Byłam w Ogrodzie Sercowym. W naszej altance. Z Umiłowanym, z Najdroższym moim byłam. Leżałam przy SERCU Jego.
Ukochany tulił mnie do Niego. A ja tuliam Je do siebie. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym przepięknym, łagodnym, pełnym czułości Spojrzeniem. I ja w Niego patrzyłam z zachwytem…
„Pragnę!” – wyszeptałam z głębi serca.
„Pragnę!” – Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
I wziął mnie na ręce. I… zaczął tańczyć! Najpierw w altance, a potem po całym Ogrodzie Sercowym! Tańczył, wirował, fruwał niczym motyl. I nade wszystko cieszył się mną! Niezmiernie się cieszył!!! I ja się Nim cieszyłam!!! A Ukochany tańczył, tańczył, tańczył…
W wielkiej radości!!!
Potem usiadł na ławeczce pod drzewem Krzyża. I wciąż trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA.
„Pragnę!” – usłyszałam w głębi serca. Umiłowany patrzył we mnie słodko.
„Pragnę!” – odpowiedzialam sercem.
Autor: Maleńka
IDE KOCHAĆ
Dziś będzie bardzo krótko.
Jestem w ramionach, w objęciach Umiłowanego mojego. Jak dziecko w objęciach Matki. Tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie Swym cudnym Spojrzeniem.
Dziś rano leżąc w łóżku, pomyślałam, że codziennie rano kiedy wstaję z łóżka, wybieram Ukochanego i z Nim idę kochać. Kochać swoich najbliższych, swoje Duchowe Dzieci i każdego kogo Ukochany przede mną postawi. Wstaję i idę kochać. W Jego Imię.
Gdybym miała dokonać wyboru między moimi najbliższymi, moimi Duchowymi Dziećmi, a Ukochanym wybrała bym Umiłowanego mojego. Jego bym wybrała, bo On jest pierwszy i najważniejszy w moim życiu. Więc wybrać bym Jego. I z Nim poszła bym do najbliższych i do moich Dzieci. Z Nim. Tego się uczę. I choć często mi nie wychodzi bo pycha i egoizm wygrywa, to się staram. Staram się, a Ukochany jest ze mną. I mnie uczy kochać swoich bliźnich.
TANIEC W ZMECZENIU
Ucałowałam Umiłowanego mojego. Nasze serca, , Jego i moje, były złączone w miłości. Wieniec cierniowy oplatal SERCE Ukochanego i moje coraz mocniej i mocniej. Nasze serca były bliżej i bliżej siebie nawzajem.
Byliśmy w Ogrodzie Sercowym. W naszej altance. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie. Trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA. Byłam bardzo obolała i zmęczona. Ale nie zwracalam na to uwag. Patrzyłam w Ukochanego, w Jego oczy i zapomniałam.o bólu i zmęczeniu. Był tylko On.
„Zatańczymy, Ukochany?” – zapytałam uśmiechając się do Niego.
Skinal głową. Wstał i delikatnie postawił mnie na kwiatowym dywanie. Stałam przed Ukochanym, który zaczął całować moje obolałe ciało. Obsypypywal pocałunkami! Nagle ukląkł przede mną zaczął całować moje stopy…! Nie mogłam Mu na to pozwolić!!! Uklękłam przed Ukochanym i… opadłam na Niego…
„Jaka jestem zmęczona… Ukochany…”
Umiłowany objął mnie i przytulił do Siebie. Wziął mnie na ręce i położył na kwiatowej kanapie. Leżałam cierpiąca. Umiłowany był przy mnie…
„Mieliśmy tańczyć, ale nie mam siły…” – wyszeptałam.
Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem.
„Tańczymy, Perełko Moja! Pięknie tańczysz dla Mnie!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i mocno tulił do SERCA…
CODZIENIE BLIŻEJ
SERCE Umiłowanego mojego i moje biedne małe serce zostały złączone. Złączone wieńcem cierniowym Cierpienia. Ale nie tylko. Zostały złączone w Miłości. I biją razem. Serce przy SERCU. SERCE dla serca.
