Noc tańcząca bardzo intensywnie. Balowalam.
Rozmowa w ciemności:
„Tyś Moja Perełko? Tyś Moja??”
„Twoja, Umiłowany! Tylko Twoja! Całkowicie i definitywnie. Twoja. Ale… nie rozumiem dlaczego pytasz, Ukochany… Wiesz przecież..”
„Chciałem usłyszeć Twój głos, Najmilsza!”
„Chciałeś usłyszeć mój głos??!” – zdziwiona byłam. Pomyślałam że Ukochany jest we mnie bardzo bardzo zakochany. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie. Ale uśmiech od razu znikł z mojej twarzy kiedy usłyszałam:
„Pies jest bardzo szczęśliwy słysząc głos swej Pani.”
Wiedziałam, ze ma na myśli Siebie. Nie chciałam, żeby w ten sposób o Sobie myślał, mówił, żeby tak Siebie nazywał… Ale wiedziałam tez że nie mogę Mu tego zabronić… Jednak spróbowałam:
„Umiłowany… proszę… nie mów tak o Sobie, bo mi serce pęka… Jesteś moim Panem,. Królem. Umiłowanym moim jesteś!”
„Jestem Twoim Panem, Królem, Umiłowanym Twoim. I psem.”
„Umiłowany mój!”
„Perło Moja!”
Znalazłam się w naszej altance. Ukochany trzymal mnie tańcząca w ramionach i tulil do SERCA. Promieniał. Promieniał nad Swoja mała Perełkę. Zachwycony i współczujący jednocześnie. A Jego Spojrzenie… Miłość sama!!! Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i wciaz patrzył we mnie tak cudnie. Patrzyłamw To Jego Oblicze rozpromieniona, zachwycona, szczęśliwa. I zakochana!
„Kocham Cię, mój Jezu. Pragnę Cię, mój Jezu, wielbię Cię mój Jezu!”- wyszeptałam szczęśliwa…
„O, jakże pragnę słyszec te słowa jak najczęściej! Tym bardziej że to nie są tylko słowa, ale potwierdzenie czynów”- uśmiechnął się Ukochany.
„Niech każde uderzenie mojego serca mówi Ci że Cię kocham, niech każdy mój oddech mówi Ci, ze Cię pragnę, a każdy mój uśmiech niech mówi Ci ze Cię uwielbiam. A mówić to Ci będę swoją drogą!!”
Ukochany patrzył wciaz w moje oczy i w serce. Jakby świata poza mną nie widzial,… A w sercu moim słyszałam:
„Kocham Cię, Moja Perło. Pragnę Cię Moja Perło. Uwielbiam Cię Perełko Moja.”
Rozpływałam się w Jego Miłości…
Autor: Maleńka
SIEBIE!
Wczoraj po południu poprosiłam tatę, żeby wywiózł mnie na podwórko. Tato zdziwił się,bo mój wózek elektryczny się ladował. Ale ja nie chciałam jeździć. Chciałam posiedzieć
Potrzebowałam… Tata wywiózł mnie i postawił w cieniu. Poszedł do domu. A ja sobie siedziałam. Uśmiechałam się do Umiłowanego. Byłam pewna że jestem w Jego rękach. A On patrzy we mnie i się uśmiecha do mnie…. Trwałam w Nim, szczęśliwa niezmiernie… Rozpływałam się w Umiłowanym. Nagle z moich oczu zaczęły płynąć łzy…. Łzy szczęścia!!! Twarz mi promieniała szczęściem a z oczu płynęły łzy. Roześmialam się sama do siebie i wytarlam łzy. Siedziałam uśmiechając się do Umiłowanego…
Byłam w Ogrodzie Sercowym, z Umiłowanym moim. Siedzieliśmy na trawie przed naszą altanką. Ukochany tulił mnie do SERCA i patrzył mnie Swym przedziwnym, przecudnym, rozmiłowanym Spojrzeniem. Promiennym i uśmiechniętym. A ja patrzyłam w To Spojrzenie, zachwycona i szczęśliwa tak bardzo, że nie sposób opisać słowami…!
„To wszystko przez Ciebie, Ukochany!” – szepnęłam uśmiechnięta.
