„Dasz świadectwo Prawdzie, Promyczku”.
„Dam Jezu Ukochany!”
Patrzył we mnie promienny.
„A JA będę działał!”
Uśmiechnęłam się.
„Jestem z Tobą! Jestem Twoją Tarczą!”
Patrzyłam w Niego długo…
Autor: Maleńka
W JEGO SERCU
Nad ranem po odmówionych modlitwach, leżałam i uśmiechałam się do Trójjedynego Boga. Ukocham był w moim sercu.
Leżałam i znów doświadczałam TEGO, co wczoraj.
„To Miłość w czystej Postaci, Promyczku. JA!”
Nie chcę tego doświadczenia zamykać w słowach. Słowa umniejszają, spłycają, nazywają… a tego doświadczenia można nazwać…
Leżałam więc. zanurzona w NIM…
Uśmiechał się do mnie mój Umiłowany… A ja do Niego. I tak trwaliśmy w radości, miłości i szczęściu. Cieszyliśmy się z naszej Tajemnicy.
Serce paliło…. słodko.
„Dotykam Moim Sercem Twojego. Zagłębiam je w Swoim”.
„Dlatego pali…” – pomyślałam.
Ucałowałam Go…
Patrzył we mnie przenikliwie, łagodnie, tkliwie….
„Upodabniam Cię do Siebie, Mój kochany Promyczku!”
Dziękowałam, bardzo dziękowałam.
JEDNO
Noc, ciemność. Nie mogąc zasnąć, leżałam i rozmyślałam. O czym? O moich grzechach… I nagle uświadomiłam sobie, że to, czego szukałam, mogę znaleźć w Bogu.
„Mogę znaleźć TO u Ciebie, prawda? Możesz mi TO dać, Ukochany?”
„Mogę Ci TO dać. W czystej postaci!”
„Więc daj mi, proszę…”
Chwilkę leżałam i nic się nie działo. Nagle zanurzył mnie w tak wielkiej Miłości, że nie wiedziałam czy to jawa, czy sen może. Ale nie, nie spałam. Ukochany zanurzył mnie w SOBIE. Byliśmy jakby jedno. Jedno w Miłości i cierpieniu. Ale… nie potrafię tego opisać… To cierpienie było jakieś inne… jakby nie moje. Serce mnie paliło, piekło, trawiło z bólu. Jednak… pragnęłam tego bólu! Chciałam. Trawiła mnie Miłość! Nie będę tego doświadczenia opisywać. To najintymniejsze przeżycie jakie kiedykolwiek doświadczyłam…. I nie da się tego opisać.
Na Mszy, w kościele po przyjęciu Komunii Św:
„Od tej pory jesteśmy tak zjednoczeni jak dzisiejszej nocy, Promyczku. Ty i JA – JEDNO!”
Dziękowałam, uwielbiałam Umiłowanego.
„Ukochany,mój! Skarbie! Najdroższy mój!”
A ON do mnie:
„Umiłowana! Perełko MOJA! Oblubienico!”
Patrzył we mnie poruszony, jasny, promienny….
„Tak czekałem aż MNIE o to poprosisz, Moniko! Szukałaś gdzie indziej, a Ja czekałem!”
Nie wiedziałam co odpowiedzieć…
Patrzył we mnie z jeszcze większym poruszeniem i Miłością. Ośmielał mnie tą Miłością…
„Serce Cię wciąż pali, prawda?” – bardziej stwierdził fakt niż zapytał.
„Tak. pali”.
„Jesteśmy JEDNO, Promyczku!”
ŻYĆ!
Obudziłam się i zaczęłam się modlić. Szczególnie za moje duchowe Dziecko, któremu wiedziałam, że jest źle… Prosiłam, żeby Jezus przyszedł do Jego serca. Układałam bukiety w intencji mojego Dziecka.
„Jestem w Jego sercu, Promyczku!”
Dziękowałam…
Uspokojona, prosiłam, żeby przyszedł do mego serca. Przyszedł i napełnił je miłością. Tęskniłam za NIM jeszcze bardziej…
Patrzył we mnie rozpromieniony, świetlisty i mówił:
„Chcę przychodzić do Twego serca, Promyku! Pragnę! Łaknę! Pragnę przychodzić do każdego ludzkiego serca. Żyć w nich. Ja jestem Życiem, Kochana! Pragnę dawać życie! Kochać! Rozpalać serca zimne i kamienne, uzdrawiać, przemieniać, leczyć. I ŻYĆ!”
