Byłam w Ogrodzie mojego serca. W ramionach Umiłowanego… Cierpiąca- tańcząca bardzo. Ukochany przytulał mnie do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwościa wielką. Patrzył w moje oczy łagodny i litościwy. Myślałam o Jego cierpieniu, tak bardzo bardzo wielkim. Nie do ogarnięcia. Za mnie tak bardzo cierpiał…
“Przepraszam, Umiłowany…”- mój szept wydobywał się z głębokości serca.
W oczach Ukochanego widziałam wodospad Miłości.
„Kocham Cię, najdroższa Moją”.
„Aż tak mnie kochasz…”
„Nad życie i śmierć, Perełko!”
Dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam…
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i mocno tulil do SERCA Swego.
Poczułam się bezbronna wobec Jego Miłości i jednocześnie bezradną wobec Jego Cierpienia. Moje cierpienie wydało się niczym wobec Jego Cierpienia, moja miłość niczym wobec Jego Miłości….
Ukochany potrząsnął przecząco głową.
„Kochasz Mnie Perełko Moja, jesteś ze Mną w Cierpieniu Moim i tańczysz dla Mnie!”
„Tak, Umiłowany!”
Ukochany ucałował mnie w czoło.
„Bardzo Mi pomagasz, Promyczku”.
Patrzyłam Mu w oczy z ufnością.
Aż tak mnie kocha!
Autor: Maleńka
ECCE HOMO!
Byłam w dłoniach Ukochanego. W Ogrodzie Sercowym, Ukochany siedział na ławeczce i i tulil mnie do SERCA Swego. Widziałam, że cierpi.
“Jak mogę Ci usluzyc mój Ukochany? Chcesz pić? Przyniosę wody”.
Lecz Ukochany pokręcil przecząco głową.
“Służysz Mi, Perełko. Tym, że mogę Cię tulić. Nie jestem sam”.
Patrzył we mnie z czułością.
“Uwielbiam kiedy mnie tulisz…”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy łagodny. I ja też patrzyłam w Jego oczy… Zapatrzylam się.
Byłam w budynku, w którym było dużo sprzętu wojskowego. I żołnierzy.
Stałam na czymś w rodzaju tarasu, podwyższeniu. Na tarasie stało zdobione krzesło. Siedział na nim człowiek w zbroi, do której przyczepiony był długi biały płaszcz. Ukochany stał nieco w tyle. Związany. Człowiek w zbroi często wchodził z Ukochanym do wnętrza budynku i rozmawiał z Nim.
-A cóż to jest prawda? – usłyszałam słowa dochodzące z wnętrza budynku. Teraz znowu wyszli na zewnątrz. Na dole stał tłum ludzi którzy krzyczeli. Człowiek w zbroi usiadł na krześle. Na jego twarzy malowało się zniecierpliwienie.
-Nie widzę żadnej winy w tym człowieku! Każe go ubiczowac i wypuszcze! Wykonać!
Dwóch żołnierzy podbiegło do Ukochanego i zabrało Go. Człowiek w zbroi rozmawiał z tłumem, który domagał sie ukrzyżowania Ukochanego.
Potem znalazłam się na dziedzińcu budynku. Na środku stał kamienny słup. Do niego przyprowadzono Ukochanego, zdjęto z Niego szaty i przywiązano do słupa. Zaczęło się biczowanie… Dwóch osiłków siekło Ukochanego, batami. To z jednej to z drugiej strony. Wkrótce Ukochany wyglądał jak jedna wielka, otwarta rana… Nie mogłam na to patrzeć… a jednak patrzyłam, oniemiała z bólu. Serce mi krwawiło. Chętnie nadstawiłabym swoje plecy… Pod Ukochanym pojawiła się czerwono-czarna kałuża… Zmieniono bicze. Teraz były zakonczone kulkami najeżonymi haczykami. Nie muszę opisywać co się działo dalej… Ukochany cicho pojękiwał. Ktoś krzyknął, wystarczy. Żolnierze odwiązali Ukochanego. Posadzili Go na jakims stołku, narzucili na Niego czerwoną szmatę i spleciony wieniec z cierniami, a do ręki trzcinę Mu włożyli. Zaczęli z Niego drwić:
-Witaj Królu Żydowski!
