„Ukochany!”- szepnęłam całując Umiłowanego mojego.
„Perełko Moja najmilsza!”
Patrzył we mnie świetliście, promiennie… i czule bardzo.
„Umiłowany mój!”
„Piękna Moja, Moja cudna!”
„Przecudny mój!”
Zanurzał mnie w Sobie, zatapiał… ginęłam w Nim…
„Tańczysz, Promyku”.
„Tak”.
Uśmiechnął się do mnie tkliwie.
„Czeka Cię za to nagroda”.
Posmutniałam…
:Ja nie dla nagrody, wiesz przecież.. Ja dla Ciebie, z miłości”.
Promieniał.
„JA będę Twoją Nagrodą!”
Rozpromieniłam się.
„Już jesteś, Ukochany . szeptałam całując Go – już Nią jesteś!”
Patrzył we mnie, głęboko w oczy mi patrzył… prosto w serce…
„I to jest właśnie mistyka, kochany Promyczku”.
Trwałam zachwycona…
Autor: Maleńka
POCHYLENIE SERC
„Najświętsze Serce Jezusa, bądź pochwalone!
bądź pozdrowione!
bądź uwielbione!”
Patrzył cichy i pokorny we mnie. Czule bardzo patrzył…
„Moje Serce bije w Tobie, Promyczku!”
Tak…. Przed chwilą przyjęłam Go, Komunię Świętą. A teraz trwałam w dziękczynieniu i uwielbieniu.
„Moje Serce bije w Tobie, Promyczku!” – powtórzył tkliwie.
„Serce Jezusa zmiłuj się nade mną!”
Patrzył… A ja uświadomiłam sobie, że właśnie przychodząc do mojego małego biednego serca okazał mi zmiłowanie. Właśnie teraz…
Trwałam w uwielbieniu.
Ukochany uniżył się, pochylił nade mną. A ja choć kolan zgiąć nie mogłam, pochyliłam przed Nim swoje serce. I tak trwaliśmy, w pochyleniu.
W SERCU
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża… Czule, bardzo czule..
„Ukochany! Najdroższy mój!”
„Promyczku!”
Ucałowałam Go.
„Wysłuchałem Twojej prośby”.
Rano prosiłam Go, żeby być Jego światłem dla innych, żeby patrzeć na innych Jego oczami, z zachwytem. Żeby być miłością, Jego Miłością.
„Wiem… Dziękuję Ci, bardzo dziękuję!!!”
Zobaczyłam, że jest zmęczony bardzo…
„Ukochany, odpocznij we mnie, proszę!”
Patrzył we mnie. Zmęczenie nagle znikło z Jego twarzy.
„Perełko Moja, Ja zawsze jestem w Tobie. Odpoczywam w Twym sercu”.
Dziękowałam..
PRZEZ NIEGO!
Ucałowałam Umiłowanego mojego. Bardzo świetlisty, promienny, patrzył we mnie. Z zachwytem… Uśmiechałam się do Niego.
„Malowałam, trochę. Obraz wyłania się… powoli. Jakoś nie bardzo mi…”
„A Mnie się podoba!”
Patrzył mi w oczy… i miałam wrażenie, że wcale nie mówił o obrazie, który maluję…
Spojrzałam w okno.
„Wiesz, pogoda pod psem. Ciemno, pochmurno, smutno, pada. A we mnie radość, szczęście, światło! Życie!”
„Moje Życie”.
„A pewnie, że Twoje!”
Uśmiechałam się do Niego. Po chwili spojrzałam na obraz:
„Ten motyl taki mały, niepozorny, a ci Aniołowie patrzą na niego z zachwytem”
„Jaka Ty piękna!”
„Roześmiałam się serdecznie.
„Ja o obrazie, a Ty…!”
On patrzył…
„Ten motyl, to Promyku, Twoja dusza, tak?”
„Tak”.
„Piękna jest!”
„To przez Ciebie, Ukochany! Dzięki Tobie. Tak! Przez Ciebie!”
Patrzył zachwycony. I w Niego, biedny, mały, niepozorny motylek…
PRZY UKOCHANYM
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promiennie i czule… bardzo czule…
„Przepraszam Ukochany, wczoraj nie opisałam naszej rozmowy. Zmęczona byłam”.
Uśmiechnął się do mnie.
„Nic się nie stało, Promyczku. Po prostu napisz, że przybyło Ci dwoje Duchowych Dzieci. Ja wiem, Ty wiesz…”
„I mój Synek wie – dodałam szybko – wysłuchałeś Go…”
Ucałowałam Ukochanego.
Uśmiechał się do mnie tkliwie.
Patrzyłam. Widział, że jestem zmęczona.
„Odpocznij. przy Mnie, Promyczku”.
„Dobrze. Dziękuję!”
Odpoczywałam…
ŻYJE!
