Dzisiejszą modlitwę mogę określić w skrócie jednym słowem – kontemplacja.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzyłam i patrzyłam. I patrzyłam…
A On patrzył we mnie. Jego spojrzenie z krzyża przenikało moje oczy, serce i duszę. Spojrzenie z krzyża… Cierpiące…
Tak, wiedziałam, że cierpi a On wiedział, że ja cierpię. Nie rozmawialiśmy jednak o tym. Po prostu patrzeliśmy w siebie.
Po prostu… tak najłatwiej powiedzieć, określić. Jednak rozmawialiśmy. Nie była to rozmowa w dosłownym znaczeniu tego słowa. Była to rozmowa Serca z sercem. Bez słów, ponad słowami, poza nimi.
Patrzyłam i patrzyłam… i uśmiechałam się do Umiłowanego. A On do mnie.
„Dobrze mi z Tobą Jezu…”
” I Mnie z tobą dobrze, Mój robaczku”.
Znów się do Niego uśmiechnęłam.
„Twój uśmiech tak wiele znaczy. Mimo cierpienia uśmiechasz się do Mnie”- usłyszałam.
„Moje serce się do Ciebie uśmiecha, Ukochany”.
Autor: Maleńka
ANIELSKIE ŻYCZENIA
Zawsze kiedy muszę opisywać takie sytuacje jak dzisiejsza, czuję się speszona, zakłopotana, zawstydzona. Czym? Jego Miłością, dobrocią. Niektórzy czytający mogą pomyśleć, że się chwalę.
Otóż jeśli Ukochany kazał mi opisywać to opisuję. Mus to mus 🙂 Na Jego chwałę, nie ma swoją. A to, czego pozwala mi doświadczać przyjmuję z wielką pokorą i radością.
Do rzeczy.
W nocy miałam dziwny sen (tak mi się przynajmniej zdawało, że to sen). Dziwny i piękny. Śniło mi się, że coś mi śpiewa życzenia. W dniu imienin. „Niech cię Pan błogosławi i strzeże, niech Pan daje pokój ci. On radością napełnia serce twe. Zawsze z tobą jest”. Tak mi śpiewało. Piszę „to”, bo nie wiedziałam co to było. Niby głos chłopięcy, niby kobiecy. Perlisty. Jakby kilka głosów… chór?
Kiedy się obudziłam, rozmyślałam o tym. „Piękny sen”- myślałam.
Leżałam i nagle uświadomiłam sobie, że ciągle słyszę tę pieśń, życzenia. Ogarnia mnie ta pieśń. Zanurza mnie w sobie. Wypełnia. „Niech cię Pan błogosławi i strzeże…”
Kiedy zaczęłam układać bukiety Madonnie, ucichło.
Wpatrywałam się w Ukochanego a On patrzył we mnie. Promienny i jasny.
„Dzisiaj słyszałaś chóry anielskie, Mój robaczku”.
„A więc to były 'Anioły?!- szepnęłam zdumiona.
„Wierzysz Mi?””Tak! Dla Ciebie wszystko jest możliwe! Nawet wysłać Anioły, żeby mi złożyły, zaśpiewały mi życzenia – roześmiałam się serdecznie – Tylko Ty tak możesz!”
Ukochany patrzył we mnie wzruszony.
„Tak się cieszę, Umiłowany! Dziękuję!”- szepnęłam.
„Moim szczęściem jest sprawiać ci radość, robaczku”.
Moje duchowe dzieciątko kończy dziś szósty miesiąc życia. 🙂
WALCZYMY
Dziś na Mszy św dziękowałam Ukochanemu za Jego i moją Mamę. Dziękowałam, chwaliłam, uwielbiałam…
Potem wpatrywałam się w Niego, długo… Patrzył we mnie poważnie, łagodnie.
„Jak się dziś czujesz, Mój robaczku?”
„Panie… Ty wiesz jak”.
„Powiedz Mi, proszę”.
Doskonale wiedział jak się czuję a jednak chciał, żebym Mu powiedziała.
Więc powiedziałam. Czułam się źle. Prawie całą noc nie spałam, bolało. I nadal boli. Starałam się i staram ofiarowywać, tańczyć przed Nim.
„Walczysz u Mego boku, kochana”.
„Wiem, Jezu. Dziękuję”.
