Byłam z Umiłowanym moim w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie, cierpiąca bardzo. A Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
„Ukochany… bardzo chciałabym pójść, posiedzieć pod Krzyżem. Ale… zanioslbys…”
„Piękności Moja, oczywiście!” – uśmiechnął się Ukochany calujac mnie w czoło.
Wziął mnie na ręce, przytulił do SERCA i wyszedł z altanki. Wzniósł się w górę. I po chwili siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA..
„Dziękuję…” – z trudem uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Patrzył we mnie z niezwykłą czułością… W Jego ramionach powoli odzyskiwalam siły.
Patrzyłam na drzewo Krzyża. Było coraz większe. Owoce też miało ogromne, dojrzałe. Nie było już różnicy między Owocami Umiłowanego a moimi owocami. Były jednakowo wielkie.
„To Twoja Miłość do mnie, Ukochany!”
„I Twoja do Mnie, Perełko!”
Uśmiechnęłam się do Niego i On Uśmiechał się do mnie.
Pomyślałam że On na Krzyżu zmienil zło w Dobro. Cierpienie w Miłość.
Umiłowany patrzył we mnie…
„Ty zmieniasz tańcząc, Perlo.”
„Ja Ci tylko oddaję. A zmieniasz Ty!!!”
Ukochany zobaczyl że jestem zmęczona. Wzniósł się w górę i wróciliśmy do altanki. Umiłowany położył mnie na kwiatowej kanapie. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem.
„Dziękuję, że mnie zanlosles, Ukochany!”
„Od tego jestem, Perełko Moja Umiłowana.”
„Żeby nosić?” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Żeby służyć,!”
Po chwili dodal:
„A Ty Perełko bardzo Mnie uszczęśliwiasz.”
„Od tego jestem” – szepnęłam nieśmiało…
Ukochany rozpromienil się bardzo!!!
„No, Perełko! W końcu mądra i piękna odpowiedź!!! A nie jakieś 'ale’!”
„Uczę się od Ciebie” – szepnęłam uradowana.
„Pojętną uczennica jesteś!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i obsypal pocałunkami. A ja tulilam do siebie Jego SERCE.
Od tego jestem. Żeby tulic Jego SERCE i żeby tańczyć dla NIEGO.
Od tego jestem. Żeby uszczęśliwiaić Umiłowanego mojego.
Autor: Maleńka
ZE SZCZĘŚCIA!!!
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Na trawniku przed altanka. Ja siedziałam na trawie, zerwałam stokrotke i wąchałam ją. A Umiłowany stał oparty o studnię, tyłem do Ogrodu i patrzył we mnie z zachwytem.
„Perlo Moja, chodź do Mnie!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
Wstałam z trawy i pobiegłam do Niego. Stanęłam przed Ukochanym, uśmiechając się do Niego. Patrzył we mnie i w Jego oczach widziałam pragnienie… Milczal jednak. I ja pragnęlam. Pragnęlam Go objąć i przytulić do siebie. I to zrobiłam. Objęłam Umiłowanego mojego i przytuliłam do siebie. Wtulil się we mnie… jak małe dziecko.
„Pragnąłem tego Moja Perełko…”
Teraz ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem.
Zaczęliśmy tańczyć .
„Twoje pragnienie jest Moim, a Moje Twoim, Perełko.”
„Zauważylam, Ukochany!
Umiłowany położył głowę na moim ramieniu… Tańczylismy bardzo.
Potem odpoczywalam w altance. Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany był przy mnie czuły i kochający. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i głowe Swą położył się na sercu moim.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo Perełko!”
„Ty mnie bardziej, Ukochany!”
Umiłowany zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy…. Rozpromieniony bardzo patrzył we mnie. Głęboko w oczy patrzył
„Nawet nie wiesz jak bardzo Mnie uszczęśliwiaisz, najmilsza.”
„”Ale….”- urwałam. Ukochany zamknął mi usta pocałunkami.
Serce mnie boli. Ze szczęścia!!!
