnierzy, którzy mieli oczy pełne lęku przed cierpieniem i śmiercią. Ten Skazaniec był inny.. Tak. Inny. Spokojny cichy łagodny. A spojrzenie Jego pełne pokory i miłości. Dziwne to było Spojrzenie.. Przyciągalo go do nieznajomego. Nieznajomego?! Miał wrażenie że Ten Człowiek zna go bardziej niż on sam siebie. I te oczy… Teraz proszące go o pomoc.
“Tak, Panie “- wyszeptal.
Wziął belkę na swoje plecy. Teraz dzwigali ją we dwóch
Jezus podziękował mu pełnym miłości Spojrzeniem. A mężczyźna był pewny że nigdy nie zapomni tego Skazanca… nigdy nie zapomni JEGO oczu.
Znów byłam na ławeczce pod różami. Przy Umiłowanym moim. I patrzylam w Te oczy…
BARDZO TANCZYMY
Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany był był ze mną. Czuwał przy moim łóżku. Pochylony nade mną z miłością i czułością ogromną… Tańczył ze mną. Cierpiący bardzo… Umiłowany mój najdroższy mój, Serce moje, Kochanie moje… Cierpiał za mnie. A ja dla Niego. Ukochany trzymał moją rękę i przytulał do Swojego policzka. Przytulał… Uśmiechałam się do Niego, a On patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. W pewnej chwili Ukochany sięgnął w miejsce gdzie było SERCE Jego i wyjął stamtąd Hostie i włożyl Ją mi do ust.
“Dziękuję Umiłowany- wyszeptałam -. Cała Twoja!”
*Cały dla Ciebie Perełko!”
Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy. Bardzo Tańczymy.
ZGODA
Jestem w Ogrodzie Sercowym Umiłowanym moim. W Jego dłoniach tańcuję. A On tuli mnie do SERCA Swego pochylony nade mną z tkliwościa. Nakarmil mnie Swoim Ciałem… Patrzy mi w oczy poważny, zamyślony. I ja Mu w oczy patrzyłam. Zapatrzylam się w to Jego Spojrzenie…
Znów jestem z Ukochanym moim na Jego Drodze. Idę obok Niego. Nikt mnie nie widzi, tylko On. Szedł, oddychał ciężko… Zmęczony i cierpiący bardzo bardzo. Widziałam jednak, ze bardziej niż Rany bolało Go odrzucenie, opuszczenie… Nagle wśród tłumu wynurza się Kobieta. Bardzo skromnie ubrana, ale z Jej postaci bije dostojnosc tak wielka, że żaden z żołnierzy nie ma odwagi zabronić Jej dojść do Jezusa. Podchodzi do Niego…. boleściwe Serce…Matki. Delikatnie dotyka twarzy Syna. Dotyka koronę cierniowa, jakby ją badała palcami. Dotyka belki Krzyża. Potem znowu twarzy, policzka…ich spojrzenia się spotkały.
“Mamo…”
“Synku…”
Na Jej twarzy maluje się niewymowne cierpienie, ale przede wszystkim zgoda. Zgoda na to było, zgoda na to co jest i na to co będzie. Zgoda.
To spotkanie trwało tylko chwile. Tłum wchłania Kobietę. Ukochany mój idzie dalej…
Patrzę w Niego ze współczuciem. On we mnie też.
“Będziesz jeszcze wiele tańczyć dla Mnie Perełko”.
“Będę, Ukochany”.
Tańczę.
ZE SZCZĘŚCIA
Byłam w Ogrodzie mojego serca w Kąciku Różanym. Z Umiłowanym. Ukochany siedział na ławeczce, a ja, nakarmiona Jego Ciałem, usiadłam u Jego stóp. Objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Oboje tańczyliśmy. Nie rozmawialiśmy jednak o cierpieniu. Patrzyłam w Ukochanego, a On we mnie patrzył z miłością.
“Bardzo Mi pomagasz Promyczku”.
“Jestem szczęśliwa, że mogę, Ukochany”.
Umiłowany pochylił do mnie głowę i patrząc mi w oczy powiedzial:
“Sprawilas Mi wczoraj wielką radość. Dziękuję!”
“Ja Tobie??! Kiedy?”- zdziwiłam się.
Ukochany uśmiechnął się tajemniczo i przypomniał pewną sytuację.
“Cokolwiek uczyniliscie jednemu z tych braci moich… Pamiętasz?*
Zawstydzilam się.
“A… tak…”- wyszeptałam.
“Opowiedz Mi o tym, Perełko”.
