Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała bardzo i zmęczona. Tańcząca bardzo. Leżałam. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie. Blisko, bardzo blisko… Twarz przy twarzy. SERCE przy sercu. Krzyż przy krzyżu. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Przecudnym Spojrzeniem we mnie patrzył. Bardzo blisko byl mój Umiłowany. Obejmował mnie, przytulal i otulal mnie Sobą. Miłością. I tańczył ze mną.
„Moja Śliczna, Maleńka Moja” – szeptal z tkliwoscia bezdenna.
Uśmiechałam się do Niego z trudem. On tulil mnie do SERCA Swego i obsypywal mnie pocalunkami. Tańczylismy. Wciąż tańczymy. SERCE przy sercu. Krzyż przy krzyżu.
Autor: Maleńka
ZA NIM
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Staliśmy przy studni. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Patrzylismy na Krzyż. W oddalił jasnial dojrzalymi owocami. I kwiaty wokół Niego. Piękny widok!!!
Nagle od strony Ogrodu przyleciał maleńki, bardzo kolorowy ptaszek. Usiadł na studni, ale zaraz spłoszony czymś, odleciał.
„Jaki piękny!”- zawołałam.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Kiedyś Ty Perełko byłaś takim ptakiem. Pięknym, ale plochliwym.”
„Byłam. Ale teraz…”
„Teraz jesteś odważną, mądrą i piękną kobietą.”
„Jeśli tak jest to tylko dzięki Tobie, Umiłowany” – szepnęłam zawstydzona. Ukochany uśmiechał się do mnie cudnie.
„Bez Twojej pomocy nie mógłbym zrobić niczego.”
„Nawet Panu Bogu trzeba czasem pomóc!” – zaśmiałam się. Ukochany roześmiał się perliscie.
„A żebyś wiedziała, Perełko Moja!”
Odwróciłam się do Umiłowanego. On przytulił mnie do SERCA… Mocno, mocno. Ja wtulilam się w Umiłowanego całą sobą. Sercem duszą i ciałem. Cała byłam JEGO. A ON cały był dla mnie. Tańczylismy bardzo. Był to taniec bardzo intymny. Czułam się jakbym była przezroczysta, niewidoczna. Cała w NIM. W Umiłowanym moim byłam. Długo tak tańczylismy.
Potem odpoczywam w altance na kwiatowej kanapie leżałam. Umiłowany był przy mnie czuły i kochający. Patrzylam w Niego z zachwytem i uwielbieniem.
„Teraz Ty Mnie Perełko Zawstydzasz” – uśmiechnął się do mnie Ukochany.
„Ja?! Dlaczego??”
Umiłowany pochylal się nade mną swietlisty cały.
„Malo kto we Mnie TAK patrzy.. I mało kto dochodzi za Mną Aż tu.”
„Ja chcę iść dalej za Tobą. Do końca.”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i obsypal pocałunkami.
Idę za Nim.
TULI…
Byłam na Dnie serca mojego. W naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam. Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego, który pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Uśmiechał się do mnie cudnie. Jeszcze cudniej niż do tej pory. Objął mnie i wziął na ręce. Usiadł na kanapie. Ukrył mnie w Swoich ramionach i tulil do Serca. Pochylal się nade mną i patrzył mi w oczy głęboko. Jak mi było dobrze przy SERCU UMIŁOWANEGO mojego. W Jego ramionach. Jak było mi dobrze! Jak dobrze… Ramiona Umiłowanego mojego były najbezpieczniejszym, najcudowniejszym i najpiękniejszyn miejscem w całym wszechświecie! A Umiłowany cały był pochyleniem, przytuleniem cały… Nagle naszla mnie myśl, że powinnam, że powinnismy tańczyć. Choć wcale nie chciałam się ruszać. Nie miałam ochoty. Pragnęłam być w JEGO Ramionach. Pragnęłam, żeby mnie tulil…
„Jeszcze nie raz zatańczymy. Teraz pragnę tulic do Serca Maleńką Moją. Pozwól Mi proszę…” – usłyszałam w głębi serca. Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie. Więc i On tego pragnął… Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafiłam. A ON patrzył we mnie z zachwytem i… podziwem.
” Podziwiam Ciebie, Piękności Moja Umiłowana! „-szepnął najczulej jak dotąd słyszalam.
