Wpatrywałam się w Umiłowanego…
„Moje serce bije dla Ciebie!” – wyszeptałam.
Patrzył we mnie czule…
„Na każdym kroku przekonuję się, że nie nadaję się do tego świata. Że go nie rozumiem, ani nie akceptuję. I vice versa”.
„Nie należysz do świata, Mój Promyczku. Należysz do Mnie”.
„Tak, należę do Ciebie!”
„Spójrz na dzisiejszą Ewangelię. Mnie też świat nie rozumiał, odrzucił. A skoro odrzucił Mnie, odrzuca i Ciebie”.
„Nie może być uczeń nad Mistrza…” – pomyślałam – oskarżono Cię o szaleństwo. Rzeczywiście oszalałeś. z Miłości do mnie!”
„Jesteś bardzo podobna do Mnie, Perełko!”
Patrzył we mnie tym Swoim spojrzeniem. Łagodnym i promiennym.
Po chwili dodał:
„Weź swój krzyż i chodź za Mną!”
„Idę, Panie! Za Tobą wszędzie!”
Uwielbiałam Go. A On patrzył we mnie z wielką miłością!
„Dziękuję Ci, Ukochany! Twoja Miłość wystarczy! Ty mi wystarczysz! Wystarczysz! Za Tobą wszędzie!”
„Moje Serce bije dla Ciebie, Promyczku!”
Autor: Maleńka
GDZIE SKARB TWÓJ…
„Przyszłam posiedzieć u Twych Stóp – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – i odpocząć”.
„Posiedź Mój Promyczku, odpocznij. To co zrobiłaś, wymagało dużo siły, nie tylko fizycznej”.
„Tak… Ale udało się. Dzięki Tobie!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem promienni.
„Troszczysz się o Mnie, Promyczku”.
„Kocham Ciebie i chcę, żeby w Twoim Domu było pięknie”.
Patrzył we mnie łagodnie i bardzo czule. Słodko.
Kiedy tak patrzył… znowu naszła mnie wielka, dojmująca tęsknota…
„Oko w oko….” – szepnęłam.
„I Serce w serce, Perełko!”
Patrzył… i ja patrzyłam…
„Dobrze mi z Tobą, Ukochany!”
„I Mnie z Tobą dobrze!”
Po chwili dodał:
„Gdzie skarb Twój tam i serce Twoje”.
„Serce moje jest w Tobie!”
„Więc skarb też, Perełko!”
DZIEDZICTWO
Przyszedł.
„Jak oblubieniec pragnie swej oblubienicy tak JA pragnę Ciebie, Promyku! I jak oblubieniec cieszy się ze swej oblubienicy tak JA raduję się Tobą!”
I… uniósł mnie w górę, wysoko, wysoko! I cieszył się mną! Bardzo cieszył! Tańczył, wirował, wprost szalał z radości!!! Cieszył się Swoim małym, biednym Promyczkiem. Unosił się radością nade mną! A ja… Cieszyłam się NIM, Oblubieńcem moim!
Potem… zabrał mnie do SWEGO Ogrodu. Nie do mojego. Do Swego Ogrodu! Pokazał mi Swój Ogród. Niebo. W tym Ogrodzie był ON – mój OBLUBIENIEC!!!
Trwałam w NIM. A On patrzył we mnie jasny i rozpromieniony, zachwycony!
„Ten Ogród jest Twoim Dziedzictwem, Moja Perełko!”
Dziękowałam…
JEŚLI CHCESZ
Przyszedł do mego serca… i zabrał mnie do Siebie. Do… byłam w Miłości. Zanurzona w Niej. W Nim. Znaleźliśmy się w JEGO Ogrodzie. Przechadzaliśmy się po Nim, spacerowaliśmy. Razem. Ukochany i ja. Podziwialiśmy Ogród z lotu ptaka.
Było pięknie! 🙂
„Było cudnie!”- szepnęłam wpatrzona w Jego oczy.