“Ale po co?? Przecież wiesz. Dziękowałes mi… Więc wiesz!”
“Proszę, Perełko. Tak wiem. Ale lubię słuchać jak opowiadasz. Zrób Mi tę radość…”
Ukleklam przed Nim, pochyliłam głowę i zaczęłam opowiadać:
“Moja mama ma taką koleżankę która ją często odwiedza. W chorobie. Przynosi jej różne gazety religijne i książki. Rozmawiają, śmieją się. Przychodzi też do mnie do pokoju i patrzy co maluję. Ogląda obrazy. Mówi że bardzo jej się podobają. Szczególnie „Pieta”. I pomyślałam że jak następnym razem przyjdzie to dam jej ten obraz, „Piete”. Będzie miała ode mnie prezent. I właśnie wczoraj przyszła. Zaszła też do mnie “zobaczyć co się zmieniło” czyli co nowego maluję. Zdziwiła się bardzo, ze “Pieta” nie wisi już na ścianie ale stoi oparta o biblioteczkę, a na ścianie wisi inny obraz (“Cala Twoja i cały dla Ciebie”).
. O, widzę zmiany!- uśmiechnęła się do mnie.
-To dla pani, ode mnie. Proszę! –wskazalam na.obraz.
Pani stanęła jak wryta. Na jej twarzy malowało się zdumienie.
-Nie!!!
-Tak!!! Czeka na panią!
-Nie mogę!
– Będę się bardzo cieszyć jeśli pani weźmie. Bardzo proszę…
– Nie… tyle pracy w to włożylas. To zbyt cenne…
– Bo się obrażę!- zaśmiałam się serdecznie – chce pani mnie obrazić?
-Nie! Biorę…
Roześmialam się znowu. Pani wciąż stała zdumiona. W jej oczach pojawiły się łzy…
-Ja… ja…slow mi brakuje… bardzo się cieszę! Bardzo!
Zaczęła mnie ściskać, dziękować…. Ja też się bardzo cieszylam. W końcu wzięła obraz i poszła do mamy”
Zamlklam. Klęczalam przed Ukochanym z pochylona głową…
W pewnej chwili poczułam Jego dłoń pod moją brodą… Delikatnie podniósł moją twarz.
Spojrzałam na Niego… jaśniał niezwykłą jasnością! Niezwykłą! Byłam w niej… Spojrzałam w Jego twarz. Uśmiechał się do mnie promiennie…. Ale miał w oczach łzy…
Wstałam i pochyliłam się nad Nim. Dotknęłam dłonią Jego policzka.
„Ukochany…. Ty płaczesz…?”
Dotknął mojej reki i przycisnął ją bardziej do Swego policzka.
„To ze szczęścia, Perełko….”
Nie wiedziałam co powiedzieć ani co zrobić… Trwałam tak przed Nim.
Szczęśliwa.
UPADEK
Byłam w Ogrodzie Sercowym w ramionach Umiłowanego mojego. Tulil mnie do SERCA Swego pochylony nade mną z miłością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i i patrząc mi w oczy powiedzial z powagą:
„Pora na nas, Perełko Moja”.
Skinęłam głową.
Znalazłam się na ulicy. Wszędzie był tłum ludzi którzy krzyczeli. Żołnierze rozpychali tłum, robiąc przejście dla Skazańca.
Ledwo szedł… Drewniana belka Krzyża przygniatala Go do ziemi. Nie widział gdzie ma iść.Twarz cała zakrwawiona. Oko jedno opuchnięte, drugie zasłonięte włosami oblepionymi zaschniętą krwią, potem i kurzem. Nic nie widział. Drogę wyznaczały Mu szturchance żołnierzy i obelgi tłumu. Był samotny.
„Jestem z Tobą Umiłowany”- szepnęłam z bólem.
„Wiem że jesteś, Promyku”- głos Ukochanego był zmieniony.
„To moje grzechy Cię tak przygniatają!!!”
Szedł. Popchnięto Go. Upadł na ziemię. Kurz i piasek ziemi wbijały się w Jego Rany. Belka Krzyża zwaliła się na.głowę Ukochanego. Serce moje drżało z bólu.
Żołnierze chwycili Go pod ręce i podnieśli. Na poorany grzbiet wrzucili belkę Krzyża. Szedł dalej, ja z Nim.
Tulił mnie do SERCA i patrzył mi w oczy.
„Wy liczycie Moje upadki, a Ja wasze powstania”- powiedział, dodając po chwili:
„Zawsze gdy upadniesz, Perełko, przyjdz do Mnie, a Ja Cię podniosę”.
