Obudziłam się w nocy i poprosiłam Ukochanego, żeby przyszedł do mego serca i żeby…
„Jestem Perełko. Zabieram Cię w podróż, w głąb Twej duszy!”
I… zobaczyłam siebie, gdzieś biegłam. Coraz niżej i niżej… Długo biegłam. A Głos mówił:
„Stworzyłem Cię i umiłowałem Cię przed wiekami. Byłem z Tobą zawsze. Perełko! Zesłałem Cię na ziemię, aby dać przez Ciebie Miłość innym. A, żeby upodobnić Cię do Mnie, dałem Ci cierpienie. Które przyjęłaś i Mi ofiarowałaś!”
Słuchałam i biegłam. Biegłam za Głosem!
„A teraz narodziłem się znów! W Tobie, Perło Moja!”
Zobaczyłam…. wielkie światło… Maleństwo. Aniołowie podchodzili do Niego i oddawali Mu hołd.
Podbiegłam do Niego. Wszyscy aniołowie zniknęli. Zostało tylko Dzieciątko i ja. Uśmiechało się do mnie, wyciągało do mnie rączki. Wzięłam Je na ręce i tuliłam Je do serca. Moje serce stało się Jego kołyską…
Kołysałam Je i nuciłam Mu kolędy. I ciągle kołyszę.
Potem… rozmowa szybka jak wiatr.
Pomyślałam o mojej… o moim Dziecku.
„Mam wysłuchać jej prośby?
Milczałam, nie wiedząc o co chodzi…
„Jeśli wysłucham jej, nie wysłucham Ciebie”.
„A jaka to prośba…?” – wyszeptałam wiedząc, że to coś bardzo ważnego…
„Żebym nie zabierał Cię jeszcze do Siebie!”
W jednej chwili zrozumiałam wszystko.
„A… czy to jej pomoże? Czy zbliży ją do Ciebie?”
„Bardzo!”
„Więc wysłuchaj Jej prośby!”
Wspólne milczenie….
„Więc jeszcze nie…/”
„Pozwól Promyczku, że Sam o tym zdecyduję”.
„Oczywiście, Ukochany!”
„Perło Moja!!!”
„Milczałam… Po chwili wyszeptałam:
„Tęsknię bardzo. Ale jeśli trzeba, poczekam. Z nosem przy szybie”.
„Ja też tęsknię, Perełko!”
Milczałam, kołysząc Go w sercu.
„Jesteś do Mnie bardzo podobna. Nie myślisz o sobie, ale o innych!”
Wciąż Go kołyszę. W moim sercu.
Tańczę bardzo, moje serce tańczy… Ale dla NIEGO wszystko!