Znów usłyszałam czyjś głos:
-Przyprowadzić więźnia!
Poprowadzono Ukochanego.
Człowiek w zbroi gdy Go zobaczył, skrzywił się. Podprowadzono Go bliżej. Gdy tłum zobaczył Ukochanego zaczął krzyczeć jeszcze glosniej.
-Na krzyż! Na krzyż!!!
Cały w Ranach, krwi, błocie, czerwonym płaszczu, cierniowej koronie na głowie i trzcinie w ręku. Stoi łagodny jak Baranek…na rzeź prowadzony.
-Ecce Homo!
Ukochany. Mój Król.
Całowałam Jego Rany… Cała w bólu.
NIEPOJĘTE!
Nakarmiona Jego Ciałem, siedziałam u stóp Umiłowanego mojego. Ukochany siedział na ławeczce pod różami. A ja u stóp Jego siedziałam. Patrzyłam w Jego boleściwa twarz, boleściwe Oblicze… Wciąż poruszona byłam do głębi, do głębokości serca, wczorajszym doświadczeniem. Tym, że mogłam całować łzy Jego… Że mogłam być tak bardzo bardzo blisko… I w sytuacji tak bardzo intymnej… w tak wielkim cierpieniu… Mogę być tak bardzo bardzo blisko Ukochanego. Nawet w Jego płaczu. I samotności, opuszczeniu.
Ukochany patrzył we mnie z czułością ogromną.
“Tak, Perełko Moja, możesz być we wszystkim ze Mną, też w płaczu. Wczoraj sprawiłas Mi wielką ulgę i pocieszylas bardzo”.
“Pozwoliles mi, Ukochany!”
“Pozwoliłem Ci, bo chciałaś. Gdybyś nie chciała, nie mógłbym Ci pozwolić. Nie miałbym możliwości”.
Ukleklam przed Nim.
“Dziękuję, że mi pozwoliles…”
“ Dziękuję, że chciałaś, Promyczku”.
Uśmiechałam się do Niego lekko, delikatnie. Umiłowany pochylił się, nachylił, tak bardzo, że Jego twarz była na wysokości mojej twarzy.
“Także uśmiechy Twoje zbieram Perełko. Nie tylko pocałunki, uśmiechy tez”.
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Starałam się żeby był piękny, radosny, choć serce bolało mnie kiedy widziałam Go tak bardzo cierpiącego… Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Wtedy i Ukochany rozpromienil się bardzo. Rozjaśnil. Promienie światła jakby wyszły z Jego Postaci i otoczyły mnie… Byłam w tych promieniach!
„Niepojęte!!!”
Trwałam w zachwycie…
LZY
Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim
Ukochany siedział na ławeczce pod różami obok studni i trzymał mnie w Swoich dłoniach. Tulil do SERCA Swego. Widziałam, ze cierpi bardzo. Boleściwy byl bardzo… Wstałam i poszłam do studni, zaczerpnęłam wody. Nabrałam w dłonie i zaniosłam Ukochanemu. Ukleklam przed Nim z wyciągniętymi dłońmi. Ukochany pochylił się i pił wodę. Jak skończył, znów wziął mnie na ręce i przytulił mnie do SERCA. Pochylony nade mną z tkliwościa.
“Dziękuję, Perełko”.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbiałam Go.
Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam i ja w Jego oczy, zapatrzylam się…
Zobaczyłam Umiłowanego mojego, stojącego w wielkiej sali, pięknej, zdobnej bardzo. Ukochany był związany sznurami, łańcuchami skrępowany. Cierpiał. Przed Nim stał człowiek strojnie ubrany, w długą piękną szate. Obok niego stali mężczyźni w podobnych, ale mniej zdobnych strojach.
Mężczyzna w pięknym stroju zapytał Ukochanego:
-Czy Ty jesteś Synem Bożym??!
– Tak. Ja Nim jestem.
– Bluźnierstwo!!!- zawyrokowal mężczyzna, rozdzierajac szatę w teatralnym geście.
Podszedł do Ukochanego i plunal Mu w twarz.. Za nim podchodzili inni i też plluli w twarz Umiłowanego.