Malowałam. Popatrzyłam na telefon. Wiadomość od ks Radka, mojego Duchowego Synka. Otworzyłam, przeczytałam… Oparłam się o oparcie wózka i westchnęłam. Takie wiadomości zawsze przychodzą za wcześnie… Wiadomość mówiła o śmierci, o Odejściu do PANA mojej Duchowej Córeczki. Co prawda spodziewałam się jej /wiadomości/, ale… za wcześnie. Po ludzku, oczywiście.
Córeczki nigdy nie widziałam, nie znałam, nie rozmawiałam z Nią. A jednak była mi bliska.
Jakiś czas temu ks Radek prosił mnie o modlitwę za Nią. Była bardzo ciężko chora, terminalnie. Modliłam się za Nią, prosiłam moje Duchowe Dzieci o modlitwę. Ks Radek przygotował Ją na Odejście. Co tydzień odwiedzał Ją na oddziale paliatywnym, a ja razem z Nim. Kiedy On Ją odwiedzał, ja układałam bukiety Madonnie, a kiedy wracał, opowiadał mi… Także czułam się jakbym tam z Nimi była.
„Głęboko wierzę, że jest w Niebie”- napisał Ks Radek. Ja też w to wierzę, jestem o tym przekonana.
Ks. Piotr Pawlukiewicz powiedział kiedyś o zmarłych:
„To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni Żyją, a my umieramy”.
Moja Duchowa Córeczka Żyje!
UFAM!
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie promiennie. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Ukochany!”
„Najmilsza!”
Uśmiechał się do mnie a ja do Niego.
„Jak mogę Ci dziś usłużyć, Ukochany?”
„Uśmiechaj się do MNIE. często, tak promiennie jak teraz”.
„Dobrze”.
Patrzył… i ja patrzyłam.
„Tańczysz bardzo, Promyczku”.
„Tańczę, wiesz dlaczego”.
„Wiem, i Ja jestem z Tobą!””
„Ufam Ci!”
„Nie zawiedziesz się Mój Promyku!”
Patrzył. Z Miłością.
PIEŚCI
Wpatrywałam się… Patrzył we mnie bardzo, bardzo czule… Ucałowałam Go.
„Ukochany, Umiłowany mój!”
„Perło Moja!”
Patrzył… Miłość sama, zanurzał mnie w Sobie… zatapiał.
„Jaka Ty piękna, Promyczku!”
Rozczulił mnie… Piękności Największa. Mówi o mnie, pyle i prochu, że jestem piękna.
Zaczęłam Go całować i szeptać:
„Dzięki Tobie… Ukochany. Dzięki Tobie… dzięki Tobie!”
Patrzył a ja czułam się jak niemowlę w Jego Ramionach. A On mnie pieści jak najczulsza matka.
Przypomniał mi pewną sytuację. Grałam na kurniku z nieznajomym w karty.
Nagle w okienku rozmowy wyskoczyło pytanie:
– Lubisz pieszczoty?
– Mój Ukochany mnie pieści 🙂 – odpisałam. Nieznajomy już się nie odezwał./
Ukochany patrzył promienny. Ja uśmiechnięta.
„No co? Prawdę napisałam. A, że jemu o co innego chodziło, to inna sprawa”.
„Zło zmieniłaś w dobro, Promyku!”
„Dzięki Tobie! I Ty pieścisz mnie, choćby teraz!”
Patrzył…
ZAWSZE!
Wpatrywałam się Ukochanego. Patrzył we mnie świetlisty, jasny, promienny. Zanurzał mnie w Swoim świetle, jasności… Byłam w Nim.
„Ja w Tobie, a Ty we Mnie, Promyku”.
„Tak… Ukochany… Tak!”
Patrzył tkliwie bardzo, a ja uśmiechałam się do Niego.
„Znów mnie wysłuchałeś, Ukochany!”
„Ja Cię zawsze wysłuchuję”.
„Zawsze!” – potwierdziłam z głębokim przekonaniem.
Uśmiechnął się do mnie promiennie i jeszcze bardziej zanurzał w Sobie…
„Wysłuchuję dusz pokornych i ufnych”.
Popatrzyłam nieśmiało… Jednak On ośmielał mnie Swym uśmiechem.
Dziękowałam.
KREWNY
Nakarmiona Jego Ciałem i napojona Jego Krwią, wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył czule bardzo, we mnie…
„Ukochany!”
„Perełko Moja!”
Patrzył promienny, świetlisty i współczujący… tulił mnie, tańczącą, do Swego Serca.
„Jaka Ty piękna, Promyku!”
„Żyjesz we mnie to i piękna jestem… – uśmiechnęłam się do Niego.
„Jesteś Moją krewną!”
„A Ty Krewnym moim!”
„Moja Krew, Promyczku, płynie w Twoich żyłach”
Patrzyłam zachwycona…