Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie swym spojrzeniem z Krzyża…
„Ukochany!”
„Perło Moja!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
„Posiedź. Odpocznij, Promyku”.
Patrzył we mnie tkliwie…
„Cierpisz bardzo, Mój Promyczku”.
Kiwnęłam potakująco głową.
„Cier… – przerwałam szybko i uśmiechnęłam się do Ukochanego – Tańczę! Tańczę dla Ciebie i z TOBĄ!”
„Tak, Motylku, razem tańczymy!”
„Uwielbiam z Tobą tańczyć!” – szepnęłam.
Patrzył we mnie czuły, delikatny, łagodny… pokorny.
„Bądź uwielbiony w moim tańcu!!!”
„Jestem, Promyku!”
Autor: Maleńka
PRAWDZIWA WOLNOŚĆ
Motylek w ramionach Anioła, Umiłowanego pod Postacią Trzech Aniołów.
Patrzył we mnie promiennie bardzo… Uśmiechałam się do Niego.
„Jestem w Twoich Rękach. Maleńki motylek w Rękach Potężnego, Wszechmocnego, Wielkiego Boga… Nie czuję się jednak przytłoczona, przygnieciona, osaczona Twoją Potęgą, Wielkością i Mocą. Przeciwnie!!! Jestem szczęśliwa, bezpieczna. Wolna!”
Patrzył czule bardzo.
„Tylko we Mnie jest prawdziwa wolność, Motylku!”
„Tak! Tylko w Tobie!
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Zanurzał mnie w Sobie…
„Jaka Ty piękna, Motylku!”
„Dzięki Tobie, Ukochany! Tylko dzięki Tobie!”
Ucałowałam Go.
UŚMIECH ANIOŁA STRÓŻA
Z reguły nic mi się nie śni. Ale jeśli już się śni, to DZIEJE SIĘ 🙂 I dziś się działo!
Oczekiwaliśmy ważnego gościa, cała moja rodzina. Księdza po kolędzie. A było lato. Gość wszedł tylnymi drzwiami, tylnym wejściem. Wszyscy oczekiwali, że wejdzie przednim, oficjalnym wejściem. On wszedł tylnym. Zamieszanie. A przy tylnym wejściu siedziałam ja. Ksiądz wszedł, spojrzał na mnie, ja spojrzałam na niego. Oboje rozpromieniliśmy się. On uśmiechał (wyglądał nieziemsko…) się do mnie, ja do niego. Wiedziałam (choć nikt mi tego nie powiedział), że ma na imię Piotr.
Uśmiechnięty ksiądz pochylił się i szepnął mi do ucha:
– Prosiłaś, więc jestem!
„Ja prosiłam?! Kiedy i o co?!” – pomyślałam. Niestety nie zdążyłam spytać, bo rodzina „porwała” księdza i zaprosiła go do pokoju.
Trochę o wyglądzie ks. Piotra: szczupły, chudy, wręcz skóra i kości. Wiedziałam, że chorował ciężko, choroba go wycieńczyła. Ale gdy się uśmiechał wyglądał jak Anioł… Jak Anioł.
Siedzieliśmy potem wszyscy i ksiądz wypytywał każdego co słychać. Co chwilę jednak spoglądał na mnie i uśmiechał się do mnie promiennie. Anioł… Nabierałam przekonania, że jest tu specjalnie dla mnie. Sam mówił, że prosiłam…
– A Ty, Boży Płomieniu, jak sobie radzisz? – spytał mnie wciąż się promiennie uśmiechał.
– Dobrze! Ukochany mój jest ze mną. Czuwa nade…
Ksiądz pochylił się i szepnął mi do ucha:
– Wiem coś o tym
Nasze uśmiechy znów się spotkały. Nagle ksiądz Piotr zaczął znikać, stawał się przeźroczysty, coraz bardziej i bardziej… Aż znikł. Pozostał tylko jego uśmiech, który spoczął na mnie.
Wtedy się obudziłam.
