Tańcząca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Umiłowany trzymal mnie w Swoich ramionach i tulil do SERCA. Patrzyłam na drzewo Krzyża… Było wielkie, dorodne. I piękne. Rosło na nim pięć wielkich czerwonych Owoców Miłości. i dużo bardzo mniejszych owoców. Spojrzałam w oczy Umiłowanemu i wyszeptalam:
„Jakie to piękne cudne! To Twoja Miłość do mnie…”
Ukochany spojrzał we mnie z czułością.
„I Twoja do Mnie Perełko! To Moja Miłość do Ciebie i Twoja do Mnie tworzą pełnię i takie piękno.”
Nie rozumiałam… Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie i tłumaczył dalej:
„Gdybym umarł z Miłości do Ciebie, a Ty byś tego nie przyjęła, gdybyś te Miłość odrzuciła to umarł bym na darmo. A Ty Perełko tę Miłość przyjęłaś. I ofiarujesz Mi swoją miłość i swój taniec. I połączenie tych dwóch Miłości tworzą pełnię i takie piękno w Twoim sercu!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego nieśmiało… A On przytulił mnie mocno do SERCA. Mocno bardzo.
Siedzieliśmy tak długo na ławeczce i patrzyliśmy na drzewo Krzyża…
Potem Umiłowany zaniósł mnie do naszej altanki i położył mnie na kwiatowej kanapie. Pochylal się nade mną z miłością bezgraniczną… A w Jego oczach widzialam smutek i… tęsknotę.
„Co Ci, Ukochany…?? Co Ci Umiłowany…? – spytalam ze smutkiem. Serce moje biło niespokojnie.
„Perło Moja…. Ty Mnie przyjelas i ukochalas. Ale wiele dusz Mnie nie przyjmuje. Odrzuca Mnie, Moją Miłość i Miłosierdzie… Moje dzieci ukochane!!! Ja pragnę je przytulić, utulić… podobnie jak tulę Ciebie Perełko! Pragnę je przytulić do SERCA Mójego! Pragnę je całowac podobne jak Ciebie całuję¡ Moje SERCE pragnie Mych dzieci! Jest otwarte dla wszystkich! Moje SERCE pragnie dusz!!!”
W oczach Umiłowanego mojego pojawiły się łzy…
„Tańcz, Perełko za nie! – szeptał z ogniem i łzami w oczach- tańcz, by się opamiętali i przyszli do Mnie. A Ja je przygarnę… do SERCA przytulę. Tańcz Perełko Moja!”
„Tańczę! – tylko tyle mogłam powiedzieć, bo moje serce pękalo z bólu kiedy widzialam jak Umiłowany mój płacze i cierpi i tęskni… Tuliłam Jego SERCE.
I płakałam z Nim.
Autor: Maleńka
CZEKAŁ, AŻ ZAPRAGNĘ…
Tańcząca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym, z Najdroższym moim byłam. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Swoich ramionach i tulil do SERCA. Patrzyłam w Jego cudne Oblicze, pochylone nade mną z miłością, w Jego piękne oczy, w których odbijał się blask Nieba…. W Jego tańczący uśmiech. Patrzyłam… Patrzyłam i… rosło we mnie Pragnienie. Wstałam z Jego kolan i wyciągnęłam rękę do Umiłowanego.
„Chodźmy…” – szepnęłam niedosłyszalnym prawie głosem. Ukochany spojrzał we mnie pytająco. Jednak nic nie powiedział. Tylko z uśmiechem podał mi Swą dłoń. Poprowadzilam Go, a On pozwolil mi się prowadzić. Poddawał mi się. Wyszliśmy z altanki i przeszliśmy przez trawnik. Cały czas trzymałam Jego dłoń i Go prowadziłam. Stanęliśmy przed Wodospadem. Gestem dłoni poprosiłam Ukochanego, żeby wszedł do wody. Wszedł bez słowa. Ja weszłam za Nim. Woda spływała po nas. Byliśmy cali mokrzy. Pocałowałam Go. Raz, drugi, trzeci… Całowałam Jego Rany. Jego SERCE całowałam, Jego głowę całowałam, Jego dłonie całowałam… Potem upadłam do Jego stóp, objęłam Jego nogi całowałam Jego Rany. Całowałam…
„Owoce drzewa Krzyża!” – pomyślałam. I wciąż całowałam Jego Rany.