„Podziwiam Ciebie mój SKARBIE!” – wyszeptalam zachwycona.
A Umiłowany przytulił mnie do SERCA jeszcze bardziej. Usłyszałam bicie serca mojego SERCA JEGO. Biły w jednym rytmie.
A Umiłowany mnie otulal. Otulal pochyleniem i przytuleniem. Ogarnial mnie, otaczal. I patrzył we mnie jak nigdy dotąd. Najpiękniej i najczulej.
„Ukochany mój, w Niebie też mnie będziesz tak tulił?” – uśmiechnęłam się do Niego.
„O wiele bardziej i mocniej i czulej, Perełko Moja!”
Patrzyłam zachwycona i szczęśliwa ogromnie!!! Teraz też jestem w ramionach Umiłowanego. Tuli mnie do SERCA. I widzę nad sobą JEGO pochylone, uśmiechniete Oblicze.
I BARDZO DOBRZE!
Leżeliśmy w naszej altance. Na kwiatowej kanapie. Ja leżałam i Umiłowany mój obok mnie. Oparł głowę na lokciu i pochylal się nade mną z niezwykłą czułością i zachwytem. I ja patrzyłam w Niego zachwycona. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył promiennie i uroczyście.
„Mój Piękny… pozwoliłeś mi…”
„Nie mogłem Ci odmówić, Perełko. Ty Mi nie odmówiłas.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego. Mówił dalej:
„Ale nie wiesz ile to zmienia. Powiem Ci, Perełko Moja. Nie będziesz już mogła beze Mnie żyć.”
„Już od dawna nie mogę już żyć bez Ciebie, Ukochany.”
„Nie będziesz mogła żyć bardziej.”
„I bardzo dobrze!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Będzie Cię ranić każde zle słowo wypowiedziane na Mój temat.”
„Już od dawna mnie ranią.”
„Będą Cię ranić bardziej.”
„I bardzo dobrze!”
„Będziesz dzielić ze Mną Moje cierpienie.”
„Już od dawna dzielę je z Tobą, Ukochany. Pragnę…”
„Będziesz je dzielić ze Mną bardziej, Perełko.”
„I bardzo dobrze!”
„Będziesz samotna i mało kto Cię zrozumie i pocieszy.”
„Już tak jest, Umiłowany.”
„Będzie bardziej, Najmilsza.”
„I bardzo dobrze. Będę szukać pociechy u Ciebie.”
„U Mnie zawsze ją znajdziesz”- Ukochany ucałował mnie w czoło i mówił dalej:
„Będzie Ci źle żyć na tym świecie. Jesteś stworzona do Innego Świata.”
„I bardzo dobrze!”
„Już żyjesz we Mnie. Będziesz żyć bardziej.”
„I bardzo dobrze, Umiłowany!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie, promiennie bardzo. I ja uśmiechałam się do Niego z uwielbieniem.
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Mój Piękny! Mój Piękny!” – szeptałam z zachwytem!
„I cały dla Ciebie, Piękności Moja.”
„I cały dla mnie! A ja cała Twoja! Cała Twoja!”
Umiłowany pochylal się nade mną. Promieniał niezwykle.
Byłam cała JEGO. Cała. Od stóp do głów!
Jestem JEGO. Całym sercem. JEGO.
NASZE ŻNIWA
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance
Z Umiłowanym moim byłam. Tańcząca bardzo. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem, a ja spytałam:
„Ukochany mój, zatańczymy? Pójdziemy pod drzewo Krzyża?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Dobrze, Perełko Moja! Co robimy najpierw?”
Zdziwiło mnie i jednocześnie bardzo ucieszyło, że mimo iż wie, że jestem tańcząca i zmęczona, nie odmawia mi, nie hamuje, nie mowi, żebym odpoczywala. Że spełnia moje Pragnienia. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i szepnęłam:
„Pod Krzyż!”
Ukochany uśmiechnął się znów. Wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wzniósł się w górę i lecielismy nad Ogrodem. Kwiaty wydawaly się jeszcze większe i bardziej bujne niż poprzednio. Ukochany spojrzal mi w oczy głęboko.
„Niedługo żniwa, Perełko!”
