Leżałam na kwiatowej kanapie. W naszej altance. Obolała, słaba i zmęczona leżałam. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia, którą trudno opisać. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie…
Patrzyłam w Umiłowanego patrzyłam i rozmyślalam… O czym? O tym co jeszcze muszę jeszcze, ile chciałabym zrobić, a chyba nie dam rady bo brakuje mi sił. On wiedział. Wcześniej Mu się zwierzyłam. A teraz Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko… Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego.
Lezal przede mną Ukrzyżowany. Kleczalam przy Nim pochylona. Wzruszona. Patrzył we mnie bezsilny, obolały i zmęczony… Pochyliłam się jeszcze bardziej i całowalam JEGO Rany. Potem przytuliłam się do Umiłowanego i objęłam Jego Krzyż. Trwałam w przytuleniu. Umiłowany szeptal do mego serca:
„Maleńka… Jesteś obolała, zmęczona i słaba, bo wisisz ze Mną na Krzyżu.”
„Tak, Najdroższy mój.”
Patrzył we mnie z Miłością bez granic.
„Bardzo Cię boli, prawda?” – spytal Umiłowany.
Patrzyłam w Umiłowanego, cierpiącego niezmiernie.
„Bardzo, Umiłowany”- wyszeptalam.
„Prawdę powiedziałaś, Perełko Moja.”
Znów leżałam na kwiatowej kanapie, a Umiłowany mój pochylal się nade mną. Patrzył promienny i jasny.
„Żyj w poczuciu, że już nic nie musisz. Jesteś Moją Miłością i Radością. A Ja jestem Twoją. Ciesz się Miłością i Żyj w Radości. A Ja dam Ci siłę, kiedy będziesz jej potrzebować.”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie.
„Dobrze, Umiłowany! Dziękuję Ci!!!”
Obsypywal mnie pocałunkami…
Autor: Maleńka
CIESZĘ SIĘ, BARDZO!!!
Nakarmil mnie Swoim Ciałem
Moje serce uklęklo przed NIM w uwielbieniu. Podniósł je natychmiast i przytulił do Swego SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwoscia niesamowitą. I patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Ja uśmiechałam się do Niego tańcząca.
„Idziemy, Perełko?” – spytal uśmiechając się promiennie.
„Tak!!!” – szepnęłam radosna.
Umiłowany trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wniósł mnie do wodospadu Miłości i delikatnie postawił. Woda spływala z góry z pluskiem na nas. Umiłowany objął mnie i mocno przytulił do Siebie. Patrzył we mnie z TAK wielką czułością, że nie potrafię opisać…
„Tak mi dobrze z Tobą, Umiłowany!!! Tak dobrze!!! I wiem że zawsze jesteś ze mną. Z Tobą mogę góry przenosić!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Ujął w obie dłonie moją twarz. Uśmiechałam się do Niego.
„Piękności Moja Umiłowana! Maleńka Moja! Najmilsza Moja! Moja Piękności… Moja Maleńka!” – gładził moją twarz i patrzył jasny i świetlisty we mnie.
„Nikt tak we mnie nie patrzy jak Ty! Nikt tak do mnie nie mówi jak Ty! Nikt tak mnie nie kocha jak Ty!” – szepneło moje serce. Umiłowany mój wciąż szeptal:
„Maleńka Moja… Piękności Moja!”
Uklęknął przede mną i ja ukleklam przed Nim. Ujęłam twarz Umiłowanego w swoje ręce. Głaskalam…
„Powiedziałeś że się będę Tobą cieszyć. Bardzo się Tobą cieszę!!! Bardzo!!!”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko i promiennie bardzo… I pocałował mnie… Pięknie, czysto i słodko. Trwalismy w tym pocałunku. I tańczyliśmy. Długo.
Potem zaniósł mnie do altanki i położył na kwiatowej kanapie. Nagle zrobilo mi się zimno.
Umiłowany pochylal się nade mną…
„Chodz do Mnie, Maleńka. Ogrzeje Cię!”
Przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Otulal mnie Sobą i zamykał w Sobie…
„Cieszę się Tobą, Perełko Moja! Bardzo się cieszę Tobą!”
