Wpatrywałam się w Ukochanego. Rano na Mszy św. przyjęłam Jego Ciało do serca. Teraz w Niego patrzyłam.
„Ukochany! Żyjesz we mnie!”
„Tak, Mój Promyku. Jesteś Moim Tabernakulum. Odpoczywam w Tobie”.
„Taka jestem szczęśliwa! Bardzo się cieszę! Chcę być Twoim odpocznieniem…!”
Patrzył jasny i promienny.
„Tańczę, Panie!”
Patrzył uśmiechnięty.
„Uwielbiasz Mnie swoim tańcem!”
Za chwilę spytał:
„Mogę Cię Perełko prosić do tańca? Pragnę tańczyć z Tobą!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Panie Jezu, proszę, nie pytaj mnie o sprawy oczywiste! Jasne, że możesz!”
I porwał mnie do tańca! Wirowaliśmy razem!
„Jaki to taniec?” – spytałam.
„Niebiański! Na chwałę Boga Ojca”.
Wciąż tańczymy! On mnie trzyma w swych silnych ramionach!
Autor: Maleńka
SPOCZĄĆ W BOGU
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Umiłowany:”
„Perełko!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
Patrzył we mnie czule… A ja rozmyślałam.
„Mówisz do mnie przez swoje oczy, twarz, usta. A nade wszystko mówisz do mnie Sercem….”
„Sercem do serca”.
Uśmiechnęłam się do Niego…
„Kiedy do Mnie przychodzisz, przychodzisz do Miłości”.
Patrzył i patrzył…
Nagle KTOŚ 🙂 mnie tknął, żebym zajrzała do poczty, że tam mam wiadomość.
Ukochany uśmiechał się czule a Jego spojrzenie mówiło: „Zajrzyj”.
Zajrzałam. Rzeczywiście była wiadomość od mojego Dziecka. Przeczytałam. I wróciły wspomnienia. Wróciły, ale inaczej niż do tej pory.
„Szukałem Cię, Mój Promyczku. Goniłem Cię, ścigałem swoją Miłością”.
I… zobaczyłam Go w uśmiechu mojej nieżyjącej już babci, w słowach księży, którzy opowiadali mi o Jego wielkiej Miłości do mnie. I teraz w moich Dzieciach.
„Goniłeś, goniłeś – uśmiechnęłam się – i dogoniłeś!”
Patrzył promienny.
„Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu – mówił św Augustyn. Moje serce już w Tobie spoczywa…”
„Tak, spoczywa we Mnie”.
Odpoczywałam w NIM…
Spocząć w Bogu to zakorzenić się w Nim. Wróść w Niego. I z Niego wyrastać. To żyć w Nim, oddychać NIM. To zatonąć w Jego Miłości,
UMIŁOWANA
Wczoraj ktoś sprawił mi przykrość, upokorzył. Zabolało mnie to. W pierwszej chwili bunt i oburzenie było we mnie. I smutek… Zwalczyłam to w sobie. Pomyślałam, że to jest po to, żebym była jeszcze bliżej NIEGO. „Niech się dzieje Jego wola!”- powtarzałam. I pomogło. Smutek w sercu znikł. Jednak… coś jeszcze zostało. Co? Żal? jakaś zadra? Nie wiem, nie potrafię nazwać. Coś.
Jednak wciąż powtarzałam „Bądź wola Twoja!” I z takim nastawieniem zasnęłam. Sniło mi się, że wybaczam tej osobie, która sprawiła mi przykrość. Światło i my, przytulające się do siebie nawzajem… 🙂
Obudziłam się. I natychmiast zobaczyłam… obrazy z Ewangelii. Trzydzieści srebrników… potem bogacza, który myślał tylko o sobie. „Jedz, pij i używaj”.
Zaniemówiłam, zamarłam…
„Walcząc o siebie, o „swoje” mogłam stracić CIEBIE!”
Zaczęłam Go przepraszać, dziękować i wielbić jednocześnie.
Umilkłam i… Ogarnęła mnie JEGO miłość, pokój i radość. Po tym „czymś” w sercu śladu nie było. Był ON!!!
Leżałam uśmiechnięta.
„Dojrzewasz Promyczku. A żniwa już blisko!”
„Dzięki Tobie, Ukochany!”
„I dzięki Twojej pokorze. Dałaś Mi się przemielić”.
„Przemiel mnie, Jezu!”
„Mielę, jak mąkę”.
Wpatrywałam się w Ukochanego…
Uśmiechał się do mnie.
„Dojrzewasz, Promyczku. A żniwa już wkrótce!”- powtórzył.
Patrzyłam uśmiechnięta, promienna… W sercu było znów wszystko na miejscu. ON był na pierwszym miejscu. Królował we mnie.