Leżałam. Uśmiechnięta. Miałam pewność, że tego księdza kiedyś spotkałam. Ale gdzie i kiedy? Po dłuższej chwili, przypomniałam sobie, że kiedyś o nim czytałam. Chorował ciężko. Wiedział, że umiera, a jeszcze seminarium nie skończył. Biskup przyspieszył jego święcenia kapłańskie. Mógł odprawić Mszę Świętą. Niedługo potem zmarł.
Ale dlaczego do mnie przyszedł?? Mówił, że prosiłam… Myślałam intensywnie.
Wczoraj przed snem prosiłam Boga, żeby przysłał do mnie Anioła, który by mnie strzegł od zła. Przypomniałam sobie Anielski uśmiech ks Piotra. I już wiedziałam!
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule bardzo…
„Dziękuję…”
Patrzył świetliście…
„Jesteś do niego podobna. Macie podobne uśmiechy!”
Uśmiechnęłam się do Ukochanego.
„Podobne serca”- dodał tkliwie.
Ucałowałam Go.
Wiele razy wyobrażałam sobie mojego Anioła Stróża. Od tej pory będzie On miał promiennie uśmiechniętą twarz Księdza Piotra.
O Księdzu Piotrze:
http://www.portalplock.pl/pl/334_inf/7251_nie_zyje_ksiadz_piotr_blonski.html

W TAŃCU
Miałam nie pisać. Tańczę bardzo. Ale z Jego pomocą, spróbbuję.
Z góry przepraszam za błędy, literówjki. Nie mam siły poprawiać.
„Jestem z Tobą Mój Płomieniu!” – Ukochany patrzył we mniie Swym spojrzeniem z Krzyża… Uśmiechnęlam się do Niego.
„Tanczymy, Umiłowany mój!”
„Tańczyymy, Razem”.
„Uwielbiam z Tobą Tanczyć!”
Patrzył we mniie tkliwie…
„I JA z Tobą uwielbiam, Płomieniu”.
„Ty jestteś dla mnie Płomieniem, moim Światłem, moją Ppochodnią w tańcu”.
„Ja Twoją, a Ty MOJĄ”.
Ucałowaałam Umiłowanego.
PŁOMIEŃ
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie inaczej niż zwykle. Zawsze patrzy inaczej. Ale dziś patrzył ogniście, płomiennie… Ten ogień… trawił moje serce. Pochłaniał je. Trawiła też mnie dojmująca tęsknota…
„Czynię Cię już nie Promyczkiem, ale Płomieniem. Moim Płomieniem Cię czynię. Pochodnią”.
„Pochodnią??! Ja nędzny, wątły Promyczek…”
Patrzył cudnie uśmiechnięty.
„Płomieniem Cię czynię!”
Ucałowałam Go z uwielbieniem…
MÓJ!
Za Kogo uważam Jezusa? Kim On dla mnie jest?
Zbawiciel, Mesjasz, Król i Pan.
Umiłowany mój, Oblubieniec.
Potężny, najczulszy, najłagodniejszy, najpokorniejszy
Sprawiedliwy, Miłościwy, litościwy,
Cierpiący.
Moje Życie i moje Kochanie…
ZŁĄCZENI
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża… Trwaliśmy tak złączeni w Miłości, cierpieniu i… uśmiechu.
Razem.
Serce przy sercu,
cierpienie przy Cierpieniu,
uśmiech przy uśmiechu. Złączeni…
Krzyż przy krzyżu.
ODPOCZYNEK…
Dziś znowu o obrazie 🙂 Może wyglądać, że się chwalę. To Jego chwalę, Ukochanego, a nie siebie. Od Niego otrzymałam dar, talent. I Jego chwalę!
Mamę odwiedziła koleżanka.
-Chodź, zobacz co Monika maluje – powiedziała do niej mama.
Przyszły do mnie obie. Pani nachyliła się nad płótnem. Jej twarz rozpromieniła się.
-Nooo, pięknie!
– A wiesz co to jest? – spytała mama koleżankę.
