Tańcząca.
Byłam na Dnie serca mojego w Ogrodzie. W naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Swoich ramionach i tulil mocno do SERCA. Kwiaty, bukiet, który wczoraj dostałam od Niego stały na oknie altanki. Spojrzałam na nie i uśmiechnęłam się do Umiłowanego. On też się do mnie promiennie uśmiechnął.
„Dla Ukochanej od Zakochanego…”- szepnął z czułością do mojego serca.
„Od Umiłowanego dla zakochanej…” – szepnęłam do SERCA Jego.
Uśmiechnął się do mnie świetliście…
„Tak, czy Inaczej, to prawda” – szepnęło SERICE do serca.
Umiłowany mój patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem… Patrzyłam w Niego z zachwytem i czułością… I rozmyślałam…
„Jak bardzo działasz w moim życiu! Jak bardzo!!! Niemal fizycznie, namacalne czuję Twoją Obecność przy mnie! Twoją Miłość, Pochylenie nade mną… I cuda, niemal każdego dnia, każdej godziny!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie.
„Kocham Cię Perełko i pragnę widzieć Twój uśmiech!”
„Moja siostra powiedziała że ona.nigdy nie widziała, mnie smutnej. Jakże mam być smutna, kiedy Ty jesteś ze mną??!! Nie mogę!!!” – roześmialam się serdecznie do Umiłowanego.
Ukochany położył mnie na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił i tulił do SERCA.
„Tańczysz bardzo, Perło Moja!”
„Bardzo, Ukochany.”
„Więc dlaczego nie mówisz Mi o tym?”
„TY cierpisz BARDZO i o tym nie mówisz… I ja chcę podobnie jak Ty. Nie mówić że tańczę, tylko tańczyć!”
Ukochany pochylal się nade mną, wciaz bardziej i bardziej. Zanurzal mnie w Sobie bardziej i głębiej. Zamykał w Sobie. Szeptal do serca mojego:
„Piękności Ty Moja, Piękności! Jesteś bardzo podobna do Mnie! Coraz bardziej podobna!”
Spojrzałam w Oblicze Ukochanego. Bila z Jego twarzy cichość i pokora. . I słodycz… Tulil mnie mocno do SERCA SWEGO. Tańczyliśmy w milczeniu. Dwa krzyże Jego i mój trwały w objęciach, przytuleniu, w ucałowaniu… i uśmiechu.
Autor: Maleńka
OBRĄCZKA
Tańcząca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Stałam przy studni, oparta o nią. Umiłowany stał przede mną. Obejmował mnie jak Oblubieniec Oblubienicę… Obsypywal mnie pocałunkami. I ja Jego obsypywalam. Przytulał mnie do SERCA Swego.
„Zatańczymy Perełko?”
„Tak, Ukochany!”
Umiłowany mój wziąl mnie za rękę i poprowadzil do wodospadu. Weszłam do wody. Ukochany stał na trawie.
„Poczekaj, Perło. Zaraz wracam!”
I znikł.
Stałam w wodospadzie Miłości. Woda spływała na mnie. Czułam się jakbym była w Jego pocałunkach. Cała w pocałunkach!!! Umiłowany mój zjawił się po chwili, z wielkim naręczem kwiatów. Stanął w wodzie. Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Dla Ukochanej Mojej!” – szepnął wręczając mi kwiaty.
„Dziękuję Umiłowany! – szepnęłam uśmiechając się do Niego – Adorujesz mnie… A to ja powinnam Ciebie Umiłowany!”
„Pozwól Mi, proszę!
Powąchałam kwiaty. Cudnie pachniały. Potem dałam je Ukochanemu, a On wstawił je do drewnianego wiaderka którym czerpaliśmy wodę.
„Potem postawimy na okno w altance!” -. zawołałam.
„Dobrze!”
Zaczęliśmy tańczyć. Wtulilam się w Najdroższego…. A Oto mi szeptal do serca;
„Kiedy oddziajesz Mi swe serce i duszę bardzo Mnie Perełko uszczęśliwiasz!”
„Pragnę!”
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem pełnym Miłości. Miłośc mnie ogarniała, pochłaniała otaczała, ..
