Wieczór. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo bardzo. Umiłowany tulil mnie do SERCA Swego. W Jego ramionach tancowalam. Umiłowany pochylił się nade mną i szepnął z czułością:
„Odpocznij teraz Perełko Moja.”
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznościa i patrząc Mu w oczy zasnęłam…
Obudziłam się w Ogrodzie Sercowym. Przy SERCU Ukochanego. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczylam promienną bardzo twarz Umiłowanego. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Odpoczelam, dziękuję Umiłowany!”
„Spałas tak słodko, jak dzieciątko.”
„Jestem Twoim dzieciątkiem, Jezu…”
Uśmiechalismy się do siebie wzajemnie.
Nagle zaczął padać deszcz, deszczyk właściwie. Ciepły, letni deszczyk. Spojrzałam na alejke w oddali i zobaczyłam cudną tęcze. Wielokolorowa, mienila się w deszczu, iskierkami światła. Jasniala, świeciła.
„Jaka piękna! Chodźmy zobaczyć bliżej, Ukochany!”- chwyciłam Ukochanego za rękę i pociągnęłam za sobą. Roześmiał się radośnie i szybko szedł za mną, trzymając moją rękę w Swojej. Doszliśmy do tęczy. Pod nią. Iskrzyla się jeszcze bardziej… Usłyszałam dziwny dźwięk, muzykę jakby. Dźwięczna, melodia, perlista, slodka, nieziemska…
„A to co takiego?!- zawołałam zdumiona coraz bardziej.
„Aniołowie grają na swych skrzydłach” – odpowiedział Ukochany.
„Nie wiem jak można grać na skrzydłach, ale to jest cudne!!!”
Ukochany wciąż stał z tyłu i trzymal mnie za rękę, obrócił mnie, tak, że zrobiłam piruet. Stałam teraz przed Umiłowanym moim. Twarzą w twarz. Stał świetlisty. Iskierki tęczy lśniły nad nami, Aniołowie grali. Nade wszystko Ukochany był blisko i zbliżał się do mnie ciągle. Bardziej i bardziej…
„Zatańczymy Perło Moja?”- spytał uroczyście.
„Tak, Umiłowany!”
Objął mnie i zaczęliśmy tańczyć… I tańczyć… Ukochany trzymal mnie w Swoich dłoniach. Unosił ponad ziemią. I opadałam delikatnie. Wciąż w Jego dłoniach… Nie był to taniec jakie tańczyliśmy do tej pory. Zwiewny, ulotny. Taniec oddania. Ukochany oddawał mi Siebie, ja oddawałam Mu siebie. Umiłowany był coraz bliżej i bliżej, ja też stawalam się coraz bardziej przezroczysta… Nagle wszystko wokół zniknęło, Ogród i deszcz i tęcza.
Był tylko Ukochany i ja… Tańczyliśmy. W pewnej chwili Ukochany postawił mnie na ziemię. I pocałował mnie, i ja Go pocałowałam. I znowu On pocałował mnie. Całował i całował i całował… serce moje. Obsypal moje małe, biedne serce deszczem pocałunków… Całował mnie jak Matka dzieciątko i jak Oblubieniec oblubienice. I był coraz bliżej i bliżej… Ukochany mój!!!
„Jesteś we mnie, Perło. Zamykam Cię w Sobie, zanurzam, pragnę mieć Cię przy Sercu, przy Sobie w nadchodzące dni”.
„Pragnę…”
Rozpływalam się w Nim. W Najdroższym moim.
Autor: Maleńka
TAŃCZĄCY
Noc tańcząca bardzo intensywnie. Leżałam w łóżku i tańczyłam. Ukochany pochylal się nade mną z czułością i tkliwościa wielką… Trzymał moje ręce w Swoich dłoniach i przytulał do Swojego policzka. Leżałam i uśmiechałam się do Niego.
“Umiłowany mój…
Wczoraj ksiądz proboszcz przyniósł mi Umiłowanego mojego. Przystąpiłam do spowiedzi i przyjęłam GO. Pomyslalam, jak to dobrze, ze proboszcz do mnie przychodzi, ze bez problemu mogę się wyspowiedac, i że Ukochany mi wybaczyl. Umiłowany uśmiechał się do mnie płomienie.
“Ja zawsze przyjdę Ci wybaczyć kiedy o to prosisz, Moja najdroższa Moja słodka… Zawsze przyjdę!”
Ucałował moje ręce…
“Dziękuję Umiłowany!!!”
Nagle zabolało tak bardzo, że jęknelam cicho. Ukochany natychmiast wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA.