I patrzył we mnie czule, bardzo czule…
„Ukochana Moja! Umiłowana!”
„Tak, Panie?”
Dalej patrzył…
„Będę Cię od dziś tak nazywał. Taka dla Mnie jesteś. Mogę?”
Pyta czy może…
„Tak!”
Uśmiechał się do mnie.
„Ukochana, pomilcz ze Mną”.
Milczeliśmy razem. Długo…
CHCĘ!
W nocy przyszedł do mojego serca. Uwielbiałam Go… Potem fruwałam z Motylem.Wirowałam… latałam.
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii wpatrywałam się w Umiłowanego.
„Dźwigam swój krzyż i idę za Tobą. Jestem Twoim uczniem, sługą Twoim jestem”.
„I Moim świadkiem, Promyczku. Świadkiem Mojej Miłości”.
” Pragnę być!”
„Jesteś, bo chcesz!”
Wtedy przypomniałam słowa św Pawła, że to „Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą”. Dzięki Niemu chce mi się chcieć. I działać!
Zamyśliłam się… jestem chora, niepełnosprawna. Wydawać by się mogło, że niewiele mogę zrobić. Tymczasem… robię więcej niż niejeden zdrowy. I to nie jest chwalenie się, tylko stwierdzenie faktu.
„Dzięki Tobie!”
Patrzył we mnie czule…
„Promyczku, owoce Twojego życia są coraz większe. Są dużo większe niż wtedy, gdy widziałaś je po raz pierwszy”.
Przypomniałam sobie tamten obraz… Wielkie, soczyste i słodkie…pamiętam kiedy spróbowałam jednego, jego sok ściekał mi po brodzie. A Ukochany mówi, że teraz są jeszcze większe… Cieszę się bardzo!
Patrzyliśmy w siebie nawzajem długo… w miłości.
„Oj, Jezu, zmęczona jestem!”- uśmiechnęłam się do Niego.
” Ja też, Perełko!”
„Więc odpocznijmy, Ty we mnie, a ja w Tobie. Dobrze? Możliwe to? – znów się uśmiechnęłam.
” Dla Mnie wszystko jest możliwe!”- powiedział promienny.
Odpoczywaliśmy więc. Ja w NIM, a ON we mnie..
W CISZY…
W nocy przyszedł do mego serca…
Wpatrywałam się w Ukochanego.
„Umiłowany!”
„Miła Moja!”
„Przyszłam do Ciebie, do Twoich Stóp. Jak mogę Ci dziś usłużyć?”
Patrzył promiennie.
„Pomilcz ze Mną, Promyczku!”
Milczeliśmy więc… Uwielbiam to. Wpatrywać się w milczeniu w NIEGO. W Jego oczy… spojrzenie głębokie i czułe. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Jeżeli Jego oczy są takie… niezgłębione, tajemnicze i bliskie zarazem. Pełne miłości, czułości, tkliwości… to jaka musi być Jego dusza… Niepojęte!!!
Milczeliśmy, patrzyliśmy w siebie nawzajem. Uśmiechaliśmy się do siebie.
Cisza, ON i ja… niczego więcej nie trzeba.
Cisza… zdawało mi się, że słyszę bicie serca… Jego Serca!
Spojrzałam w Niego pytająco, zdziwiona.
„Tak – usłyszałam – to Moje Serce bije dla Ciebie, Perełko. Ukryłem Cię w Nim”.
Wsłuchiwałam się w to bicie…
A On patrzył we mnie zachwycony. Zafascynowany. Rozczulony…
„Znów patrzysz we mnie jak w… – uśmiechnęłam się.
„Podziwiam Moją królewnę”.
Patrzył we mnie tak, że słów brakuje, żeby to opisać.
Tak… Ucałowałam Go.
„A ja podziwiam mojego Króla”.
Trwaliśmy w uśmiechu i ciszy…
OCZYSZCZENIE I PRZYTULENIE…
Obudziłam się w środku nocy i od razu zaprosiłam Ukochanego do serca. Przyszedł i chciał w nim odpocząć.
„Odpocznij Umiłowany”- ostrożnie i delikatnie zdjęłam koronę cierniową z Jego głowy. Odpoczywał we mnie…
Zaczęłam układać bukieciki dla Mamy. Modliłam się.
Nagle moje myśli zostały skierowane (Ktoś je skierował) na pewne zdarzenie z dzieciństwa. Zobaczyłam je zupełnie inaczej niż do tej pory. Cała sytuacja i słowa, które mnie przez wiele lat bardzo bolały. Do tej pory przypominałam je z łatwością, dziś musiałam się bardzo natrudzić, żeby je sobie przypomnieć. Zdziwiło mnie to. Co więcej, sytuacja, ani słowa, które mnie bardzo zraniły, dziś nie bolały wcale. W ogóle! Widziałam w tym Światło, Jego. A najbardziej zdumiało mnie to, że… słowa te…
„To nieprawda!! Kłamstwo!!! Jak mogłam w nie tyle lat wierzyć??!”- pomyślałam.
