Dziś nie będę opisywać naszej rozmowy z Umiłowanym. Po prostu siedziałam w Jego Świetle. A On tulił mnie do swego Serca.
Wciąż tuli.
Autor: Maleńka
ŚWIATŁOŚĆ W CIEMNOŚCI
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego…
„Ukochany!”
„Perło Moja!”
„Przyszłam pobyć z Tobą”,
„Jesteś zawsze ze Mną!”
Uśmiechnęłam się do Niego i ucałowałam Go.
Patrzył we mnie świetliście, jasno, promiennie. Byłam w Jego Świetle. Pisząc to, mam na myśli, że Jego Światło zalewało moją dusze, serce, twarz… Byłam w Jego Świetle. Często. Nie tylko wtedy gdy wpatrywałam się w Pana Jezusa, ale gdy robiłam różne inne rzeczy. Żyłam w Nim wręcz. W Jego Świetle. A jednocześnie… w okół mnie panowała ciemność. Ciemność nieprzenikniona… Coraz częściej to zauważałam, doświadczałam. Nie rozumiałam tego… ale tego doświadczałam.
„Jesteś Moim światłem, Moim Promykiem, tak?”
„No tak, jestem”.
Patrzył we mnie uśmiechając się przecudnie.
„Światłość w ciemności świeci, Płomyku. Tylko w ciemności świeci!”
Patrzyłam zachwycona… Byłam w Jego Świetle.
OSWOJONA MIŁOŚCIĄ
Obudziłam się w nocy, obróciłam na drugi bok. I leżałam uśmiechając się do Ukochanego.
„Panie Jezu, teraz ja chcę Ci coś ważnego powiedzieć!”
„Co takiego, Mój Promyczku?”- szepnął do mego serca, a w Jego głosie było słychać uśmiech.
„Kocham Ciebie!”
W jednej chwili znalazłam się przy Nim w Tabernakulum. Byłam z Nim. Tulił mnie do Swego Serca… A ja pomyślałam o małym motylku z obrazu, który teraz maluję /a jednocześnie o sobie bo ten motylek to ja/.
„Ten motylek taki płochliwy… A Ciebie, takiego potężnego, wielkiego się nie boi”.
„Oswoiłem Cię Motylku”.
„Prawda!” – uśmiechałam się do Niego.
„Pozwoliłaś Mi!”
„Tak!
Po chwili szepnęłam:
„Miłością mnie oswoiłeś! Miłością!”
Zatapiał mnie w Sobie, a ja pomyślałam, że jestem gotowa pozwolić MU na wszystko. Oswojona Jego MIŁOŚCIĄ.
PRZY RANIE UKOCHANEGO
Dziś trwam przy Sercu Jezusa. Przy Jego Ranie… Ukochany tuli mnie do Niej.
Przepraszam, tańczę i ciężko mi pisać.
ZNIKNĄĆ W UMIŁOWANYM
Wpatrywałam się w Ukochanego, a On patrzył we mnie… Czule bardzo i promiennie.
„Ukochany!”’
„Perło Moja!”
„Jestem!”
Uśmiechnął się do mnie.
„Od rana ze Mną jesteś, Mój Promyku”.
„Tak…” – uśmiechnęłam się nieśmiało, cała szczęśliwa…
Rano, obudziłam się i jak zwykle układałam bukiety MAMIE. Kiedy wypowiadałam Imię Jezus, robiło mi się dziwnie na sercu… Tak, określenie „dziwnie” jest w tym wypadku dobre. innego nie znajduję. Chyba, że słodko…
„Tyś Moja! Tyś Moja!” – usłyszałam w głębi serca.
„Twoja! Tyś mój!”
Nagle zobaczyłam Tabernakulum, otwarte.
„Chodź do Mnie, Promyku!”
Bardzo pragnęłam iść do Umiłowanego… ale…
„Jak??”
Wtedy poczułam, że robię się coraz mniejsza i mniejsza. Taka malutka, że po chwili znalazłam się przy Ukochanym…. Wiem, że zawsze adorują Go Aniołowie, ale… chciał mnie… Więc trwałam w Nim, z Nim, przy Nim. A On zanurzał mnie w Sobie…
Patrzył teraz promienny, świetlisty.
