Tak wygląda jakbym wczoraj urwała. Przerwałam bo nie miałam sił pisać dalej. A po drugie nie wiedziałam co. Trwałam w zadziwieniu. I nadal trwam. Głos, który mówił do mnie w sercu, nie powiedział nic nowego. Nic o czym (przynajmniej w teorii) bym nie wiedziała. Z drugiej strony… Ten głos, słowa… poruszyły mną do głębi. Wstrząsnęły. Tak… Wczoraj o tym nie pisałam, ale, przy drugim „jesteś piękna w moich oczach”, poddałam się, nie wiem jak to inaczej określić… Rozpłakałam. Ryczałam jak bóbr… 🙂 A Ty, mój Ukochany na mnie taką patrzyłeś. Jednak ten płacz paradoksalnie bardzo mi pomógł. Był to płacz oczyszczający. Oczyszczający moją duszę. Zmywający brudy, uprzedzenia do samej siebie. Od razu zaznaczę, że nie jestem osobą płaczliwą. Jestem tzw. „twarda sztuka” 🙂 Więc płakałam a spojrzenie Ukochanego uzdrawiało moją duszę.
I jeszcze jedno. Nie będę nikogo przekonywać, że głos, który słyszałam był głosem Jezusa. Czytający ten blog mogą przyjąć lub odrzucić moje słowa. Wolna wola. Ja jestem pewna, że to był ON. Że JEGO Serce bije dla mnie. I jestem pewna w JEGO Oczach. To mój Ukochany. ON działa cuda w moim sercu. Tylko ON może tam wejść.
Autor: Maleńka
SŁUCHAĆ…
Dziś rano po wysłuchaniu homilii ks Tomasza postanowiłam wyjść na pustynię. „Na wielkie żółte nic”. http://delurski.pl/3690/prostujcie-sciezki/
Miałam, mam o tyle „’ łatwiej” (zresztą nie wiem czy to było ułatwienie…), że często rozmawiam z Ukochanym w nocy. Wtedy w ciszy nikt nam nie przeszkadza. Wsłuchuję się w Jego głos. Mówi do mnie, do serca. Jednak to jest noc… jakby naturalny klimat do rozmowy.
Często też przed rozważaniem Ewangelii wpatruję chwilę w obrazek Jezusa Miłosiernego, który mam w Biblii. Jednak muszę przyznać, że ostatnio tę praktykę zaniedbywałam, albo bardziej skupiałam się na tekście Ewangelii. Postanowiłam, że od dziś to się zmieni.
Otworzyłam Pismo Święte i przeczytałam fragment dzisiejszej Ewangelii. Akurat było o paralityku, którego przyjaciele chcieli, żeby Jezus uzdrowił. Chcieli go przynieść do Niego, ale z powodu wielkiego tłumu, nie mogli. Spuścili go więc przez dach, pod stopy Jezusa. Potem zaczęłam wpatrywać się w Jego wizerunek… Pomyślałam, że to ja jestem tym sparaliżowanym, który patrzy na Jezusa.
Patrzyłam w Jego oczy, takie jasne, piękne i dobre. Wpatrywałam się w Jego twarz. Długo. Nie wiem jak długo… Patrzyłam i patrzyłam. Nie wiem kiedy usłyszałam głos. Mówił wprost do mojego serca. Był znajomy. „Moje Serce bije dla ciebie”- mówił. Milczałam zdumiona i zachwycona… I powoli do mojego serca zaczął spływać pokój, którego dawno nie miałam, a którego tak bardzo pragnęłam. Wpatrywałam się ciągle… „Jesteś piękna w moich oczach”- mówił dalej. Oburzyłam się, przecież wiedziałam, że jestem brudna i pełna grzechów. „Jesteś piękna w moich oczach”- powtórzył głos. Ciepły i czuły, ale stanowczy. „Piękno polega na kochaniu”. Zaczęłam zapewniać, że Go kocham i pragnę kochać bardziej i bardziej. „Wiem”- odpowiedział. Patrzyłam i patrzyłam dalej. Pomyślałam w sercu, że Jego głos nie jest cichy, ale bardzo wyraźny. „Mówię do tych, którzy chcą mnie słuchać”.