„To zły Ci wmówił Mój Promyku!”
Trwałam w zdumieniu… w olśnieniu.
„Prowadzisz swoje Dzieci do Mnie, do Nieba!”
„Tak…”
I Ukochany zaczął wszystko prostować. Teraz wszystko stało się dla mnie jasne.
„Wczoraj powiedziałam, że jestem gotowa, żebyś wziął mnie do Siebie…”
„Jesteś gotowa, oczyszczam Cię tylko”.
„Jestem gotowa. Nic mnie tu nie trzyma. A to wszystko to droga do Ojca, do Nieba”.
Trwaliśmy razem…
„Jeśli pozwolisz, Perełko, będę Cię dalej oczyszczał”.
„Oczyszczaj mnie, Ukochany! Żebym stała się przeźroczysta, żeby inni patrząc na mnie, nie widzieli mnie, ale CIEBIE!”
„Już widzą Mnie w Tobie, a będą widzieli jeszcze bardziej”.
Wpatrywałam się w Ukochanego… A On oczyszczał mnie dalej… Nie będę opisywać tego wszystkiego, bo nie mam siły.
Napiszę tylko, że odkryłam, że kiedyś chciałam umrzeć z rozpaczy a teraz pragnę umrzeć z miłości do Niego. Aby z Nim Żyć. Być z Nim.
Aż tak mnie zmienił!!!
Patrzył we mnie… Miłość…
Twarz Mu się nagle zmieniła. Cierpiał. Bardzo.
„Co Ci, Umiłowany mój??”
„Jak dobrze Mi u Ciebie… przyjmujesz Mnie z miłością, pozwalasz działać w sobie. A Ja chciałbym, żeby wszyscy tak się na Mnie otwierali, przyjmowali Mnie. Niewielu jest takich, Promyczku!”
„Umiłowany… nie wiem jak Cię pocieszyć! Przytul się do mnie, do mojego serca się przytul!”
„Pragnę, Promyku!”
I tak trwamy… Tulę do serca Ukochanego…
I jeszcze kilka słów o obrazku… Zrobiłam go sama. Nieudolnie, po amatorsku. Ale sama. Robiłam go kilka dni, nie ukrywam, łatwo nie było. Ręce niesprawne i trafić trudno. Kombinowałam, majstrowałam 🙂 I zrobiłam.
Ukochany i ja… w Jego Świetle. Tego doświadczam. On wisi na krzyżu, ale krzyża nie widać. Ginie w Jego Świetle. A On rozpostarty… z wyciągniętymi ramionami. Przyciąga mnie do Siebie.
Mojego krzyża też nie widać. Ginie w Jego MIŁOŚCI…
W PEŁNI
Wpatrywałam się w Oblicze Ukochanego…
„Dziś Dzień Zaduszny… – pomyślałam.
„Dzisiaj wiele dusz dzięki uzyskiwanym za nie odpustom idzie do Nieba. Jednak i bardzo wiele dokonuje oczyszczenia w czyśćcu. Módl się za nie Promyczku, żeby to oczyszczenie trwało jak najkrócej. Ja tęsknię za każdą duszą!”
„Modlę się za nie i będę modlić, Umiłowany!”
Patrzył we mnie a ja w Niego, długo. Milczeliśmy. Patrzyłam w Niego i patrzyłam… Uśmiechał się słodko… czule.
„Czas Twego życia wkrótce się skończy. Zabieram Cię do Siebie!”
„Wkrótce?? Tak się cieszę!!! – byłam uszczęśliwiona!
Uśmiechnął się promiennie.
„Jesteś gotowa?”
„Tak!”
Patrzył i patrzył…
„Tak, jesteś!”
„Zobaczę Cię w końcu twarzą w Twarz! Takim jakim jesteś,Umiłowany”.
„I będziesz Żyć we MNIE. W Pełni”.
Usmiechaliśmy się do siebie nawzajem, szczęśliwi.
„Nasza Tęsknota wypełni się, Mój Promyczku!”
INNA
Nie mam dziś głowy do pisania. Ukochany będzie więc pisał tę notkę.
Wieczorem leżąc już w łóżku wiedziałam, że nie zasnę, że będę tańczyć. Czuwać. Trwać z Ukochanym.