„Chcesz wejść, Promyczku?” – zapytał tkliwie.
„Tak!:
Znów byłam w Nim, w Umiłowanym… Pragnę w Nim się rozpłynąć, zniknąć.
MIŁOŚĆ
Wpatrywałam się w Ukochanego mojego. Jezus patrzył we mnie z ogromną miłością, czułością i tkliwością jednocześnie. A ja uśmiechałam się do Niego. Milczeliśmy. Czy na pewno milczeliśmy?
Dziś rano przy układaniu bukietów Madonnie, oczami duszy / wiary zobaczyłam pewien obraz. Bardzo piękny… 🙂
Zobaczyłam Ojca, a siebie jako małego bobasa, dziecka które dopiero co nauczyło się chodzić. Dzieciątko nieporadnie wyciągnęło rączki do Ojca. Wysoko, wysoko, jak potrafiło z wielką ufnością. Ojciec pochylił się nad dzieckiem, uśmiechnął się do niego promiennie i wziął je na ręce. I… zaczął się nim cieszyć! Radować! Podrzucać je do góry. Śmiejąc się przy tym radośnie. Dziecko uszczęśliwione też śmiało się cieniutko, dźwięcznie, perliście. Potem zaczęli wesoło tańczyć! W końcu szczęśliwy Ojciec zaczął tulić dziecko do swego policzka, a ono szeptało Mu do ucha ! „Kocham Cię! Kocham Cię!” Ojciec tulił dziecko i szeptał : „i JA Ciebie, Moja Perełko!”
Teraz kiedy wpatrywałam się w Ukochanego, obraz wrócił. A raczej powtórzył się. Byłam małym dzieckiem w Jego rękach. On cieszył się mną! Radował się. Tańczył ze mną! Tulił. A ja szeptałam: „Kocham Cię! Kocham Cię!”
Ukochany tulił mnie do Siebie i szeptał:
„I JA Ciebie, Moja Perełko!”
JEGO CHWAŁA
Nie bardzo mam siły do pisania, ale troszkę spróbuję.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie świetliście, jasno i czule bardzo…
„Umiłowany mój! Skarbie mój!”
„Promyczku Mój!”
Uśmiechnęłam się i ucałowałam Go.
„Tańczysz, ofiarujesz cierpienie, Promyku.”
„Objawi się przez to Moja chwała!”
Dziękowałam…
NALEŻĘ!
Ten, kto regularnie czyta bloga, wie, że duchowo należę do zakonu Karmelitanek Misjonarek. Od marca 2014 r. Pisałam z s. Zofią na FB. Na początku kontaktowałyśmy się regularnie. Siostra Zosia opowiadała mi o zakonie, poznałam imiona wszystkich Sióstr w Domu. Siostra wysyłała mi intencje, ja wysyłałam Siostrom swoje. I tak wspólnie się modliłyśmy. Naprawdę czułam, że należę do zakonu. Potem niestety nagle kontakt został przerwany przez FB. Zamknął profil Karmelitanek.
Nie pisałyśmy do siebie długo. Ja jednak modliłam cały czas za moje Siostry i wiele razy chciałam do Sióstr napisać… Znalazłam nawet adres mailowy na ich stronie internetowej. Nie miałam jednak siły…. Coraz słabsza fizycznie jestem. Oddałam to Ukochanemu… jeśli rzeczywiście należę do zakonu ,, to ON to załatwi, znajdzie sposób….