Zdumialam się w duchu… Żniwa w Ogrodzie??? Przecież to nie pole i nie ma zboża… Patrzyłam w Umiłowanego w milczeniu. A ON uśmiechał się do mnie tajemniczo. Lecielismy jeszcze jakiś czas i wylądowalismy na trawniku oddzielającym Łąkę bukietowa od reszty Ogrodu. Umiłowany postawił mnie delikatnie na trawniku. Patrzył we mnie świetlisty niezwykle. Objął mnie.
„Zatańczymy, Perełko?”
„Tutaj?”
„A dlaczego nie?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany obejmowal mnie bardziej i bardziej. I obsypywal pocałunkami. Ukląkł przede mną i zacząl całować moje stopy… Jednak teraz całowal inaczej niż przedtem. Nie całował jak lekarz, chore miejsca, ani jak Sługa. Całowal jak Oblubieniec oblubienice. Zmieniło się coś jeszcze. Wcześniej jak całowal moje stopy, nie mogłam się ruszyć. Obezwladniona byłam. Teraz miałam pełnię ruchów. Mogłam robić, że tak powiem, co chcę. Kucnelam przed Ukochanym, ale nie mogąc się utrzymać na nogach, poleciałam na trawę. Polecialam to złe słowo. Bo nie czułam, że lecę, ani że upadam, tylko, że ktoś mnie trzyma i delikatnie kładzie na trawie. Ukochany wciąż całowal moje stopy. Wyciągnęłam do Niego ręce. I za chwilę też leżał obok mnie na trawie. Oparł się na łokciu i patrzył we mnie czule bardzo.
„Dlaczego Mi przerwałas Perełko?” – spytał łagodnie.
„Nie przerwałam, Ukochany – uśmiechnęłam się do Niego i nadstawilam policzek – możesz tu!”
„A tu?” – Ukochany dotknął moich ust.
„Tu też możesz.”
„A tu?” – dotknął mego serca.
„Tu też możesz. Wszędzie możesz” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
Umiłowany patrzył we mnie długo, promienial cały. Potem szepnął mi do ucha:
„To są właśnie żniwa, Perlo Moja!”
Patrzyłam i nie rozumialam, zabrakło mi słów. A Ukochany pochylal się l się nade mną i zacząl mnie całować. Pocałunek przy pocałunku…. Obcalowywal mnie. Za chwilę byłam cała obcalowowana (nawet nie wiem czy jest takie słowo). Piszę jak było. Obcalowowana. Kleczalam przed Umiłowanym. Leżał na trawniku i patrzył mi w oczy z zachwytem i oddaniem.
„Teraz ja… Moge…?” – spytałam nieśmiało.
„Nie pytaj, pragnij! Ty niczego Mi nie odmówilas Perełko, cierpiałaś ze Mną. I Ja niczego Ci nie odmówie!”
Pragnęlam…
Patrzył we mnie i ja patrzyłam w Niego. Zaczęłam Go całować. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Ukochanego, całowałam i całowalam. Jak oblubienica całuje Oblubienca swego. Obcalowywalam Umiłowanego
Byl cały obcalowany. Kleczalam przed Nim. Ukochany ukląkł przede mną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I ja w Niego patrzyłam tańcząca. Ukochany położył Swą głowę na moim ramieniu. Ja swoją położyłam na Jego ramieniu. I tak trwalismy w milczeniu. W Miłości i tańcu.
„To nasze żniwa, Najmilsza!”
„Tak, Najukochanszy!”
Nie rozumialam. Wiedziałam jednak, że dzieje się coś wielkiego i ważnego. Nasze żniwa.
WIELE
Leżałam w łóżku tańcząca bardzo. Nie miałam siły żeby zejść do Ogrodu mojego serca. Ukochany był przy mnie. Czuwał przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna
„Proszę… Zanie…”- szepnęłam z trudem.
Umiłowany wziął mnie na ręce, przytulił do SERCA i zaniosl do Ogrodu Sercowego, do naszej altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie. I powiedział z Miłością :
„Jestem z Tobą Kochana Perełko.”
„I ja z Tobą…”
„I Ty ze Mną jesteś.”
Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Tańczylismy.
Wciąż tańczymy. Wiele. Jak powiedział.
W UMIŁOWANYM
Siedzieliśmy z Umiłowanym moim na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy poważnie.
„Będziesz jeszcze wiele dla Mnie cierpieć, Perlo Moja.”
„Będę. Jeśli trzeba. Będę Ukochany.”.
