Obudziłam się w nocy z pieśnią na ustach:
„Jezu, Tyś jest światłością mej duszy.
Niech ciemność ma nie przemawia do mnie już.
Jezu, Tyś jest światłośćią mej duszy.
Daj mi moc przyjąć dziś miłośc Twą.“
Chyba znów byłam w Niebie. Nie wiem… 🙂
W każdym razie zaprosiłam Ukochanego do serca. I wciąż GO wielbiłam tą pieśnią. Potem zasnęłam.
Obudziłam się znów. Jeszcze było ciemno. Zaczęłam układać bukiety MAMIE… Nagle zobaczyłam…. w jasnym świetle dwie Dłonie, trzymające wiele skarbów, biżuterii, drogich kamieni…
„To łaski, owoce Twojego cierpienia. Rób z nimi co chcesz”.
Rozdałam wszystko moim duchowym Dzieciom.
Dłonie zostały puste, miały Rany. Jednak nie zniknęły jak kilka razy wcześniej. Jakby na coś czekały… otwarte, zranione Dłonie…
Położyłam na Nich… swoje ręce. Były jakieś inne, jakby nie moje. Były zdrowe i piękne, nie zniekształcone przez chorobę. Jednocześnie wiedziałam, że to moje ręce… Zranione Dłonie delikatnie chwyciły moje ręce.
„Jestem cały Twój, Perełko Moja!” – usłyszałam w głębi serca.
„Jestem cała Twoja, Umiłowany!” – powiedziałam drżącym głosem. Byłam pewna, że dzieje się Coś niezwykłego.
Zobaczyłam kielich.
„Wypij Go na znak naszego Przymierza” – mówił dalej Głos w moim sercu.
„A nasz ślub?”- zapytałam.
„Teraz zawieram z Tobą Oblubienico Przymierze Krzyża. To Krew i Woda. Wypij”- Głos był czuły i pełen Miłości.
Wypiłam bez wahania. Ukochany mówił dalej:
” Będziesz miała udział w Moim cierpieniu, Perełko. Będą z Ciebie drwić, szydzić jak ze Mnie szydzili. Będziesz wiele cierpieć dla Mnie, lecz Ja Cię podtrzymam i będę przy Tobie”.
„Tak Panie, jeśli trzeba cierpieć dla Ciebie, będę!”
„Perełko Moja kochana!”
Wtedy zobaczyłam Koronę, którą już kiedyś widziałam. Była cudna! Cała w świetle. Wysadzana drogimi kamieniami, których nazw nie potrafię wymienić. Cała lśniła! A wśród tych drogich kamieni tkwiła jedna mała Perła. Byłam nią ja…
Naraz ta cudna korona zamieniła się… w koronę cierniową. Głos mówił:
„Będziesz miała udział w Moim cierpieniu. Odtąd, kiedy będę w Tobie odpoczywał, Ty będziesz ją nosić”.
„Tak. Panie!”
Zobaczyłam postać Jezusa Miłosiernego. Pobłogosławił mi i znikł.
Leżałam poruszona…
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył uśmiechając się do mnie czule.
„Nie odmówiłaś Mi, Promyczku!”
„Nie odmówiłam, niczego Ci nie odmówię. Wiedziałeś o tym, Panie. Prawda?”
„Mogłaś odmówić, masz wolną wolę”.
„Niczego Ci nie odmówię, Umiłowany! A moja wola do Ciebie należy!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem długo…
„Dziś zawarłem z Tobą Przymierze Krzyża, Mój Promyczku!”