Noc balujaca.
Byłam w ramionach Umiłowanego mojego. Siedzieliśmy na trawie przed altanką. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Wtulilam się w Ukochanego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Przylgnęłam do SERCA. Umiłowany patrzył we mnie Swym dziwnym, przedziwnym Spojrzeniem. W Jego oczach widzialam błyskawice gromy. A jednocześnie czułość i delikatność wielką. Dotykal mnie tym Spojrzeniem… A we mnie pragnienie rosło i rosło… Nagle usłyszałam głos Ukochanego:
„Pragnę…”
„Pragnę…- wyszeptałam w odpowiedzi – mogłoby to wszystko zniknąć! I altanka i trawnik i Wodospad Miłości. I Ogród! Bylebyś tylko Ty…”
„Gardzisz Moim Darami, Perełko?!”-zapytal patrząc we mnie badawczo.
W pierwszej chwili chciałam zaprzeczyć i Umiłowanego przepraszać. Ale… patrzyłam Mu prosto w oczy, milcząca. Po chwili wyszeptałam:
„Czym by były Twoje Dary bez Ciebie…? Czym by były bez Ciebie? Niczym! A ja tylko Ciebie pragnę. Więc gdy pytasz czy gardze Twoimi Darami – tak, gardzę. Gardzę. Tylko Ciebie pragnę. Tylko Ciebie, Umiłowany…”
Patrzył we mnie…. Oczy Mu lsniły, błyskały czułością.
„Perło!”
Patrzyłam… usmiechałam się do Niego. A serce mi biło pragnieniem.
„Niedawno powiedziałam jednemu z moich Dzieci, że bardzo się cieszę, że żyje. A kiedy umrę to będę cieszyć się jeszcze bardziej!”
„’Dlaczego?”- spytal jakby nie wiedział.
„Bo ufam, że wtedy w końcu Ciebie zobaczę. W pelni, takim jakim jesteś. Ze mi pozwolisz… Mimo moich grzechów i słabości… Miłosierdziu Twemu ufam! Że nie pozwolisz zginąć Swojej małej Perełce… Że pozwolisz mi cieszyć się Tobą, Umiłowany. Pozwolisz…?”
Patrzył… Miłość i czułośc sama… Nagle zaczął… zaczął szeptać mi do głębi serca:
„Czy pozwolę…??? Najmilsza Moja! Ja przyjme Ciebie z otwartymi ramionami! Ja czekam na Ciebie! Pragnę Ciebie! Ja… Ja…”
Zaczął obsypywać mnie deszczem pocałunków… W oczach błyskawice. A na/we mnie deszcz, rzęsisty deszcz… Zamykał mnie w Sobie. Bardziej i bardziej… Az zamknął całkowicie. I zobaczyłam jedno wielkie ogniste tanczące Serce. Wirowało, iskrzyło. Zaczęło mnie otaczać, okrążać… ogarniać, wypełniać.
Byłam w Nim. A Ono we mnie… tańczyło.
Autor: Maleńka
OGRÓD MOJEJ MIŁOŚCI…
Byłam w naszej altance. W ramionach Umiłowanego mojego
Cierpiąca. Tańcząca bardzo. Ukochany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Mocno…
„Zabieram Cię, Perełko na spacer. Pora zobaczyć Ogród”- uśmiechnął się promiennie Umiłowany.
„Ale.. .”- chcialam powiedzieć że jestem bardzo tańcząca ..
„Wiem,, Perelko wiem. Polecisz w ramionach .”
„Dziękuję, Ukochany!”
Umiłowany ze mną na rękach wzniósł się do góry i polecieliśmy. Lecieliśmy…. Zobaczyłam Ogród. Nowy Ogród Sercowy. Kwitł już cały. Kwiaty, krzewy, pergole, drzewa owocowe, winorośle girlandy, fontanny i zrodelka były piękne, cudne! I nienaturalnie duże. Wielkie, ogromne!
„Jakie piękne i jakie wielkie!”- zachwycona. Ukochany patrzył we mnie uśmiechał się tajemniczo. Ja zachwycalam się dalej:
„Jaki wielki! A kwiaty jakie piękne i jakie wielkie!! Ogromne!!!!”- dziwiłam się. Ukochany wciąż uśmiechał się tajemniczo,.