Nagle wszystko zniknęło. Wodospad i cały Ogród Sercowy. Wszystko to zniknęło. Zostal tylko Umiłowany mój i ja. Wisielismy na Krzyżach. Ukochany na Swoim i ja na swoim. Wisielismy. Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego… A On do mnie się uśmiechał. Z Krzyża. I nasze Krzyże, Jego i mój trwały w objęciach, w przytuleniu, w pocałunkach… Jego i mój Krzyż.
Znów byłam w Ogrodzie, w Wodospadzie, calowolałam stopy Umiłowanego.
Ukochany pochylił się, podniósł mnie, wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Zaniósł mnie do altanki i położył na kwiatowej kanapie. Pochylił się nade mną i nakarmił mnie Swoim Ciałem.
Patrzył we mnie roztkliwiony…
„Dziękuję za to co dziś zrobiłaś, Perło. Nawet nie wiesz jak tego pragnąłem.”
„Pragnąłeś?! – zdumiałam się – to dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?!”
Patrzył we mnie z czułością jaką nie umiem opisać.
„Czekałem, aż sama zapragniesz, Perełko.”
Spojrzałam Ukochanemu prosto w oczy.
„Pragnę!” – szepnęłam.
„Pragniesz dzielić ze Mną Moje cierpienie, Mękę Moją?”
„Tak. Pragnę, Umiłowany!”
„Będziesz. Cały dla Ciebie, Perło Moja!”
„Cała Twoja, Ukochany!”
Trwaliśmy w Miłości…
Czekał, az sama zapragnę… Aż tak ceni moją wolność! Aż tak!
WIERZĘ, KOCHAM, PRAGNĘ…. TAŃCZĘ
Balująca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Na Dnie serca mojego. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na trawie przed naszą altanką. Ukochany siedział i ja obok Niego siedziałam. Siedziałam na trawniku, ale głowę położyłam na SERCU Ukochanego. Wtulilam się w Nie. Umiłowany z tkliwościa bezdenną pochylal się nade mną. Patrzył w moje oczy i tulil mocno mnie tulil… A ja w Jego oczy patrzyłam. Jakie On ma cudne oczy! Jak cudne Oblicze!!! Patrzyłam w te oczy… Miłość Sama!!! Patrzyłam i… w nich siebie. A Umiłowany patrzył w moje oczy i… widział Siebie. I tak patrzyliśmy w siebie nawzajem… Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i spytal uśmiechając się do mnie promiennie:
„Zatańczymy Perełko?”
„Tak, ale wiesz gdzie…”- usmiechnełam się do Niego.
„Tak. Też tam uwielbiam!”- Ukochany uśmiechnął się słodko.
Wstał i wziął mnie za rękę. Poszliśmy do wodospadu. Weszłam do niego. Zalały mnie strumienie wody. Umiłowany wszedł także i też od razu był cały mokry. Staliśmy naprzeciw siebie. Bóg i dusza. Oblubieniec i oblubienica.
Umiłowany objął mnie z tkliwościa ogromną. Wiedział że cierpie bardzo, ze bardzo mnie boli. Nie mówiłam Mu. Wiedział. I teraz zaczął mnie całować. Całował serce moje, duszę i ciało. Całował każde bolące miejsce… Już nie musiałam mówić Mu gdzie mnie boli. Wiedział. I teraz całowal tam gdzie mnie boli. Obsypywal mnie pocałunkami. Strumienie wody z Wodospadu Miłości i pocałunki Umiłowanego mojego! Ożywcza woda i ożywcze pocałunki!!!
Stalam obezwładniona Miłością Umiłowanego!! Nie mogłam zrobić ruchu… Chciałam powiedzieć że to On zasługuje na Taką miłość, a nie ja… że ja niegodna… Ale nie mogłam nic zrobić ani powiedzieć. Ukochany mi nie pozwalał. Jednocześnie miałam poczucie niesamowitej wolności! Niesamowitej!!! Stałam a On, Umiłowany mój zalewał mnie strumieniami Miłości!
Nie rozumiałam tego. Ostatnio coraz mniej rozumiem, tego co On ze mną/we mnie robi. Ale Ukochany kiedyś powiedział, że nie muszę rozumieć, tylko wierzyć, kochać i pragnąć.
Więc wierzę, kocham, pragnę i… piszę.
A teraz tańczę. Bardzo tańczę dla Umiłowanego mojego!
ZAPOMNIEĆ. O SOBIE
Tańcząca.
Byłam na Dnie serca mojego, w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Umiłowany mój trzymal mnie w Swoich ramionach i tulil do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I oboje patrzyliśmy na drzewo Krzyża. Owocki, które kilka dni wcześniej były malutkie, urosły bardzo. Tak, że.drzewo Krzyża było całe w owocach. Czerwonych Owocach. Patrzyłam to w Umiłowanego to na drzewo Krzyża i… rozmyślałam.