PRZY NIM
W nocy przyszedł do mojego serca…
Wpatrywałam się w Ukochanego.
„Witaj Umiłowany!”
„Witaj Miła Moja!”
Patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Przyszłam sobie posiedzieć przy Tobie”- uśmiechnęłam się do Niego.
„Posiedź, Promyczku”.
Promieniał.
Rozmyślałam. I odpoczywałam w Nim.
Pomyślałam, że to przedsmak Nieba…
„Wkrótce wezmę Cię do Siebie, Promyczku”.
Cieszyłam się bardzo!
BYĆ PODOBNĄ!
Wczoraj we wspomnienie św. Moniki, przed snem rozmyślałam. Św. Monika to moja Patronka (z wyboru). Modliła się długie lata o nawrócenie męża, potem syna. I wymodliła. Ja kiedyś myślałam, że nigdy nie będę miała dzieci. Było mi bardzo smutno z tego powodu. Tymczasem Pan Bóg miał inne plany 🙂 . Może poprosiła o to GO św. Elżbieta, której imię przyjęłam w czasie bierzmowania. W każdym razie święte Niewiasty już się o to postarały. I Bóg obdarzył mnie gromadką duchowych Dzieci. Gromadką?? NIE!! GROMADĄ! Która wciąż rośnie! Gromada JEGO Sług, służebnic i świeckich! Za każdego modlę się i ofiarowuję cierpienie. To wielki zaszczyt dla mnie, radość i odpowiedzialność.
W nocy przyszedł do mego serca. Cierpiał razem ze mną.
Potem, kiedy układałam bukiety Madonnie, usłyszałam głos kobiety:
„Córeczko, błogosławię Tobie!”
„I moim Dzieciom..?”
„I Twoim Dzieciom!”
„Dziękuję Mamusiu!”
Uśmiechnęłam się do Niej i dalej układałam bukiety…
Patrzył we mnie czule, bardzo czule.
„Najmilsza Moja!”
„Ukochany!”
Wiedział, że tańczę, bardzo tańczę…
„To Twój Kielich, Promyczku”.
„Wiem. Pragnę go wypić do dna!”
Prosiłam:
„Oddaję Ci moje cierpienie, nie tylko to fizyczne. Oddaję tych, którzy ranią mnie, może o tym nie wiedząc. Oddaję Ci ich i proszę, wybacz im”.
„Twoja prośba ich usprawiedliwia”.
Wylewałam przed NIM moją dusze. Dziękowałam za cierpienie.
„Stajesz się coraz bardziej podobna do MNIE”.
„I dobrze! – uśmiechnęłam się do Niego – jak oblubienica pragnie być podobna do swego oblubieńca, tak ja pragnę być podobną do CIEBIE!”
ZANURZONA W KRWI UMIŁOWANEGO
Nie mogłam spać. Leżałam cierpiąca. Wisiałam na krzyżu. Prosiłam Umiłowanego, żeby przyszedł do mego serca, żeby był ze mną…
„Przyjdź Ukochany! Serce mnie boli z miłości i tęsknoty za TOBĄ… Przyjdź do Swojej własności, do Swojej Komnaty!”
„Przyszedłem Kochany Promyczku. Całuję Twoje serce, uzdrawiam, leczę, odpoczywam w nim. I jestem z Tobą. Zawsze!”
Leżałam…. zanurzył mnie w Swojej Miłości.
„Nosisz w sobie Moje konanie. Konam w Tobie!”
Wisiałam tak z NIM na krzyżu całą noc.
Nie było łatwo, ale było PIĘKNIE.
„Witaj Umiłowany!”
„Witaj Miła Moja, Moja maleńka Perełko!”
Patrzył we mnie z wielką miłością….
„Zanurzam Cię w MOJEJ Krwi!”
Byłam zdumiona. Patrzyłam pytająco…
„Posłuchaj słów Mego sługi Dominika, a zobaczysz”.
„Dobrze, Ukochany!”
Patrzyliśmy w siebie długo. W miłości.