„Pamiętasz, Perelko jak mówiłem że Ogród ten utkam z Twojej miłości?”- zapytał uśmiechnięty.
„Tak. I…??”
„Utkalem, z Twej miłosci. Miłości do Mnie To jest Twoja miłość, piękna i wielka,, Perelko. ”
Zaniemówiłam… Patrzyłam na te wielkie kwiaty, drzewa krzewy, na cały ten Ogród…. To moja miłość do Ukochanego…. Lecieliśmy teraz obok drzewa Krzyża!! Ono to dopiero było wielkie! Potężne!!! Sięgało nieba!!!
„A to Twoja Miłość do mnie, Ukochany!!! „- zachwycalam się. Dalej spadały, spływały z nieba wodospady Miłości….
Potem siedzieliśmy na trawniku przed altanka. Umiłowany tulił mnie do SERCA Swego.
„Najdroższy mój… Dziękuję Ci za piękny spacer!! – szepnęłam tańcząca.
„Piękny spacer po pięknym ogrodzie”- szepnąl Umiłowany.
„Tak… ”
Ukochany patrzył we mnie. W Jego oczach błyszczały. Iskrzyły błyskawice… A we mnie pragnienie rosło i rosło. Tańczyliśmy. Wciąż tańczymy.
USZCZĘŚLIWIA!
Tańczyliśmy Ukochany mój i ja. Umiłowany przytulał mnie do Siebie. Mocno, mocno. Ja obolała i tańcząca bardzo, znów przylgnęłam do Niego całą sobą. Tańczyliśmy i rozmawialiśmy.. Bez słów.. Serce z sercem rozmawiało. O czym? O nas, o mnie, o moich Duchowych Dzieciach, szczególnie o tych którzy przysparzają mi zmartwień i trosk. O blogu nawet rozmawialiśmy.
„Proszę, Perełko, pisz bo dalej. Nie miej żadnych wątpliwości czy obiekcji. Wiem że to jest dla Ciebie bardzo osobiste. To świadectwo Miłości i musi być ono osobiste. Inaczej nie byłoby prawdziwe. Przez ten blog wiele dusz przyjdzie do Mnie.”
Uspokoił mnie tym słowem i ucieszył bardzo!
Potem siedzieliśmy na trawniku przed altanka .Ukochany pochylał się nade mną z Miłością, czułością i tkliwoscia…. że słów brak! I tulił do SERCA.. Mocno!!!
Oddawalam Ukochanemu serce moje. Oddawałam Mu najskrytsze zakamarki, skrytki, o których nawet nie wiedziałam. Ukochany je otwierał, wchodził do nich, rozświetlal blaskiem Swojej Miłości. uzdrawiał i całował. Uszczęśliwia mnie ogromnie!!!
PRAGNIENIE I OGIEŃ MIŁOŚCI
Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, a ja nakarmiiona Jego Ciałem usiadłam usiadłam u Jego stóp. Objęłam Jego nogi i patrzyłam w Jego oczy. Twarz Ukochanego jasniala…
„Najdroższy mój! Ukochany! Piękny mój! „- szepnęłam wpatrzona w Niego tańcząca bardzo. Jednak uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo!
” Zatańczymy, Perełko?”
„Tak! Tańcujaca jestem!! – zaśmiałam się.
„Dlatego Cię poprosiłem! ”
Wstalismy. Umiłowany objął mnie. Wtulilam się w Niego przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem i duszą…. Zaczęłam odczuwać pragnienie. Pragnelam. Pragnienie rosło, nasilalo się. Pecznialo jakby.. Ukochany był blisko… A moje serce wyrywalo się!
” Pragnę…” – nie wiem czy wyszeptalam czy pomyślałam tylko.
W każdym razie Umiłowany natychmiast przestał tańczyć. Wziął mnie na ręce i wyniósł z altanki. Położył mnie na trawie.A Sam uklakl przede mną. Patrzył we głęboko… Oczy Mu błyszczaly jak dwie błyskawice. Był taki piękny…
„Pragnę….!” – powtórzyłam patrząc Mu w oczy.