„Tak! I Mój Ogród bardzo piękny!”
„Dzięki Tobie – Ogrodnikowi!” – uśmiechnęłam się do Niego.
„Gdybyś Mi nie pozwoliła, Promyku, nic bym nie zrobił”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem długo. Ja w Niego z uwielbieniem, On we mnie… też. Bardziej!
„Jeśli chcesz, będę Cię zabierał co noc?”
” 'Jeśli chcę?? Pragnę!”
Patrzył we mnie z zachwytem…
NIEBO, PO PROSTU!
Tańcząca bardzo, zmęczona po roztańczonej nocy, wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzyłam uśmiechając się do Niego. A On patrzył we mnie… i też się uśmiechał. Do mnie.
„Tańczysz ze Mną, Promyczku!”
„Tak!”
Patrzyłam, patrzyłam… zapatrzyłam się w Umiłowanego. Zanurzał mnie w Sobie, zatapiał. W Sobie. W Miłości. Już się nic nie liczyło. Nic. Tylko ON, mój Oblubieniec! Tylko On! Był Jedyny w kosmosie!
Patrzył we mnie tak, jakbym ja była dla Niego najważniejsza! Nie „jakby”!!! Byłam dla Niego najważniejsza!!! Jedyna w kosmosie!!!
I tak w siebie nawzajem patrzyliśmy. NIEBO, po prostu!
Patrzył we mnie z totalnym zachwytem!!!
„Odnówmy nasz ślub, Perełko!”
„Tak! Pragnę!”
„Cały Twój i cały dla Ciebie!”
„Cała Twoja i cała dla Ciebie!”
Ucałowałam Go.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem promienni i jaśni.
„Przyjdę dziś i zabiorę Cię. Do Siebie”.
„Już czekam. I tęsknię! Za Tobą!”
Pójdę za Nim. Wszędzie.
POTRZEBUJĘ CIĘ!
Byłam z Nim, przed Nim, przy Nim, w Nim.
„Potrzebują mnie!”
Po chwili dodałam, patrząc w oczy Ukochanemu:
„Nie!!! To Ciebie potrzebują! Ciebie!”Uśmiechał się do mnie łagodnie.
„Tak, potrzebują Mnie. A Ty, Promyczku jesteś Moim narzędziem. Działam przez Ciebie i Twoje Dzieci to widzą”.
Patrzył we mnie…
„Ja Ciebie potrzebuję!” – usłyszałam.
„Ja taka wątła, nędzna, bezużyte…”
Przerwał mi:
„Potrzebuję Twojego uśmiechu, Twego serca, Twoich rąk. Działam przez nie!”
Patrzyłam dalej w Ukochanego… Czasem nachodzą mnie myśli, że nic nie robię, bo nie potrafię.
ON łagodnie się uśmiechał… czule… i mówił do mego serca:
„Każda Twoja modlitwa, każde westchnienie do Mnie, jest czynem miłości. Każde Twoje ofiarowanie cierpienia, Twój taniec jest czynem miłości. Każde Twoje dobre słowo, myśl jest czynem miłości. Każdy Twój uśmiech jest czynem miłości. Ty sama, Promyczku, jesteś dziełem Mojej Miłości! Czyń Miłość w okół siebie!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Z Twoją pomocą będę! Potrzebuję Ciebie!”
„Potrzebujemy siebie nawzajem, Moja Perełko!”
OCZYSZCZAM!
Nakarmiona Jego Ciałem, nasycona, wpatrywałam się w Ukochanego.
„Jestem w Moim Ogrodzie, Promyczku!”
Uśmiechałam się do Niego nieśmiało…. nieśmiało…
„A Ty Promyczku, jesteś Moją Świątynią, Tw0je ciało jest Świątynią Ducha Świętego”.
„Bądź uwielbiony w moim ciele!”
Patrzył czule we mnie…
„Jakaś Ty piękna! Będziesz w Moim orszaku!”