A tu nagle jakaś 🙂 Zofia wczoraj zaprosiła mnie do grona znajomych. Jako osoba „cywilna”, świecka, imię i nazwisko. Przyjęłam zaproszenie. Siostrę Zofię znałam tylko z imienia, ale coś mi mówiło, że… 🙂
Postanowiłam spytać i upewnić się:
-
Monika
Przepraszam, czy może mam przyjemność, radość z Siostrą Zosią, Karmelitanką? 🙂
Zofia
Tak zgadza się! Trochę zamieszania było z naszą strona na FB i musiałyśmy zmienić i utraciłyśmy kontakt”ale na szczęście ten wirtualny”, bo duchowy byl zachowany… no i tak odnalazłyśmy się! i nasza strona tez powstaje na FB… wyslałam zaproszenie! 🙂 -
Monika
Jak BARDZO SIĘ CIESZĘ!!!!!! 🙂 🙂 🙂
Wiele razy chciałam do Sióstr napisać… Znalazłam nawet adres mailowy na Waszej stronie internetowej. Nie miałam jednak siły…. Coraz słabszya fizycznie jestem. A tu nagle jakaś 🙂 Zofia do mnie napisała. A, że z Zoś znam tylko Siostrę, kiedy dostałam zaproszenie do znajomych pomyślałam że to Siostra. Nie byłam jednak pewna,. O postanowiłam spytać 🙂 Bardzo się cieszę i dziękuję bardzo!!! -
Wpatrywałam się w Ukochanego. Dziękowałam… Jak bardzo się cieszyłam! Patrzył we mnie promiennie..
„Należysz do Mnie, jak one, Promyku!”
Ucałowałam Go.
„JEGO MIŁOŚĆ PRZETRWA WIEKI!”
Obudziłam się po północy. Całe moje wnętrze śpiewało… Ja jednak jakoś nie zwracałam na to uwagi. Rosło we mnie przekonanie, potem wręcz pewność, że Ukochany, skoro mnie o tej porze obudził, to ma dla mnie jakąś ważną wiadomość, że chce mi coś powiedzieć. Całe moje wnętrze śpiewało… Sprawdziłam czy w komórce są jakieś wiadomości- nie było. Zwykle jak miałam taką pewność, była jakaś ważna wiadomość, teraz nie było. Wyłączyłam i odłożyłam telefon.
Leżałam i uśmiechałam się do Ukochanego. Całe moje wnętrze śpiewało…
„Co chcesz mi powiedzieć, Umiłowany?”
„Kocham Cię, Mój Promyczku!”
Uśmiechałam się do Niego, od ucha do ucha. Całe moje wnętrze śpiewało… Głośniej i głośniej. I głośniej!
„Wznieś głos, wznieś głos! JEGO Miłość przetrwa wieki! JEGO Miłość przetrwa wieki! JEGO Miłość przetrwa wieki!”
Tak śpiewało całe moje wnętrze… uwielbiając JEGO Miłość do mnie.
Wpatrując się w Ukochanego, mówiłam, że dobrze mi z Nim.
„I Mi z Tobą dobrze, Perełko!”
Uśmiechał się do mnie Swoim przecudnym uśmiechem. A po chwili dodał:
„Jesteś Mą radością, Promyku!”
NAJWAŻNIEJSZA, NAJWAŻNIEJSZY
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego, zachwycona. I wciąż jeszcze zdumiona po wczorajszym zdarzeniu. Jezus patrzył we mnie pełen blasku, świetlisty i promienny.
Uśmiechałam się do Niego, a On do mnie. I tak razem trwaliśmy dłuższą chwilę.
„W szoku byłam…. kiedy…”
Uśmiechał, się do mnie tak pięknie, że słów mi brakuje, żeby ten uśmiech opisać…
„Znów mnie wysłuchałeś!”
„Ja Cię zawsze wysłuchuję, Promyczku!”
Ucałowałam Go dziękując Mu.
(Wybaczcie, nie będę opisywać o co chodzi. To dotyczy mnie i moich Duchowych Dzieci i jest bardzo osobiste. Napiszę tylko, że stało się coś co uważałam za niemożliwe. A jednocześnie bardzo tego chciałam. Zostawiłam to Ukochanemu).
„Chciałaś to masz!”
„Łatwo Ci powiedzieć!” – roześmiałam się serdecznie uświadamiając sobie, że Jemu naprawdę łatwo powiedzieć.
Patrzył we mnie rozpromieniony.
„Masz pozdrowienia od swojej Córeczki!”
Zaskoczenie. Pozdrowienia zza światów…
„Dziękuję! I Ją pozdrów! Tam, w Niebie!”
Patrzył czule bardzo, i jaśniał jeszcze bardziej… byłam w Jego świetle.
„Jesteś, Promyczku. dla Mnie najważniejsza!”
„I Ty dla mnie!”
Trwaliśmy w Miłości…