Byłam w Ogrodzie. W naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany trzymal mnie w Swoich ramionach, nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. Jasnym, promiennym, swietłistym. I ja patrzyłam w Umiłowanego. W Jego oczy patrzyłam. Tańcząca bardzo. Ukochany wiedział że wszystko mnie boli. Nie mówił jednak o tym. Ani ja nie mówiłam. Milczeliśmy w Miłości i uśmiechu. Patrzyłam w Jego cudne Oblicze i zapominałam o bólu, o cierpieniu. Liczył się tylko ON. Umiłowany mój! Patrzyłam w Jego oczy patrzyłam…i zapatrzylam się…
Zobaczylam szeroką drogę. Szliśmy nią, Umiłowany mój i ja. Ukochany w białej szacie przepasany złotym, ozdobnym pasem. Uśmiechnięty cały, promienny, szczęśliwy. Ja ubrana w białą suknię w kwiaty. W wianku ze stokrotek na.glowie. Również uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo. Przed nami, na niebie jasno świeciło Słońce, a łagodny wietrzyk chłodził moją twarz i rozwiewał mi włosy. Umiłowany patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Szliśmy. Oboje wiedzieliśmy dokąd idziemy. Szczęśliwi bardzo, radośni, promienni. Szliśmy do Domu.
Znów byłam w Ogrodzie w objęciach Umiłowanego mojego.
„Już niedługo, Perełko Moja!” – uśmiechnął się do mnie.
Zaśmiałam się radosnie.
„Codziennie bliżej!”
Umiłowany zaśmiał się perliscie. I spojrzał we mnie jakoś tajemniczo. Uśmiechał się do mnie. I ja do Umiłowanego się uśmiechałam. Tulil mnie mocno do SERCA…
ZJEDNOCZENIE
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym, z Najdroższym moim byłam. Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca bardzo. Umiłowany mój był przy mnie. Najukochańszy mój pochylal się nade mną z tkliwościa i delikatnością bezdenną…
„Chcę Cię pocałować, Perełko Moja”- uśmiechnął się do mnie promiennie.
„, Pocałuj, Ukochany”- szepnęłam.
Umiłowany mój poćhylil się jeszcze bardziej nade mną. Twarz Jego znalazła się tuż przed moją twarzą. Patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem. I pocałował mnie, raz, drugi, trzeci… Wiedział że boli mnie całe ciało. I je całował. Całował każde bolące miejsce… Potem obsypal mnie pocałunkami jak deszczem! Fala Miłości zalała me serce. Byłam w Wodospadzie Miłości! W Żywym Wodospadzie. Miłość mnie otaczala i wypełniała. Przenikała i otulała. Cała byłam Nią przeniknięta. Bardzo chciałam, pragnęłam się Mu odwdzięczyć, odpowiedzieć na Jego Miłość. Ale nie mogłam. Nie mogłam zrobić ruchu. Byłam obezwładniona Miłością, zniewolona Nią przeniknięta! Umiłowany zamykał mnie w Sobie zanurzal mnie, zatapial… I spalał mnie jak ofiarę. Przyjmowal mój taniec! Uszczęśliwiał mnie ogromnie!!!
„Pozwól mi… Umiłowany! Proszę!!!”
W jednej chwili odzyskałam władze nad sobą. Znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Przytuliłam JE mocno do serca mojego, obejmowałam, całowałam… I zobaczylam bialutka Hostię, która. wyszla z SERCA Umiłowanego i weszła we mnie. Dwa krzyże, Ukochanego i mój Krzyż trwały w objęciach w przytuleniu i pocałunkach. W zjednoczeniu.
„Dzielisz ze Mną Perełko Moje Cierpienie!”
„Pragnę!”
I wieniec z cierni zaczął oplatać Umiłowane SERCE. . Przytulalam JE do serca mojego bardziej i bardziej. Cierniowy wieniec oplatał i moje serce. Umiłowany mój tulil mnie mocno…
W SŁABOŚCI I ZMĘCZENIU… Z UKOCHANYM
Byłam w Ogrodzie z Umiłowanym moim byłam. W naszej altance. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
Patrzyłam w Niego zachwycona.
„Ukochany… chciałabym pójść, posiedzieć przy drzewie Krzyża. Ale iść nie mam siły…”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie. I bez słowa trzymając mnie na rękach, wyszedł przed altankę. Uniósł się do góry. I chwilę później siedzieliśmy już na ławeczce pod drzewem Krzyża. Drzewo Krzyża było potężne, a jego czerwone Owoce lśniły w Słońcu. Pod Krzyżem Bukietowa Łączka jasniala. też w Słońcu jak złoto. A wokół nas Ogród kolorowy i bujny!