Patrzył we mnie promienny. Byłam w JEGO świetle.
PĘDZIMY
Pędził, gnal, spieszyl się. Umiłowany mój. Siedział w jakimś zaprzęgu czy rydwanie. Nie wiem dokładnie, nie widziałam. Wtulona w Niego byłam całkowicie! W oczy wiał przeciwny wiatr. Umiłowany otulal mnie Sobą. I gnał prosto przed Siebie! Jednocześnie patrzył we mnie zachwytem i promiennie bardzo. I ja w Niego patrzyłam, promienna i zachwycona! Pędziliśmy, minęliśmy. A ja czułam się jak Oleńka w ramionach Kmicica 🙂 Może to porównanie nieadekwatne do sytuacji, infantylne, ludzkimi słowami napisane. Ale tak się czułam. Ukochana, zakochana, uszczęśliwiona, w ramionach Umiłowanego. A ON gnał, pędził, mknął.
Otworzyłam oczy. Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój był ze mną. Pochylony nade mną z zachwytem.
Uśmiechnęłam się do Niego.
„To był sen?” – spytałam uśmiechając się do Umiłowanego mojego.
„Sen, nie sen, Perełko Moja” – uśmiechnął się tajemniczo.
„A dokąd tak pędziliśmy?” – dopytywalam.
„Tak mogliśmy pędzić tylko w jedno Miejsce. Do Domu!”
„O!!! Wspaniale!!! A długo jeszcze będziemy pędzić?”
Umiłowany nie odpowiedział, tylko uśmiechał się do mnie tajemniczo.
„Ile będzie trzeba!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Tak, Perełko. Ile będzie trzeba” – szepnal Ukochany patrząc mi głęboko w oczy. Nagle nasza altanka zaczęła… zmieniać kształt i formy. I po chwili znalazłam się w złotej, zlocistej komnacie… Wszędzie było złoto! Kapalo zlotem! Świecilo, błyszczało, lsnilo… Wszędzie stały bukiety stokrotek! Cudnie! Ja leżałam… na wielkim łożu z baldachimem… Na barwnych, mięciutkich poduszkach. Umiłowany pochylał się nade mną z zachwytem.
„Tym jest dla Mnie Twe serce, Perełko.”
Byłam zdumiona i zachwycona zarazem!
„To znaczy, że Ci dobrze w moim sercu, Ukochany! Że Ci się w nim podoba!”
„Bardzo, Perełko. Bardzo!”
Patrzyłam Mu w oczy szczęśliwa niezmiernie. A Umiłowany nachylił się i mnie pocałował. Znów byłam w naszej altance.
„Twoje serce, Najmilsza jest dla Mnie królewską komnatą”.
„Cieszę się, mój Umiłowany!!!”
Ukochany przytulił mnie do SERCA i nakarmił Swoim Ciałem. Patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem…
„Pędzimy!”- szepnęłam patrząc MU w oczy.
„Pędzimy, Perełko!”- Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
SENS
Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała bardzo i zmęczona. Najdroższy mój, Umiłowany mój, Maleńki mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i Miłością nie do opisania słowami… Patrzyłam w JEGO oczy głęboko.
'Zmeczona i boli bardzo… ”
Umiłowany ujął moją rękę w Swoje dłonie, przytulił do Swego policzka i ucalowal ją. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„JA JESTEM z Tobą Najmilsza Moja.”
„Taka jestem szczęśliwa! Taka szczęśliwa że ze mną jesteś, Ukochany mój! Bez Ciebie to nie miałoby sensu… Ty jesteś SENSEM.”
Patrzył mi w oczy głęboko. Zobaczylam Ukochanego wiszącego na Krzyżu. Cierpiącego.
„Bez Ciebie, Perełko Moja to nie miałoby sensu.”
„Mój Maleńki…!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy pocałowal mnie. Całowal mnie. Cierpiący Oblubieniec całował Swą cierpiąca oblubienice. Tańczylismy bardzo. Tańczymy.
TYCIU, TYCIU
Umiłowany pochylal się nade mną. Leżałam na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Ukochany był przy mnie. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania słowami.
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego, a On się do mnie cudnie uśmiechał.