Po chwili dodał:
„Jakaś Ty czysta!”
„Czysta???”
Patrzył jeszcze bardziej rozczulony… poczułam się jak małe dziecko… 🙂
„O co Mnie prosisz przed przyjęciem Mnie do serca?”
„’Jezu mój, we Krwi Ran Twoich obmyj duszę z grzechów moich!’ ”
Uśmiechnął się do mnie.
„Więc obmywam! Oczyszczam!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością…
ODDAŁAM
Dziś nie będę opisywać całej rozmowy z Ukochanym. Tańczę bardzo. Opiszę tylko w skrócie.
Zacznę od tego, że… upadłam… On mnie podniósł. Powiedział, że… potrzebowałam tego upadku, żeby upokorzyć moją pychę.
Potem przyszedł do mego serca i zabrał mnie. Na Golgotę. Stałam pod krzyżem. Z MAMĄ. Jego i moją. Poprosił, żebym oddała MU swój grzech. Oddałam. Oddałam Mu Coś jeszcze. Ale… tylko On wie Co. On i ja.
Wpatrywałam się w Ukochanego… wciąż myślałam o moim upadku.
Zawiedziona sobą…
„Kocham Cię taką, Promyczku!”
„Jaką? Raniącą i zdradzającą Ciebie…??”
Patrzył bardzo czule…
„Pokorną i ufną”.
Po chwili dodał:
„I pamiętaj, że Mi oddałaś swój grzech. I nie przepraszaj wciąż za coś co Ci już wybaczyłem!”
Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
PŁACZ UMIŁOWANEGO…
Przyszedł do mego serca… i otulił Sobą. Trwałam w Jego Miłości.
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Umiłowany!”
„Perełko Moja najmilsza!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. On patrzył z niezwykłą czułością.
„Odpocznij we Mnie” – usłyszałam.
Odpoczywałam… zmęczona i tańcząca…. Odpoczywałam…
„Dziś znów Cię zabiorę”.
Nie pytałam gdzie. Cieszyłam się bardzo.
„Ale dziś będzie inaczej. Trudniej. Zobaczysz, Promyczku”.
„Byle z Tobą!”
Patrzyłam w Niego… Twarz JEGO się zmieniła.
„Panie! cierpisz! Ja z Tobą!”
Po chwili:
„Umiłowany, Ty płaczesz…”
Zaczęłam Go…
„Najmilszy… nie płacz… Proszę! Najmilszy mój… Najdroższy, Jezu… proszę. Ukochany… Serce mi krwawi kiedy widzę Cię płaczącego…! Proszę!”
Całowałam, uwielbiałam Go.
Znów… był promienny i jasny.
„Pocieszyłaś Mnie, Mój Promyczku!”
„Ja…??”
„Pocieszyłaś Mnie swoją miłością!”
Po chwili dodał:
„Przyjdę, bądź gotowa!”
„Będę czekać!”
BĄDŹ UWIELBIONY!
„Uwielbiam Cię, mój Panie!
Bądź uwielbiony!
Mój Królu,
mój Zbawicielu,
mój Umiłowany!
Ukochany!
mój Skarbie Najdroższy!
Oblubieńcu Najczulszy!
Bądź uwielbiony
w moim
Cierpieniu!
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Piękne uwielbienie, Promyczku. Prosto z serca!”
„Tak…”
Patrzyłam i patrzyłam… I On we mnie patrzył, bardzo czule.
Potem przeczytałam dzisiejszą Ewangelię i patrzyłam w Niego dalej.
„To Ewangelia o mnie. To ja jestem trędowata. I przychodzę do Ciebie, upadam do Twych Stóp i szepczę >jeżeli chcesz…. < A Ty się nade mną litujesz, dotykasz mnie i uzdrawiasz. Nie brzydzisz się moich grzechów…”
„Bo Cię kocham, Perełko!”
Uwielbiałam Go…