„Cierpienie może być piękne.. „- szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego.
„Tak, Perełko Moja. Cierpienie złączone ze Mną jest piękne.”
Ukochany patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem. Ja patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem.
„Wiesz, Umiłowany… Jestem coraz słabsza. Mam coraz mniej siły. Coraz mniej fizycznie mogę. Ale tu – dotknęłam ręką miejsca w którym było moje serce – Tu jestem silna. I mam takie poczucie, że duch dźwiga moje słabe ciało. Ze je podnosi! Ze rządzi nim. Wiem że to dzięki Tobie Ukochany, dzięki temu że Ty tu jesteś!”
„I dzięki temu że Ty Perełko tu, ze Mną jesteś!”
Spojrzałam Mu w oczy i wyszeptalam:
„Zmęczona już jestem…”
I wtulilam się w Najdroższego mojego, całą sobą. I nic nie widziałam, tylko Ukochanego.
Nawet nie wiem kiedy znów znaleźliśmy się w altance. Umiłowany mój położył mnie na kwiatowej kanapie i czuwał przy mnie… Jak Oblubieniec przy Swej Oblubienicy. Patrzyłam w Jego cudne Oblicze.
„Chcę Cię pocałować, Ukochany…”
„Pocałuj” – szepnął Umiłowany z tkliwościa.
„Pochyl się proszę do mnie bardziej. Bo nie sięgnę.”
Twarz Ukochanego znalazła się tuż przed moją twarzą. Ucałowalam Go. I On mnie pocałował.
„Nawet nie wiesz jak bardzo Mi pomagasz swoim brakiem sił, zmęczeniem .słabością. Bardzo Mi pomagasz, Najmilsza Moja!”
„Naprawdę?”
„Tak, Perełko.”
Umiłowany przytulił mnie mocno do SERCA Swego. Bardzo mocno mnie tulił.
„Uwielbiam kiedy mnie tak tulisz, Umiłowany!”
„Uwielbiam Cię tak tulić Perełko!”
SPEŁNIA MARZENIA
Byłam w Ogrodzie na Dnie serca mojego. Z Umiłowanym, z Najdroższym moim byłam. W naszej altance. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie. Trzymał mnie w Swoich objęciach i tulil do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Spojrzeniem pełnym Miłości tęsknoty i zachwytu… I ja patrzyłam w Umiłowanego z zachwytem. Uśmiechałam się do Niego radośnie i rozmyślałam… Wczoraj dzieciaki powiedziały mi, że spełniam ich marzenia. Myślałam o tym że Umiłowany spełnia moje. Ale jak spełnia! Co chwilę spełnia moje najbardziej ukryte, najskrytsze marzenia! Prześciga się Sam ze Sobą w ich spełnianiu! Rozpieszcza mnie jak matka swe dzieciątko!!! Wystarczyło tylko otworzyć drzwi Dna serca i wpuścic Ukochanego!
Umiłowany patrzył we mnie promienny.
„Otwierając drzwi swego serca i wpuszczając Mnie tutaj, spełniłaś Moje marzenie!”
Rozpromienilam się!
Jak bardzo mnie uszczęśliwia mój Umiłowany!!! Jak bardzo!!!
Choć gdyby ktoś się mnie pytał dlaczego jestem szczęśliwa to chyba nie umiałabym odpowiedzieć… Słów by mi brakowało.
„Jesteś szczęśliwa, bo kochasz, Perełko.”
Jakie to proste….
Patrzyłam w oczy Ukochanemu.
„Czekam aż spełnisz moje największe marzenie. Musisz je spełnić. Za daleko poszedłeś Umiłowany i że tak powiem, nie masz wyjścia!” – zaśmiałam się.
Ukochany też się śmiał!
„Nie mam wyjścia, Perełko! Spełnie Twoje największe marzenie, które jest także Moim największym marzeniem. Ale chcę, żebyś tu coś jeszcze dla Mnie zrobiła.”
„Jasne! Poczekamy!”
Umiłowany patrzył we mnie Swym dziwnym przecudnym Spojrzeniem…. Patrzył we mnie głęboko…
„Ty jesteś Moim marzeniem, Perełko!”