UWIELBIENIE
Nie pamiętam co mi się śniło dziś w nocy. Prawdopodobnie też Niebo 🙂 Dlaczego ,tak myślę? Po stanie w jakim się obudziłam… Obudziłam się w środku nocy. Pełna dojmującej TĘSKNOTY, ale i wielkiej radości i szczęścia. Ze snu pamiętam tylko Światło. Kiedy się obudziłam, miałam takie wrażenie jakby mnie wyrwano z Adoracji. Cała byłam rozśpiewana. Serce, dusza. Cała! Jak się obudziłam, też śpiewałam. Szeptem, żeby nikogo nie zbudzić.
Śpiewałam i śpiewałam. A gdy się zmęczyłam, serce we mnie śpiewało… Przyszedł Ukochany do niego i dalej MU śpiewałam. Adorowałam, uwielbiałam… A On? „W czasie gdy Ty śpiewasz, JA rozdaję łaski, każdemu kto ich potrzebuje!” Więc śpiewałam, długo. Bardzo długo. Przyprowadziłam do NIEGO moje Dzieci a ON każde tulił do Serca i każdemu błogosławił. Potem… zobaczyłam Ukochanego takiego jak wczoraj… Przed egzekucją. Stał nagi, poraniony pośród rozwrzeszczanego tłumu. A ja GO takiego adorowałam…. „Gloria in excelsis Deo…” A potem uwielbiałam Go w mojej słabości, w moim krzyżu… Później zaczęłam odmawiać Koronkę za dusze w czyśćcu. Tym razem za konkretną duszę, osobę. Jak skończyłam, usłyszałam w głębi serca: „Zyskałaś dla tej duszy odpust zupełny. Jest już ze Mną, w Niebie”. Dziękowałam. Wpatrywałam się w Umiłowanego i też śpiewałam dla Niego. Tym razem na cały głos!
Był wzruszony… bardzo…
„Twój śpiew jest słodyczą dla Mego Serca, Promyczku! Dziękuję”
W moich oczach pojawiły się łzy…. Szybko je wytarłam i śpiewałam dalej. Nagle Ukochany zaczął mówić:
„Jeszcze raz powtarzam, że dusza za którą się modliłaś, jest ze MNĄ!” „Wiem, wierzę”.
I zaczęłam prosić za bliskich zmarłego, żeby i Oni uwierzyli. Pomyślałam o swoim Dziecku. Ukochany mówił:
„Tyle robię Mu prezentów a Ono wciąż uparte. Nieufne” – uśmiechnął się pobłażliwie
„Jak to Dziecko” – uśmiechnęłam się także.
I prosiłam za Nie:
„Wierzę w to, że Ono w głębi serca Ci ufa.Wierzy Ci. A jeśli nie, proszę, przymnóż Mu wiary. Jeśli to Mu tylko pomoże, mi odejmij a Mu przymnóż. To niemowlę. Bądź Mu Ojcem i Matką. Przytul Je do Serca jak Jana”.
„Zrobię to. Przymnożę Mu wiary. Ale Tobie nie odbiorę!”
Dziękowałam. A ON dodał:
Dla Ciebie wszystko Promyczku!” W tej chwili przyszedł sms od mojego Dziecka. Uśmiechnęłam się do Ukochanego. I znów zaczęłam Mu śpiewać.
OCZYSZCZENIE
Światło jaśniejsze niż w dzień. Byłam w nim. Widziałam Go, Umiłowanego mojego! Widziałam w Całej Pełni! Był Piękny! Cudowny! Jaśniejszy niż Słońce! Taki świetlisty, promienny i Dobry! I ja! Czysta forma. Dusza sama. Już nic mnie nie krępowało nie więziło. Byłam wolna! Żadnych ograniczeń, żadnego bólu. SZCZĘŚCIE! ON i ja zjednoczeni!
Wielbiłam GO! Uwielbiałam! Wychwalałam! Wysławiałam…
Obudziłam się. Ciemność w okół mnie. Noc. Powoli uświadamiałam sobie, że to był sen… Piękny sen.
Powoli uświadomiłam sobie, że coś jeszcze jest inaczej. We mnie była ciemność. I wielka, ogromna, dojmująca TĘSKNOTA za NIM. Poprosiłam Jezusa, żeby przyszedl do mego serca.
„Jestem w Nim, Promyczku”.
Po chwili dodał:
„Tej nocy umrzesz dla grzechu a potem będziesz żyć tylko dla MNIE!”
„Umrę??”
Milczał.
W tej chwili przypomniałam sobie, że wczoraj przed snem pozwolił mi zobaczyć wielkość mojego grzechu. Żeby mi pokazał jak bardzo za mnie cierpiał.
