Od kilku dni „chodzi” za mną pewna pieśń 🙂 Dziś włączyłam dyktafon i nagrałam…
Skończyłam nagrywanie i… śpiewałam dalej.
Wpatrywałam się w Ukochanego i śpiewałam Mu… A On patrzył we mnie i uśmiechał się.
„Dla Ciebie, Umiłowany – uśmiechnęłam się – może niezbyt ładnie, ale szczerze!”
Patrzyłam dalej…
„Nawet papuga mi pomaga” – roześmiałam się.
„Pięknie śpiewasz, Mój robaczku. Sercem”.
„W Niebie będę śpiewać dla Ciebie. Piękniej”.
Patrzeliśmy w siebie dalej…
Wpatrywałam się w Jego oczy. Naraz zobaczyłam w nich tak ogromną Miłość do mnie, że nie sposób wyrazić! I cichy głos, który nieśmiało szeptał do mego serca:
„Kocham cię, Moniko”.
„I ja Cię kocham, Panie! Nad życie! Ty jesteś moim Życiem!”
Autor: Maleńka
LATANIE I TĘSKNOTA
Nad ranem układając bukiety Madonnie, rozmyślałam o Jej życiu. Po ludzku było przegrane. Ślub (może szybki), Dziecko, ucieczka do Egiptu, trudna, wyczerpująca. Potem śmierć męża i odejście Jedynego Syna. Trudno było Jej pewnie to przeżyć, znieść. Może słyszała różne plotki od „życzliwych”. Na pewno bolało Ją kiedy wyrzucono Jezusa z synagogi i chciano zabić..
Potem Jego Męka i śmierć… konanie na krzyżu… Konała wraz z Syneczkiem… Trzymała potem Jego martwe Ciało w ramionach. Madonna z Dzieciątkiem.
Zmartwychwstanie. Jaka była szczęśliwa! Jaka szczęśliwa!
Nie wiadomo czy tęskniła za Synem gdy wstąpił do Nieba… po ludzku może tak.
Ale Ona nie myślała po ludzku, ale po Bożemu…
I tak o Niej rozmyślałam i… tęskniłam za Nią i za Ukochanym.
Potem wpatrywalam się w Niego i… nadal tęskniłam.
Patrzył we mnie rozpromieniony, radosny.
„Robisz postępy w lataniu, kochany robaczku”.
Podziękowałam i patrzyłam dalej…
„Tęsknię za Tobą Jezu”- wyszeptałam.
„Jestem zawsze z tobą”.
„Wiem, ale i tak tęsknię” – uśmiechnęłam się.
Tęskni się za czymś/ za KIMŚ kogo się zna, lub kiedyś znało, ale utraciło. Jak za dawno nie widzianym przyjacielem. Ukochanym.
Im więcej z Nim rozmawiam, modlę się, tym bardziej tęsknię. I modlę się, żeby zaspokoić tę tęsknotę. I… tęsknię jeszcze bardziej.
Czy tęsknię za śmiercią? Nie! Tęsknię za Życiem! Za prawdziwym Życiem w NIM!
„Szczęśliwi ci, którzy za życia tęsknią już do innego świata. Bo jeśli spotkają Boga przechadzającego się brzegiem jeziora, spotkają Życie. Wtedy śmierć stanie się narodzinami”- napisał ks. Tomasz.
Jestem szczęśliwa, bo mam za KIM tęsknić!
LEKCJA LATANIA
Znów słów brakuje… Może z Jego pomocą opiszę.
Wpatrywałam się w Oblicze Ukochanego…
„Witaj Umiłowany mój”- wyszeptałam.
Witaj Mój biedny robaczku”- usłyszałam w głębi mego serca.
Tak… tylko On zna moją biedę, moją nędzę… najlepiej. Ja też ją coraz bardziej poznaję. On daje mi poznać. Im bliżej Jego jestem tym bardziej widzę jaka jestem nędzna, jaka malutka…
Ale On kocha mnie mimo to. A może właśnie dlatego…
Jezus kontynuował:
„Dziś pierwsza lekcja latania”.