„Przez Ciebie, Perełko…” Umiłowany uśmiechał się z czułością.
„Przez Ciebie. Dzięki Tobie!”
„Przez Ciebie! Ty Mi pozwoliłaś!”
„Ale Ty mi pozwoliłeś pozwolić!” – zaśmiałam się w głos radośnie.
I wciąż się śmiejąc zerwałam trawkę.
„To wszystko przez Ciebie! – rzuciłam trawką w Ukochanego. Smiejąc się, wstałam i zaczęłam uciekać.
„Aaach Ty!! – roześmiał się perliście Umiłowany. I smiejąc się, zaczął mnie gonić! Potem ja goniłam Jego, a potem znów On mnie. Wszystko to odbywało się wsród śmiechu i wielkiej radości! Cały Ogrod cieszył się z nami! W końcu stanęłam przy studni zdyszana,. Oparłam się o nią i stałam uśmiechnięta. Ukochany stanął przede mną (nawet nie wiem kiedy się przy mnie zjawił). Więc stanął przede mną, objął mnie i pocałował.
„Zbieram Twoje pocałunki, Ukochany” – szepnęłam i też Go pocałowałam.
„I Ja Twoje, zbieram, Perełko” – promieniał.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do altanki. Tam mocno mnie tulił do SERCA. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulił. Jak dziecko…
„Wiesz., niby wyrzekłam się Twoich Darów, wzgardziłam nimi. A mam takie przekonanie, pewność, że dajesz mi więcej i więcej, Umiłowany!”- powiedziałam zdziwiona.
Ukochany patrzył we mnie z tkliwością….
„Bo daję Ci to, czego pragniesz najbardziej, Perełko. Siebie!”
Promieniałam ze szczęścia…
JAK PIES…
Noc leżałam w łóżku tańcząca.
Uśmiecham się do Umiłowanego.
“Ukochany, Umiłowany mój… Najdroższy!” – szepnęłam uśmiechnięta.
“Perło Moja Ukochana!”- usłyszałam głos Ukochanego w ciemnościach.
“Jesteś…”- uśmiechałam się radośnie.
“Zawsze jestem, Perełko!”
W tej chwili znaleźliśmy się w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Umiłowany mój siedział na kwiatowej kanapie i tulil mnie mocno do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wciąż mocno mnie tulił. Choć tańcząca bardzo, uśmiechałam się do Niego. Ale Umiłowany patrzył we mnie poważnie. Dziwnie patrzył… bardzo dziwne… Uroczyście jakby. Jego wzrok przenikliwy i przenikający na wskroś moje serce…
“Perełko Moja, napisz wszystko co teraz usłyszysz i zobaczysz. Nie zgub, nie uron ani słowa.”
Zasmuciłam się….
“Ukochany… Ty wiesz że ja nigdy…”
“Wiem, Perło. Wiem. Ale musiałem Ci o tym powiedzieć. Zaraz zrozumiesz dlaczego.”
Patrzyłam zdziwiona.
Umiłowany patrzył niby we mnie niby gdzieś w dal… mówił ni to do mnie ni to do Siebie:
“Perła Moja Ukochana… patrzy we Mnie jasnym, ufnym, kochającym spojrzeniem. Widzę jak bardzo cierpi, a uśmiecha się do Mnie. Nie mówi Mi o tym, ale Ja wiem że nie chce Mnie martwić. Nie chce żebym się martwił. Dlatego Jej uśmiech jest Mi bardzo bardzo drogi.”
Otworzyłam oczy ze zdziwienia…. Więc wiedział… Starałam się to przed Nim ukryć. Ale.. wiedział. Patrzyłam w Niego z otwartymi ustami. A Umiłowany mój mówił dalej:
“Kiedy widzę Jej miłość i oddanie… tyle chciałem Jej dać, Łask, darow…. A Ona tym wszystkim wzgardzlla! Pragnie Mnie. Tylko Mnie Samego. Tak wielu pragnie Moich darów, a Mną pogardza… A Ona Mnie pragnie!”