Dotknęłam swojej szyi. Perła była wisiała na niej. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Sprawdzam, upewniam się, że to wczoraj to nie był sen!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością…
„To nie sen, Perełko Moja.”
„Specjalnie wymyślasz różne preteksty, żeby mnie uszczęśliwiaić!”
„Chciałem pójść z Tobą na ryby” – szepnal Ukochany.
„A według mnie ryby były tylko pretekstem!”
„Skąd wiesz, Perełko?”
„A więc to prawda! – zaśmiałam się radośnie. Ukochany też się śmiał! Trwalismy w uśmiechu, zapatrzeni w siebie nawzajem.
” A skąd wiem? Wydaje mi się, że troszkę, nie dużo. Tak tyciu, tyciu, ale Cię znam.”
„Tyciu, tyciu?” – Umiłowany rozpromienil się bardzo!
„Tak! Tyciu, tyciu.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego, tańcząca. Czułam się jak małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Czuje się jakby poruszalo się we mgle. I nagle odkrywa, że Ta Mgła to jego ukochany Tato. I czuje się szczęśliwe i bardzo bezpieczne, bo wie, że Tato zawsze jest przy nim. Patrzyłam w JEGO oczy. Nagle zabolało mnie bardzo. Tak, że aż się skrzywilam z bólu. Ale zaraz się uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Bardzo Cię boli, Perełko?” – spytal, ale to pytanie było stwierdzeniem faktu.
„Boli… Tańczę dla Ciebie, mój Maleńki! Ale mój taniec to nic wobec Twojego Tańca!”
Patrzył we mnie. Swym cudnym Spojrzeniem patrzył. Spojrzeniem z Krzyża. Obejmował mnie, ogarniał, przytulal… Tańczylismy wisząc na jednym Krzyżu.
„Mam do Ciebie prośbę, Perełko Moja” – odezwał się Ukochany.
„Słucham? Jaką?”
„Nigdy nie umniejszaj swojego cierpienia. Jest ono cenne w Moich oczach. Twój taniec jest cenny i Twoja miłość jest cenna. Nie umniejszaj. Proszę.”
„Dobrze” – wyszeptalam prawie nuedoslyszalnym głosem. Po chwili dodałam:
„Bardzo mnie boli, Ukochany…”
„Wiem, Perełko. Wiem.”
Ucalowal mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.
TANIEC O ZACHODZIE SŁOŃCA
Leżałam w naszej altance, tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego, a On Uśmiechał się do mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Dziś zabieram Cię, Perełko na ryby, nad jezioro”.
Otworzyłam oczy ze zdumienia. I… po chwili już siedziałam na trawie, a przede mną rozciągalo się jezioro. Duże, po horyzont. Niebo było bezchmurne, słonko świeciło. Wiał lekki wietrzyk, tak że nie było gorąco. Cudnie śpiewaly ptaki. Ukochany nieopodal przygotowywal wędki.
„Za Moich czasów to się ryby normalnie lowilo, w sieci. A nie na kije!” – zaśmiał się Umiłowany. Roześmiałam się wesolo. Ukochany właśnie trzymał w palcach robaczka, którego zaraz miał nabić na haczyk.
„Ladny nawet” – uśmiechnęłam się.
„Ty kiedyś prosiłaś, żebym Cię nazywal 'Robaczkiem’ , pamiętasz?” – spytal Umiłowany patrząc na robaka.
„Pamiętam, 'Mój Robaczku’!” – zaśmiałam się cicho.
Ukochany roześmiał się również.
„Tak! Tak Cię nazywalem, bo Mnie prosiłaś. Ale dla Mnie zawsze byłaś Perełka!”
Spojrzałem Umiłowanemu w oczy, On spojrzał w moje. Uśmiechalismy się do siebie nawzajem. Ukochany położył wędki i usiadł obok mnie na trawie, wciąż trzymając robaczka w palcach.
” Wiesz, Perełko? Jakoś odechciało mi się te ryby łowić.”
„Szczerze mówiąc ja też nie mam na to ochoty. Wypuścić go, proszę” – pokazałam na robaka. Ukochany położył go na trawie i robaczek popelzal zwiedzać świat.