„Dziękuję, Umiłowany!”
Trwałam w adoracji.
NIEMOŻLIWY!!!
Obudziłam się tańcząca i od razu usłyszałam głos Umiłowanego mojego:
“Jestem z Tobą, Perło Moja”.
Uśmiechnęłam się do Niego.
“,Dziękuję Umiłowany!”
Czuły głos mówił:
“Dziękuję, że mogę z Tobą być!’
Rozczulil mnie… Mówił tak jak sługa, a jednocześnie z wielką radością.
“Nie mów tak, Ukochany… proszę… Nie dziękuj mi. Bo mi głupio…. zawstydzasz mnie!”
“Kiedy to prawda, Perełko”– w głosie Ukochanego słyszałam uśmiech.
Zaczęłam Mu dziękować. Dziękowałam za Jego Miłość, błogosławieństwo, za Jego opiekę, pokój w sercu i szczęście. Za to że mogę tańczyć dla Niego i za Nim iść. Za wszystko co od Niego dostaję.
“Dziękuję, że mogę Ci to wszystko dawać, Perełko Moja” – głos wciąż się uśmiechał.
Zaśmiałam się serdecznie.
“Jesteś… niemożliwy! Tak! Niemożliwy!!!”
“Niemożliwy??!” – Ukochany zaczął się śmiać. Głośno, radośnie, perliście! Wziął mnie na ręce i chwilę później byliśmy w Ogrodzie Sercowym. Ukochany wciąż się śmiał. Jego radosny śmiech rozbrzmiewal po całym Ogrodzie. A On tańczył, trzymając mnie na rękach. Tańczył, cieszył się mną!
“Niemożliwy, Perełko?!”
“Niemożliwy!!”
Śmiał się i tańczył. I ja się śmiałam!
W końcu Ukochany usiadł na ławeczce pod różami. Tulil mnie do SERCA Swego. Uśmiechałam się do Umiłowanego.
“Kocham Ciebie!” – szepnęłam.
“Kocham Ciebie Perełko!”
Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
NASZA DROGA
Byliśmy w Ogrodzie Sercowym. W Kąciku Różanym, siedzieliśmy na ławeczce. Umiłowany mój i ja obok Niego. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. A teraz trzymał moje ręce w Swoich dłoniach. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I ja też patrzyłam w Jego twarz, oczy. Zapatrzylam się…
Znów znalazłam się na tarasie budynku w którym byłam poprzednio. Stało tam zdobione krzesło na którym siedział mężczyzna w zbroi do której przyczepiony był długi biały płaszcz. Mężczyzna ten kazał słudze przynieść misę z wodą i lniany ręcznik. Ukochany stał przy barierce, tak żeby mogli Go widzieć tłum stojący na dole. Tłum wrzeszal:
“Ukrzyżuj!!! Ukrzyżuj!!!”
Sluga przyniósł misę z wodą i ręcznik. Stanął przed mężczyzną w zbroi, a on demonstracyjnie umył ręce i wytarł je ręcznikiem, mówiąc:
“Nie jestem winien krwi tego Sprawiedliwego!!!”
Tłum wrzeszal:
“Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara!!!
Rozmowa między tłumem a mężczyzną w zbroi trwała dłużej. Nie będę jednak jej opisywać opisywaćopisywać. Tańcze bardzo. A wszyscy znamy wynik tej rozmowy. Ukrzyżowanie.
Żołnierze sprowadzili Ukochanego na dół. Utworzyli przejście, rozpychajac tłum. Kilku ludzi przytargalo ciężką drewnianą belkę. Wrzucili na poorane Ranami plecy Ukochanego. Jęknął z bólu i ugiął się pod ciężarem belki. Patrzył we mnie.
Znów byłam w Ogrodzie i siedziałam na ławeczce obok Ukochanego. Wciąż trzymal moje ręce w Swoich dłoniach i patrząc mi w oczy spytał:
“Czy chcesz iść ze Mną dalej, Perełko?”
“Tak, chcę”.
“Najtrudniejsze dopiero przed nami” .
“Wiem. Chcę iść z Tobą”.
Ukochany podniósł moje ręce i ucałował je.
“Dziekuje Perełko Moja!”
“Ty mi dziękujesz??!- zawołałam zdumiona – To ja dziękuję Umiłowany! Że mogę iść z Tobą!”
“Możesz, bo chcesz-juz Ci mówiłem”.
Po chwili dodał, znów całując moje ręce:
“To będzie też Twoja Droga Krzyżowa, Perełko”.