Oczy mi się zaszkliły, a serce podskoczyło do gardła. Słuchałam, serce mi biło, głosniej, głosniej…. Ukochany mówił dalej, jakby do Siebie:
„Ona uważa się za sługę Moją, za niewolnicę. A nie wie, że to Jej miłość… Że to ona Mnie zniewala, obezwładnia,… To Ja jestem Jej Sługą, Jej niewolnikiem. Jakże słodka to niewola! Jakże słodka!!! Mogą te słowa zgorszyć wiele uszu. Ale jestem jak pies u stóp swej Pani. Jak pies! Pokażę Jej co Jej ufność i miłość ze Mną robi. Pokażę Jej”.
To mówiąc wstał z kanapy trzymając mnie oniemiałą na rękach. posadził mnie, delikatnie, niemal z namaszczeniem z powrotem na kanapie. A Sam… tu brakuje mi słow, dech zapiera kiedy to sobie przypomnę i muszę o tym napisać… A Sam… usiadł u moich…. stóp, objął z czułością moje nogi, a głowę położył mi na kolanach. I patrzył mi w oczy, Swym przecudnym Spojrzeniem.
Czułam, jakby cała krew ze mnie odpłynęła… W ustach zaschło… Serce waliło jak młotem. Chciałam coś powiedzieć, ale nie byłam w stanie wykrzesać słowa.
„Umiłowany… Umiłowany…” – szeptałam bezgłośnie.
Chciałam, zeby wstał, albo wstać sama i podniesc Ukochanego. Ale nie mogłam. Nie mogłam! Byłam obezwładniona, zniewolona MIŁOŚCIĄ!!! Jakże słodka to Niewola!
Ukochany patrzył i patrzył… we mnie – Miłośc! Tkliwość! Czulośc! Nagle szeroko otworzył ramiona i szepnął ciepłym, łagodnym i czułym głosem:
„Chodź do Mnie, Perło!”
Runęłam w Jego ramiona.
Ukochany tulił mnie do SERCA, całował, kołysał jak matka swe dziecko. A ja… szczęsliwa!!!!
„To niepojęte… niepojęte…- szeptałam rozpromieniona – nie rozumiem!”
„Nie musisz rozumieć, Perełko. Kochasz, to wystarczy”.
Patrzyłam w Ukochanego z uwielbieniem…
TYLKO JEGO
Leżałam w łóżku tańcząca. Noc, ciemno. Leżałam i uśmiechałam się do Umiłowanego radośnie. Nagle Ukochany stanął przede mną. Pełen blasku i majestatu.
„Błogosławię Cię, Perło Moja!”
„I moje Duchowe Dzieci…”- szepnęłam.
„I Twe Dzieci błogosławię!”
„Dziękuję Umiłowany!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie. Podszedł do mojego łóżka. Majestat znikł, a blask otoczyl moje łóżko.
„Mogę się położyć obok Ciebie, Perełko?”
„Obok mnie? Jasne!”
Umiłowany znowu się promiennie promiennie uśmiechał.
„Pokażę Ci gwiazdy, Perełko.”
„Gwiazdy??!” – dziwiłam się.
W jednej chwili znaleźliśmy się w Ogrodzie Sercowym, na trawniku przed altanką. Była noc. Leżałam na trawie, Ukochany leżał obok mnie. Patrzyliśmy w niebo. Było pełne gwiazd. Rozgwieżdżone całe. Jedne świeciły jaśniej, inne mniej jasno. Jedne były mniejsze, inneLeżałam w łóżku tańcząca. Noc, ciemno. Leżałam i uśmiechałam się do Umiłowanego radośnie. Nagle Ukochany stanął przede mną. Pełen blasku i majestatu.
„Błogosławię Cię, Perło Moja!”
„I moje Duchowe Dzieci…”- szepnęłam.
„I Twe Dzieci błogosławię!”
„Dziękuję Umiłowany!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie. Podszedł do mojego łóżka. Majestat znikł, a blask otoczyl moje łóżko.
„Mogę się położyć obok Ciebie, Perełko?”
„Obok mnie? Jasne!”
Umiłowany znowu się promiennie promiennie uśmiechał.
„Pokażę Ci gwiazdy, Perełko.”