„Ukochany jest cały dla mnie. To niesamowite!!! Jak On się uniza! Niczego nie potrzebuje do szczęścia, jest szczęśliwy Sam w Sobie. Bóg potężny i wszechmogący, i wszechmocny! A o wszystko się mnie pyta, mówi że MU pomagam, ze sprawiam MU ulgę, że GO uszczęśliwiam… A to On mi pomaga, sprawia ulgę i uszczęśliwia! Sprawia to że czuję się bardzo kochana, potrzebna i piekna… Cały jest dla mnie… Na Krzyżu był cały dla mnie, w Komunii jest cały dla mnie. I tu, w Ogrodzie jest cały dla mnie…!”
Ukochany patrzył we mnie z tkliwościa bezdenną…
„Tak, Perełko. Cały dla Ciebie!”
„Wygląda jakbyś zapomniał o Sobie. Ja też bym tak chciała…”
Umiłowany patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem… Patrzył i patrzył. A ja w Niego patrzyłam.
„Oddalabys za Mnie życie, Perełko?” – zapytał nagle. Spojrzałam MU prosto w oczy.
„Tak. Oddałabym” – szepnęłam bardzo poważnie. A po chwili dodałam:
„Kiedyś nie byłam pewna czy bym mała na tyle odwagi. Ale teraz tak. Jestem pewna. Oddalabym.”
„Oddałabyś. Codziennie oddajesz.”
„Codziennie…? Jak?”
„Ofiarując Mi swoje cierpienie. I żyjąc wiarą na co dzień.”
Patrzyłam Umiłowanemu w oczy. Zobaczyłam w nich pewne wydarzenie sprzed kilku dni. Kupiłam sobie figurkę Jezusa. Z otwartym SERCEM. Figurka była/ jest dość duża, ma 80cm wysokości. Reakcja moich bliskich na nią była różna. Jedna osoba powiedziała że figurka Jezusa jest cudna, druga uśmiechała się z aprobatą, trzecia osoba powiedziała że jest ładna, tylko wielka. A czwarta osoba powiedziała że to szczyt dewocji kupować sobie taką wielką figurkę Jezusa. A w ogóle to kicz a ja robię ze swojego pokoju kaplicę. Odpowiedziałam że może i kicz, ale mnie się podoba. A pokój jest mój i mogę w nim nawet kaplicę zrobić. Umilkła ta osoba od razu.
Patrzyłam w Umiłowanego, a On patrzył we mnie. Uśmiechaliśmy się do siebie nawzajem.
„Krolujesz w moim sercu to chcialam, żebyś królował i w moim pokoju.”
„Króluję, Perełko Moja!”
„Tak. Teraz każdy kto wejdzie do mojego pokoju wie Kto jest moim Królem!”
Umiłowany mój patrzył we mnie z czułością ogromną. I tulil mnie mocno do SERCA Swego. Tulil mnie, tulił a ja stawałam się przeźroczysta. Coraz bardziej i bardziej i bardziej…
ZAWSZE, NA ZAWSZE!
Tańcząca.
Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Umiłowany stał w drzwiach, promienienial. W rękach niósł ogromny bukiet kwiatów! Białych lilii i stokrotek. Naręcze całe!! Ledwie Go było widać zza bukietu. Widziałam zza nich uśmiech Jego. Umiłowany podszedł do kwiatowej kanapy, przyklęknął i zaczął układać kwiaty wokół mnie… Chwilę później leżałam cała w stokrotkach i liliach! Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylil się nade mną z miłością i czułością niewymowną… Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa niezmiernie!!!
„Najpiękniejsze kwiaty dla Mojej Perełki! I niech Ci się spełni to czego sobie życzysz!”
„Dziękuję Umiłowany!!!”
Ukochany Świetłisty bardzo, zapytał:
„A czego sobie życzysz, Perło Moja?”
„Żeby być, z Tobą zawsze i z Tobą na zawsze!”
„Niech Ci się spełni! – Umiłowany uśmiechnął się do mnie tajemniczo– A Ja dziś też świętuje. Twoje urodziny, Perełko Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie.
„I czego sobie życzysz, Ukochany?””
„Żeby być z Tobą zawsze i z Tobą na zawsze, Najmilsza Moja!”
„Niech Ci się spełni, Ukochany!”
Umiłowany spojrzał we mnie przenikliwie… Bardzo przenikliwie! Jego Spojrzenie przenikało naszej wskroś moje serce.
„Już się spełniło, Perło – szepnął tak cicho, ze ledwo słyszałam.