POCAŁUNEK DLA SWIATA
Byłam na Dnie serca mojego. Z Umiłowanym moim byłam. W naszej altance. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, a ja usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi, a głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w JEGO oczy z zachwytem. A ON patrzył we mnie jakoś dziwnie, smutno i tęsknie… Zasmucona spytałam:
„Co Ci, Umiłowany…?”
„SERCE Moje tęskni za Tobą, Perełko!”
Wstał, podnosł mnie, wziął na ręce i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął z czułością wielką:
„Słudzy siedzą u stóp Swego Pana. A Ja Moich Przyjaciół przytulam do SERCA. Ty, Perełko jesteś Przyjaciółką Moją!”
„Ty Jezu, Przyjacielem moim!!!” – objęłam Go i mocno przytuliłam do siebie. Trwalismy tak długo, we wzajemnym przytuleniu.
W pewnej chwili Umiłowany wstał i położył mnie na kwiatowej kanapie. Ułożył mnie wygodnie. A Sam pochylal się nade mną z wielką Miłością i zachwytem wielkim. Ja patrzyłam w Niego zachwycona, uśmiechnieta i szczęśliwa bardzo!!!
Nagle, w tym samym momencie Umiłowany mój i ja wypowiedzielismy te same słowa…
„Pragnę Ciebie pocało…”
Urwalismy w jednej chwili… Ukochany patrzył we mnie rozpromieniony niezwykle. Ja patrzyłam w Niego uradowana ogromnie! Mieliśmy jednakowe pragnienia… Ukochany zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy. Pocałowal mnie i ja Jego pocałowalam.
Potem Umiłowany popatrzył we mnie dziwnym Spojrzeniem, pochylił się do mojego ucha i szepnął nieslyszalnym prawie szeptem:
„Perlo Moja, jesteś Moim pocalunkien dla świata!”
„Dla świata??!!!”
To było dla mnie nie do ogarnięcia!
Bycie Jego pocalunkien dla najbliższych albo dla moich Duchowych Dzieci, z trudem, ale bym to jakoś zrozumiała… Ale dla świata?!!
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko. I nagle… zobaczylam w nich swoje zdjęcie. Na tym zdjęciu siedziałam na wózku inwalidzkim i byłam bardzo szczęśliwa uśmiechnieta, promienna. Zdjęcie to było umieszczone na fasadzie jakiegoś kościoła przed którym kapłan ubrany na biało odprawial Mszę Świętą. Podnosil do góry wielką białą Hostie. Wszystko widziałam niewyraznie, jakby za mgłą, Tylko wielką białą Hostie i moje uśmiechnięte zdjęcie widziałam bardzo wyraźnie.
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi… Nie rozumialam… Ukochany promienial . Pochylil się i mnie pocałowal.
NA GŁĘBI
Weszłam, ale w ogóle nie mam siły ani głowy do pisania. Weszłam, bo ufam że Ukochany mi pomoże.
Wczoraj wieczorem:
Byłam w Ogrodzie, w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Leżałam na kwiatowej kanapie, cierpiąca bardzo. Obolała bardzo i zmęczona. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie. Czuwał przy mnie z wielką Miłością i czułością… Jedną dłonią przytulał moją rękę do Swego policzka. A drugą gładzil moje włosy i twarz. Patrzył we mnie Swym pięknym Spojrzeniem z Krzyża. Cierpiał ze mną. A raczej to ja z Nim cierpialam. Patrzyłam w Umiłowanego mojego. Nie miałam siły na uśmiech… Jednak rosło we mnie pragnienie…
„Umiłowany… nakarm mnie. Pro…”
Ukochany sięgnął w miejsce gdzie było JEGO SERCE i wyjął bialutka Hostie i Nią mnie nakarmil. Patrzylam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Patrzyłam, patrzyłam… Długo patrzyłam… Aż w końcu zmeczona zasnęłam.
Obudziłam się po północy. Jeszcze bardziej cierpiąca niż wcześniej. Umiłowany wciąż był ze mną. Pochylal się nade mną czuły i kochający. Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego. I kiedy tak w Niego patrzyłam przyszła mi do głowy pewna myśl. Spojrzałam w Umiłowanego pytająco. On, który znal moje myśli pokiwal twierdzaco głową.