Ukochany ujął moją twarz w Swoje dłonie. Pochylal się nade mną…. Czuły tak bardzo. Piękny mój…
„Czego pragniesz, Najmilsza?“- usłyszałam w głębi serca, z Jego ust nie wyszło żadne słowo – „czego pragniesz?”
„Ciebie!!! Ciebie pragnę! ”
” Masz Mnie!”
„Wiem Umiłowany! Najdroższy! Ale pragnę Cię bardziej i bardziej, mocniej i mocniej. Bliżej i bliżej…!”
Umiłowany patrzył…. Oczy Mu błyskały bardzo….
„Uszczęśliwiasz Mnie ogromnie, Perlo Moja Umiłowana!!! ”
Był taki piękny!!!! Płonący. Ognisko Miłości!
Umiłowany pochylal się nade mną bardziej i bardziej. Otulal Sobą. Zamykal w tym ogniu. Rozpalal. Tak, że i ja płonęlam! Znowu zobaczyłam dwa ogniste serca. Płonące tańczące serca..
Wirowaly wokół siebie. Łączyły się i rozdzielaly. Łączyły i rozdzielaly. Jednak coraz częściej się łączyly. I coraz częściej widziałam jedno wielkie ogniste Serce zamiast dwóch.
BYŁAM SOBA
Noc tańcząca bardzo mocno intensywnie.
Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. I patrzył we mnie… Swym przedziwnym, cudnym Spojrzeniem. Spojrzeniem pełnym Miłości i zachwytu. Patrzyłam w Ukochanego uśmiechnięta radosna, zakochana. Ale oniesmielona tym Jego Spojrzeniem…. Patrzył we tak jak patrzy Oblubieniec na Swą oblubienicę. Patrzył we mnie tak jakbym Mu była najdroższa, jedyna na świecie i jakby nikogo piękniejszego nie widział…
„Ukochany… dlaczego tak we mnie patrzysz?- spytałam cicho – Oniesmielasz mnie… zawstydzasz…”
Umiłowany rozjaśnił się nade mną.
„Podziwiam Twoje piękno, Perełko – mówił promienny – nie wstydź się swego piękna.”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„To Ty mnie upiększasz, obdarzasz, obsypujesz!!! Ja tylko staram się przyjmować…”
„Gdybyś nie przyjmowała, nie byłabyś taka piękna Perło.”
Uśmiechał się do mnie promiennie i ja uśmiechałam się do Niego.
Ukochany wyszedł z altanki, trzymając mnie na rękach wyniósł przed nią, posadził mnie na trawniku. Sam usiadł przy mnie.
„Chcesz się wykąpać, Perełko? – spytał uśmiechając się do mnie i wskazując dłonią na pluszczacy obok studni, Wodospad Miłości.
„A można?!” – zapytałam, uśmiechając się radośnie. Ukochanego widać to moje pytanie rozbawiło, bo roześmiał się serdecznie.
„No jasne, ze można!” – odpowiedział śmiejąc się – „Ale najpierw coś Ci pokażę. Chodź!”
Chwycił mnie za rękę i pociągnął za Sobą. Roześmialam się i pobiegłam za Nim. Szliśmy obok wodospadu, Ukochany trzymal wciąż mnie za rękę. Prowadzil na tył wodospadu. Zobaczyłam wielką skale. po której spływała woda. W pewnym miejscu skała utworzyła jakby półkę i po niej płynęła woda. A pod skalną półką było puste, wolne suche miejsce. Ukochany wprowadził mnie tam….
„Zobacz Perełko, można być pod wodospadem i być suchym”
Mówił cicho, a mimo głośnego szumu wody, słyszałam Jego głos.
„Tak!”
Staliśmy tam chwilę. Z jednej strony była surowa skała, a z drugiej strony z góry spływała woda, głośno pluskając.
