Przyszedł do mego serca… Znów rozmyślałam o tej szybie, która nas od siebie oddziela… zimna i matowa. A ja przywarta do niej.
„Ty ją zbijesz, Ukochany! Ja nie. Ty!”
„Ja Promyczku!”
I tak trwałam przy Nim… a ON ze mną. We mnie.
Dziś przeczytałam wpis ks Tomka. http://delurski.pl/4781/spotkanie-z-bogiem/
Przeczytałam i… już wiem jak opisać to, czego często doświadczam. Wiem jak opisać? Tak! To najbliższa z możliwych bliskości. Najintymniejsza. To zjednoczenie, nie tyle ciał… ile dwóch miłości.
Wpatrywałam się w Ukochanego…
I rozmyślałam o naszym zjednoczeniu, bliskości. O naszej Miłości.
Patrzył we mnie… słodko.
„Jesteś blisko… całujesz moje rany, ja Twoje. Całujesz moje serce…”
„A Ty MOJE, Promyczku”.
„Tak… nie wiem jak to możliwe, ale tak…”
„Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy!”
Patrzył we mnie zachwycony.
„Dziś w nocy też będziemy tak blisko, chcesz…? ” – zapytał jakby nieśmiało.
„Tak! Pragnę, Umiłowany!”
„JA i ty. Zjednoczeni w Miłości”.
„To jest Niebo!”