Pustynia, dzień 30.
Patrzyłam w Niego… a On patrzył we mnie.
„Odpocznij, Mój robaczku. Dużo się dziś napracowałaś. Odpocznij przy Moim Sercu”.
I odpoczywałam. Trwałam w Jego Obecności…
„Panie… boli” – wyrwało mi się.
„Cierpię z Tobą. A ty cierpisz dla Mnie”.
„Tak, tańczę….”
I nadal odpoczywałam dalej. I teraz też odpoczywam. Trwam w Obecności.
Autor: Maleńka
TAK WIELE…
Pustynia, dzień 29.
Wpatrywałam się w Umiłowanego…
„Kocham Cię Jezu”- szeptałam.
Patrzył we Mnie łagodnie i czule.
„Wiem. Widzę jak działasz dla innych”.
„Jeśli działam, to tylko dzięki Tobie. I na Twoją chwałę”.
I dziękowałam, że uczynił mnie Swoim narzędziem, że mogę czynić dobro…
„To TY działasz, ja jestem tylko TWOIM narzędziem. Tylko, dla mnie AŻ”.
Potem długo patrzeliśmy w siebie…. w ciszy. To mój ulubiony moment modlitwy. On i ja… i cisza. I Obecność. Tak trudno to opisać. Niby nic się nie dzieje, a jednocześnie dzieje się tak wiele. Bardzo wiele… Wtedy właśnie nasyca mnie, karmi. Przytula do Serca. Tak wiele mi daje. Tak wiele…
KONKRETNIE
Pustynia, dzień 28
Malując „Bukiet dla Maryi” rozmyślałam o dzisiejszej Ewangelii. Jerozolima. Przy Sadzawce Owczej leży wielu chorych. Czekają na „poruszenie wody”, żeby w odpowiedniej chwili znaleźć się w sadzawce i zostać uzdrowionymi.
Jezus spośród tych chorych wybiera jednego i pyta się… czy chce być zdrowym. Chory, który cierpi już 38 lat, odpowiada, że nie ma kto mu pomóc wejść/ zsunąć do sadzawki, a zanim on sam się do niej wczołga, woda się poruszy i zostaje uzdrowiony inny chory…
Kilka lat temu ktoś zapytał mnie, kiedy mówiłam, że jestem bardzo szczęśliwa, „i nie chciałabyś chodzić?” Odpowiedziałam, że nie.
Dziś już bym tak nie powiedziała. Dlaczego? Czy wtedy kłamałam? Nie. Co się więc zmieniło? Nie kłamałam wtedy, po prostu inaczej myślałam. Miałam wszystko „poukładane”. Tak uważałam. Byłam szczęśliwa, spełniona. I przyszedł Jezus, pochylił się nade mną. I wszystko
„namieszał” 🙂
Teraz widzę, że wtedy byłam w jakiś sposób zamknięta. Uważałam, że już tyle wspaniałych rzeczy mnie spotkało. I nie oczekiwałam więcej.
Tymczasem kiedy ON „na całego” 🙂 wszedł w moje życie to dopiero zaczęło się dziać!!! 🙂 🙂
Dlatego teraz jestem gotowa na wszystko, co ON dla mnie przygotował, z uzdrowieniem włącznie. A co bym zrobiła jakbym była zdrowa? 🙂 Kto uważnie czyta ten blog, ten wie 🙂 Tak! Wstąpiła bym do klasztoru. Do moich Sióstr Karmelitanek Misjonarek. Poszła bym za NIM. Od razu!
Tak rozmyślałam a bukiet dla Madonny malował się „sam”.
Wpatrywałam się w Ukochanego…. prosiłam o zdrowie do Jego Cudu.
„Twoje Cudo jest bardzo chore”- szeptałam. Mówiłam, że Ono bardzo cierpi, gorączkuje bardzo. „Już tak wiele się nacierpiało w swoim króciutkim życiu… jeśli ktoś musi cierpieć, niech to będę ja, a nie Ono”- prosiłam.