W pewnej chwili Ukochany wziął mnie na ręce, zaśmiał promiennie i wszedł ze mną w wodę! W spływającą z góry wodę. Byłam cała mokra! Ukochany też! Woda płynęła po nas. A my cieszyliśmy się tym. Umiłowany poprosił mnie do tańca. Długo tańczyliśmy w… wodospadzie Miłości… Potem wyszliśmy z wódy usiedliśmy na trawie. Ubrania nasze szybko wyschływ Słońcu. Umiłowany tulil mnie do SERCA… I mówił czułym głosem:
„Ty się Mnie Perełko.nie pytaj czy można to czy tamto. Stworzyłem to wszystko dla Ciebie Perełko Moja! Żebyś z tego korzystala, a nie tylko na to patrzyła!””
Popatrzylam w Ukochanego uśmiechnięta radosna. Znów patrzył we z miłością i zachwytem. Jak Oblubieniec na Swą oblubienicę. Cudnym Spojrzeniem, dziwnym Spojrzeniem…
„Podziwiam Twoje piękno Perełko!”
Uśmiechałam się do Umiłowanego i już nie było we mnie onieśmielenia ani zawstydzenia.
„Pragnę być piękna dla Ciebie, Umiłowany!”
Ukochany promienial. Był bardzo blisko. Coraz bliżej i bliżej. I coraz bardziej mi bliższy. A im był mi bliższy tym swobodniej przy Nim się czułam. Byłam sobą. Przy Nim byłam sobą!
GŁĘBIEJ
Pisałam notkę, miałam już prawie gotową. Lecz nagle zniknęła…
Więc jeszcze raz, w skrócie….
/Byłam w ramionach Umiłowanego. W naszej altance. Ukochany nakarmił mnie Swoim Ciałem i mocno tulił do SERCA. Patrzył we mnie Swym cudnym, dziwnym Spojrzeniem. Dziwnym… Przenikliwym i przenikającym. Tęsknym Spojrzeniem… Patrzył i patrzył… z Miłoscią niewymowną… Nagle z Jego ust wydobyło się słowo równie przenikliwe i tęskne jak Spojrzenie:
„Pragnę…!”
Zdumiałam się ogromnie… Moje małe biedne serce az podskoczyło. Nie pytałam czego pragnie Ukochany. Wiedziałam…
„Pragnę… jeśli to możliwe… Pragnę!” – wyszeptałam.
„Wszystko jest możliwe dla tego kto wierzy, Perełko!”- głos Ukochanego był przenikajacy.
„Wierzę! I pragnę!”- szepnęłam z przekonaniem, patrząc Mu prosto w oczy.
Wtedy Ukochany rozpromienił sie bardzo nade mną… Rozświetlił, rozjaśnił… A moje małe, biedne serce płonęło ze szczęścia!!! Umiłowany zamykał mnie w Sobie… Bardziej i bardziej…
Brak mi słow, żeby opisac to, czego ostatnio doświadczam, tego co ON ze mną robi. Słowa są za małe, słowa zamykają. On otwiera. mimo, że zamyka. Otwiera. I kocha głębiej. A raczej to ja doświadczam Jego Miłości głębiej. Nie tylko bardziej i mocniej. Ale głębiej. Nie wiem czy to logiczne, ale tego doświadczam.
Nikt mnie tak nie rozumie jak mój Umiłowany. Nikt nie patrzy we mnie tak cudnie jak On. Nikt mnie tak nie pragnie, ani tak nie kocha jak On. Głębiej.
Przenikliwy i przenikający mnie, na wskroś.
Głębiej… A moje serce aż wyrywa się do Ukochanego. I płonie Jego Miłością.
UTKA.
Wczoraj wieczorem leżałam w łóżku tańcząca i zmęczona. Zobaczyłam dwa ogniste serca. Wielkie i małe. Płonęły. I tak płonąc, tańczyły. Wirowały wokół siebie. Łączyły się i rozdzielaly łączyły i rozdzielały. I Tak patrząc w te serca, zmęczona, zasnęłam…
Obudziłam się w altance w rękach Ukochanego. Trzymał mnie w Swoich ramionach i tulił tulił do SERCA z czułością bezgraniczną.
„Odpoczęłas Perełko?”-uśmiechnal się do mnie promiennie.
„Tak, dziękuję Umiłowany!- uśmiechałam się do Niego – pójdziemy do Krzyża?”