„Gwiazdy??!” – dziwiłam się.
W jednej chwili znaleźliśmy się w Ogrodzie Sercowym, na trawniku przed altanką. Była noc. Leżałam na trawie, Ukochany leżał obok mnie. Patrzyliśmy w niebo. Było pełne gwiazd. Rozgwieżdżone całe. Jedne świeciły jaśniej, inne mniej jasno. Jedne były mniejsze, inne większe.
„Zobacz jak ich dużo, kochana” – szepnął Ukochany dziwnym głosem.
„Tak… całe niebo…” – szepnęłam.
Umiłowany spojrzał mi w oczy głęboko i usłyszałam w głębi serca rozczulony głos:
„To Moje Dary, którymi wzgardziłaś, wybierając Mnie, Perełko”.
Nastąpiła chwila ciszy. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu, w to Jego przecudne, przeciwne Spojrzenie…
„Ciebie samego pragnę, a nie całego nieba Darów. Ciebie Samego, mój Umiłowany!”
„Ale Ja nigdy nie przychodzę z pustymi rękoma” – usmiechnął się do mnie Ukochany.
„Wiem… Ale najpierw pragnę Ciebie…” – uśmiechnęłam się do Niego.
Szarzało, gwiazdy zaczynały blednąć. A mi zrobiło się zimno. Ukochany bez słowa wziął mnie na ręce i przytulił do Swego SERCA. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Spojrzeniem pełnym Miłości, szczęścia i… zachwytu. Dla jednego takiego Spojrzenia Ukochanego, oddałabym wszystko. Całe niebo Darów. I oddałam. Wzgardziłam. Tylko Umiłowanego pragnę. Tylko Jego Samego.
WIEM
Noc tańcząca bardzo intensywnie. Balujaca. Leżałam i uśmiechałam się, wydawać by się mogło w ciemność.
„Jestem z Tobą Perełko Moja!”
„Wiem! – szepnęłam uśmiechając się jeszcze bardziej – dlatego uśmiecham się do Ciebie, Ukochany!”
Nie wiedziałam Umiłowanego mojego. Nie musiałam Go widzieć, żeby wiedzieć że ze mną jest.
Nie mówiłam Mu też, ze bóli bardzo ani, ze tańcuje dla Niego. Wiedział.
„Uszczęśliwiasz mnie bardzo bardzo Umiłowany!!!”
Poczułam że Jego dłonie podniosły mnie do góry i przytullily do SERCA. W tej samej chwili znaleźliśmy się w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Umiłowany przytulał mnie do SERCA z czułością i tkliwościa bezgraniczną… Balowalam. Dla Niego. Razem tańczyliśmy.
„Uszczęśliwiasz Mnie Perełko!”
„Pragnę Cię uszczęśliwiać, Umiłowany mój Jezu.”
Ukochany patrzył we mnie Swym dziwnym przecudnym Spojrzeniem… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wciąż patrzył… W Jego oczach widzialam błyskawice i gromy i pioruny… Miłości.
Potem wszystko znikło. A ja leżałam tańcząca bardzo i usmiechałam się w ciemnośc. Do Umiłowanego. Był ze mną. Wiem to. Był, jest i będzie!
NOC CIERPIENIA
Dzisiaj krórtko. Balujemyw bardzo Noc też bardzo balujaca. Bez światła, blasku. Przy Umiłowanym moim. Przy SERCU Jego. Serce przy SERCU…. Ja cierpiącą, oddająca, ofiarowująca to cierpienie Umiłowanemu. On przyjmujący. Tańczący ze mną. Pochylony nade mną z czułością i miłością ogromną. Przytulał Swoją mała Perełkę. Nawet noc cierpienia jest jasna z Umiłowanym.
WOLNA
Noc balujaca. Leżałam obolała i zmęczona.
„Perło Moja!”
Umiłowany mój był ze mną!
„Ukochany!*
Ujrzałam Jego miłujące, jasne, świetliste Oblicze pochylace się nade mną.
„Idziemy do Ogrodu Perełko” – powiedział uśmiechając się do mnie promiennie.
„Gdziekolwiek chcesz Ukochany”- szepnęłam uśmiechając się również do Niego.