Potem odpoczywałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Umiłowany był przy mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I obsypywal mnie pocałunkami… Tuliłam się do SERCA Jego.
„Czego pragniesz, Ukochany?” – spytałam patrząc Mu w oczy.
Patrzył we mnie z zachwytem.
„Mam To, Czego pragnę! A Ty, Perło czego pragniesz?” – spytał z czułością…
„Mam Tego, Kogo pragnę…”- szepnęłam.
Nagle… Byłam w ciemności…. Dziwnej. Ciemności, która nie byla ciemnością. W oddali zobaczyłam Umiłowanego. Szedł do mnie. Zauważyłam, że trzyma w dłoni coś połyskującego. Zbliżył się do mnie uroczysty bardzo. Wziął to coś błyszczącego i nałożył mi na palec. była to malenka, złota obrączka…
„Jesteś Mi zaślubiona, Perło!” – powiedział do mnie z MIŁOŚCIĄ.
Patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem…
DECYZJA
Wczoraj po południu dostałam niezwykłą propozycję. Od Wydawnictwa wydającego czasopisma religijne, m.in „Oremus”. Pani redaktor naczelna proponowala mi układanie modlitwy wiernych do Oremusa. Parę miesięcy temu inna Pani redaktor, która czyta moje notki na blogu spytala czy nie spróbowałabym układać modlitwy wiernych na niedzielę. Pomyślałam wtedy że na niedzielę to nie jest dużo i zgodziłam się. Pani prosiła, żebym napisała, ułożyła na próbę kilka modlitw na daną niedzielę. Napisałam dość szybko, wysłałam je Pani redaktor, a ona pokazala je redaktor naczelnej. Niedługo potem dostałam wiadomość. Moje modlitwy wiernych zostały określone jako „konkretne, treściwe i… zachwycające”. Redaktor naczelna miała się do mnie odezwać jakby była potrzeba, żebym miała je układać. I właśnie wczoraj się odezwała. Tylko okazało się że modlitwy wiernych miałabym układać nie tylko na niedzielę, ale na każdy dzień tygodnia. Trochę mnie to w pierwszej chwili przeraziło 😀 balam się że fizycznie nie dam rady, że moja ręka nie da rady. Ale zaczęłam się zastanawiać. Modlitwy wiernych miały być ułożone do końca stycznia. Miałam więc ponad pół roku czasu na ułożenie. A po drugie i najważniejsze, w głębi serca czułam że to jest prośba Umiłowanego, a skoro tak, ON mi pomoże. Nie dawał by mi zadania, którego nie mogłabym wykonać.
Wczoraj wieczorem podjęłam decyzję. Zdecydowałam się… przyjąć propozycję.
Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance, na Dnie serca mojego. Umiłowany mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z czułością ogromną.
„Podjęłaś decyzję, Perełko Moja. Jestem z Tobą w Twojej decyzji.”
„A gdybym odmówiła?” – spytałam Ukochanego uśmiechnięta.
Ukochany uśmiechnął się do mnie także.
„Wtedy też bym był z Tobą!”
Roześmialam się serdecznie.
„Wiesz, wczoraj jeżdżąc wózkiem po podwórku, pomyślałam że wybieram. Mogę wybrać spokojnie i trochę monotonne życie, takie jak do tej pory. Albo odrobinę szaleństwa. A ja szaleństwo lubię. I kocham Szaleńca!”
„Wypływamy na głębię, Perło!”
„Na głębię, Umiłowany!
Uśmiecham się do Umiłowanego radośnie tuląc się do Jego SERCA. A Ukochany obsypywal mnie pocałunkami!
PRAGNIENIE I MGŁA
Byłam na Dnie serca mojego w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na trawie przed altanką. Umiłowany trzymal mnie w Swoich ramionach i tulil mnie mocno do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem.