Zdumialam się!!!
„Skoro się Tobie spełniło to mi przecież też!!!”
„Tak, Perlo!” – szepnął Umiłowany z tkliwościa wielką.
Patrzyłam w Umiłowanego z otwartymi ustami i oczami…
A On pochylil się nade mną i zaczął całować moje serce… Całował serce moje… Potem zaczął całować moje obolałe, cierpiące i tańczące ciało… Całował tam gdzie mnie bolało. A ja czułam się tak jakbym stała naga w Wodospadzie Miłości. Stałam obnażona obdarta ze wszystkiego. Jedno cierpienie, A Umiłowany mój oblewał je Miłością. Cała byłam w Jego Miłości. W NIM. I już nie byłam naga. Umiłowany okrył mnie, osłonił, zasłonił mnie szatą Miłości. Zawsze na zawsze!
BARDZO DOBRZE!!!
Tańcząca bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie Sercowym na Dnie serca mojego. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany siedział na trawniku przed altanką i bawił się stokrotka. A ja stałam oparta studnię i patrzyłam przez chwilę w Słońce. Uśmiechałam się mrużąc oczy… W moim sercu zrodziło się pytanie. Serce moje zabiło mocniej…
„Umiłowany… a dobrze Ci tu ze mną? Jeśli nie, powiedz, proszę.”
Ukochany uśmiechał się do mnie promienny cały.
„A nie widać, ze dobrze?”. – zaśmiał się perliscie. Ja również się roześmialam. Umiłowany podniósł się, wstał z trawnika. Podszedł do mnie. Świetłisty cały. Ujął moją twarz w obie dłonie pocałunkami mnie obsypywal.
„Bardzo dobrze, Perełko Moja! Cudownie! Nie muszę nic mówić!”
„Tak?” – spytałam oniesmielona, ale szczęśliwa cała.
„Tak!”
„To bardzo bardzo się cieszę!!!”
„Ja też!”
Umiłowany patrzył mi w oczy z zachwytem. I ja w Jego oczy patrzyłam. Serce mi skakało z radości!!!
Umiłowany mój wciaz obsypywal mnie pocałunkami… Potem zapytał:
„Zatańczymy Perełko Moja?”
„Tak!”
Umiłowany objął mnie jak Oblubieniec obejmuje Swą oblubienicę. Zaczęliśmy tańczyć. Położyłam głowę na jego SERCU. Ukochany położył Swą głowę na moim ramieniu. I tak tańczyliśmy. Był to taniec niezwykły, bardzo osobisty i intymny… Pełen miłości i czułości. Długo tak tańczyliśmy. W milczeniu. Jak skończyliśmy tańczyć Umiłowany wziął mnie na ręce zaniósł do altanki i położył mnie na kwiatowej kanapie.
Pochylal się nade mną z tkliwościa ogromną… Patrzył mi w oczy Swym przecudnym Spojrzeniem. i mocno mnie tulił do SERCA Swego.
„A dobrze Ci tu ze Mną Perełko?”- spytal nagle.
„BARDZO, BARDZO BARDZO DOBRZE Umiłowany mój!!!”
„Tak?”
„Tak!!!”
„To bardzo bardzo bardzo się cieszę, Perełko!’
„Ja też!”
Umiłowany mój obsypywal moje serce pocałunkami! Deszczem pocałunków. Tonęłam w nich… Ale pragnęłam tonąć…
PRZY SKARBIE MOIM…
Balujaca.
Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Umiłowany mój czuwał przy mnie. Był ze mną. Balowalismy. Dwa krzyże, Jego i mój trwały w objęciach, w przytuleniu, pocałunkach. Umiłowany mój pochylal się nade mną z czułością i tkliwościa wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem. Spojrzeniem z Krzyża.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo Perełko Moja!”
„Ty mnie bardziej, Umiłowany!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie, On rozpromienil się nade mną.
Tulil do SERCA Swego. Przyłgnelam do Niego całkowicie. Sercem duszą i ciałem. Całkowicie!
Trwam przy SERCU Ukochanego. Przy moim SKARBIE Najdroższym!
Balujemy
NA SERCU MOIM…
Tańcząca bardzo intensywnie.
Byłam na Dnie serca mojego w Ogrodzie. Z Umiłowanym moim byłam. Siedziałam na trawniku przed altanką. Umiłowany trzymal mnie w Swoich ramionach i tulil mocno do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z miłością i czułością niewymowną, bezgraniczną. Trwalismy w tańcu i miłości. Ukleklam przed Umiłowanym moim, nakarmil mnie Swoim Ciałem.