Jezus patrzył we mnie i się uśmiechał.
„Jestem z nim”- usłyszałam.
„Wiem. Więc go uzdrów”- powiedziałam przekornie.
Prosiłam dalej… nie tylko ja prosiłam. Wielu ludzi modliło się o jego zdrowie.
Naraz słyszę jak mama przyszła i mówi do taty, że Cudowi (Cudzie, oj, Adasiowi, po prostu 🙂 ) spadła gorączka. Wcześniej miał 40 stopni.
Aż podskoczyłam z radości! Dziękowałam baaardzo!
„Właściwie to chciałam sobie przed Tobą posiedzieć” – roześmiałam się serdecznie.
” Posiedź”.
Do Ukochanego trzeba konkretnie 🙂 Bóg lubi konkretne odpowiedzi i konkretne prośby.
ZAWSZE
Pustynia, dzień 27
Patrzyłam w Niego…
„Zmiłuj się nade mną”- szeptałam.
„Lituję się nad tobą, okazuję ci miłosierdzie”.
Dziękowałam i wpatrywałam się w Ukochanego dalej. Kontynuował.
„Jesteś narzędziem Mojej łaski, dla innych”.
„Słabe i nędzne to Twoje narzędzie, Panie…”
„To dobrze”.
„Dobrze?” – zdziwiłam się.
„Tak. Słabym i lichym narzędziem mogę więcej zdziałać”.
Patrzyłam dalej.
„A teraz módl się za Mojego sługę. Wiesz jak bardzo potrzebuje on modlitwy”.
Domyśliłam się o kogo chodzi.
„Wiem, Panie”.
I zaczęłam powierzać go Madonnie. Układałam bukiety. Nie wiem ile ułożyłam, nie liczyłam. Dużo. Jednak pomyślałam, że ile bym nie ułożyła, zawsze mogę więcej. Będę go powierzać ( i wszystkie moje duchowe Dzieci) kiedy tylko będę mogła. I, o ile się dostanę do Nieba, też. Tzn. zawsze.
SERCEM
Pustynia, dzień 26
„Otrzyj Moją twarz, Weroniko”- usłyszałam wpatrując w Ukochanego. Ocieram więc. I tańczę dla NIEGO. Przed NIM. Tańczę z cierpieniem pod rękę…. 🙂
Głos… tak często piszę, że go słyszę. Bo słyszę. Piszę „głos” bo tak najłatwiej określić. Ale to raczej… tchnienie, impuls w sercu. Wiatr… poruszenie serca…
I nie słyszę go uszami, tylko sercem właśnie.
UWIELBIENIE I PROŚBA
Pustynia, dzień 25.
9Dziś wpatrując się w Oblicze Ukochanego, uwielbiałam Go. Śpiewałam, dziękowałam, chwaliłam.
Powiedział, że to uwielbienie prosto z serca.
Tak…
Potem prosiłam, modliłam się w mojej szczególnej intencji.
NAŚLADOWAĆ
Pustynia, dzień 24
Wpatrywałam się w Oblicze Ukochanego. Rozmyślałam o pewnej sprawie, radziłam się Go.
„Zdaj się na Mnie, robaczku. Ja ci powiem co masz wtedy mówić”.
Potem poszliśmy Drogą Krzyżową. On szedł pierwszy, ja za Nim.