„Zatańczymy, Ukochany?” – spytałam uśmiechając się się do Niego. Ukochany przytaknął z uśmiechem. I. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany mnie w tańcu prowadzil. Ja wtulilam się w Najdroższego całą sobą. I tak wtulona rozmyślałam… Jak Umiłowany zmienia moje myślenie! Jak Oblubieniec zmienia moje serce! Zmienia moje potrzeby w Pragnienia! Zmienia to co potrzebuję w Pragnienie! To cud dla mnie! Więcej! Jego Pragnienia stają się moimi! To kolejny cud!!! Pewnie Ukochany zaraz powie że to ja Mu na to pozwalam. Taki, ale to On chce! Pragnie!
Tak rozmyślałam patrząc w oczy Ukochanemu. A On uśmiechał się do mnie promiennie.
„Jesteś moim Pragnieniem, Ukochany!”
Ukochany patrzył we mnie z ogniem w oczach. Kiedy skończyliśmy tańczyć, Umiłowany mój wziął mnie na ręce, zaniósł do altanki i położył mnie na kwiatowej kanapie. Sam pochylal się nade mną z tkliwościa bezgraniczną. Pomyślałam o czymś i uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„O czym pomyślałaś, Perło Moja?”- spytał Ukochany uśmiechając się do mnie.
„O tym, poruszam się jakby we Mgle. Otacza mnie Ona, otula. Tak, ze nie widzę gdzie idę. Poruszam się w Czymś, a raczej w Kimś Nieznanym, Nieodkrytym, Tajemniczym, Niepojętym, Potężnym i Fascynującym. Idę jak we Mgle. Ale jestem bardzo szczęśliwa i bezpieczna. Ta Mgła to Ty, Umiłowany mój, Najdroższy mój!”
Ukochany patrzył we mnie z miłością…
„Przyjdzie czas kiedy Mgła zniknie, opadnie. A wtedy zobaczysz wyraźnie gdzie jesteś, Perełko!”
„Czekam na to…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie.
„Ja też, Perło Moja!”
Ukochany patrzył we mnie promienny świetlisty bardzo. A ja tuliłam Jego SERICE do mojego serca. Teraz też tulę.
PRAGNIENIE BOGA
Tańcząca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. W naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie, Ukochany był ze mną. Przy mnie. Przy Jego SERCU leżałam. Wtulona w NIE, w SERCE leżałam. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa bardzo!
„Spełniasz moje pragnienia, Umiłowany…”’ – wyszeptałam tańcząca.
Umiłowany spojrzał we mnie. Dziwnie… Pierwszy raz w taki sposób we mnie patrzył. Spojrzeniem pełnym jakiejś wielkiej tęsknoty, smutki i czułości bezbrzeznej…
„To Ty spełniasz Moje Pragnienia, Perło!”
Zdumialam się ogromnie! Do tej pory myślałam że to ja potrzebuję Jego przytulenia, bliskość…
„Myślałam że Bóg nie potrzebuje…”
Patrzył we mnie przenikliwie.
„Bóg nie potrzebuje, Bóg pragnie, Perełko!”
Patrzyłam w Umiłowanego z otwartymi szeroko oczami i ustami… A On mówił dalej:
„Odprawiacie modły ku czci Mego SERCA. Śpiewacie litanie. Bardzo pięknie! Ale jakże często modlicie się tylko ustami! A Wasze serca są daleko ode Mnie! Moje SERCE pragnie Was,! Waszych serc pragnie! Pragnie przytulenia, czułości…!”
Słowa te były jak Ogień który palił moje serce!!! Ileż razy ja modliłam się tylko ustami, a serce moje było daleko od SERCA Umiłowanego… Ileż razy…! Patrzyłam Mu w oczy z bólem,. wstydem i żalem…
„Przepraszam… Umiłowany! Przepraszam!!!” – szeptałam z żalem..
Ukochany przytulił mnie mocno do Siebie mocno do SERCA Swego. Patrzył we mnie z miłością i czułością niewymowną.
„, Jesteś Moim Pragnieniem, Perełko. Moje SERCE pragnie Ciebie. Przytul JE do siebie.. Proszę!”
Patrzyłam w Umiłowanego wciaz z bólem i żalem.
„Pragnę Umiłowany…. I przepraszam Ciebie bardzo bardzo przepraszam!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Już dobrze, Perełko Moja, Już dobrze! Uśmiechnij się do Mnie proszę! Me SERCE pragnie Twojego uśmiechu!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafiłam. A ON zagłębiał mnie w Sobie bardziej i bardziej…
ŻAR
Tańcząca.