„Pragnę!” – położyłam głowę na jego ramieniu. Ukochany przytulił mnie mocno do Siebie. Mocno tulił… Był bardzo blisko bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Potem Umiłowany trzymając mnie na rękach wzniósł się do góry. I zaczęliśmy tańczyć. Po niebie! Był to taniec niezwykły, zwiewny, ulotny i delikatny. Przypominał mi taniec motyli… 🙂
Potem Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie i zmienił tempo tańca. Wirował, kręcił piruety na niebie! Podrzucajac mnie do góry, wysoko wysoko! I potem łapiąc mnie w locie! Cieszyl się mną! A ja Nim się cieszyłam!!!
Jak skończyliśmy tańczyć Umiłowany mój zaniósł mnie do altanki i położył mnie na kwiatowej kanapie. Poprawił mi poduszkę pod głową. I Sam czuwał przy mnie.
„Perło Moja, Piękności Moja! Całe Niebo czeka na Ciebie!!!”
Uśmiechnęłam się do Niego szczęśliwa niezmiernie!
„Umiłowany… moje serce tęskni…” -.wyszeptalam.
Ukochany pochylil się i.. pocałował moje serce… Położył głowę na moim sercu… Tańczyliśmy. Wciąż tańczymy.
UKOCHANE SERCE UMIŁOWANEGO
W samym centrum Ogrodu Sercowego na Dnie mojego serca rośnie drzewo Krzyża. Przed nim jest Łąka Bukietowa. Za nią (patrząc od strony drzewa Krzyża) jest trawnik, który oddziela Łąkę od reszty Ogrodu. Na trawniku stoi ławeczka. I na ławeczce siedzieliśmy Umiłowany mój i ja.. Patrzyliśmy na drzewo Krzyża. Rosło na nim, jak pisałam wcześniej, pięć wielkich czerwonych Owoców. Jednak patrząc teraz, dostrzegłam oprócz tych pięciu Owoców, dziesiątki maleńkich owocków. Rosły one na całym drzewie Krzyża. Spojrzałam zdumiona w Ukochanego.
„Skąd tyle owoców na drzewie? Przecież na drzewie Krzyża jest pięć Owoców. Skąd się wzięły te inne?”- spytałam Ukochanego.
Umiłowany patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem.
„To Twoje rany, Perełko. Twoje cierpienie. Ofiarujesz Mi je. A Ja łączę ze Swoim!”
Patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem i wdzięcznością… Umiłowany wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Mocno tulił…z czułością ogromną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja znów byłam niemowlęciem w Jego ramionach, maleństwem w Jego objęciach…
Potem wróciliśmy do naszej altanki. Umiłowany mój leżał na kwiatowej kanapie, a ja leżałam na SERCU Ukochanego. Umiłowany tulil mnie mocno do NIEGO. i ja tuliłam JE do siebie.
„Moje SERCE bije dla Ciebie, Perełko, Moje SERCE cierpi z Tobą, Moje SERCE należy do Ciebie. A Ty Najmilsza, do NIEGO należysz!”
Całowałam Ukochane SERCE Umiłowanego.
ROZSZERZA
Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Umiłowany mój był przy mnie. Był ze mną. Tańczyłam bardzo bardzo intensywnie. Ukochany czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwościa bezgraniczną, niezmierną… Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem trzymał w Swej dłoni moją rękę i przytulał ją do Swego policzka. Drugą dłonią gładzil moją twarz i włosy… Czułość sama… Spojrzałam na kwiaty, które od Niego dostałam. I uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Od Zakochanego dla zakochanej” – szepnęłam patrząc Mu w oczy.
„Tak, Perełko, tak, Piękności Moja…. – patrzył we mnie współczująco a w Jego oczach widzialam Miłość i smutek – tańczysz bardzo, Perło Moja Ukochana.”
Nie odpowiedzialam, nie musialam. Wiedział że tak. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Ukochany.. uśmiechnij się do mnie… Proszę. Moje serce pragnie Twego uśmiechu”
I… Umiłowany rozpromienil się nade mną,. Rozjaśnil bardzo! A na Jego twarzy zobaczylam cudny uśmiech… Cudny!!
W skrócie bo baluje bardzo.
Ukochany poprosił mnie żebym tańczyła nie tylko za moje Dzieci, ale i za biednych grzeszników. A ja się zgodziłam. Sama jestem biednym grzesznikiem…
Wtulilam się w SERCE Umiłowanego mojego, i ONO mnie przytulilo się do mnie.
Balujemy.
A Umiłowany rozszerza moje serce bardziej i bardziej.