„A na co masz ochotę, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Chciałabym pospacerować, może potańczyć i chciałabym zobaczyć zachód słońca… Jeszcze nigdy nie widziałam.”
„Więc zobaczysz dzisiaj!” – Umiłowany spojrzal we mnie z czułością wielką. Za chwilę popatrzył na jezioro.
„Kto pierwszy przy tamtej małej rybce!!” – zaśmiał się perliscie.
„Której? Nie widać stąd!” – podchwycilamm wesoło. Ukochany pochylił się nade mną i pokazal palcem na jezioro. Zaczął się śmiać i biec w kierunku jeziora. Wbiegł na jezioro i dalej biegł po jego powierzchni. Woda rozpryskiwala się pod Jego stopami. A On biegł i wesoło wolal:
” Kto pierwszy, Perełko? Kto pierwszy?!”
„Ach Ty! – krzyknęłam śmiejąc się. Zerwałam się na nogi i zaczęłam biec – Ach Ty!!!”
Bieglam, bieglam, i nie zauważyłam kiedy wbiegłam na jezioro. Biegłam po powierzchni wody, a ona rozpryskiwala się mi pod stopami. Biegłam do Umiłowanego mojego. Stał na wodzie uśmiechniety z rozłożonymi szeroko ramionami. Wpadłam w nie. Ukochany złapal mnie, podrzucil do góry i zawirowal z radością!
„Cudnie, Perełko Moja!!! Cudnie!!!”
Postawii mnie delikatnie na powierzchni wody i pocałował mnie. I ja Go pocałowałam. Potem zaśmiałam się radośnie.
„To pokaż mi te małą rybkę!”
Ukochany przykucnął na wodzie i ja przykucnelam przy Nim.
„A zobacz! Jest tu! Patrz, Perełko! Jest ich więcej!”
Patrzyłam. Rzeczywiście pod powierzchnią wody plywalo dużo małych rybek. Połyskiwaly w promieniach słońca.
„Może cieszą się że ich nie złowilismy!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Byłam bardzo szczęśliwa przy NIM!
Umiłowany patrzył mi w oczy z uśmiechem. Oczy Mu błyszczaly Miłością. Wstaliśmy. Ukochany objął mnie i spacerowalismy po wodzie…. Jak cudownie było!!! Jak cudnie!!! Co i rusz wyskakiwala z wody jakas kolorowa rybka, w oddali pływały łabędzie i dzikie kaczki. A ja z Umiłowanym moim chodzilam po wodzie. Długo spacerowalismy, aż się zmeczylam. Potem siedzieliśmy na trawie, przy jeziorze. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca…
„Już niedługo zachód słońca, Perełko. Idziemy? Zatańczymy?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
Chciałabym bardzo, ale zmeczona jestem. Chyba nie dam rady…”
„Dasz radę, Perełko Moja! – uśmiechnął się Ukochany calujac mnie w czoło – a poza tym od czego masz Mnie?!!”
Zaśmiałam się uszczęśliwiona. Chwilę później byliśmy już na jeziorze. Niebo ciemnialo. Słońce czerwono – złociste dotykało prawie jeziora. Tańczylismy. Ukochany trzymał mnie w Ramionach, obejmował i pływał po wodzie, wirowal, latał, opływal. Kręcił piruety!!! I całowal mnie. Ja wtulilam się w Umiłowanego mojego. Całkowicie, sercem, duszą i ciałem. Ukochany promienial cały uśmiechem.
„Spójrz, Perło!- nagle pokazał na słońce- niebo łączy się z ziemią!”
Spojrzałam… i… zamarłam w zachwycie! Zachód słonca… Ogniste słońce rozpływało się w wodzie… Ogień i woda. Łączyły się ze sobą, rozplywały się w sobie nawzajem.
„Przepiękne…- westchnęłam zachwycona. Spojrzałam w Umiłowanego. Nie patrzył na zachód, ale… we mnie – nie patrzysz?”
Uśmiechnął się cudnie…
„Mam piękniejszy widok niz wszystkie zachody słońca!!!” – patrzył we mnie.
Ucałowałam Go!!! A On… podał mi małą, kolorową zamkniętą muszlę.
„To dla Ciebie, Perełko!”
„Muszelka!!! Cudna!!! Dziękuję!!! Umiłowany, dziękuję!!!”