„Tak, Perełko Moja. Jesteśmy na głębi. Na głębi miłości i cierpienia.”
Patrzył we mnie, a w JEGO oczach widziałam Pragnienie…
„Pragnę Cię pocałować, Perełko.”
„Pocaluj, Ukochany.”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy… Pocałowal mnie, jak Oblubieniec całuje oblubienice. Pięknie, czysto i słodko.
Potem zaczął całować bolące miejsce w moim ciele… Zawstydzilam się, bo… On wiedział dlaczego, wystarczy.
” Nie wstydź się Mnie, Perełko.. Kiedyś już odkrylas, odsłomilas przede Mną bolące miejsca w swoim ciele. Nie masz się czego wstydzić. Nie wstydz się proszę.”
„Masz rację Ukochany. Dziękuję…”
Calowal więc bolące miejsce w moim ciele. Pocałunki może nie sprawialy ulgi w cierpieniu, ale zmieniały to cierpienie w taniec.
Umiłowany calowal i całował to miejsce a jednocześnie patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Jak to możliwe? Nie wiem. Nie rozumiem tego. Ale jak mam rozumieć skoro jestem na głębi. Na głębi miłości i Cierpienia. Z Umiłowanym moim,…
Nie wiem jak powstała ta notka. Na Pewno nie moimi siłami. Pomógł Umiłowany.
WYSŁUCHUJE
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym, z Najdroższym moim byłam. Siedzieliśmy na trawniku przed naszą altanką. Tzn Ukochany mój siedział, ja leżałam na trawie, a głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzył we mnie z niezmierną miłością i tkliwością…
„Mój Piękny…” – szepnęłam z zachwytem. Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Mój Piękny…- powtórzyłam – pragnę Cię pocałować!”
„Pocałuj.”
„Nie mogę sięgnąć…”
Umiłowany zbliżył moją twarz do Swojej. Pocałowałam Go…
„Zmęczona jestem!” – zaśmiałam się. Ukochany uśmiechnął się także.
„Pracujesz na Moją chwałę, Perełko Moja. Dziś odpocznij.”
Ale ja wstałam, uśmiechnęłam się do Umiłowanego. I spytałam:
„Zatańczymy, Ukochany?”
„Zmęczona jesteś, wiem jak bardzo. Odpocznij, Perełko.”
„Taniec z Tobą jest odpoczynkiem dla mnie! i -chwycilam Jego ręke i zaczęłam ciągnąć – Proszę! Proszę!”
Umiłowany roześmiał się perliscie.
„Oj, Perlo, Perlo!!!”
Wstał i objął mnie jak Oblubieniec obejmuje Swą oblubienicę. Przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem duszą i ciałem. Tańczyliśmy.
„Powiedziałeś że pracuję na Twoją chwałę. To dla mnie zaszczyt, a nie praca!”
Zaczęłam już powoli układać modlitwy wiernych dla Oremusa. Pierwsze zadania nie bardzo mi wychodzily. Zobaczyłam jak bardzo ubogie mam słownictwo. Jednak otworzyłam słownik synonimów iv razie potrzeby z niego korzystam. Musiałam też wejść w pewien kanon i styl. Ale jak już weszłam, to…
Ukochany przerwał moje rozmyślania.
„Piękne modlitwy układasz, Perełko Moja!”
„Tylko dzięki Twojej pomocy, Umiłowany! Tylko dzięki Tobie!”
Po chwili dodalam:
„A czy ich wysłuchasz?”
Ukochany uśmiechnął się do mnie.
„Ja wysłuchuję każdej modlitwy.”
Wziąl mnie na ręce, zaniósł do altanki i polozył mnie na kwiatowej kanapie. Pochylał sie nade mną z zachwytem.
„Moja Piękna! Pragnę Cię pocałować.”
„Pocałuj” – szepnęłam.