PRZYMIERZE
Wpatrywałam się w Niego… Był pogodny i jasny.
„Robaczku, oto dziś zawieram z tobą przymierze. Przymierze Miłości i cierpienia”.
Słuchałam szczęśliwa, a On mówił dalej:
„Będziemy razem walczyć ze złem. Miłością i cierpieniem właśnie. Ty u Mego boku”.
„Dziękuję!”
Dziwiłam się jednak, że wybrał mnie. Powiedziałam Mu o tym. Taką grzeszną, słabą i…
„Kochana Moja, spróbuj spojrzeć na siebie Mymi oczyma. Zobacz. Jaka jesteś?”Patrzyłam Mu w oczy i mówiłam co widziałam…
„Cierpliwa, dobra, łagodna, radosna, czuła, pokorna, odważna… To widzę. Taką mnie widzisz? – spytałam zdumiona – ja siebie takiej nie widzę a jeśli już to rzadko. Taką mnie widzisz?”
Jezus patrzył we mnie przenikliwie. Promieniał.
„Więcej! Jesteś Moim cudem. Perłą. Oblubienicą. Owszem, jesteś słabą i grzeszną, Kocham cię. Dlatego. I wybrałem cię dlatego, że jesteś Moim dziełem i nie ukrywasz swoich słabości. Zawieram z tobą przymierze”.
Patrzyłam w Niego długo. Przeglądałam się w Jego oczach.
KOCHA!
Siedząc na dworze wpatrywałam się w Oblicze Umiłowanego. Dziś był bardzo poważny i smutny. Spytałam dlaczego.
„Znieważają Mnie. Ranią Moje Serce. Cierpię”.
„Ja też Cię ranię- powiedziałam smutno – Cierpię z Tobą”.
Patrzeliśmy w siebie długo, bardzo długo. Bez słów. W ciszy… długo.
W górze latały wróble, nosiły w dziobach znalezione piórka. Pewnie budowały gniazda. Wcześniej je obserwowałam. Potem poprosiłam mamę, żeby podała mi Biblię. I teraz tak sobie przed Jezusem siedziałam.
Nagle jeden wróbelek przeleciał bardzo blisko, obok mnie. Poczułam podmuch powietrza na twarzy. Uśmiechnęłam się do Ukochanego i zdawało mi się, że On do mnie też. Się uśmiechnął.
„Kocham cię, robaczku!”
Wiem, Panie! Widzę! Widzę co chwilę Twoją Miłość do mnie. Widzę jak się o mnie troszczysz, jak się mną opiekujesz. Sprawiasz mi radość! Tę małą jak ot, chociażby ten wróbel, i tę wielką, która sprawia, że mimo bólu się uśmiecham.
Na każdym kroku okazujesz mi Swą Miłość. Wiem, że mnie kochasz!”
W RAMIONACH UKOCHANEGO
Trudno mi opisać co Ukochany we mnie robi. Co robi ze mną. Rozkochuje mnie w Sobie coraz bardziej i bardziej. Pociąga mnie do Serca, przyciąga. I rozpieszcza. A ja przecież nic wielkiego nie robię, tylko staram się Mu podobać i Go kochać. Się staram… Pragnę.
Gdy po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii zaczęłam się w Niego wpatrywać, usłyszałam głos w głębi serca:
„Jesteś, oblubienico Moja”.
„Jestem, Panie”.
„Pragnę, żebyś wiedziała, że Moja Miłość do ciebie nie ma granic, nie ma końca. I to co ci mówię o tobie jest prawdą”. Nie jest na wyrost, jak czasem myślisz”.
Uśmiechał się przy tym łagodnie, czule. I pobłażliwie.
Czułam się jak małe dziecko w ramionach Taty. Byłam bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Pełna pokoju i radości. I… czegoś jeszcze :), ale nie potrafię tego ani opisać, ani nazwać. Może pełna Obecności Bożej. Nie wiem. 🙂 On wie.
Zaczęłam Go prosić, żeby tak mnie skruszył, wypalił, żebym znikła, żeby mnie nie było. Tylko ON. Żebym stała się przeźroczysta, żebym Go sobą nie zasłaniała.
Jezus, Umiłowany mój uśmiechał się do mnie…
ŁAGODNY I CICHY
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii patrzyłam w Ukochanego…
„Witaj oblubienico Moja, perło Moja!”