(…) kiedy „obraz Boga”, Bóg Syn, ujrzał, jak anioł i człowiek, stworzeni na Jego, to znaczy Boży obraz (nie będąc sami obrazem Boga), wskutek nieuprawnionego sięgnięcia po obraz… zgotowali sobie zgubę, powiedział: Biada! Jedynie nędza nie budzi zazdrości… Pragnę więc ofiarować siebie ludziom jako pogardzany człowiek i jako ostatni ze wszystkich… aby rozgorzał w nich zapał naśladowania we mnie pokory, przez którą mają dojść do chwały. ( Wilhelm z Saint-Thierry De natura et dignitate amoris)
Tylko nędza nie budzi zazdrości… Tak. I dlatego Bóg ofiarował siebie ludziom, pogardzany, opluwany, wyszydzony… ostatni ze wszystkich. Nikt Mu nie zazdrościł, kpili z Niego i drwili. Drwią i dzisiaj…
Chcę, pragnę GO naśladować.
POWRÓT
Pustynia, dzień 23
Wpatrywałam się w Ukochanego, zmęczona po prawie całonocnym tańcu. Zmęczona, ale szczęśliwa. Miałam poczucie jakbym wróciła z dalekiej podróży. Jak Syn Marnotrawny…. Dokąd podróżowałam? Niech to zostanie między mną a Jezusem. Najważniejsze, że wróciłam. Wracałam prawie całą noc i pół dnia. Długo podróżowałam… w ciemności. Ale wróciłam.
I teraz znów sobie przed Nim siedziałam. W Jego Świetle.
A On patrzył we mnie Swoimi przenikliwymi, dobrymi, jasnymi oczyma.
„Cierpiałaś przeze Mnie”- usłyszałam w głębi serca.
„Nie, Panie! – oburzyłam się – to przeze mnie!”
Patrzeliśmy w siebie długo… Odpoczywałam. Niemal fizycznie czułam jak spływał ze mnie cały niepokój, który nagromadziłam w sercu w trakcie… podróży… Znów byłam wolna.
„Więc chcesz Mnie słuchać?”
„Chcę!”
Patrzyłam Mu prosto w oczy. Szczęśliwa…
TAŃCZĘ…
Pustynia, dzień 22
Niestety nie dam rady napisać dziś notki…
Tańczę przed Umiłowanym. W sercu niosę wszystkie moje duchowe dzieci. Wszystkie ich intencje… Jemu ofiaruję.
JEGO CZAS
Pustynia, dzień 21.
Rano, po odmówieniu Różańca, prosiłam Ukochanego, że jeżeli głos rzeczywiście pochodzi od Niego, niech mówi do mnie dalej, jeśli zaś nie od Niego, niech umilknie.
„Ty albo nikt!” – mówiłam.
Wpatrywałam się w Niego… rozmyślałam o mojej modlitwie. Kiedy się modlę? Czy tylko teraz? Nie… w nocy, albo nad ranem układam bukiety Madonnie. Potem maluję. Właściwie rozmyślam o Panu Bogu a obraz „maluje się” sam 🙂 Mama się śmieje, że dlatego tak mi wychodzi, bo „Góra” pomaga. To prawda, dlatego 🙂
A teraz… właściwie przychodzę sobie przed Nim posiedzieć. Pobyć. W Jego Obecności.
Jezus patrzył we mnie pogodnie i zdawał się uśmiechać do tych moich myśli.
„Ja jestem”.
Uśmiechnęłam się do Niego i kontynuowałam rozmyślania.
„Tak, jesteś. I dlatego do Ciebie przychodzę. To szczególny czas… Tylko Ty i ja”.
Czasem przychodzę sobie odpocząć. „Stracić” trochę czasu z Ukochanym… pogrzać się w Jego Świetle. Częściej pocierpieć razem z Nim… tak…
Nigdy nie wiem co się w czasie takiej modlitwy zdarzy. To zależy od Niego. To Jego czas… 🙂 Ja tylko przed Nim, z Nim jestem.
A ostatnio kupiłam Brewiarz dla świeckich i staram się modlić. Na początku było mi trochę trudno się w nim połapać 🙂 ale ks Radek wytłumaczył mi. I teraz wiem.
O, akurat dziś w czasie Jutrzni był odmawiany mój ulubiony Psalm 63. Jego fragment. Wkleję go.
i na wieki wieków. Amen.