“Nic, Umiłowany,.. nic… Tańczę!”
“Pięknie tańczysz Perełko.”
Uśmiechnęłam się i zapragnęłam pójść do Ogrodu Sercowego. Umiłowany spojrzał we mnie z radością i znaleźliśmy się w Ogrodzie. W Kąciku Różanym przy studni. Ukochany usiadł na ławeczce, trzymając mnie na rękach. Róże pachniały bardziej intensywne niż zwykle. Pachniały pięknie bardzo…
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem.
“Ten zapach to zapach Twojego tańca, Perełko. Jego woń wznosi się przed Moim Tronem.”
Byłam zachwycona!
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zabrał na spacer po Ogrodzie Sercowym. Niósł mnie na rękach jakbym była lekka jak piórko i pokazywał różne piękne piękne kwiaty. Ogród wydawał się być większy i bujniejszy, bardziej kolorowy.
“To dzięki Twojemu tańcu.”
“I dzięki temu że mi wybaczyłeś!”
“Też”- uśmiechnął się Ukochany.
PRZYGOTOWANIA
Wczoraj wieczorem leżałam w łóżku tańcząca bardzo intensywnie. Nie mogłam zasnąć. Tańczyłam. Umiłowany był ze mną. Czuwał przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z wielka tkliwościa. Tańczył ze mną i taniec mój przyjmował.
„Ukochany…”
„Perło Moja Ukochana!”
„Za moje Dzieci tańczę. Dla Ciebie!”
„Dla Mnie tańczysz, pięknie tańczysz, Perełko!”
Ukochany wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego. I twarz Swoją do mego policzka przytulił… Dwa krzyże Jego i mój zbliżyły się do siebie, przytuliły i ucałowały… Umiłowany tulił mnie do SERCA mocno. Coraz mocniej i mocniej i mocniej. Przyłgnelam do Niego całą sobą. I… Zasnęłam.
Obudziłam się w Ogrodzie Sercowym. W ramionach Umiłowanego mojego. Wciąż przytulał mnie do SERCA. I patrzył we mnie z miłością i zachwytem.
„Odpoczelas choć troszkę, Perełko?”- spytał uśmiechając się do mnie promiennie.
„Tak dziękuję Umiłowany. Troszkę odpoczelam.”
„Cieszę się!'”
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Potem przygotowałam się do spowiedzi. Kiedy skończyłam, szepnęłam ze smutkiem i żalem:
„Ukochany bardzo bardzo Cię przepraszam za to wszystko…”
„Wybaczam Ci Perełko”- powiedział Ukochany z czułością.
Patrzyłam Mu w oczy wciąż z żalem i smutkiem. I On patrzył we mnie patrzył… Jasniejac.
„Pięknie przygotowujesz się do swojej Nowej Drogi, kochana Moja!”- uśmiechnął się do mnie tak promiennie, że i ja nie mogłam się nie uśmiechnąć do Niego. Uśmiechałam się radośnie. I On uśmiechał się do mnie. Trwalismy w Uśmiechu.
COŚ SIĘ KOŃCZY I COŚ ZACZYNA
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim. Ukochany siedział na ławeczce pod różami. A ja usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w Oblicze Ukochanego i rozmyślałam…. Rozmyślałam o moich Dzieciach Duchowych. Jedne uszczęśliwialy mnie bardzo, cieszyły, radowaly mnie. Cieszylam się bardzo, ze mimo przeciwności i cierpienia, stoją przy Umiłowanym. Że walczą ze się nie poddają. Niektóre Dzieci martwily mnie swoim zachowaniem. Jeszcze inne zachowaniem czynami ranily moje serce. Wszystkie Dzieci kocham i za wszystkie tańcze.
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem, pełnym Miłości.
“Kto Ciebie rani, Mnie rani, Perełko. Kto Ciebie martwi, a kto Ciebie uszczęśliwia i cieszy, ten Mnie cieszy i uszczęśliwia.”
“Błogosław im. Błogosław wszystkim moim Dzieciom… proszę!”
Ukochany Uśmiechał się do mnie z czułością.
“Błogosławię im codziennie rano, Twoimi dłońmi, Perełko!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
Codziennie rano, kiedy się obudzę, błogosławię swoje Duchowe Dzieci.Nie pomyślałam że to On…
“A teraz dokończymy naszą Drogę, Perełko Moja”.
Ukochany wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem Ciałem i patrzył mi oczy łagodny..