„Otwórz ją, proszę” – Umiłowany uśmiechał się tajemniczo, rozpromieniony cały.
Otworzyłam. I patrzyłam… patrzyłam w osłupieniu… W muszli była perła zawieszona na srebrnym łańcuszku… Prawdziwa perła!
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu, wzruszona. Oczy Mu błyszczały ogniem, jak to zachodzące słońce.
„Perełka dla Mojej PERŁY!”- szepnął Umiłowany.
„Dziękuję!!!!” – szepnęło moje serce. Mi brakowało słów…
Ukochany wyjął perłę z muszli i zawiesił ją mi na szyi.
„Pasujecie do siebie!”- Ukochany patrzył mi w oczy. Miłość. Tylko Miłość…
„Jak można AŻ tak kochać?!”
„Wzajemnie, Perełko. Jak można?!”
Twarz przy twarzy, SERCE przy sercu, na jednym Krzyżu. Tańczylismy o zachodzie słońca. A niebo łączyło się z ziemią…
BAL
Leżałam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania. Promienial cały uśmiechem, radością i szczęściem wielkim. Ja także promienialam. Uśmiechem radością i szczęściem wielkim! Szczęściem Umiłowanego mojego. Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal radosny:
„To już koniec naszej Drogi, Najmilsza Moja!”
„To znaczy że ja…?!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Nie, Perełko. Jeszcze nie. Ale koniec jednej Drogi to początek innej. Zaczynamy nową Drogę! Będzie to Droga Szczęścia i radości! Doznasz wiele radości ode Mnie. Będziesz cieszyć się Mną. A Ja będę cieszyl się Tobą.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdumiona! Chciałam powiedzieć że już się NIM cieszę. Ale zanim cokolwiek zdołałam wymamrotac, Umiłowany wyszeptal mi do ucha:
„Dziś zabieram Cię na Bal!”
„Mnie?!! Na Bal??!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie. I patrzył mi w oczy głęboko, bardzo głęboko… I ja w Jego oczy patrzyłam. Nagle zapadła ciemność. Zobaczyłam wielkie zamknięte drzwi. Ukochany trzymał mnie za rękę. Usłyszałam dźwięk trąb. I jakiś dziecięce glosiki zawołały:
„Nasz Król i Jego Perla!”
Trąby znów się odezwaly. Wielkie drzwi się otworzyły i zobaczylam…. wielką salę balowa. Ozdobiona była bukietami stokrotek. Na wysokich ścianach wszędzie były lustra, tak że sala wyglądała na jeszcze większą. Wszędzie były piękne, zdobione lampy. Ale moje największe zdziwienie wzbudziło to, że sala wydawala się pustą, a była pełna głosów ludzkich. Bo kiedy głosiki dziecięce nas zapowiedziały, tysiące głosów zakrzyknelo:
„Vivat Król!!! Vivat JEGO Perla!!!”
Ukochany uśmiechnął się i wprowadzil mnie do sali. Teraz zobaczyłam że mam na sobie piękną suknie, perłowa. Ukochany reż ubrany był bardzo strojnie, a na głowie miał złoty diadem, z jedną małą perełka. Ukochany trzymał mnie za rękę i prowadził środkiem sali. A tłumy niewidzialnych szeptaly między sobą:
„Piękna ta JEGO Perełka!”
„Jaka maleńka!”
„Uśmiechnięta jaka!”
„Podobna do nas!” – odezwał się gruby męski głos, a ja staralam się żeby się nie roześmiac.
„A Król jaki jest z Niej dumny!”
„A jaka roztanczona! Widać że tańczyła wiele!”
„I jaka szczęśliwa! Jak my!”
Ukochany rozdawał ukłony i cudownie się uśmiechal do głosów. Wyglądało na to że widzi ich właścicieli. Ja słyszałam tylko głosy. Też uśmiechałam się do nich. Doszliśmy na środek sali. Ukochany szepnal mi do ucha:
„Zatańczymy Perełko Moja?”
Pokiwalam głową z radością.