Ja pragnę Go słuchać…
WYZNANIE
Ukochany Jezu… dziś na Eucharystii znów mnie podniosłeś. Utwierdziłeś w swojej Miłości. Przytuliłeś do Serca moją zranioną duszę. W ostatnich dniach coraz bardziej dajesz mi poznać moją grzeszność i małość. Poznaję jak bardzo Cię ranię grzechami. Jak bardzo boli Cię mój grzech… Im bardziej jesteśmy przez kogoś kochani, tym większy ból mu sprawiamy naszą niewiernością, zdradą. I tak jest między nami, Tobą i mną…
Dajesz mi to poznać, a jednocześnie nie upokarzasz, nie poniżasz. Przeciwnie. Pomagasz powstać, podnosisz, utwierdzasz. Pokazujesz mi moją słabość bo pragniesz, żebym wciąż się nawracała, była bliżej Ciebie. Twoja Miłość do mnie (jak do każdego) jest bardzo wymagająca. I bardzo Ci za to dziękuję.
A ja…? Uczę się ( TY mnie uczysz) stawać w prawdzie z własną słabością i nędzą. Nie uciekać ze wstydu przed Tobą, ale prosić o przebaczenie i miłosierdzie. Nie chcę uciekać (choć to wydaje się być łatwiejsze), chcę, pragnę, z Twoją pomocą walczyć z moimi grzechami.
I pragnę żyć na Twoją chwałę.
Kocham Cię Jezu. Wiesz o tym.
NA SKALE
„Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.
Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony.
Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”.”
Mt 7,21.24-27
Ukochany Jezu… często mówię Ci „Panie, Panie”. Słucham Twoich Słów. Czy Je wypełniam? Staram się… Ty wiesz. Często błądzę, upadam, jestem tylko grzesznikiem, błagającym o Twe Miłosierdzie… Jednak Ty jesteś Skałą, na której staram się budować mój dom, życie. Ty jesteś moją Opoką. Podporą. „Im bardziej świat staje na głowie tym mocniej trzeba trzymać się Boga. On jest Opoką i Twierdzą.”- napisałam wczoraj na FB. Tak, dzisiejszy świat staje na głowie! Pod płaszczykiem nowoczesności burzy od wieków ustalone i utrwalone normy etyczne, zasady, wartości. Tworzy nowe, futurystyczne, bzdurne ideologie. Uderza nimi w rodzinę, dzieci, Boga. Nie mogę mówić, że to mnie nie dotyczy, nie obchodzi. Dotyczy i obchodzi!
To jest ten deszcz, to są te wichry i potoki, o których mówisz w dzisiejszej Ewangelii. Uderzają na mój dom, otaczają go ze wszystkich stron! Napierają na niego, chcą go zburzyć. Zniszczyć. Zmieść z powierzchni. Sama nie dam rady się im oprzeć. Jednak Ty, Skała, na której utwierdziłam, osadziłam moje życie, nie pozwolisz go zniszczyć. Wiem to.
GDZIEŚ, NA ŚWIECIE…
Gdzieś na świecie w łonie nieznanej mi kobiety, matki kształtuje się człowiek. Rozwija się pod jej sercem. Dziś właśnie kończy miesiąc. To moje duchowe dzieciątko… Tak dalekie i nieznane. A jednocześnie tak bardzo mi bliskie. Kochane. Znam je bardzo dobrze. Jestem jego duchową matką… Znam płeć dzieciątka, nadałam też imię. Ale niech to na razie otula mrok tajemnicy.
Gdzieś na świecie pod sercem swej mamy rozwija się człowiek… A Bóg najlepszy Ojciec tka je, chroni i strzeże. Ucałuj je, Ojcze, ode mnie…
NA PRZEKÓR
Pragnienie… mimo zmęczenia. Na przekór niemu, wbrew niemu. Gdybym myślała, o tym, że jestem zmęczona, w ogóle bym tu dziś nie weszła. Nie pisała. Jednak jest Ktoś, kto przyjmuje to moje zmęczenie w ofierze. Ktoś, kto podtrzymuje mnie w takich chwilach, momentach, dniach jak ten. On jest najważniejszy. Ważniejszy od choroby, cierpienia, zmęczenia. A jednak obecny w tym wszystkim. I to jest Jego, Jemu to wszystko oddałam, ofiarowałam. Ja jestem Jego. Na przekór mojej słabości i niemocy. Jestem Jego. A On jest mój.
„Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa.”
Na przekór wszystkiemu.
O, PRZYJDŹ…!
Ks Tomasz na profilu swojego bloga na FB napisał: „Gdybym miał zastąpić nazwę „Adwent”, napisałbym „Tęsknota”. Taka pisana z wielkiej litery. Wsłuchajcie się w adwentowe pieśni i melodie, może zrozumiecie o czym piszę.” I umieścił ten utwór :
Słucham i słucham… i im dłużej słucham, tym bardziej tęsknię… Ten utwór cały jest Tęsknotą. Za Kim? Za Emmanuelem. Bogiem z nami. I za CZYMŚ jeszcze… Tęsknota KOGOŚ jeszcze… za kim?