Byłam na Dnie mojego serca. W Ogrodzie. Z Umiłowanym moim byłam w naszej altance. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, a ja usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w Jego słodkie Spojrzenie… Spojrzenie pełne Żaru…
„Kocham Ciebie Jezu…!”- szepnęłam.
Ukochany wstał, wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego.
„Chcę mieć Cię Perełko zawsze przy SERCU! Pozwalam Ci siedzieć u stóp Moich dlatego że szanuję wolność Twoją. Ale SERCE Me tęskni!”
Spojrzałam Umiłowanemu w oczy z zachwytem i uwielbieniem.
„Pragnę Ukochany!!!”.
Umiłowany mój położył mnie na kwiatowej kanapie. Poprawił mi poduszkę pod głową. Odgarnął mi delikatnie włosy z czoła. Pochylal się nade mną z tkliwościa bezgraniczną…
„Pragnę mieć Cię Perło wyłącznie dla Siebie…”
„Masz mnie, Umiłowany!”
„Pragnę mieć Cię bardziej…”
„Jestem Twoja, cała Twoja. Ale pragnę być Twoja bardziej…”
Umiłowany ogarniał mnie…
„SERCE Moje pragnie się do Ciebie Perełko przytulić.”
Przyłgnelam do SERCA Umiłowanego całą sobą. Sercem duszą i ciałem! Całą sobą! Zobaczyłam wielkie gorejące SERCE.. Przytuliłam JE do siebie. A ONO mnie rozpalało, ogrzewało. Ocienialo. Ogarnialo i przygarnialo. Przytulalo i otulalo. Obejmowało i przyjmowało mnie… I nagle zobaczyłam Ranę. Wielką otwartą Ranę. Z Jej wnętrza wypływał, wylewał się ŻAR. Przenikal mnie ON, wypełniał, przeszywal mnie. Leżałam obezwładniona Miłością, oszołomiona i szczęśliwa niezmiernie. Niewymownie! Patrzyłam w Umiłowanego rozpromieniona. A On patrzył we mnie szczęśliwy bardzo!
MIŁOŚĆ
Tańcząca.
Byłam z Umiłowanym moim. W Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie. A Umiłowany mój był przy mnie. Ukochany mój… Otulal Sobą Swoją mała Perełkę. Otaczał. Zagłębiał mnie w Sobie. Otulal i przylulal. Cały był przytuleniem. Patrzył we mnie z miłością, czułością ogromną i tkliwością. Cały był dla mnie… A ja cała byłam dla Niego. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem.
„Z Tobą przetrwam każdą burzę… Dziękuję Umiłowany że przy mnie jesteś!!” – szeptalam tańcząca.
„Nie dziękuj, Perło Moja. To oczywiste że jestem!”
„Oczywiste? A czy oczywiste jest to że choć jesteś Panem i Królem moim, Panem i Królem tego Ogrodu to zachowujesz się jak Sługa?”
Ukochany wyglądał na zdumionego.
„To widać?!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Że zachowujesz się jak Sługa? Jasne!!! Tego nie da się ukryć!”
„A Ja próbuję.. „- Ukochany patrzył mi prosto w oczy.
„Próbujesz ukryć??!! – zdumialam się – dlaczego??!”
Ukochany spojrzał we mnie z miłością…
„A dlaczego Ty, Perełko Moja, próbujesz ukryć przede Mną, ze cierpisz? I tylko mówisz że tańczysz?”
Patrzyłam w Niego ze zdumieniem…
„Bo… Bo nie chcę Ciebie Umiłowany martwić. Nie chcę żebyś był smutny. Zaraz.. zaraz! Ty cier…”
Ukochany przerwał mi gwałtownie.
„Cierpię! Cierpię z Miłości do Ciebie Perełko! Ale pragnę! Pragnę!”
Patrzyłam w Umiłowanego oniemiala! W pierwszej chwili nie rozumiałam… Ale zaraz przypomnialam sobie Ukochanego wiszącego na Krzyżu i mnie całującą Jego Rany. I zrozumiałam!!!