„Nasz Król będzie tańczyć ze Swoją Perłą! Proszę o zrobienie miejsca!” – brzmiały dziecięce glosiki. Usłyszałam szum rozstępujacych się ludzi. Zaczęliśmy tańczyć! Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Wirowalismy po całej sali! Plynelismy w powietrzu! Był to najpiękniejszy taniec jaki do tej pory tańczyłam! Wtulona w Umiłowanego mojego, patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uwielbieniem. On patrzył we mnie rozpromieniony miłością.
„Dziś jesteś perłą w Mojej koronie!” – szepnal mi do ucha.
„Ja?! Taka niegodna i grzeszna?!!!”
Umiłowany uśmiechnął się i zamknąl mi usta pocałunkiem. Tańczylismy. Serce przy SERCU.
„A kim są ci… ludzie?” – spytałam.
„To Moi Przyjaciele. Jak Ty, Perełko.”
Umiłowany wirowal coraz bardziej i bardziej i bardziej. Znalazłam się znów w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca. Twarz Umiłowanego była wciąż przy mojej twarzy.
„Dziękuję, Ukochany! Cudnie było!” – ucałowałam Go.
Ukochany położył głowę na moim sercu.
„Było cudnie. Jest cudnie. A będzie jeszcze cudniej! Zobaczysz Perełko!”
Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa.
NA JEDNYM KRZYŻU
Umiłowany pochylal się nade mną… Leżałam cierpiąca i tańcząca bardzo. Leżałam… A Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej pochylal się nade mną. Uśmiechałam się do Niego, szczęśliwa. A ON patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… Cierpial ze mną. Widziałam, że cierpi…
„Mój Maleńki…”- szepnęłam najczulej jak potrafiłam.
Ukochany pochylal się jeszcze bardziej. Jego twarz była tuż przy mojej twarzy. Ujął moją twarz w Swe dłonie.
„Najmilsza Moja Umiłowana!”- wyszeptal. I pocałował mnie. Całowal mnie. Pocałunek przy pocałunku. Całowal moje cierpiące, obolałe ciało. Ale nie jak lekarz. Całowal jak Cierpiący Oblubieniec cierpiąca oblubienice. Nie potrafię tego opisać jak. Ale mimo cierpienia moje serce skakało z radości. Tańczylo ze szczęścia!
Umiłowany całował coraz niżej. Całowal teraz tam gdzie bolało mnie najbardziej. Zawstydzilam się bardzo… Ale Ukochany spojrzał we mnie z tak wielką Miłością, że od razu mój wstyd znikł. A Umiłowany całowal teraz moje obolale, podrętwiale ręce i nogi stawy i mięśnie. . Cała byłam w JEGO pocałunkach. Obcalowana cała… Cała JEGO i cała w NIM. Cała w JEGO Ramionach w JEGO dłoniach cała. A ON, Umiłowany mój znów patrzył we mnie. Miłość Sama. Patrzył mi w oczy głęboko… Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego, w Jego oczy się zapatrzylam. W oczach Ukochanego zobaczylam jeden Krzyż, wielki, potężny Krzyż. Wisiał na Nim Ukochany mój, a przy Umiłowanym wisialam ja. Ukochany przytulił mnie do Siebie, mocno. I położył głowę na moim sercu.
„Ono bije dla Mnie, Maleńka Moja!”
„Dla Ciebie, Ukochany, dla Ciebie, mój Maleńki!”
Wisielismy na jednym Krzyżu, Umiłowany mój i ja…
Cierpienie jest coraz większe. Ale jest we mnie wielka radość i szczęście. Że mogę cierpieć z Umiłowanym moim. Z moim Maleńkim. Przy Nim. Serce przy SERCU.
SZCZYT
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca. Spoglądalismy na drzewo Krzyża.
„Jaki ten Krzyż wielki! Coraz większy!” – dziwiłam się.
„Krzyż to drzewo, Perełko, a drzewo rośnie!” – uśmiechnął się łagodnie Umiłowany. Rozpromienilam się bo przecież były to moje słowa sprzed kilku miesięcy. Trwalismy w uśmiechu. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i spytal:
„Zatańczymy, Perełko?”
„Tak!”
Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Spoglądałam jednak co chwilę na Krzyż bo coś mi nie dawało spokoju. Zatrzymalam się i patrzyłam na Krzyż.