„A Ty moim! A Ty moim Umiłowany! Wiesz o tym…”
„Wiem! A o czym my rozmawiamy?”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego szczęśliwa.
O Niebie rozmawialiśmy.
ŻYWY WODOSPAD MIŁOŚCI
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany siedział na trawniku przed altanką. Trzymał mnie w Swoich ramionach i tulil do SERCA. Pochylal się nade mną z czułością i zachwytem… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Mocno tulił…
„Zatańczymy Ukochany?” – spytalam uśmiechając się do Niego.
Wyglądał na zdumionego.
„Tak bardzo cierpiącą jesteś, Perełko, a jeszcze chcesz tańczyć?”
„Z Tobą zawsze, Ukochany!”
Umiłowany spojrzał we mnie pytająco. Uśmiechalam się do Umiłowanego kiwając twierdząco głową. Ukochany wstał i ostrożnie postawił mnie na trawie. Stanęłam na palcach. I szepnęłam Ukochanemu do ucha:
„Kocham Cię!”
Umiłowany mój rozpromienil się bardzo. Pochylił się i szepnął mi do ucha:
„Kocham Cię!”
Byłam bardzo szczęśliwa!!!
Ukochany wziąl mnie za rękę i poprowadzil do wodospadu. Gestem dłoni zaprosił żebym weszła do wody. Uśmiechnęłam się i weszłam. Umiłowany wszedł za mną. Zalała nas woda. Spływała po nas. Umiłowany objął mnie jak Oblubieniec obejmuje Swą oblubienicę. Ja położyłam głowę na jego ramieniu. Przyłgnelam do Umiłowanego całą sobą. Sercem duszą i ciałem. Tańczyliśmy. Umiłowany przylulal mnie do SERCA, bardziej i bardziej. Zanurzal mnie w Sobie. Długo tak Tańczyliśmy. Jak skończyliśmy, Umiłowany znów wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do naszej altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie. Był przy mnie, ze mną. Pochylal się nade mną z tkliwościa bezgraniczną i zatapial w Sobie, zanurzal mnie w Swoich ramionach do SERCA Swego zanurzal…. Czułam się jak w Wodospadzie. Tylko, ze…
„Ty jesteś Moim Wodospadem! Żywym Wodospadem!”
„Jestem, Perełko Moja!”
„Mój Wodospadzie! – zawołałam z zachwytem – i ja pragnę być Twoim Wodospadem…”
Umiłowany mój promienieial.
„Jesteś, Perełko! Jesteś Wodospadem Mojej Miłości dla innych!”
Według mnie to twierdzenie na wyrost. Ale OK. Nie będe przecież kłocić się z Ukochanym! 😀
Pragnę być wodospadem Jego miłości dla innych. I będę do tego dążyć.
NIE CZUJĘ STRACHU…
Byłam na Dnie serca mojego w Ogrodzie. Z Umiłowanym moim byłam. Leżeliśmy na trawniku przed altanką i patrzyliśmy w niebo. Ja podniosłam głowę i oparłam się na łokciu. Pochyliłam się nad Umiłowanym. Patrzyłam w Jego oczy… Takie jasne piękne i mi oddane… Nagle przez moją głowę przeleciała pewna myśl… Przestraszylam się jej. Spojrzałam jeszcze raz w oczy Ukochanemu i opadłam na trawnik. Umiłowany odwrócił się do mnie. I patrzył we mnie z tkliwościa ogromną…
„O czym pomyślałaś Perło Moja?”
„O… o tym że… ze mam nad Tobą… władzę. I że mogę zrobić z Tobą co chcę. Ze na wszystko mi pozwolisz.”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„To prawda, Perełko. Jestem cały dla Ciebie! A powiedz, czego się wystraszyłas? Boisz się Mnie?”
Zdziwiłam się!
„Przestraszyłam się mojej myśli, pomyślałam że jest zła. Ale Ciebie… Nie. Nie boję się Ciebie Umiłowany. Nie czuję lęku przed Tobą. Nie wiem… Może powinnam czuć strach przed Tobą, przed Twoja potęgą. Ale szczerze mówiąc nie czuję. Nie wiem. Może to źle. Przed jednym tylko czuję strach, lęk.”
„Przed czym?”
