Dziś krótko. Tańczę bardzo. I nie będę opisywać rozmowy z Nim.
Napiszę tylko wnioski.
Wczorajszą opowieść Ukochanego można odczytać na różne sposoby. Można odczytać, tak, jak odczytało moje Dziecko, że tym ziarnkiem piasku jest cierpienie, które przyjęłam. Można. Bo to też jest prawda.
Kiedyś przeczytałam takie zdanie św. Proboszcza z Ars:
„Bogu serce, ludziom uśmiech, sobie krzyż”.
Staram się żyć wg tej zasady. Ukochany powiedział, że żyję.
Mam trzy SKARBY, trzy moje Perły. Boga, Miłość i krzyż.
Dwa ostatnie wynikają z Pierwszego i do Niego je odnoszę.
Pragnę żyć na chwałę Boga, kochać na Jego chwałę. I… 🙂 tańczyć też na Jego chwałę.
Autor: Maleńka
PERŁA W SERCU BOGA
„Jezu, Ukochany, przyjdź!”
„Jestem!”
Po chwili:
„Zabieram Cię w podróż”.
Znalazłam się na pustyni. Z Nim.
Szliśmy a On zaczął:
„Opowiem Ci Moja Perełko o… ziarenku piasku. Maleńkim. Znalazł je Wytwórca i Kolekcjoner pereł. Znalazł je i włożył do Małża. Małż cierpiał kiedy Kolekcjoner otworzył Jego Muszlę i wsadził tam ziarnko. Jednak był posłuszny woli i dłoniom Kolekcjonera. Ziarenko było kanciaste i ostre. Małż cierpiał. Ale od razu zaczął otaczać je pewną substancją, która pochodziła od Niego. I po jakimś czasie ziarenko już nie sprawiało cierpienia Małżowi. Więcej! Ziarnko stało się jednym z Małżem. Wtedy Wytwórca wyjął… małą, piękną perłę! Był zachwycony! Perła była cudna! Był tak nią zachwycony, że postanowił podarować ją swemu Synowi. A On włożył ją do swojej Korony”.
Szliśmy dalej po pustyni.
„Piękna opowieść. Dziękuję Ci za nią!”
Ta opowieść…
Szliśmy… Byłam zmęczona.
„Jeszcze trochę, Perełko. Zaraz dojdziemy do Oazy”.
I rzeczywiście. Zaraz pojawiła się Oaza.
„A co to za pustynia?”- spytałam.
W tej samej chwili… Leciałam, lecieliśmy! Widziałam z góry… Już wiedziałam gdzie byliśmy. W naszym/ JEGO Ogrodzie! Pustynia była jego częścią… Częścią mego serca.
Potem wszystko zniknęło.
Leżałam i uśmiechałam się do Niego. Szczęśliwa. Zaczęłam usypiać…
„Ten Małż to MOJE SERCE!” – usłyszałam.
Obudziłam się od razu! Te słowa olśniły mnie, oświeciły… Wiedziałam już! W oczach pojawiły się łzy. Ciarki na całym ciele!
Leżałam…
„A… ziarnko to moje serce, prawda?” – wymamrotałam.
„Tak! Raniło Mnie, ale otoczyłem je Miłością. Stało się ze Mną Jednym!”
Oniemiała leżałam dalej…
„A pustynia…?”
„Ona była na początku. Moja Miłość sprawiła, że stała się pięknym, kwitnącym Ogrodem!”
Dziękowałam Ukochanemu za JEGO MIŁOŚĆ!!!!
Wpatrywałam się w Umiłowanego… zawstydzona…
Uśmiechał się do mnie promiennie. Wstyd znikł od razu. Też się do Niego uśmiechałam.
„Nie wiem co powiedzieć… bez Ciebie jestem tylko ziarnkiem piasku!”
„Nic nie mów, Moja Perełko. Tylko Mnie kochaj!”
Patrzyłam w Niego urzeczona.
„Jesteś Perłą w Moim Sercu!”
W NIM I Z NIM!
„Oto otwieram bramę Mego Ogrodu i wchodzę do Niego!”
„Żyjesz we mnie, Ukochany, a ja… w Tobie”.