Umiłowany zbliżył Swoją twarz do mojej. Pocałował mnie. Potem położył głowę na sercu moim. Tańczyliśmy…
Wciąz tańczymy.
MIŁOŚĆ MA ZAPACH STOKROTKI
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam.
Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Umiłowany siedział na ławce, ja siedziałam obok Niego. Trzymał moje ręce w swoich dłoniach i położył we mnie jak Oblubieniec patrzy w oblubienicę. Jego Spojrzenie było jasne i czyste. I ją patrzyłam w Ukochanego jak oblubienica patrzy w Oblubieńca. Z zachwytem i uwielbieniem. Drzewo Krzyża rosło przed nami, pod drzewem lśniła Łąka bukietowa. A wokol rozpościeral się Ogród. Bujne, kolorowe, wielkie kwiaty. Nic więc dziwnego że pachniało dookoła.Ale w pewnej chwili poczułam zapach, bardzo piękny.
„Ale pachnie!”
Ukochany rozpromienił się bardzo.
„To pachnie Miłość, Perełko Moja!”
Spojrzałam w Niego pytakaco. Zdumiona byłam! Pachniało coraz intensywniej. Zagłuszało zapachy innych wielkich kwiatów I poznałam co tak pachniało… Mój ulubiony, maleńki kwiatek. To była… „Stokrotka…?” – szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego.
„Miłość ma zapach stokrotki, Perełko!” – szepnął Ukochany całując mnie w czoło.
Jaka byłam szczęśliwa!!! Jak bardzo Umiłowany mnie uszczęśliwia, wywyższa! Jak bardzo!!!
„Taki maleńki i niewidoczny, a tak pachnie!” – dziwiłam się.
„To co małe i ukryte dla Mnie pachnie Miłością!”
Patrzyłam w Ukochanego w milczeniu zachwycona. Umiłowany jaśniał…
Siedzieliśmy na ławeczce jeszcze chwilę. Potem Ukochany wstał, wziął mnie na ręce i wróciliśmy do altanki. Umiłowany wszedł do niej. Położył mnie na kwiatowej kanapie.
Pochylił się nade mną i nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczyłam. A Umiłowany obsypypywal mnie pocałunkami. Deszczem pocałunków! Całował moje serce. I położył Swą głowę na moim sercu… A ono tańczyło, skakało ze szczęścia!
Pragnę być Jego stokrotką. I pachnieć Jego Miłością!
DZIELĘ
Byłam w Ogrodzie, w altance naszej. Z Umiłowanym, z Najdroższym moim byłam. Leżałam na kwiatowej kanapie, cierpiąca,. obolała bardzo i.bardxo zmęczona. Umiłowany był przy mnie. Ukochany mój był ze mną. Pochylał się nade mną z tkliwością i czułością przeogromna. I patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża.
„Tańczę bardzo, Ukochany….” – szepnelo moje serce.
Umiłowany wziął moją rękę w Swoją dłoń, przytulił do policzka i pocałował.
„Dziś dzielisz ze Mną Moje Cierpienie, Perełko. Do tej pory pragnelas Je dzielić. Dziś dzielisz.”
„Dziękuję!”
Umiłowany wziął mnie na ręce i usiadł na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I tulił do SERCA Swego.
Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy. Dzielę z Umiłowanym moim Jego Cierpienie. I szczęśliwa jestem! Bardzo szczęśliwa!!!
NIE. ROZUMIEM – WIERZE
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Stałam oparta o studnię i patrzyłam na Ogród. W oddali widziałam drzewo Krzyża górujące nad całym Ogrodem. Owoce drzewa jaśniały czerwienią. A kwiaty układały się w barwny dywan. Odwróciłam się. Umiłowany siedział na trawniku i patrzył we mnie z zachwytem… Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Ukochany wstał i podszedł do mnie. Promieniał. Ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie. I ja Jego też pocałowałam. Byłam bardzo zmęczona i obolała. Umiłowany wiedział o tym. Całowal obolałe ciało.,. Potem uklęknął i zaczął całować moje stopy… Stałam przed Ukochanym bez ruchu. Wiedziałam że nie mogę Mu odmówić, zabronić… Stalam więc przed Nim. Nieruchoma. Ale serce mi drżało…
„Nie rozumiem… Umiłowany…” – szepnelo moje serce.