„Mam lepszy pomysł! Polecimy!! Zobaczysz Ogród z góry.”
„Świetnie! Tylko… dawno nie latałam. Nie wiem czy jeszcze potrafię…”
Umiłowany patrzył we mnie promienny.
„Wciąż latasz, Perełko Moja. Poza tym jestem przy Tobie.”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i szepnęłam:
„Proszę, poczekaj Ukochany, tylko narwę kwiatów pod Krzyz.”
„Możesz narwać, Perełko. Ale jak mówiłem, kwiatki pod Krzyżem już są. I będą zawsze.”
„No tak, mówiłeś. Zapomniałam, przepraszam. To jestem gotowa!”
„Wierzysz Mi, widzę”- rozpromienil się bardzo.
„Wierzę. Dlaczego mam nie wierzyć?”
Ukochany wziął mnie za rękę i polecieliśmy. Lecielismy dosyć długo. Wlecielismy nad Ogrod. Zazielenil się już cały. Co chwilę wychodziły z ziemi młode pędy, kiełki roślin i kwiatów. Pędy te i i kiełki były nienaturalnie duże, wielkie…
Lecielismy nad Krzyżem. To co zobaczyłam, przeszło moje oczekiwania. Spodziewałam się zobaczyć kilka stokrotek leżących na ziemi. A zobaczylam… ich całą łąkę!!! Mało tego. Stokrotki rosły jakby ułożone w bukiety! Serce mi podskoczyło z radości! Bo miałam wewnętrzne przekonanie, że to ja je uklaklam. Że wciąż ukladam! Czyżby…
„To te bukiety, które co noc ukladam MAMIE…?”- zapytałamniepewnie. Ukochany patrzył mi w oczy głęboko.
„Tak. Ty układasz JEJ, a ONA obdarowuje nimi Mnie Perełko.”
Byłam zachwycona!!!
Ukochany patrzył…roztkliwiony.
„Jesteś bardzo podobna do Niej. Twoja miłość do Mnie… Prawie jak…”
Przerwałam Ukochanemu zawstydzona:
„Prawie robi wielką różnicę”- wyszeptałam.
„Nie w tym przypadku, Perełko Moja kochana!”
„Jak bardzo, bardzo mnie wywyzszasz, Ukochany…!”
Umiłowany przytullil mnie do Siebie mocno…
„Ty się przedeMną Perełko unizasz, a Ja Cię wywyzszam.”
Potem, kiedy byliśmy już w altance, Umiłowany tuląc mnie do SERCA Swego, spytał:
„To prawda, Perło, że Ogród jest Mój i mogę Go urządzić jak chcę?”
„Jasne! Oczywiście!!! Mówiłam przecież. Nie rozumiem dlaczego jeszcze pytasz, Umiłowany??!”- zdumialam się.
Ukochany pocałował mnie. A ja Jego ucałowałam.
„Utkam Ogród z Twojej miłości, Perełko. Twoją miłością Go utkam!”
Patrzyłam Mu, Ukochanemu w oczy. Szczęśliwa…
CAŁKOWCIE!!!
W nocy balowalam. Bardzo.
Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim. W Jego ramionach, rękach. Tańczyłam. Zmęczona i obolała bardzo. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i mocno mocno tulił do SERCA. Uśmiechałam się do Niego, mimo bólu.
„Tań…’- szepnęłam z trudem. Ukochany przerwał mi, całując mnie. Wyszeptał z czułością:
„Tańczysz bardzo, wiem Perełko. Potrzebuję Twojego tańca.”
„Pragnę tańcz…” – zaczęłam, ale Ukochany znów mi przerwał pocałunkiem… Potem wstał z kwiatowej kanapy na której siedział. I na rękach wyniósł mnie przed altankę, na trawnik. Usiadł na zielonej trawie i Wciąż mocno tulił mnie do SERCA. Pomyślałam że chciałabym zanieść kwiatki pod Krzyż, ale nie mam siły, choćby nawet Umiłowany by mnie zaniósł… to nie dam rady… Siły nie mam.