„Tak Promyczku! Żyjesz we Mnie. I dla Mnie!”
„I dla Ciebie!”
Układałam bukieciki MAMIE.
Cisza, spokój… I dwoje zakochanych… 🙂 ON i ja. Zapatrzonych w siebie nawzajem. Świata nie widzą poza sobą.
Nic oprócz Niego nie ma znaczenia, nic się nie liczy. Tylko On. Mój Pan i Król. Mój Umiłowany. Oblubieniec!
„Ukochany!”
„Najmilsza!
„Czym Ci mogę dziś usłużyć?”
„Służysz Mi już od nocy. Ale jeśli chcesz, trwaj przy Mnie. Tym Mi usłużysz!”
„To nie służba tylko wielka radość dla mnie!”
Patrzył słodko…
„Jeśli kochasz, służba jest radością”.
„Dla mnie jest radością. I zaszczytem!”
„Wiem, Perełko”.
Trwaliśmy więc. W sobie nawzajem. Trwałam w NIM.
Nie potrafię jednak tego opisać 🙂 No bo jak opisać trwanie w Miłości? Jak opisać poruszenia serca?
„W nocy znów Cię gdzieś zabiorę, Promyczku!””Gdzie?” – uśmiechnęłam się.
„Zobaczysz!” – też się uśmiechnął. Tajemniczo.
W JEGO RAMIONACH
Wczoraj byłam podziękować Panu Bogu za kończący się rok.
Po przyjęciu Komunii św:
„Oto otwieram bramę do Mego Królestwa, wchodzę do Niego, Promyczku!”
„Kołyszę Cię w moim sercu. Moje serce jest Twoją kołyską!”
Wtedy wszyscy zaczęli śpiewać „Lulajże Jezuniu!” Miałam łzy w oczach…
Rozmowa szybka jak wiatr:
„Dlaczego mi powiedziałeś o prośbie mojego Dziecka? I pytałeś mnie czy masz wysłuchać tę prośby? Czy to zmienia Twoją decyzję?”
„Nie zmienia. Ale może oddalić w czasie”.
„Oddalić….? Więc nie był to mój ostatni….”
„Pozwól Mi samemu o tym zdecydować, Kochany Promyczku!” – w Głosie słyszałam wielką tęsknotę.
„Bądź wola Twoja!”
„Pomagasz Mi, bardzo pomagasz, Perełko!”
Leżałam…
„Kocham Cię i Ci ufam!”
„Właśnie Mi pokazałaś jak bardzo!”
Czułam się pusta. Byłam pusta. Nic, zupełne, tańczyłam bardzo. Moje ciało tańczyło, ale…. 🙂 Serce śpiewało!
Byłam WOLNA!!! Wolna!!!
🙂
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył promienny. Ja też!
„Jesteś piękna Moją Pięknością, Perełko!”
Uśmiechnęłam się.
„Nie mam nic swojego! Wszystko od Ciebie!”
Patrzyłam i On patrzył…
Byłam cała Jego. Bezbronna i słaba. Cała JEGO!
On trzymał mnie w Swych silnych Ramionach.
Potem na Mszy nakarmił mnie swoim Ciałem. Już nie byłam pusta. Wypełnił mnie Sobą.
W PEŁNI!
Tańczę bardzo i w każdej chwili mogę przerwać pisanie notki.
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Przyszłam sobie posiedzieć u Twych Stóp i Ci usłużyć, mój Umiłowany. Czego pragniesz?”
Patrzył we mnie łagodnie, ale bardzo przenikliwie.
„Ciebie pragnę, Promyczku!”
I zobaczyłam to Jego pragnienie…
„A ja Ciebie!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…. Oko w oko.
„Moja tęsknota stała się Twoją, Perełko. Moje pragnienie, Twoim!”
„Tak!”
„Niedługo wypełni się Nasze pragnienie”.
Patrzył z ogromną Miłością….
„Wiesz… kiedy o tym myślę, nie myślę o śmierci. Ale o Życiu, w pełni! W TOBIE!”
„Już żyjesz we Mnie!”
WTULONA…
Przyszedł do mego serca… i otulił Sobą… trwałam w Umiłowanym moim.