Tęsknota to żal za tym co już się zna. Poznało się TO, pokochało. Z jakichś powodów utraciło. Nie można Tęsknić za tym, czego, Kogo się nie zna. Na początku, po stworzeniu człowieka, Bóg był blisko. Człowiek Go znał, kochał. I Bóg znał człowieka, stworzył go przecież, tchnął w niego Życie, swoje Życie. Uczynił go swoim przyjacielem… Potem kłamstwo, ukrycie ze wstydem. I Tęskne wołanie: ” Adamie, gdzie jesteś?” „Przyjacielu, dziecko, dlaczego..?” I to wołanie trwało wieki. Trawiące, żałosne, niekiedy gniewne… ckniące, żarliwe… Wołanie zdradzonej Miłości. I Pragnienie powrotu do tego co już było. Do niczym niezmąconego Pokoju. Raju. Pragnienie Spotkania.
A człowiek? Zagubiony, zraniony przez swoją pychę i egoizm. Zawiedziony fałszywymi obietnicami. Też zatęsknił… zapragnął. I tak spotkały się dwie Tęsknoty, Pragnienia… Rzewne i żarliwe.
I te Tęsknoty wyrywają się, tchną z tego utworu. Smętnego i nostalgicznego. Jednocześnie jest w nim nutka nadziei, że te Tęsknoty się spełnią, ziszczą. I Miłości spotkają się. I wróci dawny Pokój…
A pieśni adwentowe? Tchną tą samą Tęsknotą.
” 1. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
O, wstrzymaj, wstrzymaj, Twoje zagniewanie,
I grzechów naszych zapomnij już, Panie.
2. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Pusto w Twem mieście i pusto w Syjonie
Jerozolima w boleści tonie.
3. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Runął dom Twój świętości i chwały,
Gdzie dla Cię, hymny Ojców naszych brzmiały.
4. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Grzech nas oszpecił i w nieczystej postaci
Stoim przed Tobą jak trędowaci.
5. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Padliśmy -wszyscy, jakby liść jesieni,
Zbrodniami, jakby wichrem rozproszeni.
6. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Tyś Twe oblicze zasłonił przed nami,
I Tyś naszemi złamał nas zbrodniami.
7. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
O spojrzyj, spojrzyj na lud Twój znękany,
I ześlij tego, co ma być zesłany.
8. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Poślij Baranka, a daj niech przybędzie
Z głazów pustyni, niech nam Panem będzie;
9. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Na górze córy Syjonu się zjawi,
I po łzach tylu z jarzma nas wybawi.
10. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Pociesz się, ludu, pociesz w twej niedoli,
Już się przybliża kres twojej niewoli.
11. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Czemuż się smucisz? Bolejesz tak srodze?
Nie bój się, nie bój, ja cię wyswobodzę.
12. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Jam jest twym Panem, ja doli twej sprawcą,
Ja twoim Świętym, ja Bogiem i Zbawcą.
CZEKAM
Ukochany Jezu… jestem bardzo zmęczona i boli bardzo. Dziękuję Ci, że mogę ofiarowywać. Że cierpisz ze mną… a ja z Tobą. To dla mnie wielkie szczęście i wielka radość. Wielka!
Rozpoczynam Adwent. Czas oczekiwania na Święta Twojego Narodzenia. I na Twoje powtórne przyjście. Całe moje życie tu na ziemi jest oczekiwania, przygotowania na spotkanie z Tobą. Czekam, czuwam. Z radością, ufnością i nadzieją. Z miłością! Czy boję się śmierci? Może to zuchwałe, ale nie. Nie boję się! Jakże miałabym się bać, skoro wtedy spotkam Ciebie. Mojego Ukochanego! Oblubieńca! Jakże mam się bać Tego, którego kocham, i który mnie kocha?!
Obawiam się tego, że długi okres będę w czyśćcu…. bez Ciebie… Ale ufam, że wieczność spędzę z Tobą, Umiłowany mój. Tęsknię za Tobą. I czekam. I czuwam.
O SZTUCE I PIĘKNIE
Zacznijmy od przypomnienia podstawowych pojęć. Zaglądam do Słownika języka polskiego i czytam: ” sztuka – 1. «dziedzina działalności artystycznej wyróżniana ze względu na reprezentowane przez nią wartości estetyczne; też: wytwór lub wytwory takiej działalności» 2. «umiejętność wymagająca talentu, zręczności lub specjalnych kwalifikacji» 3. «czyn dokonany dzięki takiej umiejętności» 4. «utwór dramatyczny przeznaczony do wystawiania na scenie» 5. «przedstawienie skonstruowane na podstawie takiego utworu»”
Dalej: „artysta – 1. «osoba uprawiająca jakąś dziedzinę sztuki» 2. «osoba odznaczająca się mistrzostwem w jakiejś dziedzinie» • artystka”.
