„Ukochany!”
„Jestem z Tobą, Perełko!”
„Boli… Tańczę bardzo!”
„Ja tańczę z Tobą!”
„Bądź uwielbiony w tym tańcu, Ukochany!”
„Ja jestem, Promyku!”
Dziś święto mojej MAMY, Madonny z Góry Karmel. Układam dla Niej bukiety.
„Ukochany!”
„Jestem z Tobą, Perełko!”
„Boli… Tańczę bardzo!”
„Ja tańczę z Tobą!”
„Bądź uwielbiony w tym tańcu, Ukochany!”
„Ja jestem, Promyku!”
Dziś święto mojej MAMY, Madonny z Góry Karmel. Układam dla Niej bukiety.
„Tańczymy, najmilsza!”
„Tańczymy, Ukochany!”
Patrzył promienny…
„Ukryta jesteś Promyku. W Ranach swych Cię ukryłem”.
Krótko. Tańczę bardzo.
Ukochany dziś powiedział, że sprawiam Mu wielką radość.
Uwielbiam sprawiać Mu radość! Pragnę sprawiać Mu radość!
Moją radością jest sprawiać Mu radość!
Moim szczęściem jest sprawiać Mu radość!
Życiem, cierpieniem, tańcem.
Sprawiać Mu radość!
Siedziałam na dworze pod parasolem, przy stoliku. Przede mną leżała Biblia, a ja wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promiennie… czule, bardzo czule.
„Ukochany, Najdroższy mój!”
„Miła Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Wiesz, zauważyłam, że maluję coraz bardziej osobiste obrazy…”
„Otwierasz się, Promyku”.
„To dzięki Tobie, Ukochany. To Ty mnie otwierasz, bardziej i bardziej… Codziennie szepczesz mi do serca: „Effata!”’
Patrzył… zachwycony…
„Jakaś Ty piękna w tej swojej prostocie, Promyczku!”
„… dzięki Tobie. Wszystko mam dzięki Tobie!”
„I należysz do Mnie?”
„Całkowicie! A Ty do mnie?”
Uśmiechnęłam się i ucałowałam Go.
„Idę, pojeździć i poukładać bukiety Madonnie”.
„Idź, Promyku”.
Jeździłam więc na wózku elektrycznym i układałam bukiety. Nagle przede mną pojawił się biały motyl. Roześmiałam się w głos. Piękny był! Tańczył przede mną. Za chwilę pojawił się drugi. Dwa motyle. Białe.
Przypadek?
Nie! 🙂
To też dzięki Niemu!
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie czule bardzo…
„Przyszłam posiedzieć…”- ucałowałam Go.
„Posiedź, Promyczku”.
Siedziałam i patrzyłam Mu w oczy.
„Malowałam. W końcu powoli wychodzi… sukienka jeszcze źle. Ale się poprawi”.
Patrzył we mnie z zachwytem. Słodko…
„Pięknie tańczysz, Promyku”
„Pięknie?”
„Miłość i dobro zawsze jest piękne”.
Patrzył we mnie… taki dobry, taki kochający…
„Tak. Masz rację, Miłość i Dobro zawsze Jest Piękne”.
Nie potrafię opisać tego co ze mną robi Ukochany.Co we mnie czyni. Nie potrafię żyć bez Niego. Bez Jego Miłości. Tyle mi jej daje…. Nad miarę! Czuję się taka niegodna, tego co otrzymuję…. taka słaba i grzeszna jestem. A tyle łask mi daje. Tyle łask! Za co?? Za nic! Z Miłości, po prostu.
Mój Krzyż jest coraz cięższy, może Ukochany chce mi Go osłodzić.
I osładza.
Krótko.
„Ukochany!”
„Perełko!”
Spojrzenie z Krzyża.
„Cierpisz, Promyczku!”
„Nie! -uśmiechnęłam się- Tańczę w Tobie!”
Zanurzał mnie w Sobie…
„Cierpisz Ukochany!”
„Nie! Tańczę w Tobie!”
Tańczę bardzo dla Ukochanego, dla Umiłowanego mojego. On wie jak bardzo…
A dziś siedziałam przed Nim i uwielbiałam Go. Przepraszam, nie będę opisywać. Nie mam sił.
On wie.
Wciąż tuli,
A ja… pragnę, żeby mnie tulił. Do swego Zranionego Serca. Im bardziej mnie tuli, tym bardziej pragnę, żeby mnie tulił. Przytulał. Pragnę….
Pragnę mojego Ukochanego. Pragnę trwać w Nim. Trwać w Jego Obecności, w Jego Miłości. I pragnę Go kochać! Bardziej i bardziej…
Patrzył dziś we mnie czule bardzo…
„Ukochany!”
„Najmilsza!”
„Trwasz we Mnie!”
Uśmiechnęłam się do Niego. A On tulił mnie do Serca…
Rano, kiedy układałam bukieciki Madonnie, zobaczyłam obraz. Bardzo piękny… Ukochany tulił mnie do swego Serca. Mocno, bardzo mocno. Czule bardzo… I choć to przytulenie sprawiało ból Zranionemu Sercu, ON jednak mnie tulił, wciąż mocniej, mocniej… i czulej…
Jak bardzo mnie KOCHA!!!
Siedziałam przed Ukochanym. Przy Ukochanym. A On przy mnie.
Patrzyłam Mu w oczy. I wiedziałam. Wiedziałam, że jestem dla Niego najważniejsza, jedyna. Że dla Niego nic poza mną nie istnieje…. A dla mnie nie istniało nic poza Nim. Nic.
Trwałam w adoracji, w uwielbieniu…
Tulił mnie do Serca. Wciąż tuli.
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża… pełnym miłości i czułości.
„Ukochany!”
„Perło Moja najmilsza!”
Patrzył… promienie i ja patrzyłam uśmiechnięta. On, jasny, świetlisty, a ja w Jego świetle, w Jego jasności. Szczęśliwa! Jak bardzo szczęśliwa!
„Jak dobrze mi z Tobą, Ukochany! Z Tobą zawsze dobrze…”
„Tańczysz bardzo, Mój Promyczku”.
Skinęłam potakująco głową.
„Ale dajesz radę”.
„Tylko dzięki Tobie!”- szepnęłam całując Go.
Patrzył…
„Jak mogę Ci usłużyć, Ukochany?”- spytałam.
„Służysz Mi od rana, Płomyku. Pięknie Mi służysz”.
Patrzył…
„Jak dobrze mi z Tobą, Ukochany!”