Słuchałam podekscytowana :)”Żeby wzlecieć w górę musisz oderwać się od wszystkiego co ziemskie”.
Niby proste- pomyślałam- a jednak trudne. Tak wiele razy na modlitwie, mimo najszerszych chęci, zamiast myśleć o Bogu, rozmyślam o czymś innym. Kiedy się na tym „złapię”, zaraz do Niego wracam i przepraszam. Ale zdarza mi się…
Powiedziałam Mu o tym.
Jezus uśmiechał się do mnie.
„Przecież już to potrafisz. I często odrywasz się od ziemskich spraw. Kiedy tańczysz przed Moim Tronem”.
To było olśnienie… 🙂
„Tak! Kiedy tańczę dla Ciebie zapominam o Bożym świecie! Tylko tańczę! Wiruję w przestworzach… Tańczę przed Twym Majestatem”.
Ukochany uśmiechał się do mnie dalej.
„Niedaleko ci do latania, robaczku. Kiedy się ze Mną spotykasz, zawsze tańcz dla Mnie”.
„Dobrze, Ukochany, spróbuję”.
ZANURZONA W MIŁOŚĆ
Wpatrywałam się w Ukochanego… Był wzruszony. Ja także… W nocy wydarzyło się coś… Nie będę tego opisywać. Powiem tylko, że to była bardzo ciemna noc dla mnie.
Patrzeliśmy więc w siebie wzruszeni…
„Jesteś, kochany robaczku!” – usłyszałam w głębi serca.
„Jestem, Panie..”
Patrzył we mnie tak czule, choć miał wszelkie powody, żeby mnie potępić, oskarżyć…
Zaczęłam Mu to dziękować.
Potem usłyszałam:
„Oto teraz zanurzam cię w Miłość. W chrzcie zanurzyłem cię w Moją mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Teraz zanurzam cię w Moją Miłość”.
Dziękowałam Mu, wielbiłam. Prosiłam, żeby nie wypuszczał mnie ze Swoich rąk.
„Trzymam cię w nich mocno, robaczku”.
Z OTCHŁANI
I jak to odpisać! Znowu słów brakuje!
Wpatrywałam się w Ukochanego… Siadałam do modlitwy z nastawieniem adoracji, wielbienia Go.
Kiedy już zaczynałam, On mi przerwał, mówiąc:
„Oto teraz, robaczku, schodzę do twojej otchłani, na dno twojego jestestwa. I wydobywam to, co w tobie martwe, umarłe. Wydobywam i ożywiam. Daję życie. To potrzebne, żebym mógł cię nauczyć latać”.
Patrzyłam oniemiała… Radosna, szczęśliwa!
Jezus uśmiechnięty mówi dalej.
„Pamiętasz robaczku co powiedziałem na samym początku naszych spotkań?”
„Jak mogłabym zapomnieć, Panie… Powiedziałeś, że jestem piękna w Twoich oczach” – szepnęłam zawstydzona.
„Tak! I powiem więcej! Piękniejesz coraz bardziej. Kwitniesz! Jesteś coraz piękniejsza!”
„Tylko dzięki Tobie, Umiłowany!”
Zaczęłam Mu dziękować, wielbić, adorować.
„Ukochany mój, Piękny mój, najlepszy, najdroższy mój! Skarbie mój!”
A… w sercu słyszałam…
„Umiłowana Moja! Piękna Moja, najdroższa! Oblubienico Moja!”
On… adorował… mnie!
I jeszcze powiedział”
„Pragnę mieszkać w sercach ufnych, pokornych, czystych, dziewiczych. Twoje serce takie jest!”
