„Tańczysz bardzo, Mój Promyczku” – Ukochany patrzył… tkliwie.
Pokiwałam potakująco głową i szepnęłam:
„Dla Ciebie tańczę. Z Tobą i dla Ciebie”.
„Pięknie tańczysz”.
„Bo Ty mnie pięknie w tańcu prowadzisz!”
Trwałam w Miłości.
„Tańczysz bardzo, Mój Promyczku” – Ukochany patrzył… tkliwie.
Pokiwałam potakująco głową i szepnęłam:
„Dla Ciebie tańczę. Z Tobą i dla Ciebie”.
„Pięknie tańczysz”.
„Bo Ty mnie pięknie w tańcu prowadzisz!”
Trwałam w Miłości.
Rano:
„Ukochany, nie mam możliwości przyjąć Ciebie w Komunii św., Ale bardzo pragnę, żebyś do mnie przyszedł. Przyjdź, proszę do mojego małego, biednego serca. Przyjdź, proszę. Jeśli chcesz…”
„Promyczku kochany! Oto jestem. Oto teraz przychodzę do Twego serca”.
Uwielbiałam Go.
Patrzył we mnie czule bardzo…
„Jesteś w moim sercu, Ukochany! Widzę to!”
„Jestem, Promyczku. Przychodzę do Ciebie zawsze gdy tego pragniesz”.
Patrzyłam… patrzyłam w moje Pragnienie i w Wypełnienie moich pragnień…
„Jezu Ukochany mój!”
„Perełko Moja!”
Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża…
„Pragnę Cię, Promyczku. Tęsknię!”
„Umiłowany… ja tęsknię. Wciąż. Mimo, że wiem, że TY jesteś ze mną. Tęsknię. To dziwne, wiem…”
Patrzył czule bardzo.
„To nie jest dziwne, Promyku. Tęsknisz, bo kochasz!”
Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego. Ucalowalam Go i patrzylam. Ukochany patrzył we mnie czule. Bardzo czule… Uśmiecham łam się do Niego.
„Zauważyłam że zaczęłam malować obrazy inne niż do tej pory malowalam….”
Uśmiechał się do mnie tajemniczo, a ja szeptalam dalej :
„Inne… Jakbym wydobywala je ze swojego wnętrza. I dziwne… Mam wrażenie że to siebie maluję, wtedy kiedy malowalam Aniołów i motylka, wtedy kiedy malowalam Ogród serca, i kiedy malowalam taniec… To siebie malowalam! Teraz też siebie maluję! Ale maluję KOGOŚ jeszcze! KOGOŚ Kogo na obrazach nie widać, ale obrazy są NIM są przenikniete. Bije od nich JEGO MIŁOŚC i blask. TEN KTOŚ bardzo, bardzo mnie KOCHA i tuli do Serca… I pokazuje mi moje piękno… Wiem że to TY malujesz te obrazy, sama bym nie potrafiła. I szczerze mówiąc nie odważyła bym się! ”
Ukochany patrzył we mnie rozczulony…
” JA tylko pokazuję Ci Twe piękno, Promyku. Chcę, żebyś je zobaczyła i przekonała się sama”.
Patrzył we mnie tak cudownie, a w JEGO oczach było widać zachwyt…
Dziś Ukochany przebaczyl mi grzechy w Sakramencie Pokuty. Potem przyszedł do mojego serca. Pan Młody wszedł do serca swojej oblubienicy…
Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego z uwielbieniem, radością i szczęściem wielkim!
Patrzył we mnie promienie bardzo.
„Piękna jesteś, Perełko Moja! ”
” To TY mnie upiększasz! ”
Trwam w JEGO Miłości.
Ucałowałam Umiłowanego. Wpatrywałam się w Jego oczy.
„Ukochany! Najdroższy!”
„Perełko Moja najmilsza!”
Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża… tkliwie bardzo…
„Znów mnie podniosłeś!”
„Masz piękne serce, Promyku”.
„Dzięki Tobie! Podniosłeś moje serce. Ciągle podnosisz, podtrzymujesz i utwierdzasz… Ciągle!”
Patrzył we mnie słodko… Rozmyślałam.
„Idę za Tobą. Krzyż mój coraz cięższy. Tak… brudny, sękaty. Ale dźwigam go. A Ty ciągle podnosisz moje serce, podtrzymujesz i utwierdzasz. W Sobie”.
Patrzył świetlisty.
„Cały Twój i cały dla Ciebie, Promyczku”.
„Cała Twoja i cała dla Ciebie, Ukochany!”
Wczoraj wieczorem napadły na mnie zmory, strachy, lęki, wspomnienia z dzieciństwa. Uderzyły we mnie z wielką siłą. Wołałam Ukochanego.
„JA JESTEM, Promyku! „-usłyszałam w głębi serca. Lęki, strachy natychmiast uciekły. Jednak wiedziałam, że będę musiała zmierzyć z nimi dziś raz jeszcze, tym razem ostatecznie.
„Ja JESTEM Twoją Tarczą!”
Dwa spojrzenia, moje, pełne Miłosci i uśmiechu i drugie, pełne bólu i wyrzutu. Nie pod-dałam się… Moja Tarcza… MIŁOŚĆ. Powiedziałam, że kocham.
Potem przeprosiny. Przyjęłam te przeprosiny z wielką radością! Ile ja na to czekałam!!!
Wpatrywałam się w Umiłowanego… W moją Tarczę.
Dziękowałam…
„Taka cierpiąca, a taka radosna, uśmiechnięta jesteś Mój Promyczku” – Ukochany promieniał.
„Tańczę, a uśmiech w tańcu nieodzowny!”
Patrzył tkliwie…
„Dla Ciebie tańczę…” – szepnęłam. A po chwili dodałam:
„Mama powiedziała, że ja taka obolała, a taka zadowolona. Kiedy jej powiedziałam, ze to dzięki Tobie, powiedziała, że mnie podziwia. Mnie podziwia??? Podziwiać trzeba Ciebie i Twoje wielkie dzieła!!!”
Patrzył dziwnie… jakby wzruszony.
„Ty jesteś Moim Dziełem, Promyku!”
Nie wiedzialam co powiedzieć… Patrzyłam w Ukochanego… z radością.
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie świetliście i bardzo promiennie…
Ucałowałam Go i patrzyłam.
„Ukochany!”
„Perełko Moja!”
Uśmiechałam się do Umiłowanego, tańcząca.
„Twoja Patronka uśmiecha się do Ciebie, Promyczku!”
„Dziękuję… Ja do Niej też!”
Patrzył we mnie z wielką Miłością. I ja w Niego patrzyłam.
„Wiesz, wczoraj nagrałam coś dla Maryi, ale nie miałam siły umieścić. Dziś umieszczę”.
„Umieść, Promyczku”.
Uśmiechał się do mnie…
Panie Jezu, kocham Ciebie!
Dziękuję Ci za Twoją miłość do mnie!
Za Twoją cierpliwość do mnie!
Za Twoją czułość dla mnie!
Za Twoją łagodność!
Dziękuję Ci Jezu!
Dziękuję Ci Jezu…
Dziękuję Ci.