„Od dziś wszystko się zmieni. Od dziś należysz do Mnie całkowicie. Wypełniam cię Sobą. Nie lękaj się!”
Autor: Maleńka
SERCE W SERCU…
Wjechałam do kościoła, zrobiłam znak krzyża.
„Witaj Ukochany Jezu!”
„Witaj miła Moja!”
Przedstawiłam Mu intencje, z którymi przychodzę na tę Mszę św. Przychodzę Go przepraszać za moje słabości i grzechy, prosić za moje Dzieci. I prosić, żeby złączył moją maleńką ofiarę ze swoją Najświętszą Ofiarą.
„Twoja ofiara robaczku jest miłą dla Mnie”.
Ucieszyłam się bardzo…
Po przyjęciu komunii św., trwałam w dziękczynieniu. Zapewniałam Go o swojej miłości i cieszyłam się, że zechciał przyjść do mego serca.
„W sercu twoim odpoczywam i znajduję wytchnienie”.
„W moim sercu? – zdziwiłam się – brudnym i poranionym?”
„Moje Serce tez jest zranione – usłyszałam – rany twoje otwieram i zalewam oliwą Mojej Miłości. A wszelki brud oczyszczam”.
„Dziękuję… oczyszczaj mnie, proszę”.
Potem wpatrywałam się w Jego Oblicze…
„W sercu twoim odpoczywam i znajduję wytchnienie” – powiedział raz jeszcze, jakby chciał mnie o tym zapewnić…
Patrzył we mnie promienny.
„Boli Jezu… pragnęłabym ukryć się w Twym Sercu… Mogę?”
„Tulę cię w Nim”.
„Cierpię. Bądź uwielbiony w moim cierpieniu” – wyszeptałam.
TRWANIE PRZY UKOCHANYM
Obolała i zmęczona, więc dziś krótko. Jeśli krótko się uda 🙂
Wczoraj wieczorem kiedy leżałam już w łóżku, zapragnęłam do Niego „pójść”.
„Idę do Ciebie, Jezu”- szepnęłam. I po chwili znalazłam się w moim kościele, przed tabernakulum. Przed NIM. Chciałam z Nim pobyć. O nic nie prosić, nie zagadywać. Po prostu być z NIM. Z miłości.
„Kiedy tak do Mnie przychodzisz bezinteresownie i trwasz przy Mnie, otrzymujesz najwięcej”.
To było dla mnie odkrycie! Kiedy o nic dla siebie nie prosiłam, otrzymywałam najwięcej!
„To prawda!”
Zawsze kiedy jestem przed tabernakulum, wyobrażam sobie, że siedzę u JEGO stóp. Wczoraj też tak trwałam… długo. Aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się nad ranem. Za oknem szarzało. Poleżałam, obudziłam się całkowicie. I zaczęłam układać bukiety Maryi. Jak skończyłam, poprosiłam Ukochanego, żeby przyszedł do mego serca.
„Jezu, przyjdź, pragnę…”
„Już jestem, ukochana Moja!”
Dzisiejszą modlitwę trudno mi opisać… 🙂 Były to raczej poruszenia serca, uśmiechy, spojrzenia, łzy szczęścia, niż słowa…
„Boli, wiem Mój robaczku. Odpocznij przy Moim Sercu”.
Odpoczywam.
„Ofiarowuję Ci Jezu, za moje Dzieci”.
„Tańczysz przed Moim Tronem”.
Teraz też tańczę. Dla Niego.
MOJE SZCZĘŚCIE
Tak… 🙂
Wpatrywałam się w Ukochanego.
„Witaj Umiłowany!”
„Witaj oblubienico Moja!”
Patrzył we mnie uśmiechnięty, promienny.
„Tak, jestem Twoją oblubienicą. Jak mogę Ci dziś usłużyć, Panie?”
„Robaczek jak zwykle skory do służby, do pomocy – promieniał jeszcze bardziej – Odpocznij przy Mnie ukochana!”
Odpoczywałam… Patrzył we Mnie tymi Swoimi Miłosiernymi oczyma, spojrzeniem z krzyża… Nagle ogarnęła mnie tak wielka Miłość, zaczęłam łkać, ryczeć. 😀
„To ze szczęścia, Jezu – roześmiałam się łkając jednocześnie.
„To dar łez” – usłyszałam w głębi serca.
„Czasem przeszkadza!” – szepnęłam śmiejąc się.
„Krzyż też czasem przeszkadza, a też jest darem”.
„Prawda!”
Otarłam łzy i patrzyłam w Niego pogodnie.
„Kocham CIĘ JEZU!!!” – wyrwało mi się prosto z serca.
Nagle oczami duszy zobaczyłam tabernakulum w moim kościele parafialnym… było otwarte…
„Przyjdź do mnie, Panie, jeśli chcesz, jeśli możesz…”
„Pragnę”.
Odmówiłam modlitwy jakie się odmawia przed przyjęciem komunii św.
„Jestem, robaczku”.
Wychwalałam GO, uwielbiałam…
PATRZYŁAM…
Siedziałam i patrzyłam w Niego. Po prostu. Patrzyłam. Zmęczona, obolała, zniechęcona chorobą. Siedziałam i wpatrywałam się w Ukochanego… On patrzył we mnie swoimi dobrymi, łagodnymi, przenikliwymi oczyma.
Widziałam w nich wielką miłość do mnie i współczucie.
„I co mi powiesz, Jezu?” – spytałam.
„Jestem z tobą, Mój robaczku. Cierpię z tobą”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Wiem”.
Patrzyliśmy w siebie dalej…
„Nie poszłam dziś za Tobą w procesji… Na Mszy byłam, rano. Na procesji nie byłam”.
„Idziesz za Mną codziennie, Moniko”.
„Tak… staram się. Ale…”
„Idziesz za Mną co dzień”
Patrzyłam w Ukochanego dalej. W ciszy. Patrzyłam i patrzyłam.
I w miarę jak patrzyłam, wracały siły, zniechęcenie mijało. Bolało i nadal boli. Ale w sercu mam pokój, radość. I siły wróciły. Dzięki NIEMU.
KOMUNIA
Wpatrywałam się w Jego Oblicze.
„Witaj Umiłowany!”
„Witaj oblubienico Moja! Tęskniłem za tobą”.
„I ja za Tobą tęskniłam.”
Patrzył we mnie przenikliwie, łagodnie i czule…
„Przytul się do Mego Serca, kochany robaczku”.
Wtuliłam się w Niego i odpoczywałam… Nie potrafię tego opisać, ale czułam się jakby św. Jan spoczywający na Jezusowej piersi… Zdawał.o mi się, że słyszę bicie Jego Serca.
„Tak, Moje Serce bije dla ciebie, robaczku”.
„Panie, prawie tylko w niedzielę przyjmuję Ciebie do serca, w tygodniu rzadko. Czy możesz przychodzić do mnie częściej? Kiedyś czytałam o duchowej komunii św…”
” Tak, mogę przyjść do twojego serca kiedy tylko zechcesz. Z wielką radością!”
„A możesz przyjść do mnie… teraz?”
„Tak”.
Odmówiłam Modlitwę Pańską.
„Panie, nie jestem godna, żebyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”.
„Oto teraz przychodzę do twego serca”.
Trwałam w uwielbieniu…
DOBRO
Jak tę rozmowę opisać… 🙂 , żeby niczego nie zgubić. Panie Jezu, chciałeś, żebym opisywała to teraz mi pomóż 🙂
Więc wpatrywałam się w Niego…
„Jesteś coraz piękniejsza w Moich oczach. Piękne jest twoje serce., Mój robaczku. Zakochałem się w nim, jest Moje i nikomu cię nie oddam”.
Patrzyłam zdumiona…
„Też jestem w Tobie zakochana, Panie”.
Coś mi jednak nie dawało spokoju, więc spytałam.