Mistrzostwem! Idźmy dalej. „Piękno – 1. «zespół cech, który sprawia, że coś się podoba» 2. «wysoka wartość moralna»,
piękny – «pierwszy człon wyrazów złożonych wskazujący na piękność tego, co nazywa drugi człon złożenia» 1. «odznaczający się pięknem kształtów, barw, dźwięków itp.» 2. «mający dużą wartość moralną» 3. «mający najlepsze cechy swojego gatunku, rodzaju itp. lub będący doskonałym w jakiejś dziedzinie»”
„Od 7 września w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej prezentowana jest wystawa „British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś”. Składa się na nią m.in. film Jacka Markiewicza – „Adoracja Chrystusa” z 1993 roku.
Na filmie nagi Markiewicz leży obok figury obnażonego Chrystusa na krzyżu. Przytula go, ociera się o niego genitaliami oraz pieści. Artysta tłumaczy, że motywacją do zrealizowania tej pracy była chęć obrażenia tego, co nie jest Bogiem. Według niego ludzie modlą się w Kościołach do wyrzeźbionych niby-bogów. Natomiast on, poprzez swoje kontrowersyjne ruchy na filmie, adoruje Prawdziwego Boga.”
Żródło: http://anwo.salon24.pl/545919,adoracja-jezusa-przy-pomocy-meskich-genitaliow
(Nie odważyłam się wkleić zdjęcia. Kto chce, niech sam wejdzie na powyższą stronę i je zobaczy, kto nie chce, niech nie wchodzi)
Wracając do tematu.
Czy na podstawie przytoczonych wyżej definicji sztuki, artysty i piękna, pracę J. Markiewicza można nazwać dziełem sztuki, tym co jest piękne, a jego samego artystą? Nie.
„Bo piękno na to jest, by zachwycało”- pisze Cyprian Kamil Norwid
Tak… dzieło sztuki ma zachwycać, urzekać, oczarowywać, fascynować. Ma oddziaływać na odbiorcę, unosić jego zmysły i duszę ku celom wyższym, ma promieniować pięknem. Ma wzruszać, poruszać. Po obejrzeniu dzieła sztuki odbiorca ma chcieć stawać się lepszym. W końcu takie dzieło ma budzić podziw, uznanie i szacunek dla jego twórcy, dla artysty właśnie. Artysta powinien być mistrzem w swojej dziedzinie, swego rodzaju autorytetem, wieszczem.
A dziś cóż… dzisiejsza sztuka zionie pustką… wielką pustką. Dzisiejszemu artyście brakuje pomysłów, inwencji twórczej, polotu, kreatywności, wyobraźni, fantazji, świeżości, żeby stworzyć coś piękne, że szokuje. Tym ściąga uwagę na siebie i wydaje mu się, że jest sławny.
Profanuje rzeczy święte, buduje różnego rodzaju „instalacje artystyczne” bo nie ma pomysłu na siebie. Ktoś powie, że to też jest sztuka i trzeba mieć wyobraźnie, żeby takie coś wymyślić. Cóż… o gustach się nie dyskutuje. Mówią same za siebie.
A mnie, żeby zobaczyć prawdziwe Piękno i Sztukę, i żeby się nim zachwycić, pozostaje sięgnąć po albumy z reprodukcjami dawnych Mistrzów. Smutne, ale prawdziwe…
NIE ROZUMIEM
Ukochany… nie nadaję się do tego świata. Nie ogarniam go, nie rozumiem. Co więcej, nie chcę rozumieć. Bo jak zrozumieć kłamstwo, głupotę, chamstwo, zboczenia ukazywane, promowane jako normalność. Samozwańczy „eksperci” kreowani przez liberalne, amisyjne media. Gadające głowy w telewizorach, wmawiają widzom, że czarne jest białe, że płeć można samemu sobie wybrać, że homo jest okej. Wmawiają tak długo aż ci widzowie, odbiorcy uwierzą i przyjmą za normę. A tych, którzy nie zechcą przyjąć oskarży się o nietolerancję i ciemnogród. Ja tolerancyjna dla takich „norm” nie jestem. I nigdy nie będę. Dla mnie przestrzeganie Twoich praw jest najważniejsze. I Prawda jest Jedna. Ty Nią jesteś. Przyjdź Panie Jezu i uratuj ludzkość. Uratuj ją od niej samej.