.Szliśmy. Matka, uczeń, piekna kobieta i ja. Przed nami szli dwaj mężczyźni trzymając Ciało Ukochanego, owinięte w tkanine, w płótno. Szliśmy szybko. Zeszliśmy z góry i weszliśmy do pięknego ogrodu. Był tam nowy grób. Pieczara. Obok wejścia do grobu, leżał, stał właściwie ogromny i ciężki głaz. W tym grobie złożono Ciało Ukochanego, szybko Je przedtem namaszczajac i owijając plotnami. Twarz Ukochanego zakryto chusta. Potem piątka mężczyzn z wielkim trudem zasunela glazem wejście do pieczary. Gdy wszyscy już odchodzili, nagle zjawiło się dwóch żołnierzy Rzymskich, mówiąc, że dostali rozkaz pilnować grobu.
-Rozkaz to rozkaz- wzruszył ramionami jeden z mężczyzn. Wszyscy się rozeszli, tylko żołnierze zostali, pilnując grobu.
Ukochany tulił mnie do SERCA.
„To już koniec naszej Drogi Perełko”- uśmiechnął się do mnie.
„Tak, dotarliśmy do końca” – też usmiechnęłam się do Niego.
„A koniec jednej Drogi oznacza początek innej. Nowej. Czy chcesz zacząć Nową Drogę ze Mną?”
„Chcę!!!” – zawołałam radośnie.
„Tym razem będzie to Twoja Droga. A Ja będę Ci w Niej towarzyszył”- Ukochany pocałował mnie.
„Dziękuję Ukochany!”
ZDJĘCIE Z KRZYŻA
Byłam z Umiłowanym moim. Tańcząca. Siedzieliśmy w Kąciku Różanym na ławeczce. Ukochany mój siedział i ja obok Niego. Patrzył mi w oczy, głęboko. Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył mi w oczy oczy. I ja Mu w oczy patrzyłam…
Byłam pod Krzyżem. Obok mnie stała Matka, piękna kobieta i uczeń. Staliśmy w całkowitej ciszy, milczeniu. Przed nami na Krzyżu wisiał Jezus. Umarł. Jego Ciało opadalo bezwładnie. Głowa opierała się się na ramieniu. Martwy Ukochany. Umęczony, siny. Potargany, poszarpany Ranami, twarz miał bardzo spokojną. Wyglądał jakby po straszliwej pracy w końcu odpoczywal… Matka, Kobieta, uczeńl I ja wciąż staliśmy w milczeniu. Cisza była dojmujaca.
Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Zobaczylam dwóch mężczyzn, starszych i sądząc po strojach, bogatych. Jeden z nich trzymał w ręku złożoną tkanine. Jakby przescieradlo. Mieli ze sobą dwóch pomocników. Niesli oni drabiny, liny, sznury, obcęgi… Jeden z bogato ubranych mężczyzn podszedł do ucznia i coś mu szepnął do ucha. Ten skinal głową. I wszyscy oprócz Matki podeszli jeszcze bliżej Krzyża i zaczęli zdejmować z niego Jezusa. Po chwili Ciało Ukochanego leżało na prześcieradle ramionach Matki. Ostrożnie zdjęła koronę cierniowa z głowy Syna. Potem dotykała Jego włosów, czoła, nosa, zamkniętych powiek, opuchniętych policzków, półotwartych ust… Dotykała, badała. Jakby nie poznawala twarzy Syna. A może zegnala się z Nim tylko na chwilę…? Podeszłam do Niej i ukleklam przy Ciele Umiłowanego. Marka spojrzała na mnie z miłością i objęła mnie ramieniem. Na Jej twarzy nie było rozpaczy. Tylko smutek. I zgoda . Zgoda na to co było, na to co jest. I na to co będzie.
Znów siedziałam na ławeczce z Umiłowanym. W naszym Ogrodzie. Ukochany patrzył mi w oczy. Zauważyłam, że jest zmęczony. Przytuliłam Go do serca. I szeptałam:
„Odpocznij, Ukochany… odpocznij…”
Umiłowany wtuli się we mnie.
Odpoczywał…
WSZYSTKO
Tańcząca. Bylam z Umiłowanym moim. W Ogrodzie Sercowym. Ukochany trzymał mnie w Swoich dłoniach i tulił do SERCA bardzo, bardzo mocno. Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… Widziałam, że cierpi ,że tańczy ze mną.
“Przeszlas ze Mną juz prawie całą Drogę Krzyżową, Perełko.”
“Jeszcze dwie stacje, Ukochany.”
“Tak, ale byłaś ze Mną w najtrudniejszych chwilach. Dziękuję Ci.”
“To ja Ci, Umiłowany dziękuję, że mogłam, że mogę być z Tobą!”
“Jestes bardzo dzielna i odważna, Perełko. Jestem z Ciebie dumny!”