Patrzyłam w Niego w milczeniu. Wobec Tak Wielkiej MIŁOŚCI brak słów… Umiłowany patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem…
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo Perełko Moja! Nawet nie wiesz jak bardzo!”
'”Pragnę!” – szepnęłam. Tylko tyle byłam w stanie…
Umiłowany patrzył we mnie. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości. A On w moich widzoiał Siebie. Czyli Miłość!!! Obsypywal mnie deszczem pocałunków!!!
SERCE, TĘCZA I ŚMIECH
Obudziłam się w ramionach Umiłowanego mojego. W naszej altance. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie i tulil mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym dziwnym przecudnym Spojrzeniem. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i radością.
„Dziękuję Umiłowany!!!”
Ukochany ucałował mnie w czoło. I powiedział:
„Dumny jestem z Ciebie Perełko! Mam coś dla Ciebie!”
Wstał z kwiatowej kanapy i wyniosł mnie przed altankę. Posadzil na trawniku, i Sam usiadł obok mnie. Spojrzał do do góry, ja też spojrzałam… Na niebie malowała się przecudna kolorowa tęcza.
„Jaka piękna!!!”- zawołałam zachwycona – dziękuję!!!””
Ukochany patrzył we mnie z czułością ogromną.
„Wczoraj wybralas Moje SERCE, Perełko.”
„Tak! Pragnę żeby moje serce upodabniało się do Twojego!”
„A Moje SERCE ma Ranę. Boli. I Twe serce…”
„Też.”
„A co Cię zabolało najbardziej?”” — zapytał Umiłowany z tkliwościa.
„Twierdzenie że to jest „erotyka’. A kiedy powiedziałam że ja nigdy tak o naszych spotkaniach tak nie pomyślałam. I że serce mnie boli gdy takie coś słyszę. Odpowiedz była taka: „serce to tylko mięsień i bóli tylko przy zawale”… Zabolało mnie to.”
„Serce bóli” – szeptał Ukochany patrząc mi w oczy.
„Wiem… ”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z czułością. Objełam Go za ramiona. I położyłam Go na trawie. Poddawał mi się jak… Dziecko. Położyłam więc Go na trawie a sama pochylilam się nad Nim. I patrząc w Jego oczy, szeptałam’:
„Jak powiedziałeś, wczoraj wybrałam Twoje SERCE. I pragnę swoje serce upodobnić do SERCA Twego. Twoje SERCE Cię boli, Jest zranione. To dlaczego moje ma nie być? A że boli? To nic. Ciebie boli, bardziej…”
Umiłowany patrzył mi prosto w serce. Objął mnie i pocałował. I ja Go pocałowałam. Potem położyłam się na trawie, obok Niego. Patrzyliśmy na tęcze.
„Piękna! -.szepnelsm uśmiechnięta – szkoda że zaraz zniknie.”
Ukochany oparł się na ramieniu. Uśmiechal się do mnie promiennie.
„Nie zniknie jeśli zechcesz! Proszę przyjmij ten dar ode Mnie Perełko Moja! Proszę!”
Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Co prawda pragnę Ciebie. Tylko Ciebie. Ale skoro tak mnie prosisz…”
„Proszę!!!”
„Niech zostanie!”
Umiłowany promienieial. Ja też.
Patrząc mi w oczy szepnął nagle:
„Pan Bóg Cię prosi!”
Milczenie, sekunda lub dwie. A potem wybuch jasnego, czystego, radosnego śmiechu. Perlistego, wyzwalającego i oczyszczającego śmiechu!!! Ukochany się śmiał!!! Ja się śmiałam!!! Cały Ogród Sercowy się śmiał!!! Jasno, słoneczne, kwieciście!!!
Potem Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. I dalej patrzyliśmy na tęcze.