-Nie… Co? – pani wyglądała na zaciekawioną.
– Motyl to Monika, a Anioły to Pan Bóg.
-Aaa! – twarz pani rozpromieniła się jeszcze bardziej – Ciekawy pomysł, bardzo! I jaki kolorowy!
Potem nastąpiły „ochy” i „achy” pod moim adresem. Ja przytłoczona tym wszystkim, dziękowałam i uśmiechałam się.
Zmęczona byłam, malowałam dzisiaj długo /ok 4 godzin/. I zmęczona byłam…
Wpatrywałam się w Ukochanego. Czule bardzo we mnie patrzył…
„Przyszłam…..”
„Odpocznij, Motylku. Przy Mym Sercu odpocznij!”
Ucałowałam Go i odpoczywałam w Nim. Bezpieczna i bardzo szczęśliwa w Jego ręku. Przy Jego Sercu.
TRZY DŁONIE
Wczorajsza popołudniowa rozmowa z mamą. Akurat grałam w „Sherlocka Holmesa” (lubię rozwiązywać zagadki detektywistyczne 🙂 ). Mama przyjechała, wstała z wózka i nachyliła się nad obrazem. Chciała go zobaczyć.
-Cudo robisz! Cudo!
-Dzięki! – uśmiechnęłam tajemniczo do mamy i dodałam:
-Jak skończę to powiem ci Kto to i co znaczy to co namalowałam.
-Jak skończysz? Dlaczego nie teraz?
-Bo chciałabym, żebyś zobaczyła cały obraz.
-Ahaaa… – mama posmutniała.
-No dobra! -roześmiałam się- już powoli kończę. Ci Aniołowie to Pan Bóg a ten motylek to…ja.
Mama uśmiechnęła się promiennie. Wodziła palcem po obrazie.
– Motylek to ty, a Aniołowie to Bóg…. – powtórzyła. A po chwili dodała:
-Wiesz… to jeden z najpiękniejszych twoich obrazów…
– Dziękuję! ON mi pomaga!
– A pewnie. ON cię prowadzi!
Dziś siedziałam na dworze, przy stoliku pod parasolką. Przede mną leżała Biblia, a ja wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył czule i promiennie bardzo. Czułam się jak motylek w Jego ręku… Na Jego dłoni…
„Pięknie tu… dobrze”.
„Dobrze, Promyczku”.
„Z TOBĄ wszędzie dobrze. Ty dla mnie najważniejszy jesteś, Jezu”.
„A Ty dla Mnie, Motylku”.
Pomyślałam o obrazie…
„Wiesz… Namaluję trzy dłonie Aniołom. Tobie!”
„Namaluj!”
„Jedną mnie trzymasz, drugą ochraniasz a trzecią podtrzymujesz!”
Uśmiechał się do mnie promiennie… Ucałowałam Go.
TYLKO W MIŁOSIERDZIU!
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. W Jego Miłosierny Wizerunek. Ukochany patrzył we mnie czule… bardzo, bardzo czule… Patrzył mi prosto w… serce.
„Jesteś bardzo dzielną kobietą, niewiastą, Mój Promyczku. Dzielną i odważną!”
Ucałowałam Go.
„To tylko dzięki Tobie, Ukochany. Kiedyś nie odważyłabym się… TY mnie otworzyłeś!”
„A Ty pozwoliłaś Mi się otworzyć!”
„Trudno było nie pozwolić się otworzyć na TAKĄ Miłość!”
Znów Go ucałowałam.
„Bądź uwielbiony w mojej chorobie!
Bądź uwielbiony w moim kalectwie!
Bądź uwielbiony w moim cierpieniu!
Bądź uwielbiony w mojej niemocy!
Bądź uwielbiony w mojej słabości!
Bądź uwielbiony!!!!”
Patrzył we mnie przecudnie uśmiechnięty.
„Należysz do MNIE! Tyś MOJA!”
„Całkowicie!!!”
Jeździłam moim wózkiem elektrycznym po podwórku i śpiewałam: