Dziś notki miało nie być. Gorzej się czuję i w ogóle sił brak. Ale jednak… 🙂 spróbuję.
Wpatrywałam się w Ukochanego… w Umiłowanego mojego. Był promienny i jasny.
„Jezu, kocham Cię” – szepnęłam.
„Trwaj w Miłości Mojej”.
Patrzyliśmy w siebie dalej, bez słów. Naraz twarz Jezusa zmieniła się. Stała się cierpiąca bardzo, zniekształcona, poraniona, poobijana.
Trwałam przed NIM, przy NIM dalej… jak oblubienica przy Umiłowanym. Trwałam… cierpiałam z NIM.
Po chwili Jego twarz znów stała się jasna i promienna.
„Zostałaś ze Mną, Weroniko. Trwasz”.
„Tak”.
Autor: Maleńka
WARIAT – po prostu! :)
„Witaj przyjaciółko Moja!”
„Witaj Umiłowany!”
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii wpatrywałam się w Jego Miłosierne Oblicze… A On patrzył we mnie.
„Masz tylko jedno zadanie na tym świecie. Kochać. Wytrwaj w Mojej Miłości”.
„Staram się… ”
Patrzył we mnie przenikliwie, czule.
„Jezu, nazwałeś mnie swoją przyjaciółką…”
„Jesteś nią, robaczku”.
Wpatrywaliśmy się w siebie dalej.
Po chwili usłyszałam:
„I piękne owoce przynosisz. Dałem ci kiedyś jednego spróbować, pamiętasz?”
Patrzyłam zdumiona! Byłam szczerze mówiąc w szoku! Łzy zaczęły mi kapać na Biblię. Łzy szczęścia! Otarłam szybko oczy i patrzyłam w NIEGO zachwycona!
„Więc to byłeś TY?? Twój głos??”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony.
„Tak, już wtedy mówiłem do twego serca”.
Oczywiście, że pamiętałam. http://monikam.pl.infuturam.com/sen/ Myślałam wtedy, że to sen. A ten owoc był taki wielki i soczysty…
Zaczęłam wysławiać Ukochanego, chwalić, uwielbiać! Dziękować Mu…
Patrzył we mnie zachwycony.
„Błogosławię ci, Mój robaczku! Pójdź za Mną!”
„Idę!”
Nie wiem jaki dać tytuł tej notce 🙂 Szaleniec, mój Ukochany! Wiem! 🙂 🙂
PIĘKNA
W nocy obudziłam się i leżałam. Naraz usłyszałam w głębi serca głos Ukochanego: ” Odpocznij we Mnie, robaczku”. Nie chodziło o odpoczynek fizyczny, bo byłam wypoczęta. Chodziło o szczególną bliskość, o bycie „z”. Potrzebował mnie, a ja JEGO. Odpoczywałam… I odpoczywając rozmyślałam… Przypomniały mi się Jego słowa o tym, że jestem piękna. Często mi to mówi, a ja uważam, że mówi to na wyrost.
„Tak, jesteś piękna! Bardzo piękna!”
„Dziękuję… Ukochany!”
„Będę ci o tym mówił, przekonywał, do skutku”.
Uśmiechnęłam się do Niego i jeszcze raz podziękowałam.
Leżałam i rozmyślałam dalej… „Ukochany ma wiele oblubienic i na pewno wszystkie są bardzo piękne”.
„Tak, oblubienic mam wiele, ale nie wszystkie są piękne”.
„Nie?” – spytałam.
„Nie, bo kochają bardziej siebie niż Mnie”.
Wpatrywałam się w Ukochanego… Był smutny.
„Dlaczego jesteś smutny, Umiłowany mój? Jak mogę Cię pocieszyć?”
„Cierpię z powodu dusz, o których ci mówiłem, Mój robaczku”.
„Cierpię z Tobą Umiłowany…”
Patrzyliśmy w siebie długo.
„Jezu, pragnę Cię kochać bardziej i bardziej. Za te dusze…”
Rozpromienił się.
„Piękna Moja!” – usłyszałam.
Trwaliśmy razem. W uśmiechu… 🙂
CZUŁE SŁÓWKA
„Jakże piękna jesteś, oblubienico Moja! Jakże piękna!” – widziałam zachwyt w Jego oczach… Uśmiechnęłam się do Niego onieśmielona.
„Jestem słaba i grzeszna, Panie…”
Patrzył we mnie poważnie i jednocześnie pogodnie. Czule i tkliwie. Przenikliwie.
„Wiesz Jezu… tak się czuję jak bezradne, bezbronne pisklę, które chronisz pod Swymi skrzydłami, tulisz, bronisz…”
Patrzył tak we mnie dalej.
„Wkrótce znów zdradzę ci Moje tajemnice, robaczku”.
Patrzeliśmy w siebie długo.
„Kiedy tak we Mnie się wpatrujesz, sprawiasz Mi wielką radość, ukochana”.
Ktoś czytając moje notki może pomyśleć, że w czasie modlitwy szepczemy do siebie „czułe słówka”. Tak, szepczemy. 🙂 Zakochani szepczą do siebie, prawda? A my jesteśmy w sobie zakochani. Bardzo.