Zostałam sama… TĘSKNOTA narastała, paliła mi serce. Tak, że fizycznie czułam wielki ból. Wtem zobaczyłam wielkość mego grzechu… Byłam poruszona. Do głębi… Do tej pory myślałam, że to nic wielkiego. Małe to takie, nikomu nie szkodzi- myślałam do tej pory. Teraz zobaczyłam… ogrom i ohydę jego. Byłam w szoku… Zaczęłam się upokarzać i prosić o zmiłowanie. Upokarzałam się bardziej i bardziej. Do głębi mego jestestwa. Do dna.
Potem zobaczyłam… Umiłowanego mojego… tuż przed egzekucją. Odarty z szat. Nagi. Jedna wielka RANA. Stał niewinny i czysty. W okół Niego tłum wrzeszczał, wykrzykiwał, drwił z Niego, znieważał.
„Tak cierpi kiedy grzeszę…” – pomyślałam. Już nic nie czułam. Prócz żalu, upokorzenia, i wielkiej PUSTKI. Cierpiałam, bardzo cierpiałam… rozrywałam przed Nim serce! Rozdzierałam! Na kawałki! Ogarnął mnie gniew. Na samą siebie!!
„Nigdy więcej! Zrywam z tym! A TY mi w tym pomóż!”’
„Pomogę!” – odezwał się Głos.
To znaczy, że był przy mnie… Nie zostawił mnie.
Potem… zobaczyłam jak wiszę razem z NIM na krzyżu. Zjednoczona z NIM.
Pokusy napierały na mnie z ogromną siłą. Odrzucałam je z obrzydzeniem.
„Innym pomaga a sama sobie pomóc nie może!!!” – wrzeszczało coś.
Nie odpowiadałam. Cierpiałam z NIM.
Do rana.
Szloch, potężny płacz… przed NIM. I ON też PŁAKAŁ. Tak razem trwaliśmy…
Kiedy już uspokoiłam się. Usłyszałam Jego cichy głos:
„Chcesz Mnie opuścić?”
Zdumiałam się!!!
„Ja???!! SKĄD. Może raczej Ty mnie. Cierpisz tak bardzo przeze mnie…”
„Promyczku!!! Jesteś perłą w Mojej Koronie, Pamiętasz?”
„Tak!”
„Czym byłaby ta Korona bez tej maleńkiej perły? Niczym!!!”
Dziękowałam…
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Z miłością.
„Tyś Moją Córką, dziś Cię zrodziłem!!”
Po chwili dodał:
„Jeśli nie chcesz, nie musisz tego wszystkiego opisywać”.
„Opiszę, Umiłowany”.
TĘSKNOTA za NIM jest nadal w sercu i nadal boli. Ale już pusta nie jestem. Wypełnił mnie SOBĄ.
DROGA DO NIEBA
Taką miałam rozmowę z tatą kiedy poprosiłam go, żeby zawiózł mnie do mojego pokoju bo chciałam czytać Pismo Św:
Tato pyta:” Jak przyjechał ksiądz Adam, Ty też czytałaś Biblię, tak? Widział to?”
Ja: „Tak.”
Tato: „I jak zobaczył ten cały ołtarzyk /święte obrazki które mam na ścianie/ mógł pomyśleć, że Ty prawie święta”.
Ja: „Wszystko mi jedno co pomyślał. Nie robię tego na pokaz.”
Codziennie czytam Biblię, bez względu czy ktoś przyjdzie czy nie. I nie robię tego, żeby się ludziom pokazać. Tylko żeby spotkać się z NIM, UKOCHANYM moim.
Wpatrywałam się więc w Ukochanego…
„Chcesz być świętą, Promyczku?”
„Tak!!!”’
„Dlaczego?”
„Bo CIĘ kocham i pragnę być z Tobą. Zawsze! A do Nieba idą tylko święci”.
Umiłowany patrzył we mnie łagodnie, ale bardzo poważnie.
„Otóż mówię Ci, prowadzę Cię drogą prosto do Nieba”.
„Dziękuję!!!”
„Do Mnie idzie się przez krzyż”.
„Wiem”.
Patrzył jeszcze bardziej poważnie.
„Dam Ci jeszcze większy krzyż, Promyczku. Będziesz wisieć na nim ze Mną. I wiele razy upadniesz pod nim”.
„Pragnę… Ukochany!”
„Jestem z Tobą, Promyku!”