„Przed tym, żeby Cię Jezu nie skrzywdzić, nie zranić. A przed Tobą strachu nie czuję.”
„A co czujesz, Perełko?” – Ukochany uśmiechnął się do mnie łagodnie.
„Co czuję? Doświadczam od Ciebie Umiłowany tak wiele Miłości, dobroci, czułości. Widzę że mnie akceptujesz taką jaką jestem. Pragnę Cię kochać i ufać Tobie Ukochany mocniej i bardziej. A to źle, ze nie czuję strachu przed Tobą?”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko…
„To bardzo dobrze, Perełko Moja. Bo gdzie jest Miłość, wzajemnie zaufanie i przyjaźń tam nie ma miejsca na strach i lęk. Kiedy stworzyłem Adama, ukochałem go i on Mnie kochał. Panowała między nami harmonia i przyjaźń. Nie bał się Mnie. Lęk, strach, grzech pojawił się wraz z nieposłuszeństwem. Pojawił się brak ufności w Moje Miłosierdzie. wstyd… Adam wystraszył się, zląkł się. I zamiast odwołać się do Mego Miłosierdzia, skrył się w krzaki.”
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… Zatapiał mnie w Sobie, tuląc do SERCA. Był taki bliski.
Nie boję się Go. Kocha mnie. I ja Jego też.
NA CAŁOŚĆ!
Balujaca bardzo.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym ze moim Skarbem Najdroższym byłam. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Swoich ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie promienny bardzo! Uśmiechał się do mnie świetliście.
„Pocieszylas Mnie bardzo Perełko! Poszłaś na całość!”
Roześmialam się serdecznie.
„Mówisz jak wczoraj ksiądz proboszcz!” – szepnęłam całując Ukochanego.
Wczoraj ksiądz proboszcz przyniósł mi Umiłowanego. Nakarmil mnie Jego Ciałem. I poprosiłam go żeby poświęcił figurę Jezusa, którą kupiłam parę dni temu. Poświęcił. I powiedział:
– Wielka figura! Ale poszłaś na całość!
– A co! Na całość! – zaśmiałam się.
– Pięknie. Bardzo pięknie! – powiedział proboszcz uśmiechając się do mnie.
Patrzyłam w Umiłowanego. I On patrzył we mnie Swym przecudnym Spojrzeniem.
„Bo proboszcz ma rację, Perełko!” – szepnął Umiłowany wprost do serca mojego.
„Ze Twoja figura jest wielka?”
„Ze bardzo Mnie kochasz, Perło!”
Ukochany mój promienieial niezwykłą światłościa… Patrzyłam w Niego zachwycona.
„Tak, kocham Cię. Ale to Ty pierwszy poszedłeś na całość w Miłości do mnie. Ja się tylko uczę od Ciebie Umiłowany!”
A po chwili dodałam:
„A Twoja figura jest odzwierciedleniem tego co robisz w moim sercu. Czynisz wielkie rzeczy to i figurka wielka! To Twoja „wina”!” – śmiejąc się dałam Ukochanemu delikatnego pstryczka w nos. Zeskoczyłam z Jego kolan. I głośno się śmiejąc, zaczęłam uciekać! Wybiegłam przed altanką. Umiłowany śmiejąc się radośnie wybiegł za mną.
„Moja wina? Moja wina, Perełko?!” – wołał Ukochany radosny cały.
„Twoja! Twoja, Umiłowany!” – śmiałam się.
Ukochany wiedział że ja żartuje. A ja bardzo się cieszyłam że nie jest już smutny.
Więc uciekałam śmiejąc się wesoło. A Ukochany gonił mnie. Dogonił mnie przy studni. Objął mnie i obrócił mnie do Siebie. Stałam przed Nim uśmiechnięta. Promienieial.
„Moja wina, Perełko?– zaśmiał się perliscie.
„Two…” – urwałam bo nie mogłam dokończyć. Umiłowany przerwał mi pocałunkami. Całował mnie, jak Oblubieniec całuje oblubienicę. Wziął mnie na ręce i usiadł na trawie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I całowal i całowal mnie mój Umiłowany.
„Za Tobą Ukochany trzeba iść na całość, albo wcale! Ja wybrałam na całość!”
Umiłowany mój wciaz obsypywal mnie pocałunkami. Deszczem pocałunków!