“Ja jestem Ci wdzięczna za TO co dla mnie zrobiłeś. Za to że AŻ TAK mnie kochasz!!! Brak mi słów!!!”
Ukochany patrzył we mnie z tkliwościa… Sięgnął w miejsce gdzie było Jego SERCE, wyjął stamtąd Hostie i włożył mi Ją do ust. Spożylam i zawołałam z zachwytem:
“I karmisz mnie Sobą!”
Pochylil się nade mną i uśmiechając się do mnie szepnął mi do ucha:
“Ja dla Ciebie wszystko, Perełko. Wiesz przecież.”
“Ja dla Ciebie też, Ukochany.”
“Wiem!”
Patrzył we mnie promienny bardzo.
TRWAMY
Leżałam w łóżku tańcząca bardzo. Na moim krzyżu cierpienia. Ukochany był przy mnie. Czuwał przy moim łóżku. Nie widzialam Go,ale wiedziałam że jest ze mną. Że tańczy ze mną, że mój taniec przyjmuje. W pewnej chwili zobaczyłam Hostie. Blalutka. Weszła Ona we mnie. Leżałam i tańczyłam dalej. I tańczyłam… Na krzyżu. Nagle zobaczyłam Umiłowanego mojego. Wisiał na Krzyżu przede mną. Umieral. Cały cierpiący. W Ramach, sincach. Opuchniety. W Krwi, pocie i kurzu. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem pełnym Miłości. I ja w NIEGO patrzyłam. Jego Krzyż zbliżał się do mnie… coraz bardziej i bardziej. Bliżej. Ukochany objął mnie i przytulił do SERCA. I tak trwałismy. Przytuleni, tańczący. Złączeni w Miłości.
Wciąż trwamy. W Miłości i tańcu.
WYSTARCZYSZ
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. W JEGO dłoniach. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. A ja maleńka byłam. Niemowlęciem w JEGO Ramionach. Osseskiem przy Jego SERCU. Umiłowany tulil mnie, pieścil, całował… Uśmiechałam się do Niego z zachwytem.
“Jestem z Tobą Kochana Perełko!”
“I ja z Tobą. Prawda…?”
“Nie zawsze – powiedział z łagodnym uśmiechem – Ale starasz się, chcesz. To najważniejsze!”
W JEGO słowach nie było nawet cienia wyrzutu, oskarżenia czy osadu. Było po prostu stwierdzenie faktu. Znał mnie i moje słabości… Patrzył we mnie z niezwykłą czułością. Ta czułość wielka wzbudziła we mnie żal i skruche..
“Jezu Ukochany… przepraszam Cię bardzo… Przepraszam że czasem od Ciebie odchodzę. Przepraszam…”
Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością. I ucalowal mnie.
“Wracasz do Mnie Perełko. To najważniejsze! Uszczęśliwiasz Mnie tym bardzo!”
“Słaba jestem… “ – szepnęłam.
“Tym bardziej możesz na Mnie liczyć. Ja Ci wystarcze, Perełko Moja!”
“Dziękuję bardzo!!! Wystarczysz, Umiłowany!!!”
Uśmiechał się do mnie promiennie.
Ja do Niego też.
GWOŹDZIE
Noc tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany trzymał mnie w Swoich Ramionach i tulil do Serca. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i współczuciem. Przyjmował mój taniec. Wiem o tym. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca. Patrzył mi w oczy głęboko. Bardzo głęboko… I ja w Jego oczy patrzyłam.
Byłam znów na naszej Drodze. Z Umiłowanym. Leżałam twarzą przy ziemi. Ukochany leżał… na Krzyżu. Sam się na Nim położył. Oprawcy byli zdumieni. I zawiedzeni, bo odebrał im “dobrą zabawę”. Postanowili sobie teraz odbić… Ukochany leżał na Krzyżu i czekał. Jeden z katow pochylił się nad moim Ukochanym. Twarz miał wykrzywioną w strasznym uśmiechu. W ręku trzymał wielki młot i długi ostro zakończony. Spojrzał na Jezusa, na Jego łagodne i pelne miłości Oblicze. I zarechotal z nienawiścią. Oparl ostry czubek gwoździa i tlukl w niego młotem. Gwóźdź stawał się tępy. To samo zrobil z pozostałymi gwoźdzmi. Serce moje, biedne serce krwawilo gdy na to wszystko patrzyłam… Kat zawołał na drugiego, żeby mu pomógł. I zaczęło się… Jeden z oprawców trzymał dłoń Umiłowanego na belce Krzyża a drugi wbijal w nią gwoździa. Tępy wchodził w ciało ciężko, powoli, sprawiając Ukochanemu wielki, ogromny ból. Krew tryskala z przebijanej dłoni. Kości łamane.. Nie mogłam na to patrzeć, a jednak patrzyłam niema z bólu. Potem druga ręka i stopy. Obie naraz. Ukochany cierpiał niewymownie. CIERPIAŁ za moje grzechy. Cierpiał w milczeniu. Ani słowa skargi… Struga krwi wyplynela spod leżącego Krzyża…
Znów byłam w Ogrodzie Sercowym. Przy SERCU Ukochanego. Patrzyłam w JEGO oczy w milczeniu. Słów brakowało żeby wyrazić mój żal i ból. On wiedział, że razem z Nim cierpię. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością…
W SERCU UMIŁOWANEGO
Obudziłam się w nocy. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Był przy mnie. Nie widzialam Go, ale wiedziałam że ze mną jest.