„Trzeba.”
„Będę.”
Ucalowalam Go
Patrzył we mnie z wielką Miłością. Wiedział że tańczę bardzo i bardzo zmęczona jestem. Nie mówiłam, Mu o tym, ale wiedziałam że wie,
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Uszczęśliwiasz Mnie i pomagasz Mi bardzo Perełko Moja!”
„Po to jestem” – szepnęłam uśmiechając się do Niego tańcząca. Posiedzieliśmy jeszcze trochę pod Krzyżem i wróciliśmy przed naszą altanke.
Stałam oparta o studnię. Pochyliłam się i patrzylam w wodę. W pewnej chwili poczułam dłoń Umiłowanego na moim ramieniu. Odwróciłam się do Niego. Stał przede mną z ogniem w oczach.
„Ukochany… taka jestem zmęczona…”
Umiłowany objął mnie i przytulił do Siebie.
„Wiem. Odpocznij, Perełko. We Mnie odpocznij.”
„Tak…”
Przylgnęlam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Zatapiał mnie w Sobie, otulall Sobą. Nagle wszystko zniknęło. Został tylko Ukochany i ja. W Nim odpoczywałam.
PRZEDSIONEK NIEBA
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. W naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna.
„Ukochany zatańczymy? – spytałam uśmiechając się do Niego – tylko wiesz gdzie bym chciała.”
„Ciągle tańczymy, Perełko Moja. Ale jeśli chcesz, możemy zatańczyć i tam.”
„Dziękuję Ukochany. Uwielbiam tam tańczyc!”
„Ja też, Perełko!” – uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
Wziął mnie na ręce, przytulił do SERCA i wyszedł z altanki. Zaniosl mnie przed Wodospad. Wszedł do Niego, trzymając mnie na rękach. Od razu zalala nas woda. Ukochany ostrożnie postawił mnie na kamieniach. Woda spływala po Umiłowanym i po mnie. Ukochany objął mnie. Przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. A ON położył głowę na moim ramieniu. Tańczyliśmy.
„Kocham Cię Jezu!”
Ukleklam przed Nim i zaczęłam całować Jego stopy. Całowalam i całowalam… Z czułością i czcią. Całowałam. Ukochany pochylil i podniósł mnie. Ujął w Swe dłonie moją twarz i patrzył mi w oczy głęboko cudnym spojrzeniem. Potem pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje oblubienice. Pięknie, czysto i słodko. Tańczylismy złączeni pocałunkiem a SERCE Jego i moje serce biły w jednym rytmie. Tańczylismy… Długo. Zrobilo mi się zimno. Zaczęłam się trząść.
Umiłowany wziął mnie na ręce i wyniósł z Wodospadu.
„Dziękuję Ukochany… Cudnie było!”
„Zmarzlas Perełko!”
„To nic, Umiłowany. Zaraz mi przejdzie. Cudnie było!”
Umiłowany Zaniosl mnie do altanki, położył mnie na kwiatowej kanapie. A Sam położył głowę na moim sercu.
„Cudnie było. I jest cudnie, Najmilsza Moja!”
„Tak, Umiłowany!!!”
Ukochany leżał na moim sercu… Znalazłam się znów na Łące. Wielkiej, rozległej bardzo. Rozświetlonej niezwyklym światłem. Cała była w świetle. Ukochany był przy mnie. Dziwnie Przezroczysty i piękny bardzo!!! Brodzilismy w kwiatach. Ukochany mój, łąka i ja. Wydawało mi się, to jest wszystko czego pragnęlam. Że niczego więcej nie potrzeba mi do szczęścia.
Moze to Niebo? Nie wiem…. Żyję jeszcze. A może… Może to być przedsionek Nieba. Może. Tak sobie myślę że Niebo ma wiele przedsionkow. I jeśli już przedsionek wydaje mi się wszystkim czego pragnę, to co dopiero będzie jak będę w Niebie samym!!! Niesamowite!!!!!
PŁONIE
Leżałam w łóżku tańcząca i uśmiechalam się w ciemność. Do Umiłowanego mojego się uśmiechałam.
„Ukochany?” – szepnęłam.
„Jestem z Tobą Perełko!”
„Wiem, że jesteś – uśmiechnęłam się do Niego – chciałam usłyszeć Twój głos!”