BURZA
A po napisaniu notki rozszalała się potężna burza. Nie tyle nad moim blogiem. Ale przed wszystkim nad Ogrodem w sercu. I nad Ukochanym moim. Burza x piorunami. Atak Złego prosto w moje serce! Zły próbował wyrwać ogród Sercowy z korzeniami! Wydrzeć mi Go z serca! Usiłował zniekształcić, zakłamac mój obraz Umiłowanego. Przedstawiał Go jako ostrego, surowego, nieczujego. Boga Obcego. A przede wszystkim dalekiego bardzo. Odpierałam te ataki. Zły jednak się nie poddawal. Atakował bardziej i bardziej. Usiłował wbić we mnie poczucie winy. Ja jednak nie czułam się winna. Postanowiłam nie bronić się, nie dyskutować. Tylko uciekać. Uciekać do Ukochanego. Do Ogrodu. Biegłam i biegłam. A Zły podrzucał mi pod nogi nowe kłody. Omijalam je i biegłam dalej. Spodziewałam się zastać Ogród Sercowy w ruinie. Zniszczony cały. Jednak biegnąć czułam coraz większą ulgę w sercu. Dobiegłam do Ogrodu. Ukochany już czekal na mnie z otwartymi ramionami. Rzuciłam się w nie jak w dym. Umiłowany mój wziął mnie na ręce i wniósł do Ogrodu. A tam wszystko było na swoim miejscu. Nie zmienione, nie zniszczone, stało niewzruszone. Jak dom zbudowany na Skalę. A Ukochany tulil mnie do SERCA mnie na ręce i wniósł do Ogrodu. A tam wszystko było na swoim miejscu. Nie zmienione, nie zniszczone, stało niewzruszone. Jak dom zbudowany na Skalę. A Ukochany tulil mnie do SERCA
OWOC DRZEWA KRZYŻA
Noc tańcząca bardzo.
Byłam w Ogrodzie na Dnie serca mojego. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany stał obok naszej altanki. Oparty o studnię. Ja naprzeciw Niego stałam. Umiłowany patrzył mi prosto w oczy Swym cudnym Spojrzeniem. I ja w Jego oczy patrzyłam. Staliśmy uśmiechając się do siebie nawzajem. Zakochani, szczęśliwi, tańczący…
Umiłowany mój objął mnie i pocałował. I ja Jego ucałowałam. Patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam.
“Chciałabym iść pod drzewo Krzyża. Ale…” – przerwałam. Chciałam powiedzieć że nie dam rady bo tańcząca i zmęczona jestem bardzo. Ale Umiłowany o tym wiedział.
“Nie martw się Perło Moja. Zaniosę Ciebie!”
“Dziękuję Umiłowany!”- ucałowałam Go.
Ukochany wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Wznosi się do góry. Lecielismy. Na dole rozpościerał się wielobarwny dywan Ogrodu. Piękny Ogród! Ukochany leciał dość nisko. Kwiaty laskotaly mnie w bose stopy. Śmiałam się radośnie. Ukochany śmiał się razem ze mną.
Spoglądaliśmy na Ogród. Z góry wyglądał naprawdę cudnie!
“Z Twojej miłości go utkałem, Perełko!”- uśmiechnął się Ukochany.
“Wiem! I bardzo się cieszę!”
Lecielismy jeszcze chwilę. I Ukochany wylądował na trawniku oddzielającym łączkę bukietowa od reszty Ogrodu. Na trawniku przed drzewem Krzyża stala ławeczka. Ukochany posadził mnie na niej, Sam usiadł obok. W milczeniu patrzyliśmy na drzewo Krzyża. Było wielkie, ogromne! Sięgało nieba. Rosło na nim pięc Owoców. Trzy na górze drzewa, a dwa na środku. Nie wiem jak to rozmieszczenie Owoców opisać… O! Jakby Je ze sobą połączyć liniami, tworzyłyby wielką literę „T”. Owoce były duże, czerwone. Jednak Owoc rosnący w centrum drzewa, był większy od innych. Dorodny i wielki bardzo.
Spojrzałam w Umiłowanego.
„Chciałabym jeden Owoc. Czy…” – urwałan i uśmiechnęłam sie do Ukochanego, bo przypomniało mi się że już miałam nie pytać.
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Który chcesz? Wybierz sobie, Perełko”.
„Ten!”- wskazałam na największy.
„SERCE!”
„SERCE!’
Ukochany patrzył we mnie roztkliwiony… Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Potem odpoczywałam na Jego SERCU…