Ukochany mój Jezus…
Uśmiechałam się do Niego tańcząca.
“Ukochany…” – szepnęłam.
“Perełko Moja Umiłowana.”
Byl ze mną… Lezalam w Obecności Ukochanego. Szczęśliwa bardzo. Nagle zobaczyłam Hostie, która weszła we mnie. W tej samej chwili dłonie uniosły mnie do góry, objęły mnie i przytuliły do SERCA. Ukochany… Chwilę później byliśmy w Ogrodzie Sercowym. Ukochany poradził mnie na ławeczce pod różami, a sam usiadł obok. Wziął moje ręce w Swoje dłonie i ucalowal je. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością, głęboko w oczy patrzył. I ja w Jego oczy patrzyłam. Zapatrzylam się… Teraz opiszę, tzn spróbuję opisać to, co widziałam i czego doświadczylam.
Ujrzalam ogromne morze, ocean ognia. Płonący ocean. Czerwony jak krew. Pienilo się, bulgotalo. Strzelalo językami, iskrami. Straszliwe i piękne zarazem! Potem ciemność nieprzenikniona… ciemność. W pewnej chwili w oddali zobaczylam światełko. Zaczęłam iść w jego kierunku. Światło stawało się coraz większe, silniejsze, coraz jaśniejsze. Nagle zobaczyłam na tle światła ciemną postać, która szła do mnie! Postać w miarę jak szła, stawała się coraz większa i coraz wyraźniejsza. Zdawało mi się, że widzę skrzydła. Szła, zbliżała się do mnie i ja szlam do niej. Po jakimś czasie postać stanęła przede mną w pełnej okazałości. Był to Anioł. Spojrzałam w jego uśmiechniętą twarz i uśmiechnęłam się do niego radośnie. Poznałam go od razu. Był to mój Anioł Stróż, Ks Piotr Błoński. (pisałam Wam o Nim kiedyś). Anioł wziął mnie za rękę i prowadził w stronę światła wciąż się do mnie uśmiechając . I nie wiem kiedy, znaleźliśmy się przed wielką jasnością. Staliśmy jakby na skraju wielkiej góry, przepaści. A przed nami rozpościerala się JASNOŚĆ. Stałam oniemiala z wrażenia!!! Anioł, który stał za mna, lekko dotknął moich pleców. I… poleciałam w te Światłość Światłość! Ogarnęła mnie wielka MIŁOŚĆ radość Szczęście i blogi spokój!! A nade wszystko MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ!!! Wielka, ogromna, potężna MIŁOŚĆ!!!… Leciałam w NIEJ. Płynęłam. Zanurzona w NIEJ całkowicie!!! Miałam wrażenie ze jestem lekka jak piórko. I jednocześnie, że KTOŚ trzyma mnie w Swoich dłoniach i tulil… MIŁOŚĆ mnie tulila do Siebie. Wokół mnie, wszędzie była Jasność… Byłam szczęśliwa!!! Nie wiem jak długo byłam w Tej JASNOŚCI. Zdawało mi się że bardzo długo.
A w końcu znalazłam się w Ogrodzie Sercowym. Ukochany siedział obok mnie na ławeczce pod różami, trzymal moje ręce w Swoich dłoniach i patrzył mi w oczy z miłością wielką!
“Ukochany mój…gdzie ja byłam???!! – szepnęłam oszolomiona, zachwycona.
“W Sercu Moim, Perełko”- uśmiechnął się do mnie promiennie.
Ucalowalam Go.
“DZIĘKUJĘ UMIŁOWANY!!!”
“Zawsze tam jesteś”- powiedział z prostotą. Patrzyłam w Niego szczęśliwa…