„Kochana Moja!
Byliśmy w Ogrodzie, w naszej altance. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Widziałam Jego Oblicze pochylone nade mną z tkliwoscia i czułością bezgraniczna… Jego cudne, łagodne, kochające Spojrzenie. Patrzyłam w Niego z zachwytem… A
ON zamykał mnie w Sobie, zatapial, otulal mnie Sobą. I tulil mnie mocniej i mocniej. Tonęlam w Umiłowanym moim.
Zobaczyłam dwa serca. SERCE Ukochanego i moje serce. Oplecione wieńcem cierniowym. Serca przytulaly się do siebie i płonęly wielkim ogniem… Z SERCA Umiłowanego nagle wyszła biała Hostia i weszła do serca mojego. Patrzyłam z uwielbieniem i uniesieniem!!!
„Spójrz, Perełko, serca biją w jednym, tym samym rytmie!”
Rzeczywiście… Serca biły w jednakowym rytmie…
„Piękne!!!”- zawołałam tylko. Brakowało mi słów…
Po chwili jednak wyszeptalam:
„Co Ty ze mną robisz, Umiłowany??! Tak bardzo mnie uszczęśliwiasz! Tak bardzo! Co Ty ze mną robisz??”
„Czego pragniesz Perlo?” – usłyszałam czuly głos Ukochanego.
„Ciebie, Ciebie pragnę, Umiłowany!”
„Więc daję Ci Siebie!”
„Dziękuję!” – szepnęłam i pomyślałam że nie będę Go już o nic pytać. Tylko starać się przyjmować.
„Bardzo dobrze, Moja Stokrotko!”
„Stokrotko?” – uśmiechnęłam się radośnie do Ukochanego.
„Jesteś Moją Stokrotka, prawda?”
„Jestem!!!!”
„Moja maleńka Stokrotka, Stokroteczka…”
„Ukochany mój, Najdroższy…”
Znów zobaczyłam jaśniejace nade mną Oblicze Umiłowanego. Pocałowalam Go jak oblubienica całuje swego Oblubienca. On obsypal mnie deszczem pocałunków… Dwa serca zalał ten deszcz i zamiast zgasic wydobywający się z nich ogień, podsycil go jeszcze bardziej.
Teraz tańcze bardzo dla UKOCHANEGO. A moje serce płonie. Jego Miłością.
PŁYNĄŁ W KWIATACH…
Dziś nie będę opisywać rozmowy z UKOCHANYM. Bardzo baluje z Nim i dla NIEGO.
Opiszę tylko pewien obraz, który zobaczyłam.. Leżałam na SERCU Ukochanego. Tuliłam JE do siebie, mocno, mocno… Nagle znalazłam się na wielkiej łące. Wielkiej, rozległej bardzo. Niebo ja i łąka od horyzontu po horyzont… Łąka była pełna polnych kwiatów. Cudnych!!! Mniejszych i większych, ale pięknych bardzo. Była cała zalana niezwykłym światłem. I ja byłam w tym świetle. Brodzilam w tej łące, kwiaty sięgaly mi po kolana. Czułam się jakbym w niej płynęła… Bardzo byłam szczęśliwa!!!
I to niezwykle światło… Otulalo mnie…
Nagle przede mną pojawił się Umiłowany. Niezwykle piękny!!!.
I… jakby przezroczysty. Przez Niego było widać łąkę. Zauważyłam że ja… też byłam przezroczysta… Ukochany zerwal kilka kwiatów i podał mi uśmiechnięty, promienny. Wzięłam kwiaty. Powachalam… pachnialy znajomo…
„Co to za łąka, Umiłowany?” – spytałam zaintrygowana.
„To łąka Twoich dobrych uczynków, Perełko.” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Co takiego??!!! A gdzie my wogóle jesteśmy??!”
Stał naprzeciw mnie, rozczulony, zachwycony… Ujął moją twarz w obie dłonie i patrząc mi w oczy głęboko, Wyszeptal:
„Moje SERCE szaleje za Tobą, Perełko Moja Umiłowana!”
Patrzył zdumiona i rozpromieniona…
A moje za Tobą szaleje!”
Umiłowany pochylal się i pocałował mnie. Pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje oblubienice.
Potem wziął mnie na ręce i niósł w stronę Nieba… Płynął w kwiatach w stronę Nieba.