A On stał. Patrzył im w oczy, łagodny… Serce moje biedne serce, drżało z bólu..
Znów byłam w dłoniach Ukochanego. Patrzyłam w Jego twarz, oczy… A On patrzył w moje, smutny bardzo. Nagle wielka łza spłynęła z Jego oka… potem druga. Trzecia… Zaczęłam całować, zcalowywac Jego łzy… Patrzył we mnie z miłością wielką…
SERCE PRZY SERĆU
Wczoraj wieczorem leżąc w łóżku tańcząca bardzo bardzo intensywnie. Umiłowany mój był ze ze mną. Tulil mnie do SERCA. Zmęczona zasnęłam…
Obudziłam się. Cierpiąca. Ukochany trzymał mnie w Swoich ramionach. Pochylal się nade mną z czułością i tkliwościa wielką. Serce przy sercu. On cierpiący, ja cierpiąca. On tańczący, ja tańcząca. On kochający, ja też. Serce przy sercu… Boleśc przy boleści. Umiłowany położył głowę na moim sercu, a ja tuliłam Go delikatnie do serca mojego, tuliłam. Czułość przy czułości…. Bliskość bliskości…
Tańczyliśmy. Wciąż tańczymy. Serce przy sercu.
ZE SZCZESCIA I MILOSCI
Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim. Ukochany nie był cierpiący, miał Ran, oprócz tych, które miał po zmartwychwstaniu. Pochylal się nade mną z miłością bezgraniczną. Promienny świetlisty, szczęśliwy. I ja byłam szczęśliwa że Umiłowany, Serce moje, nie cierpi tak bardzo!
„Dziś odpoczywamy, Perełko Moja!”
Uśmiechałam się do Umiłowanego. A On uśmiechał się do mnie.
Moje biedne serce było pełne pytań, które narosly w ciągu ostatnich dni.. Dlaczego wybrał akurat mnie do Takich wielkich rzeczy??! Dlaczego ja.. taka grzeszna i słaba??!
Umiłowany patrzył we mnie z tkliwościa wielką…
„Bo kochasz, Perełko. Twoja miłość obezwładnia MNIE, zniewala. Widząc Twoją miłość, niczego nie mogę Ci odmówić. Nie potrafię. Perełko Moja… Dziś cierpienie jest odrzucane, odpychane. A Ty je przyjmujesz. Mnie cierpiącego przyjmujesz. I chcesz cierpieć ze Mną. Otworzyłas Mi swe serce, mogę w nim czynić co chcę i jak chcę. Perełko Moja!”
Byłam oszołomiona tym co powiedział Ukochany… Długo nie mogłam nic powiedzieć, aż wreszcie wyszeptałam:
„Tak bardzo mnie wywyzszasz..! Tak bardzo!!”
„Bo Ty się unizasz przede Mną Perełko!”
Patrzył mi w oczy…
„Patrz Moje SERCE jest otwarte dla Ciebie!’
Zobaczyłam morze, ocean ognia. Widziałam tylko sekundę. Dłużej patrzeć nie mogłam.
„Moje SERCE płonie z Miłości do Ciebie, Promyczku!”
„Dziękuję, Umiłowany!!!”
Ukochany ucałował mnie.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
„Ja też zbieram Twoje pocałunku, Ukochany! Ja też zbieram!”
Ukochany zaczął mnie całować. A moje biedne serce pękalo z MIŁOŚCI Ukochanego! Ze szczęścia pękalo!
POCAŁUNKI
Całowałam Rany Umiłowanego. Całowałam i całowałam. W końcu Ukochany posadził mnie na ławeczce. Sam usiadł obok mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem patrząc mi w oczy, spytał bardzo poważnym głosem:
“Perło Moja, czy chcesz przeżywac,
ze Mną Mękę. Moją?”
“Chcę, Ukochany”.
“Sprawisz Mi tym dużą ulgę i radość”.
“Chcę”.
“Będzie trudno”.
“Wiem, ale już podjęłam decyzję. Chcę”.
“Odpocznij teraz, Perełko”.
Przytulił mnie do SERCA Swego… Pochylal się nade mną z czułością…
“Nie chcę odpoczywać kiedy Ty cierpisz! Chcę cierpieć z Tobą!”