„Jezu, jestem tylko prochem i pyłem. Niczym. Znasz mnie, znasz moje grzechy i słabości. A Ty mówisz, że jestem piękna, wychwalasz mnie, wywyższasz. Mówisz, że jestem piękna… peszy mnie to, zawstydza. Ja siebie takiej nie widzę…”
„Raz siebie taką widziałaś, prawda?”
„Tak…”
„Musisz częściej patrzeć na siebie Moimi oczyma, robaczku”.
Patrzyliśmy w siebie, nie wiem jak to opisać… tkliwie… Potem Umiłowany mówił dalej:
„Każdy rodzic widzi w swoim dziecku tylko dobro, chwali je. motywuje. W ten sposób wychowuje je. Tak też Ja widzę w tobie dobro, pragnę je widzieć. Na zło przymykam oczy. Kiedy mówię ci, że jesteś piękna, ty chcesz być jeszcze piękniejsza, prawda?”
„Tak, dla Ciebie….” – uśmiechnęłam się nieśmiało.
„Dziecko Moje kochane! Wiesz, jesteś takim niemowlęciem w Moich ramionach. Jak mówię, że jesteś piękna, ty chcesz być coraz lepsza to dobro w tobie rośnie, zajmuje coraz większą przestrzeń. A zło jest coraz mniejsze, aż w końcu znika. A Ja się troszczę o to dobro, pielęgnuję je. Rozumiesz teraz kochany robaczku?”
„Tak. rozumiem. I to jest „zło dobrem zwyciężaj”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem promienni.
„Zakochałem się w twym sercu” – usłyszałam jeszcze.
Roześmiałam się serdecznie… 🙂
W JEGO OCZACH…
„Po co przychodzisz do Mnie, Mój robaczku?” – spytał Ukochany kiedy się w Niego patrzyłam.
„Po co przychodzę? Przychodzę, bo mnie kochasz. I ja Cię kocham”.
Patrzył we mnie z czułością….
„Widzę, doświadczam Twojej miłości, łagodności, dobroci, czułości, pokory i cierpliwości wobec mnie. I pragnę być jak Ty…”
Nagle zabolało mnie bardzo, aż jęknęłam.
„Boli?”- raczej stwierdził fakt, niż spytał.
„Boli. Ale ofiarowuję za moje Dzieci”.
Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem.
„Piękniejesz w Moich oczach coraz bardziej”.
„Pięknieję? – ucieszyłam się- Tylko dzięki Tobie!”
MIŁOŚCIĄ I CIERPIENIEM
Kiedy skończyłam układać bukiety Madonnie, usłyszałam głos Ukochanego:
„Robaczku Mój, będziesz wiele cierpieć, ale jestem z tobą. I cierpisz na Moją chwałę”.
„Tak, pragnę”.
Wpatrywałam się w Umiłowanego..
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony…”
Patrzyłam i rozmyślałam.
„Bóg Ojciec Ciebie dał… żebyś zbawił świat, mnie. Nie, żebyś potępił, ale zbawił”.
„A ty jesteś Moim małym pomocnikiem. Pomagasz Mi”.
„Tak…”
„Pomagasz. Miłością i cierpieniem”.
KRZYŻ
Wczoraj leżąc w łóżku, obolała nie tylko fizycznie, usłyszałam w sercu głos Ukochanego:
„Odpocznij we Mnie, robaczku”.
„Tak…”
Trwaliśmy razem, ja w Nim a On we mnie. Po jakimś czasie zasnęłam.
Obudziłam się w środku nocy. I dziwne… kontynuowałam koronkę do Miłosierdzia Bożego. Kontynuowałam, tzn., że wcześniej, we śnie też się modliłam.
Wpatrywałam się w Jego Oblicze i rozmyślałam o moim krzyżu.
„Jest coraz cięższy” – stwierdziłam.
„Robaczku kochany, tak, twój krzyż jest ciężki i może ci się wydawać, że cię on przygniata, ale nie jesteś z nim sama”.
„Wiem, Panie. Ty jesteś ze mną”.
„Dźwigam go z tobą”.
Zaczęłam Mu dziękować za mój krzyż. Adorować GO, wielbić.
Patrzył we mnie promienny.