„Wiem, Perełko Moja. Nie musisz rozumieć. Wierz tylko. Kiedyś zrozumiesz.”
„Wierzę. Inaczej bym Ci nie pozwoliła… Wierzę!”
Kiedy pierwszy raz Ukochany klęczał przede mną i nogi moje całował, czulam jakby mnie odzieral z pychy i egoizmu. I teraz doświadczalam tego samego. Odzieral, poniżał, upokarzal mój egoizm i pychę, a wywyższał miłość do Niego. Stałam przed Ukochanym upokorzona i wywyższona jednocześnie. I bardzo zmęczona. Zachwialam się i z pewnością bym upadła, gdyby Ukochany mnie nie złapał. Wziął mnie na ręce i zaniósł do altanki. Położył na kwiatowej kanapie, poprawił mi poduszkę pod głową, odgarnął mi włosy z czoła. I czuwał przy mnie… Pochylony nade mną z tkliwością ogromną. Uśmiecham się do Niego.
„Tańczymy, Umiłowany…”- wyszeptałam
„Tak. Pięknie tańczysz, Perełko!”
„Ty mnie pięknie w tańcu prowadzisz to i tańczę pięknie!”
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył Swą głowę na moim sercu. Biło dla Niego.
Leżałam i nic nie rozumialam… To było dla mnie niepojęte, nieogarnione, niesamowite!!! Król i Pan całuje stopy Swej sługi, a potem leży na jej sercu… Nie mogę tego!!!
Jeśli to jest wypłynięcie na głębię o którym niedawno mówi, to jestem na samym środku głębi. I płynę na Bożych falach morza. W Łódce, którą jest Umiłowany.
MIŁE SZUKANIE I GONITWA MIŁA
Byłam w Ogrodzie, na Dnie serca mojego. Z Umiłowanym moim byłam. W naszej altance. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie. Ja leżałam obok Niego, a głowę położyłam na Jego kolanach. Ukochany pochylał się nade mną z tkliwością bezgraniczną…
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i gładził moje włosy i twarz. Uśmiecham się do Niego.
„Co wydaje mi się że choć troszkę Cię poznałam, to Ty Ukochany znów inny!”
Umiłowany zaśmiał się perliscie.
„Gdybyś Mnie Perełko poznała to wtedy już nie byłbym Bogiem.”
„Wiem! A wiesz Ukochany! Mam takie poczucie że, wciąż mi uciekasz i ukrywasz się. I muszę Cię szukać i gonić Ciebie!””
„Ale to chyba mile szukanie i miła gonitwa, Perełko Moja?”
„Bardzo miła!!!”
Umiłowany się śmiał i ja się śmiałam!
Po chwili zeskoczyłam z kwiatowej kanały i uklękłam przed Ukochanym. Spojrzałam Mu w oczy. Patrzył we mnie z niezmierną miłością…
Pochyliłam się i.zaczelam całować Jego stopy… Całowalam ze czcią i namaszczeniem. Z bujającymi sercem całowałam…. Długo… Aż Umiłowany wstał i podniósł mnie. Stalam przed Ukochanym rozpromieniona cała. Przytulił mnie mocno do Siebie.
„Piękności Moja!”- szepnął mi do ucha.
„Twoja! Zdobyłes mnie, Umiłowany!”
Uśmiechnęłam się.
„Mogę Cię o coś prosić, Ukochany?”
„O wszystko, Perełko. Słucham?”
„Mógłbyś zwolnić trochę biegu? bo chciałabym troszkę odpocząć w Tobie, zanim znów gonić Cię zacznę!”
„Oczywiście. Odpocznij, Najmilsza Moja!”