“Cierpisz. Tańczysz dla Mnie Perełko”.
“Ukochany….prosze…”
Ukochany spojrzał na mnie z miłością.
“Więc patrz”.
Znowu znalazłam się w Ogrodzie Oliwnym. Przy Umiłowanym moim stałam. Widziałam Jego spocona, zakrwawiona twarz. Zmęczony byl bardzo.Stal jednak prosto jak strzała. Czekał. Zaraz w oddali pojawiły się ciemne postacie. Szli szybko. W rękach trzymali pochodnie, które oświetlaly im twarze. Byli to żołnierze. Na ich czele szedł człowiek ubrany inaczej niż oni. Poznałam że to Judasz. Szedł prosto do Ukochanego. Nagle stanął, jakby się lekko zawahał, ale po chwili szedł dalej. Podszedł do Umiłowanego i pocałował Go szybko.
-Przyjacielu…”
Ukochany patrzył na niego z miłością. Serca Go bołalo. I mnie też.. Nie mogłam nic zrobić. Mogłam tylko patrzeć. Judasz też patrzył na Ukochanego z rosnącym przerażeniem w oczach. Zaczął się cofać. Złapał się za głowę i uciekł. Żołnierze całą zgrają rzucili się na Jezusa. Zaczęli Go kopać, szturchac, bić… Nie bronił się przed nimi. Związali Go, skrępowali ręce i nogi, zarzucili Mu powroz na szyję. I wśród obelg i poszturchiwan poprowadzili Go… Umiłowany odwrócił głowę i spojrzał we mnie.
Znów byłam w Jego ramionach. Pochylal się nade mną z tkliwościa. Podniosłam głowę i pocałowałam Go delikatnie w policzek.
“Jakże inne są Twe pocałunki Perełko niż po pocałunek Judasza. Jakże inne…”
Całowałam Jego Rany…
CIERPIĄCY SŁUGA
Nie wiem czy dam radę opisać tego co dziś doświadczylam…. Ukochany pomoże.
Byłam w Ogrodzie Sercowym, na ławeczce pod różami obok studni. Tańczyłam. Umiłowany był ze mną. Trzymał mnie w Swoich ramionach i tulił do SERCA pochylony nade mną z tkliwościa… Sam cierpiący cały… Patrzyłam w Jego twarz, oczy. Właściwie jedno oko, bo drugie miał spuchnięte bardzo… Więc patrzyłam, patrzyłam i widziałam wodospad Miłości. Zapatrzylam się…
Znalazłam się w Ogrodzie Oliwnym. Noc była ciemna, księżyc tylko świecił. Rozróżnialam drzewa oliwki, ścieżki. W oddali zobaczyłam ciemną postać, której tylko twarz jasniala w świetle księżyca. To był Ukochany. Podeszłam bliżej. Modlił się. Nikogo wokół Siebie nie zauważał. Tak bardzo byl zagłębiony w modlitwie. Cierpiał przy tym bardziej niż potrafię opisać… Na Jego twarzy widziałam ogromną samotność, opuszczone… Ukochany jęknął i osunął się na ziemię. Leżał twarzą zwróconą ku ziemi. Niknął w ciemności. Podeszłam i ukleklam przy Nim. Pochyliłam się i dotknęłam Go delikatnie. Odwrócił do mnie głowę, twarz… Patrzył mi w oczy… Widziałam bezbrzeżne cierpienie, wiedziałam że to za mnie cierpi…. Serce pękalo mi z bólu… A On patrzył. W tym spojrzeniu pełnym cierpiącym nie widziałam ani oskarżenia, potępienia. Tylko Miłość! Nagle krew zalała Jego oczy. Wzdrygnelam się z bólu…
Znów byłam w ramionach Umiłowanego. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem… Ja jednak wciąż myślałam o tym co zobaczylam… W ustach mi zaschlo.
Ukochany bez słowa posadził mnie na ławeczce a sam poszedł do do studni i zaczerpnął wody. Nabrał w dłonie i przyniósł mi. Uklakl przede mną i wyciągnął do mnie dłonie. W koronie cierniowej, cały w Ranach, klęczal przede mną z wodą w dłoniach. Patrzyłam oniemiala, zszokowana…. To ja powinnam Mu usługiwac, a nie On mi. Jednak Umiłowany nie pozwolił mi o tym myśleć. Powiedział cichym, czułym głosem:
“Pij Perełko, proszę”.