Byłam jednak bardzo obolała i zmęczona, tak, że nie miałam sił się modlić… Leżałam tylko i powtarzałam Imię Ukochanego. Tak przeleżałam kilka godzin. On przyszedł do mego serca a ja wciąż powtarzałam Jego Imię. Siły jakby zaczęły wracać… tak mi się wydawało. Zaczęłam odmawiać Koronkę za dusze cierpiące w czyśćcu, a potem bukiety Mamie. I w miarę jak się modliłam Umiłowany zanurzał mnie w Sobie… Zobaczyłam Światło. Ciepłe i bardzo jasne. Byłam w NIM. Usłyszałam radosne, perliste głosy w oddali. Ciepłe, szczęśliwe.
Jeden głos był blisko mnie. Rozmawiała (był to głos kobiety) 🙂 ze mną. Jak z bliską przyjaciółką. Jakbyśmy się znały od lat. I znamy się 🙂 Podświadomie wiedziałam kto to. Bylam pewna. KTOŚ mi mówił, że to właśnie ona. Nie widziałam jej twarzy, ale wiedziałam kto to. Rozmawiałyśmy więc jak bardzo dobre przyjaciółki. O czym, o Kim rozmawiałyśmy? O Ukochanym moim. Naszym 🙂 wspólnym.
Potem zniknęła.
Potem… dwa motyle fruwały po niebie. Jeden duży, drugi maleńki. Jeden to Mama a drugi… 🙂
Fruwałyśmy, wirowałyśmy, szybowałyśmy po niebie. Bardzo długo. Kiedy skończyłam układać bukiety zauważyłam… że siły wróciły! Może nie fizyczne, ale duchowych miałam w nadmiarze.
Patrzył we mnie promiennie. Uradowany, że sprawił radość. A sprawił wielką! 🙂
„Byłam w Niebie?”- bardziej stwierdziłam fakt niż spytałam.
„Tak, Moja Perełko. Zabrałem Cię tam!”
„I… rozmawiałam z Faustyną?” – też stwierdziłam…
Uśmiechał się. Milczał, Ale Jego uśmiech mówił wszystko! Rozmawiałam z siostrą Faustynką!!!
„Byla taka jasna, taka ciepła, taka uśmiechnięta, taka… Taka inna!”
Patrzył we mnie przenikliwie. Milczał. Ja też. Patrzył i patrzył… czule, jasno, przenikliwie.
„Ty też jesteś inna, Promyczku!”
Patrzyłam zawstydzona…
On patrzył dalej.
„Jestem bardzo szczęśliwa…” – uśmiechnęłam się.
„Czyli błogosławiona” – też się uśmiechał.
I tak trwaliśmy, w uśmiechu.
„Dziś w Niebie wielkie święto. Świętych, czyli innych.”
„Tak”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem dalej.
„Też jesteś inna, Perełko” – usłyszałam znów w głębi serca.
Patrzyłam i patrzyłam w Ukochanego…
JESTEM Z TOBĄ!
W nocy przyszedł do mego serca. Trwał we mnie a ja w Nim. Rozmawiałam z Nim o bardzo osobistych sprawach, intymnych. O których wie tylko ON, tylko z Nim o tym rozmawiam. Tylko ON jest w stanie pomóc. I pomaga. Dziś także pomógł.
Wpatrywałam się w mojego Umiłowanego… Patrzył we mnie promienny i jasny.
„Jestem z Tobą w Twym upokorzeniu, Promyczku”.
„Wiem, Ukochany. Ty nie pozwalasz mi się poddać!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem długo. W miłości…
NAJSZCZĘŚLIWSZA!
Wpatrywałam się w Umiłowanego… w nocy przyszedł do mojego serca. A teraz patrzył we mnie z ogromną miłością.
„Jak się czujesz, Moja Perełko?”
„Fizycznie? Choroba coraz bardziej bierze górę nade mną. Upokarza mnie… Dzisiaj… zresztą wiesz. Szkoda mi tylko rodziców, ciężko im. Mnie może boleć, ale im… chciałabym, żeby im było choć trochę lżej”.
„Tak, ciężko,wiem, ale to błogosławiony ciężar. Opiekując się Tobą, MNĄ się opiekują”.
Patrzył we mnie z czułością…
„A w sercu jak?” – spytał uśmiechając się do mnie.
Roześmiałam się serdecznie.
„Przecież wiesz, Ukochany! W sercu radość, pokój, szczęście! Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie!!! Dzięki TOBIE!!! Ty mnie czynisz taką! Nie wiem jak to robisz, ale robisz! Ty jesteś moim Szczęściem!!! ”
Patrzył radosny, rozpromieniony.
„Promyczku, gdy Ty cierpisz, Ja cierpię w Tobie, z Tobą. To zbawienne cierpienie. Nie tylko dla Ciebie, dla innych także”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem długo…
„Jestem blisko Perełko. Tańczę z Tobą! A Ty sprawiasz ulgę, Mi, swojemu Oblubieńcowi.”