Ukochany wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego. W jednej chwili znaleźliśmy się w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Umiłowany usiadł na kwiatowej kanapie i wciąż tulil mnie do SERCA… Patrzył we mnie Swym dziwnym przecudnym Spojrzeniem. Patrzyłam w Jego oczy, patrzyłam i rozmyślałam… Ostatnio mam takie poczucie, doświadczenie jakbym nieustannie latała, fruwała. Wirowała wolna , szczęśliwa bardzo. Bez obciążeń, balastów. Wolna jak ptak! Latam sobie w Ukochanym!! On mnie w Sobie zamyka. Bardziej i bardziej… A im bardziej zamyka tym bardziej jestem wolna.
„Bo we Mnie jest prawdziwa Wolność, Perełko”- usłyszałam w glebokości serca.
„Tak…”- uśmiechnęłam sie do Ukochanego radośnie.
Ukochany ucałował mnie. Nakarmił Swym Ciałem.
Uwielbiałam Go, szczęśliwa, wolna i tancząca bardzo.
MIARA PRAGNIEŃ
Noc. Ciemno, w domu wszyscy spali. Leżałam tańcząca, ale szczęśliwa bardzo. Umiłowany mój był ze mną. Czuwał przy mnie… Pochylal się nade mną z tkliwościa niewymowną. Jasny świetlisty, promienny. Zachwycony i szczęśliwy ogromnie! Byłap w Jego świetle, w Jego promieniach, w Jego szczęściu i w Jego zachwycie. Byłam. Ukochany trzymal jedną dłonią moją rękę i przyciskał, przytulał do Swego policzka, a druga dłonią gładzil mnie po włosach i twarzy. Uśmiechałam się do Umiłowanego radośnie. A moje serce rwało się do Niego. Wyrywało się do Umiłowanego!!!
„Co Ty ze mną robisz, Ukochany…??!- szepnęłam cala szczęśliwa.
„Wypełniam Twoje pragnienie, Najmilsza Moja!” – usłyszałam w głębokości serca. Umiłowany caly był Miłością, Uśmiechem i czułością wielka.
„Wypełniasz ponad miarę!!!”- znów szepnęłam z uśmiechem.
„Skoro masz wielkie pragnienia, ponad miarę to i wypełniam je ponad miarę”- usłyszałam… Uszczęśliwia mnie ogromnie mój Umiłowany! I ja pragnę Go uszczęśliwiać!!! Całym swym sercem i dusza! Tańczyłam więc, uśmiechając się do Umiłowanego. Patrzył we mnie rozczulomy, patrzył Swym dziwnym, przedziwnym Spojrzeniem.
„A Ty, Perełko co ze Mną robisz? Co Ty ze Mną robisz, najdroższa Moja…?” – Ukochanemu oczy błyszczały.
„Też.. wypełniam Twoje pragnienie Umiłowany…!”
„Wypełniasz ponad miarę, Perło!”
Patrzyłam Mu prosto w oczy. I Ukochany patrzył w moje, głęboko. Był bardzo blisko, bliżej niż mogłam sobie wyobrazić, opisać… Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem i mi wciąż był bliżej. Wypełniał moje pragnienia. Ponad miarę!
«Dawajcie a będzie wam dane; miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze» (Łk 6, 38)
Czekam na ostateczne wypełnienie mojej miary. Nie wiem ile czasu będę czekać. Będę czekać ile trzeba. By wypełnić miarę pragnień Umiłowanego mojego.
OBRAZ I PODOBIEŃSTWO
Obudziłam się. Leżałam chwilę z zamkniętymi oczami, tańcząca. Otworzyłam oczy i… Moje serce zalała fala szczęścia… Uśmiechnęłam się promiennie. Zobaczyłam .pochylone nade mną Oblicze Umiłowanego mojego. Uśmiechnięte, jasne, świetliste. Czuwające. W Jego oczach widzialam Miłość, zachwyt i coś jeszcze… Coś czego opisać nie umiem. Promienność? Świetlistość? Też. Ale.,. Szczęście?? Tak!!! Szczęście! Patrzył we mnie szczęśliwy i zachwycony… Ze jestem Jego. I ja w Niego patrzyłam szczęśliwa bardzo bardzo!!!