Nachyliłam się więc i piłam. Wypiłam cała wodę. Ukleklam przed Nim. Klęczał z wyciągniętymi wciąż dłońmi. Ujęłam je w swoje ręce i ucałowałam.
„Dziękuję…”
“Zbieram Twoje pocałunku Perełko Moja!”
Całowałam Jego Rany… Całowałam, całowałam…
WELON
Noc tańcząca bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie mojego serca. Pod różami. Siedziałam u stóp Umiłowanego. Korona cierniowa wciąż była na mojej głowie. Umiłowany siedział na ławeczce. Wpatrywałam się w Jego twarz… Pokryta Ranami, poobijana, posiniaczona, opuchnięta… Jednak pełna pokoju i dostojenstwa,
“Jaki Ty piękny!”
Ukochany patrzył słodko… W pewnej chwili Ukochany zdjął z mojej głowy koronę cierniowa, nałożył Sobie. Odezwał się do mnie:
“Mam coś dla Ciebie Perełko Moja!”
W Jego dłoniach zobaczylam wianek ze stokrotek z welonem.
“Ukleknij, Perełko proszę”.
Ukleklam przed Nim. Ukochany nałożył mi na głowę wianek. Welon nasunal mi na na twarz.
“ To jest znak, że należysz tylko do Mnie, że jesteś Mi najdroższą, Oblubienica Moją!”
“Dziękuję Umiłowany!”
Ukochany wziął mnie na ręce, przytulił, odsłonii welon z mojej twarzy i pocałował mnie. I ja Jego. Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie do SERCA. A ja całowałam Jego Rany.
ODPOCZNIJ, UKOCHANY…
Siedziałam na ławeczce w Kąciku Różanym. Obok UKOCHANEGO siedziałam. Ukochanego cierpiącego, pokrytego Ranami, w koronie cierniowej na głowie. Boleściwy byl bardzo… Moje serce było niespokojne, bo chciałam usluzyc Umiłowanemu, ulżyć Mu jakos. Ale nie wiedziałam jak…
“Chcesz wody, Ukochany? Pójdę, przyniosę”.
Ukochany wziął moje ręce w Swoje dłonie podniósł do policzka i przytulił.
“Posiedz przy Mnie Perełko, proszę”.
Niepokój gdzieś zniknął. A ja siedziałam przy Umiłowanym moim. Patrzyłam w Jego oczy… patrzyłam z uwielbieniem. A On patrzył w moje. Obolały, cierpiący, a uśmiechał się do mnie. Wodospad Miłości…
“Dziękuję za to że przychodzisz do mnie Taki cierpiący. Widzę Miłość. Twoja Miłość do mnie…”
Ukochany spojrzał we mnie dziwnie. Pierwszy raz w ten sposób we mnie patrzył. Był taki bezbronny… Bezradny. Odsłonięty jakby.
“Tak, Perełko, odsłoniłem się przed Tobą, odkryłem. A Ty Mnie Takiego przyjmujesz. Nie odrzucasz, przyjmujesz”.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Ukochany sięgnął ręką w miejsce, w którym było Jego SERCE, wyjął stamtąd Białą Hostię i nakarmił mnie.
„Dziękuję…”- szepnęłam.
Zmęczony był mój Umiłowany, widziałam. Ostrożnie, delikatnie, żeby nie zranić Go jeszcze bardziej, ujęłam w dlonie koronę cierniową, zdjęłam Mu z głowy. I nalożyłam na swoją. Kolce wpijały się w skórę…
Ukochany położył głowę na moim sercu, przytulił się. Usłyszałam cichy, zmęczony głos;
„Dziękuję, Perełko… bardzo Mi ulżyłaś…”
Objełam Go. Był jak dziecko, jak zziębnięty ptak…
Gładziłam delikatnie Jego głowę i szeptałam:
„Odpocznij, Ukochany mój, odpocznij…”
Tanczyliśmy.