Ukochany, który znał moje myśli rozpromienil się bardzo:
Nie martw się Perło Moja! Kwiaty pod Krzyżem od Ciebie już są. I będą zawsze. Niedługo też zakwitnie Ogrod. Nie będzie już gołej ziemi.”
„Dzięku…” – Umiłowany znowu przerwał mi, całując mnie.
Cierpiałam bardzo, jednak uśmiechałam się do Umiłowanego. Wzruszala mnie ta Jego wielka czułość dla mnie… Dziękowałam Mu uśmiechem. Nagle Ukochany żajasnial światłością ogromną. Blaskiem. Jasnością niezwykłą! Jasność otaczała mnie. Otulała. Byłam w tej jasności… A Umiłowany patrzył we mnie. Swym dziwnym, przecudnym Spojrzeniem. Przenikał mnie Nim całkowicie. A ja wiedziałam że wszystko bym dla Niego oddała. Wszystko! Całkowicie! Dla Umiłowanego!
W UMIŁOWANYM….
Byłam w altanie. Z Umiłowanym moim byłam… Bliżej. Coraz bliżej mnie był mój Umiłowany. Trzymał mnie w objęciach Swoich. Nakarmil mnie Swym Ciałem. I mocno, mocno tulił do SERCA.
„Dzisiaj odpoczywasz, Perło Moja!” – szepnął pochylając się nade mną z czułością i tkliwościa bezgraniczną.
„Dobrze, Ukochany!”- uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Jednak w tej chwili przypomniałam sobie o…
„Ukochany, chciałabym zanieść kwiatki pod Krzyż. zaniósł byś mnie…?”
Ukochany rozpromienil się bardzo.
„Oczywiście, Perełko. Z radością!”
„Dziękuję Ukochany!”- ucałowałam Go serdecznie.
Wyszliśmy przed altankę. Przykucnelam na trawniku i narwałam stokrotek. Ukochany czekal aż narwę. Potem wziął mnie na ręce i zaniósł pod drzewo Krzyża. Położyłam pod nim kwiaty. I Ukochany przyniósł mnie w Swoich ramionach z powrotem do altanki. Postawił mnie na trawniku. Usiadłam na nim. Umiłowany usiadł przy mnie. Było cudownie… Słońce świeciło, wiał lekki wietrzyk, wodospad szumiał, woda w nim pluskała…
„Jak cudnie…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Patrzył we mnie z zachwytem. Odkąd zgodziłam się, żeby był bliżej… jeszcze bliżej obdarza mnie taką, tak wielką MIŁOŚCIĄ, że…. szok!!! Ponad miarę!!! Obsypuje Nią wprost… I teraz też obsypywał. I patrzył we mnie tak dziwnie…. Tak tęsknie… tak czule i delikatnie. I obsypywał…
Krzyż ciężki bardzo. Już nie tyle tańczę, ale baluję! Umiłowany moj jest w tym balowaniu Ostoją. Opoką moją!
„Zatańczymy, Umiłowany?- zapytałam uśmiechając się do Niego.
„Miałaś dziś odpoczywać,, Perełko”- odpowiedział.
„Taniec z Tobą jest odpoczynkiem dla mnie”- szepnęłam.
Wtedy Umiłowany wziął mnie na ręce przytulił do SERCA. I rozpocząl się najpiękniejszy taniec jaki do tej pory znałam… W Umiłowanym.
O KRZYŻU, MIŁOŚCI I UŚMIECHU
Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam, tańcząca i zmęczona. Trzymał mnie w Swoich ramionach i tulił do SERCA. Mocno tulił… Patrzył we mnie Swym dziwnym Spojrzeniem.
„Ogród zostanie odbudowany”- powiedział nagle, patrząc mi głęboko i prosto w oczy. A widząc moje zaskoczenie i zdziwienie, dodał uśmiechając się promiennie:
„No, co, Perełko? Sam odrośnie. Ogród to owoc Miłości. Czy sądzisz, ze mogę hamować Twoją miłość do Mnie i Moją do Ciebie? Nie mogę. Nie mam takiej władzy.”
Zdziwiłam się, ze nie ma nad czymś władzy. Ale jakoś nie ciągnęłam tego tematu. Myślałam o Ogrodzie.