Siedziałam i wpatrywałam się w Niego… patrzył we mnie czule. Bardzo czule. tkliwie, słodko… Jak w obrazek. Z zachwytem. Mogę powiedzieć, że z uwielbieniem.
A ja w Niego… też czule.
„Jakaś Ty piękna, Perełko!”
„Umiłowany! Uwielbiam Cię!”
„I Ja Ciebie!”
Patrzył….
„Jak Ty wiesz czego mi trzeba… na co dzień staram się być twarda, względem samej siebie. Muszę. Krzyż coraz cięższy, coraz bardziej tańczę. Muszę być twarda. A kiedy tak… we mnie patrzysz, sprawiasz, że staję się miękka… Bardzo potrzebuję takiego spojrzenia… czułości…”
Patrzył jeszcze bardziej…
„Jesteś wtulona w Moje Serce, Promyczku!”
Byłam.
W UŚMIECHU
Przyszedł do mego serca… i zanurzył w Sobie. W Miłości…
Wpatrywałam się w Ukochanego. W milczeniu. Potrzebowałam tego milczenia, ciszy. Po „wojażach” 🙂 w głąb mojego serca. Potrzebowałam ciszy.
Więc patrzyliśmy w siebie nawzajem w ciszy. Długo. Uśmiechal się do mnie czule. Ja do Niego też… 🙂
„Masz piękny uśmiech, Promyczku”.
„Ty go stworzyłeś” – uśmiechnęłam się do Niego jeszcze bardziej.
„Tak, ale to Ty się uśmiechasz!”
Roześmiałam się serdecznie!
„Prawda!”
Patrzył we mnie…
„Wygląda jakbyś nie miała trosk, Perełko”.
„Mam! Wiesz przecież”.
„Wiem, tańczysz i nie tylko. Tęsknisz.A jednak się uśmiechasz!”
„Uczę się od Ciebie!”
Po chwili dodałam:
„Kiedy tak patrzę w Ciebie, uśmiech masz w oczach!”
„Ty też! Uśmiech pochodzi z serca, Promyku!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. W uśmiechu.
JUŻ TERAZ WE MNIE KWITNĄ TWE OGRODY!!!
Obudziłam się, znów bardzo szczęśliwa… 🙂
Przyszedł do mojego serca. I…
„Niezbyt dokładnie opisałaś Moje królestwo, ogród, Perełko” – w Jego Głosie nie było słychać wyrzutu. Jedynie stwierdzenie faktu. I miłość.
„Tak… przepraszam. Ale…”
„Wiem, tańczysz”.
„Tak”.
Po chwili ośmieliłam się:
„Ale jego nie sposób dokładnie opisać… Taki cudny!”
I…po chwili znowu byłam w ogrodzie! Z Nim! Latałam jak ptak! Widziałam tę krainę z góry. I obserwowałam. Rzeki, potoki, strumyki, kaskady, wodospady! Wszystkie brały swój początek ze Źródła bijącego w środku krainy. A kwiaty! Piękne! Barwne! Dywany, kobierce z kolorowych kwiatów! Ogród cały śpiewał, pełen śmiechów dziecięcych i świergotu ptaków.
Leżałam zachwycona!
„W Moim królestwie panuje wciąż wiosna!”
Pomyślałam, że kiedyś czytałam, że w sercu zjednoczonym z Bogiem panuje wieczna wiosna.
„To nie slogan, to prawda!”- pomyślałam.
W okół mnie ciemność, noc. A we mnie… Światło, radość, szczęście!
Ni stąd ni zowąd przypomniałam sobie piosenkę.
„Już teraz we mnie kwitną Twe ogrody. Już we mnie Twe Królestwo jest!”
Na Mszy po Komunii św:
„Pocałunkiem otwieram drzwi Mego Ogrodu. Drzwi Twego serca! Jestem nie tylko Ogrodnikiem, jestem Jego Królem!”
Nasycona, nakarmiona Jego Ciałem, siedziałam sobie przed Ukochanym… 🙂 Śpiewałam… dla Niego.
„Dlaczego mi to wszystko pokazujesz, Panie Jezu?” – uśmiechnęłam się.
Patrzył we mnie bardzo czule.