Tańczyliśmy.. w Sobie mnie zanurzal…
MIŁOŚĆ TO CAŁOWANIE STÓP BLIŹNIEGO
Siedzieliśmy z Umiłowanym na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA. Patrzyłam w Jego piękne Oblicze, jasne i czyste… Patrzyłam z zachwytem…
„Wiesz, Ukochany… ostatnio widzę jak mało we mnie jest miłości…”
Umiłowany spojrzal we mnie z czułością.
„A Ja widzę że masz mało cierpliwości do siebie, Perełko!”
„Im mniej we mnie miłości to…”- szepnęłam nie zwracając zbytniej uwagi na słowa Ukochanego, który mi przerwał:
„Miej cierpliwość dla siebie Perełko Moja.”
„Ja o miłości, a Ty o cierpliwości!”- zaśmiałam się.
„Cierpliwość do siebie Perełko to też miłość!” – Ukochany pocałował mnie w czoło.
Olśnienie. Ukochany mówił dalej:
„Widzę że chcesz być lepsza, widzę Twoje starania. Cieszą Mnie one. Ale Ty chcesz być lepsza od razu, od zaraz, natychmiast. A stawanie się lepszym to proces. Długi, żmudny i monotonny.”
Patrzyłam w Ukochanego…
„Ty jesteś dla mnie taki cierpliwy… I tyle masz do mnie Miłości…” – szepnęłam.
„Ucz się więc ode Mnie”- uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Dobrze!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Po chwili wzniósł się do góry i wróciliśmy do altanki.
Umiłowany wniósł mnie do niej na rękach i ostrożnie postawił mnie na kwiatowym dywanie. Stal przede mną, blisko bardzo. Objął mnie i przytulił do Siebie. Zaczął mnie całować. Obsypywal pocałunkami moje obolałe i zmęczone ciało… Potem uklęknął przede mną i zaczął całować moje stopy. Nie mogłam Mu na to pozwolić!!! Objęłam Go i podniosłam. Sama chciałam uklęknąć i całować Jego stopy. Już się pochyliłam, żeby uklęknąć, ale Umiłowany nie pozwolił mi. Powstrzymał mnie.
„Póki Ty Mi nie pozwolisz, Perełko i Ja Ci nie mogę pozwolić!”
Spojrzałam w Jego oczy i… zadrżałam!! W oczach Umiłowanego zobaczyłam niewypowiedziane pragnienie i prośbę… żeby Mu pozwolić… Nie mogłam Mu odmówić. Nie mogłam! Stałam więc przed Ukochanym. A On znów zaczął mnie całować. Ale inaczej niż wcześniej. Jak Oblubieniec całuje oblubienicę. Obsypal mnie deszczem pocałunków… Potem uklęknął przede mną i zaczął całować moje stopy…. Stałam drżąca wewnątrz cała. A Umiłowany całował moje stopy, moje brudne nogi całował!!! Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam zrobić ruchu. Byłam obezwładniona, zniewolona Miłością. Umiłowany wziął mnie na kanapie, a Sam uklęknął i wciąż całował moje nogi. A ja nadal nie mogłam zrobić ruchu! Byłam upokorzona i wywyższona jednocześnie. Upokorzona i poniżona została moja pycha i egoizm, a wywyższona moja miłość do Ukochanego. Byłam teraz cała dla Niego! Cała Jego, Umiłowanego mojego! Czułam, że do tej pory kiedy mówiłam, że jestem cała Jego, to były jedynie zapewnienia. Teraz stały sie faktem, konkretem, Byłam Jego. Zdobył mnie! A ja Mu na to pozwoliłam. Pozwoliłam się zdobyć. Teraz mógł ze mną zrobić wszystko! Niczego Mu nie odmówię. Teraz byłam gotowa w pełni dzielić z Ukochanym Jego Cierpienie. Zdobył mnie!
Ukochany wciąż całował moje stopy. Kiedy skonczył, usiadł przy mnie na kwiatowej kanapie… Patrzył w moje oczy i ja w Jego oczy patrzyłam. Milczeliśmy zapatrzeni w siebie nawzajem. W Miłości.
A ja wiedziałam coś jeszcze: Miłość to całowanie stóp bliźniego.