„Zaraz, zaraz… Ukochany. Ten KRZYŻ to jest nasz wspólny?”
„Nie, Perełko. To Mój Krzyż” – w oczach Umiłowanego pojawilo się….jakby oczekiwanie. I jakiś dziwny błysk. Ja pytałam dalej:
„To dlaczego są tam też nie tylko Twoje Rany – Owoce, ale i moje?” – dopytywalam. Ukochany patrzył we mnie badawczo i oczy Mu błyszczaly jeszcze bardziej.
„Bo tam jest miejscem i dla Ciebie, Perlo Moja!” – powiedział jednym tchem.
Patrzyłam Mu w oczy głęboko.
„Więc… Czy więc mogę wisieć z Tobą na jednym, na Tym Krzyżu? Nie obok, czy naprzeciw Ciebie. Ale przy Tobie, na jednym Krzyżu. Mogę, Umiłowany?”
Umiłowany patrzył we mnie z Ogniem w oczach. Jakby się palił…
„To Moje Pragnienie, Perełko! Czekam aż Ty zapragniesz…”
„Pragnę! Bardzo pragnę!” – wyszeptalam. Byłam rozpromieniona blaskiem Umiłowanego mojego. Chciałam ze szczęścia całować Jego stopy. Pochyliłam się, żeby uklęknąć, przed Ukochanym, ale mnie powstrzymal. Nie pozwolił mi.
„Nie, Umiłowana Moja! To Ja będę klęczał przed Tobą!”
I ukląkł przede mną…
„O, nie! – zawołałam – Jeśli chcesz klęczeć przede mną to i ja przed Tobą klękne! Nie powstrzyasz mnie Umiłowany!!!”
I uklękłam przed Nim.
„Będziemy klęczeć przed sobą nawzajem” – szepnęłam wpatrzona w JEGO roziskrzone oczy. Płonęły Miłością. Umiłowany ujął w obie dłonie moją twarz i pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice.
„Nasze żniwa osiągnęły swój szczyt, Najmilsza Moja!”
„Mój Maleńki…” – szepnęłam rozpromieniona Szczęściem. Umiłowanym moim. A ON położył głowę na moim sercu. I tak trwalismy. Wystarczy, bo słów mi brakuje…
MALEŃKI I JEGO MALEŃKA
Umiłowany pochylal się nade mną.. Byliśmy w naszej altance. Ja, tańcząca leżałam na kwiatowej kanapie. A Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzyłam w Niego z zachwytem. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie cudnie. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańcząca.
„Mój Maleńki” – szepnęłam z czułością wpatrzona w Niego. Ukochany rozpromienil się, rozświetlil.
„Nazwałam Cię tak, Ukochany, bo… Tak nazywa się osobę najukochansza i najbliższą. Wszystko jedno czy wielką, czy małą. Prawda? Kogoś obcego tak się nie nazywa.”
„Prawda, Perełko” – Umiłowany promienial. Uśmiechałam się do Niego.
„Nazwalam Cię tak, bo jesteś mi najukochanszy i najbliższy. Bliższy niż kiedykolwiek wcześniej…” – wyszeptalam z czułością.
„Tańczysz bardzo, Perełko Moja. Prawda?” – spytal nagle Ukochany.
Przytaknelam.
„Dla Ciebie tańczę, mój Maleńki!”
Umiłowany pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Jego twarz była tuż przed moją twarzą. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem przepięknym. W JEGO oczach widziałam Miłość. MIŁOŚĆ!
Nagle ujrzalam w nich dwa krzyże. Ukochanego mojego i mój. Wisielismy na nich. Ukochany mój i ja. Krzyże zbliży się do siebie, objęły się i ucalowaly. Ja się pochyliłam do Umiłowanego mojego i zaczęłam całować JEGO Rany.
„Mój Maleńki… Malenstwo moje…” – szeptałam i całowalam. Całowalam i szeptałam…
Lezalam na kwiatowej kanapie. Umiłowany wpatrywal się we mnie z wielką Miłością.
„Maleńka i Jej Maleńki” – szepnal Ukochany.
„Maleńki i Jego maleńka” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Trwamy w Miłości i tańcu. Maleńki i JEGO maleńka.