„Są takie momenty, kiedy wszystko, co nie jest Bogiem, należy zostawić. Kiedy schodzi się w najgłębsze rejony duszy, to nie można już nikogo prosić, aby nam towarzyszył. Krok za krokiem musimy zejść samotnie aż na dno. Kiedy znajdziemy tam coś cennego, przyciśniemy to do piersi i zaczniemy mozolną drogę pod górę, by podzielić się tym z innymi.
Jeśli oczywiście w ogóle można się tym podzielić.
Trudno jest o tym pisać, mówić, bo to oznacza wieczny dystans, oddalenie od tego, co tu.
Zrozumieją to ci, których serca mają dziury, którzy noszą w sobie podobną pustkę. Oni wiedzą, że choć próbowali ją zaspokajać na przeróżne sposoby, to ona – zamiast się zmniejszać – jedynie zwiększa swoją objętość. To rodzaj tęsknoty i nienasycenia, którego na tej ziemi nie można nikim i niczym zaspokoić.
Jeśli ktoś został w ten sposób naznaczony, to na tej ziemi nigdy nie znajdzie pełnego ukojenia.
***
Niektórzy to czują mocniej. Jakby dusza była poprzebijana, jakby były w niej przestrzenie nie do wypełnienia. I choć próbowałeś wielokrotnie, zamiast pokoju przynosiło to jeszcze większe poczucie obcości.
Pragnienia są zbyt wielkie. A słowa są małe, aby to wyrazić.”
źródło: http://kpalys.blogspot.com/
Kiedy wczoraj Córeczka wysłała mi ten tekst i kiedy go przeczytałam, byłam zdumiona. To tekst o mnie. Co więcej… to moje słowa, choć nie napisane przeze mnie. Moje, bo całkowicie się z nimi identyfikuję, utożsamiam. Całkowicie. Wiele razy próbowałam opisać doświadczenie, w którym teraz jestem, które teraz przeżywam. Brakowało słów… Tymczasem to właśnie TO doświadczenie…
Siedziałam, wpatrywałam się w Ukochanego… i rozmyślałam…
„Tęsknię. Tęsknota trawi moje serce, przeszywa je na wskroś. Modlę się, żeby zaspokoić tę tęsknotę, nasycić, ale ona zamiast maleć, wciąż rośnie. I znów się modlę, a tęsknota pali mi serce jeszcze bardziej. Nie mogę nie modlić się, bo skazałabym siebie na śmierć duchową. Więc modlę się, trwam przy TOBIE. Potem pisanie notki, to też… modlitwa. Wszystko odżywa na nowo. Tęsknię.
Tylko Ty mnie rozumiesz, przenikasz głębokości mojej duszy i rozpalasz Miłość i tę dojmującą tęsknotę. Ona sprawia, że czuję się tu, na ziemi obco, serce moje już jest GDZIE INDZIEJ. W Niebie. Bo mój Skarb tam jest. Znalazłam GO, szukałam i znalazłam…”
Patrzył we mnie uroczysty.
„Nie należysz już do tego świata, Promyczku. Należysz do Mnie”.
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Mogłabym tak siedzieć przed Tobą i siedzieć…”
Po chwili dodałam:
„Najważniejsze jest Spotkanie…”
Uśmiechał się też do mnie.
„Spotkanie jest ważne, ale ważniejsza jest Obecność”.
To było olśnienie!
„Tak! Bo w Obecności ukryta jest OSOBA! – szepnęłam.
Patrzył we mnie pogodnie i jasno. Promiennie.
A ja dalej rozmyślałam… o NIM. O OSOBIE, za Którą tak tęsknię. W Której Żyję. I Którą kocham. O Osobie, która Jest Miłością!