„Żeby pokazać Ci Twoje piękno. I, że żyjesz już w wieczności, we Mnie. Że szyba, która nas dzieliła, nie istnieje! Pokazuję Ci to, Promyczku!”
Patrzyłam i patrzyłam… i widziałam to.
OGRÓD, KRAINA
Pewnie znów śniło mi się Niebo. Skąd wiem? Nie wiem, nie pamiętam co mi się śniło 🙂 Ale obudziłam się z JEGO Imieniem na ustach. Więc musiał mi śnić. Obudziłam się szczęśliwa bardzo. Potem przyszedł do mego serca. I otulił Sobą. I tak trwałam, w Nim.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Uśmiechał się do mnie.
„Czekałem na Ciebie, Promyczku! Cieszę się, że jesteś!”
„Wiedziałeś, że przyjdę. Zawsze przychodzę!” – uśmiechnęłam się do Niego.
Patrzył we mnie bardzo czule.
„Chcę coś Ci pokazać”.
Patrzyłam… Zapatrzyłam się w Niego…
„Co widzisz?” – zapytał.
Zobaczyłam…
„Stoję na jakiejś wielkiej górze. Przede mną… przepiękna kraina. Piękna! Cudny widok… Drzewa i krzewy, lasy, ogrody. Kolorowe i bujne. Na drzewach rosły duże, piękne owoce. Kwiaty bardzo piękne! Wszędzie tryskały fontanny. W środku krainy biło wielkie Źródło, z którego wszystkie fontanny czerpały wodę”.
Patrzyłam dalej…
„Piękny ogród, kraina!” – szepnęłam zachwycona.
Patrzył we mnie…
„To obraz Twojego serca, Promyczku! To tam przychodzę!”
Patrzyłam w Niego z uwielbieniem… Dziękowałam.
„Ty, Jezu, jesteś Ogrodnikiem tego ogrodu!”
Patrzyłam… On patrzył… słodko.
Potem otworzyłam Biblię i przeczytałam:
OBLUBIENIEC:
Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico,
oczarowałaś me serce
jednym spojrzeniem twych oczu,
jednym paciorkiem twych naszyjników.
Jak piękna jest miłość twoja,
siostro ma, oblubienico,
o ileż słodsza jest miłość twoja od wina,
a zapach olejków twych nad wszystkie balsamy!
Miodem najświeższym ociekają wargi twe, oblubienico,
miód i mleko pod twoim językiem,
a zapach twoich szat
jak woń Libanu.
Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico,
ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym8.
Pędy twe – granatów gaj,
z owocem wybornym kwiaty henny i nardu:
nard i szafran, wonna trzcina i cynamon,
i wszelkie drzewa żywiczne,
mirra i aloes, i wszystkie najprzedniejsze balsamy10.
[Tyś] źródłem mego ogrodu, zdrojem wód żywych
spływających z Libanu.
OBLUBIENICA:
Powstań, wietrze północny, nadleć, wietrze z południa,
wiej poprzez ogród mój, niech popłyną jego wonności!
Niech wejdzie miły mój do swego ogrodu
i spożywa jego najlepsze owoce!
WIECZNOŚĆ
Przyszedł do mego serca… Zanurzył w Sobie.
Rozmyślałam jeszcze o naszej wczorajszej rozmowie.
„Jesteś bardzo odważną kobietą, Promyczku. Odważną i dzielną!”
Milczałam…
„Bardzo!”
„Szczerze? Nie chcę być ani dzielną ani odważną. Chcę być Twoją!”
„Jesteś! Jesteś Moją!”
Po chwili dodał:
„Na wieki!”
Uśmiechnęłam się do Niego i wyszeptałam:
„Na wieki!”
Wpatrywałam w Ukochanego… Patrzył we mnie z wielką miłością.
„Jesteś bardzo dzielna”.
Uśmiechałam się do Niego…
Mówił:
„Ta szyba, która nas dzieliła, już nie istnieje”.
Patrzyłam zdziwiona.
„Ty już żyjesz we Mnie.Żyjesz w wieczności! Wieczność jest teraz. Już!”
Olśniło mnie!
„Nic nas nie rozdzieli, Promyku!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…. szczęśliwi.