„Umiłowany mój!!”
„Perło Moja!!!”
„Patrzysz we mnie jak w obrazek” – szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego radośnie.
„Patrzę w Swój obraz i podobieństwo, Perełko!”
Ucieszyłam się ogromnie! Patrzyłam zachwycona!! Oczarowana!!! Szczęśliwa!!! Zachwycona Ukochanym! Jego Miłością, delikatnością, czułością… Zachwycona Jego zachwytem.
„I Ty, Perełko patrzysz we Mnie jak w obrazek!”-.uslyszalam w głębokości serca mojego.
„Patrzę w swój obraz i podobień….” – urwałam nagle… Moje serce aż podskoczyło z radości! Dotarło do mnie znaczenie tych słów. Tak często słyszałam je, czytałam… A tyle czasu trzeba było, żebym je poznała, zobaczyła, doświadczyła. Teraz właśnie to się działo… Patrzyłam w swój Obraz i Podobieństwo… Bóg, Ukochany mój mnie stworzył na Swój obraz!!! Na podobieństwo Swoje!!! Tak pięknie mnie stworzył! Tak cudownie!!! Dlatego Umiłowany tak usilnie się starał, tak zabiegał, żebym zobaczyła swoje piękno! Jestem podobna do Umiłowanego!
Patrzyłam w Niego zachwycona….
Ukochany nakarmił mnie Swoim Ciałem i wciąż patrzył we mnie zachwycony i szczęśliwy.
„Uwielbiam Cię, mój Umiłowany!- szepnęłam zapatrzona w Niego.
„Uwielbiam Ciebie, Perło Moja!”
Myślałam, że moje małe, biedne serce wyskoczy ze mnie do Umiłowanego i będę już z Nim, po Drugiej Stronie. Ale skoro piszę tę notkę tzn że jeszcze jestem tu. 🙂
Oj, niech tyle wystarczy, bo słów brakuje, żeby opisać jaka jestem szczęśliwa!
ZAKOCHANI
Noc tańcząca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Było cudownie… Jasno świeciło słońce, wszędzie słychać było świergot ptaków. A Umiłowany mój i ja… wpatrzeni w siebie nawzajem… Jakby nie istnialo nic poza nami. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, a ja usiadłam u Jego stóp. I patrzyłam w Jego jasną, promienną uśmiechnięta twarz. I też promienialam. Patrzyłam i patrzyłam… Zakochana! Bardzo zakochana! I On patrzył we mnie zakochany. On tę miłość pielęgnował, utwierdzał, rozpalał. Bo Sam był Miłością. I teraz patrzyłam w tę Miłość. Zakochana w Niej. Zakochana w Miłości… Znikły wszystkie jakieś niedorzeczne opory, we mnie, mury, pancerz za którym się chroniłam. Ukochany to wszystko zniszczył. Rozwalił skruszyl Miłością, czułością i delikatnością. I cierpliwością. Cierpliwą Miłością. I teraz przed Nim siedziałam. Zakochana, wolna i piękna. Umiłowany wstał, wziął mnie na ręce, przytullil do SERCA. Usiadł. Tulil mnie mocno tulił. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił… Pochylal się nade mną. Z uśmiechem. I patrzył zakochany. Patrzył jak Oblubieniec w oblubienicę. Z pragnieniem bezgranicznym…
Uśmiechałam się do Umiłowanego.
„To jest ta Nowa Droga, po której idę, a o której kiedyś mówiłeś, prawda?”
Umiłowany odpowiedział w głębi mego serca:
„Tak, Perełko. Idziesz co dzień od nowa i codziennie dalej”.
Patrzyłam w Tę Drogę, w Umiłowanego mojego. Zakochana. I On patrzył we mnie, Zakochany. Jasny, świetlisty. Był tylko dla mnie. I ja tylko dla Niego.
Mój Umiłowany, Najdroższy… Mój piękny….
Patrzył we mnie tak słodko…
Tańczyliśmy. Nie widziałam niczego poza NIM.