„O! To będzie Twój! Tylko Twój Ogród, Ukochany!!! A w centrum Ogrodu będzie rósł Krzyż. Znak Twojej Miłości!! Będę do niego przynosić codziennie świeże kwiaty!’
„Rósł?”- uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Krzyż to drzewo, a drzewo rośnie!”- uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Dobrze, będzie rósł razem z Ogrodem.”
Umiłowany przytulał mnie jeszcze mocniej i mocniej do Siebie. Tulil i tulil… I zbliżał się do mnie bardziej i bardziej… W pewnym momencie wyszeptal:
„Krzyż już rośnie, Perełko.”
„Ooo…! Chodźmy go zobaczyć, dobrze Ukochany?”
Umiłowany skinął głową. Wyszliśmy z altanki. Trudno mi było iść bo w ziemi zrobiły się duże koleiny i bruzdy, jednak szłam. Ukochany widząc że mi ciężko, wziął mnie na ręce.
„Pozwól że Cię poniosę, Perełko. Wiem jak zmęczona jesteś.”
Popatrzylam w Ukochanego z wdzięcznościa. Ukochany szedł, a ja zobaczyłam zarysy drzewka. Z daleka wydawało się bardzo małe. W miarę jak zbliżaliśmy się do niego, było coraz większe. Szliśmy, szliśmy… aż wreszcie stanęliśmy przed dość dużym już drzewkiem. Ukochany postawił mnie przed nim na ziemi. Patrzyłam… Drzewko stało samotnie na pustej, gołej ziemi. Nie było jeszcze grube, a już wypuściło dwie poziome gałązki, ramiona Krzyża. Było takie biedne i samotne… Nie mogłam go tak zostawić… Nagle przypomniałam sobie o czymś. Dotknęłam ramienia Umiłowanego.
„Ukochany, zaczekaj tu na mnie! Zaraz wracam!”
Zaczęłam biec w stronę altanki.
“Zmęczona jesteś… Widzę!!!”’ – słyszałam za sobą głos Ukochanego.
“Dam radę! Zaraz wrócę! Zaczekaj proszę!”
Posłuchał, został. A ja biegłam i bieglam, potykając się o bruzdy i koleiny w ziemi. Ale biegłam. Biegłam długo, aż dobiegłam do altanki, a dokładniej do trawnika, ktory rósł przed nią. Stokrotki jeszcze nie przekwitly. Przykucnełam zdyszana i zerwałam je. I znów zaczęłam biec w stronę drzewa Krzyza. Biegłam i biegłam. Czułam coraz większe zmęczenie. Myślałam, że już nie dam rady… Ale biegłam dalej. Dobiegłam do Krzyża, położyłam stokrotki przed nim na ziemi. Ostatkiem sil wyszeptałam:
„Ode mnie….”
I opadłam w dłonie Ukochanego.
Wziął mnie na ręce i niósł do altanki.
„Obserwuję Twoją miłość Perło i nadziwić się jej nie mogę. Nad taką miłoscią nie mam władzy!”
Szybko odpoczywałam w ramionach Umiłowanego. A On wniósł mnie do altanki, usiadł na kwiatowej kanapie i tulił mnie do SERCA.
„Nie masz władzy nad miłoscią?” – spytałam.
„Nad taką, nie mam.”
„Taką? Czyli jaką?” – dopytywałam.
Ukochany patrzył we mnie poważny i uroczysty. Mówił:
„Nad miłością cichą, miłością pełną odwagi i męstwa. Nad miłością pełną oddania, uszczęśliwiania innych kosztem własnego szczęścia, zmęczenia i rezygnacji z siebie…”
„Ty taki jesteś. Uczę się od Ciebie”- szepnęlam.
On jakby nie słyszał moich słów. Mówił dalej:
„Nad miłoscią ofiary, tańca”.
Usmiechnęłam się do Niego.
„I miłościa usmiechu”- dodał rozpromieniając się nad Swoją małą zmęczoną Perełką. Uśmiechałam się do Umiłowanego, On usmiechał sie do mnie. Trwaliśmy w miłosci uśmiechu…