Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promiennie… bardzo.
„Przyszłam posiedzieć…”
„Posiedź, przy Mnie”.
Uśmiechnęłam się do Niego.
W tym czasie w Krakowie trwała Msza o uzdrowienie mojego Duchowego Dziecka. Tańczyłam w Jego intencji.
Autor: Maleńka
FAN I NIEBO
Ale mam Fana moich obrazów! 😀
Rano:
– Cześć ciociu!
-Cześć!
– Przyszedłem Zobaczyć jak ci idzie.
Malowałam a Mikołajek patrzył i patrzył…
– Wow, ciociu!! Tak jak Ty malujesz buzią to ja rękoma nie potrafię!!!
Uśmiechnęłam się do niego.
– Super!!!
– Dzięki!
– A ile czasu malujesz taki jeden obraz?
– Około miesiąca.
Podszedł do obrazu „Moją modlitwa”, który sechł na komodzie.
– A ten jaki… Najładniejszy!!!
Potem popatrzył na Portret Ukochanego.
– A tego Pana Jezusa też ty namalowałaś, prawda?
– Tak.
– MK!!!
Zaczęliśmy oboje się śmiać. Mieliśmy takie same inicjały.
Mikołaj szepnął mi do ucha:
– Coraz ładniejsze obrazy malujesz, ciociu!
-Dzięki!
Bratanek wyszedł, a ja uśmiechnięta malowałam…
A przed Ukochanym sobie siedziałam. Trwałam w Jego Obecności, w Jego Świetle, w Jego Miłości… Uwielbiam to… trwanie w Nim. Tylko On i ja. Szczęście! Niebo już tu, na ziemi!
On i ja…
ZAWSZE…
Krótko.
„Ukochany!”
„Perełko!”
Patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża… Tańczyliśmy.
„Chciałbym u Ciebie Promyku odpocząć, mogę?”
„Odpocznij Panie, nawet nie pytaj… Twoja jestem. nie pytaj. Cieszę się, że chcesz w moim małym, biednym sercu odpocząć. Wielka radość!”
Patrzył czule.
„A zawsze mogę?”
„Tak!!!”
Dziś moje duchowe dzieciątko kończy trzeci miesiąc życia,
JAK WNĘTRZE RANY
Rano kiedy skończyłam układać bukiety Madonnie, rozmyślałam o obrazie tańca, który zaczęłam malować. I o Ranie Ukochanego… W pierwszej chwili chciałam namalować Hostię, która by Ją zakrywała. Jednak… Chcę, żeby ten obraz nie był taki oczywisty. Żeby oglądający, widz nie od razu wiedział o co chodzi. By w obrazie była tajemnica… Rozmyślałam…
Moją ofiarę cierpienia namaluję jako perły. Więc Jego…
Patrzył we mnie czule bardzo….
„Jedna, wielka cenna Perła, o(d)słaniająca TO, co najcenniejsze. Wnętrze Twego Serca”.
Patrzył a ja uśmiechnęłam się do Niego i szepnęłam:
„Dzięki za natchnienie!”
„Otworzyłaś się na nie”.
Zamyśliłam się…
„To Ty mnie otwierasz. Otwierasz jak wnętrze Swej Rany. I już nie pozwolę się zamknąć!”
Patrzył we mnie tkliwie…
„Piękna MOJA!”
„Mój najsłodszy, najcudowniejszy!”
Trwam przy JEGO Sercu…
TANIEC Z SERCEM I PRZY SERCU UKOCHANEGO
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie czule bardzo… Ucałowałam Go i spytałam:
„Jak mogę Ci usłużyć?”
„Opowiedz Mi o szkicu, o obrazie tańca, Promyku”.
„O obrazie? Przecież go znasz”.
„To nic, opowiedz”.
Uśmiechał się do mnie.
„No, skoro chcesz, ok”.
Zaczęłam opowiadać.
„To właściwie dwa obrazy w jednym. Jeden to baletnica tańcząca na pięciolinie, Jest klucz wiolinowy, nuty. Perły, ofiara cierpienia (będą tańczyć po całym obrazie). Pięciolinia to jednocześnie droga do Ciebie, nie domalowałam jeszcze. Drugi obraz to Twoje Serce, i ja w Nim. Obok Rany, która jest jednocześnie słońcem zaćmionym zakrytym przez… Hostię….”
Patrzył we mnie promienny.
„Tańczę z Sercem i jestem w Nim. Tulisz mnie do Rany… Często mówisz, że mnie tulisz, więc namalowałam…”
„Teraz też Cię tulę, Promyczku!”
„Teraz też…”
Uśmiechał się do mnie, a ja do Niego…

TANIEC ODPOCZYNKIEM
„Umiłowany mój!”
„Najmilsza Moja!”
Patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża…
„Najcudniejszy mój… Tańczymy!”
„Tańczymy Promyczku.”
Byłam zmęczona. Widział to.
„Odpocznij przy Mym Sercu”.
Ucałowałam Go.
Odpoczywałam… w tańcu. Odpoczynek jest tańcem, a taniec odpoczynkiem.
KRÓTKO
Tańczę bardzo więc bardzo krótko.
„Ukochany!”
„Perełko Moja najmilsza!”
Uwielbiałam Go. A On patrzył we mnie… z zachwytem.
W JEGO BLASKU
„Wychodzi….” – szepnęłam do Ukochanego patrząc Mu w oczy. Patrzył we mnie promiennie. Uśmiechał się. Ja do Niego też.
„Wychodzi, Mój Promyku”.
Co wychodzi? Obraz tańca, obraz naszej miłości,..
„Tancerka już jest. I nawet widać, że tańczy!”
„Dlaczego ma nie być widać?”
„Bo czasem namaluję tak topornie…”
Patrzył promiennie, ja też.
A obraz?
Tancerka tancząca na pięciolinii.. Na pięciolinii życia, która jest także drogą do NIEGO. Nuty, perły, ofiara cierpienia. A na górze On, Słońce. Myślę czy nie namalować Słońca zaćmionego, bo prawdziwie, w pełni świecącego zobaczę Go dopiero TAM… W każdym razie tańczę w Jego blasku.
Tak rozmyślając uśmiechałam się do Umiłowanego.
„Uwielbiam Twój uśmiech, Promyczku!”
W MIŁOŚCI
Krótko, tańczę bardzo.
Siedziałam przed Ukochanym. Uśmiechnięta, choć zmęczona i tańcząca. Patrzył we mnie promiennie.
„Kochana Moja!”
„Kochany!”
„Tańczymy!”
„Tańczymy!”
Uśmiechałam się do Umiłowanego.
„Skończyłam obraz… Jutro zaczynam malować „Mój taniec”. Trudny bardzo jest”.
„Dasz radę, Mój Promyczku!”
„Z Tobą dam!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. W miłości.
ODDYCHAM UMIŁOWANYM
Nakarmiona Ciałem Umiłowanego i napojona Krwią Jego, wpatrywałam się w Jego Miłosierne oczy. Patrzył we mnie promiennie i jasno…
„Jestem z Tobą, Płomieniu. Żyję w Tobie”.
Patrzyłam z uwielbieniem. Po chwili szepnęłam:
„Ja żyję dzięki Tobie… Jesteś moim Pokarmem, moim powietrzem, moim tlenem! Tobą oddycham!!!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, w milczeniu. Zjednoczeni w Miłości.