Byłam w szoku. I ciągle jestem…
WIELKI PIĄTEK
Wielki Piątek
Wpatrywałam się w Umiłowanego i rozmyślałam…
„Panie, przed Tobą jestem niczym, moje cierpienie jest niczym. Mój krzyż jest niczym. Jestem niczym, „pyłkiem i liściem na wietrze”. A Ty to nic AŻ tak kochasz. Mnie – takie nic. Aż tak! Aż po krzyż. Cierpisz i umierasz za mnie. To ja powinnam, bo to moje grzechy, słabości i cierpienia dźwigasz. Ty je poniosłeś i za nie umarłeś na krzyżu”.
Jezus patrzył we mnie poważnie, ale pogodnie. A w moim sercu kołatały Jego słowa, które już wcześniej słyszałam:
„Dla ciebie wszystko, robaczku!”
POKARM
Wielki Czwartek.
Dziś Umiłowany mój, Jezus Chrystus dał mi siebie za Pokarm.
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii, wpatrywałam się w Ukochanego.
„Jezu mój, Miłości moja, Ty jesteś mój. ja jestem Twoja”.
Patrzył we mnie jasny, pogodny, uroczysty.
Patrzyłam w Niego i rozmyślałam.
„Do końca mnie umiłował… Nie wystarczyła straszliwa Męka, nie wystarczyła Śmierć haniebna i okrutna na krzyżu. Nie wystarczyło nawet Zmartwychwstanie. Został ze mną na zawsze. W białym opłatku. W kruszynie Chleba. Pozwolił Sobą się karmić. Żywić. Niesamowity Bóg!”
Potem zaczęłam wymieniać moich duchowych Synów. Kapłanów. Wymieniałam każdego po imieniu i oddawałam ich Jezusowi. To też ich Ukochany… Oddawałam Mu ich. Prosiłam za nimi.
„Zaufałem ci, Mój robaczku, powierzyłem ci Moje sługi. Dobrze się nimi opiekujesz. Wysłucham twojej modlitwy” – usłyszałam w głębi serca.
Byłam szczęśliwa… 🙂
POZA SŁOWAMI…
Patrzyłam w Jego Oblicze, w Jego twarz… Był promienny, jasny, pogodny. Ale cierpiący.
„Witaj Jezu Umiłowany”.
„Witaj kochana Moja!”
Patrzyłam i patrzyłam…
„Co widzisz?” – usłyszałam.
„Co widzę? Widzę Miłość…”
„Trwaj w Niej. Trwaj we Mnie. Pocieszaj. Kontempluj. Adoruj Weroniko”.
Starałam się trwać… w ciszy. Łączyłam moje małe cierpienie z JEGO. Ofiarowywałam za moje Dzieci.
Patrzyłam w Niego…
„Rzuć się w przepaść Miłosierdzia Mojego”.
„Pragnę”.
Trudno to opisać. Wszystko odbyło się poza słowami. Ponad nimi.
W ciszy mojego serca..
CHWAŁA
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii, wpatrywałam się w Ukochanego… Rozmyślałam o Ewangelii. Samotny, zdradzony przez Apostoła. Wie, że drugi, Piotr Skała się Go zaprze, wyprze. Za chwilę straszliwa męka, krzyż. Po ludzku sytuacja beznadziejna. Po ludzku klęska. Jednak Jezus w tej sytuacji widzi swą chwałę. Jest nią otoczony przez Ojca. Tu zaczyna się Jego chwała.
Pomyślałam, że pragnę być Jego umiłowanym uczniem i jak on być z Jezusem do końca. A teraz pragnę być, jak on przy Sercu Umiłowanego. Spoczywać na Jego piersi.
„Jesteś tu, Weroniko”- usłyszałam w głębi serca.
Patrzeliśmy w siebie długo…
WIRUJĘ…
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Witaj oblubienico Moja”.
„Witaj Umiłowany”.
„Dam ci doświadczyć Mojej Męki”.
I daje. Cierpię. Nie tylko fizycznie. Ale ofiaruję. Mam za kogo.
Ofiarowuję w ważnej dla mnie i szczególnej intencji.
Tańczę, wiruję przed NIM. I proszę…