„Witaj Umiłowany!”- uśmiechnęłam się.
Jezus był poważny, ale promienny.
Wpatrywałam się i rozmyślałam o Ewangelii.
„Łagodny i pokorny sercem, którego jarzmo jest słodkie a brzemię lekkie… Tak… Przychodzę do Ciebie utrudzona i obciążona, a Ty mnie pokrzepiasz. Dajesz siłę. Jesteś ukojeniem dla mojej duszy”.
Patrzył we mnie czule… jakbym była, byłam takim prostaczkiem, któremu powierzał Swoje Tajemnice. I tak było. Powierzał.
„Chcę być jak Ty… naucz mnie, proszę – szepnęłam – kocham Cię i chcę być jak Ty”.
Patrzył we mnie, a w głębi serca usłyszałam:
„Jesteś. Dźwigasz swoje jarzmo pokornie i cicho. Teraz bardzo cierpisz choć nikt o tym nie wie. Tylko Ja”.
„Tańczę dla Ciebie, Jezu!”
MIŁOSIERNY
Dziś nie będzie opisu mojej modlitwy. Uwielbiałam Jego Miłosierdzie, a potem długo z Nim rozmawiałam o sprawach bardzo osobistych. O moich grzechach. Właściwie o jednym. Rozmawiałam i zdumiona jestem. Po pierwsze dlatego, że mogę z Nim o tym rozmawiać. Tak, po prostu. Zwyczajnie. Radzić się. A przede wszystkim słuchać. Po drugie dlatego, że mnie nie osądza, nie oskarża choć ma do tego wszelkie prawo. A On nie. Jest ze mną. I podnosi! On mnie podnosi. Swojego robaczka nazywa perłą.
A we mnie dzieje się coś… Chcę być lepszą, dla Niego. I ufam Mu, że mi w tym pomoże. Ufam w Jego Miłosierdzie. Ufam Miłosiernemu.
PERŁA
Nad ranem kiedy układałam bukiety Madonnie zobaczyłam obraz… Zobaczyłam stado świń, które coś deptały, niszczyły. Nie widziałam tego, bo było brudne, ukryte w błocie i nieczystościach. Nie widziałam, ale podświadomie wiedziałam co to było. To była perła. Co więcej, coś/Ktoś mi mówiło, że tą perłą jestem ja…
„Tak, tak właśnie wyglądam, cała w błocie i nieczystościach. To cała prawda o mnie. Brudna, nędzna i grzeszna”- pomyślałam. Zaczęłam się upokarzać, przepraszać Ukochanego za to jaka jestem.
Potem zobaczyłam przecudną koronę, wysadzaną drogocennymi kamieniami, diamentami, była też jedna, mała perła.
„Jesteś perłą w Moim diademie, robaczku!” – usłyszałam.
Byłam zdumiona! Przecież widziałam siebie wśród świń i nieczystości!
„Kto się poniża, wywyższony będzie” – usłyszałam znowu.
Dziś było inaczej niż zwykle. Kiedy zaczęłam się wpatrywać w Ukochanego, zdawało mi się, że koniecznie chce mi coś powiedzieć. Nie myliłam się.
„Pragnę się podzielić z tobą Moją tajemnicą, kochany robaczku”.
Słuchałam z zapartym tchem a On kontynuował:
„Nazywam cię <robaczkiem>, bo prosiłaś Mnie o to, ale naprawdę jesteś Moją drogocenną perłą. Drogą i drogo okupioną”.
Trwałam w zdumieniu, dziękczynieniu i uwielbieniu…
Jestem Jego perłą… Niesamowite!
PRZYLGNIJ
Wpatrywałam się w Jego oczy… W spojrzenie z krzyża. Miłosierne, jasne, dobre, łagodne, czułe. Przenikające mnie na wskroś.
Wczoraj postanowiłam zerwać całkowicie z czymś złym w sobie. Wcześniej próbowałam kilka razy zerwać, ale nie wychodziło. Wracało. Wczoraj postanowiłam definitywnie.
Dziś powierzyłam, oddałam Mu to jeszcze raz. Prosiłam, aby mi pomógł, bo sama nie dam rady.
„Jesteś teraz w Moim Sercu, kochana. Przylgnij do Niego”.