A poza tym… On wie dlaczego i ja wiem. Tu tylko napiszę, że bardzo tych czułych słów potrzebuję i bardzo mi one pomagają. W czym? Np. w znoszeniu trudów codzienności. Choroby, cierpienia… nie tylko fizycznego.
Może to dla niektórych dziwne i niezrozumiałe. Ale tak jest.
MAM WSZYSTKO
Wpatrywaliśmy się w siebie… Ukochany mój i ja.
„Jestem cały twój, robaczku”- usłyszałam w głębi serca.
„Cały mój!” – pomyślałam w zachwycie.
„Mam słabość do ciebie, robaczku. Wobec twojej ufności jestem bezbronny. Proś o co chcesz a dam ci”.
„O zdrowie dla Kacperka, coraz z nim gorzej…” – poprosiłam jednym tchem.
Patrzył we mnie przenikliwie..
„Nie chcesz nic dla siebie?”
„Mam Ciebie – mam wszystko”.
DOBRZE…
Nie wiem jak to napisać… Bardzo ogólnie.
Wpatrując się w Ukochanego, rozmawiałam z Nim o problemach związanych z moją chorobą,
.Wysłuchał mnie a potem powiedział:
„Słowa mogą bardziej ranić niż bicze”.
„Tak…”
Wpatrywał się we mnie przejmująco.
„Jesteś podobna do Mnie, Mój robaczku. Tulę cię do Serca”.
Miałam łzy w oczach. Przytuliłam się do Niego i tak trwałam dłuższy czas. Było mi dobrze. Przy Nim, z Nim zawsze jest dobrze…
Z UŚMIECHEM
Nie będę dziś opisywać mojej modlitwy… sił brakuje, po pierwsze. A po drugie… ona wciąż trwa. Teraz też, choć piszę, modlę się. Trwam w obecności Ukochanego. Widzę Jego twarz wpatrzoną we mnie… Patrzy we mnie i cierpi ze mną. Razem. Ze Swoim małym robaczkiem. W uśmiechu, pogodnie. Cierpimy uśmiechając się do siebie. Nie zważając, że boli ofiarujemy Ojcu.
Kiedyś napisałam, że cierpienie ogałaca i uczy pokory. To prawda, ale uczy czegoś jeszcze. Uczy uśmiechu. I to jest chyba najtrudniejsze, cierpieć z uśmiechem.
Uczę się tego. Ukochany mnie tego uczy 🙂
W ZACISZU SERCA
„Jesteś wreszcie Mój kochany robaczku! – Jezus wpatrywał się we mnie rozpromieniony.
„Jestem Panie!” – uśmiechnęłam się do NIEGO.
Patrzeliśmy w siebie jak po długiej rozłące. Patrzył we mnie czule. ( Piszę „czule”, bo nie potrafię znaleźć odpowiednich słów. Patrzył we mnie jakbym była dla Niego kimś jedynym, wyjątkowym, niepowtarzalnym… Zawsze tak we mnie patrzy…
„Byłeś ze mną zawsze, każdego dnia, każdej chwili. Wiem to”.
„Tak, byłem. I u Mojej Matki i ty byłaś u Mnie – rozpromienił się jeszcze bardziej- byłem w twojej modlitwie. W każdej chwili”.
Patrzeliśmy w siebie zakochani.
„Najbardziej pragnę spotykać się z tobą w zaciszu twojego serca, robaczku. Odpocznij we Mnie”.
Odpoczywałam…
CHLEB ŻYCIA I NAUCZYCIEL
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii wpatrywałam się w Ukochanego.
„Witaj umiłowana Moja!”
„Ukochany mój! Ty jesteś Chlebem życia. Mojego życia. Karmisz mnie i poisz. Sobą! Swoim Ciałem i Słowem Sobą! I kiedy do Ciebie przychodzę, Ty mnie nie odrzucasz. Karmisz. Podnosisz, dźwigasz… I przychodzę teraz, bo Cię kocham i Ci wierzę.”
Jezus patrzył we mnie z wielką miłością. Czule…
Patrzyłam i patrzyłam. A On swoim spojrzeniem pociągał mnie do Siebie. Zaspokajał moje pragnienie…
„Pragnę być jak Ty… – westchnęłam – naucz mnie, proszę”.
Uczę. Stajesz się do Mnie podobną”.
„Mam Dobrego Nauczyciela. Najlepszego!”
Wyjeżdżam na kilka dni. Jak wrócę, będę kontynuować pisanie. 🙂
W MIŁOŚCI
Wpatrywałam się w Ukochanego… W Jego oczy, spojrzenie z krzyża.
„Tęskniłem za tobą robaczku”.
„I ja tęskniłam…”
„Odpocznij przy Moim Sercu, bo wiem, żeś zmęczona. Dzielnie dziś walczyłaś”.
Odpoczywałam… przy Sercu Jezusa, wpatrując się w Niego. Doświadczałam Jego wielkiej Miłości. Wiedziałam, że jestem kochana, po prostu…
„Moje Serce płonie z Miłości do ciebie, robaczku”.
Nie wiedząc co odpowiedzieć, zaczęłam śpiewać…
Patrzyłam Mu w oczy i śpiewałam. A On patrzył we mnie poruszony, wzruszony.
I tak trwaliśmy. W Miłości.