Jezus leży w moich objęciach. Ja tulę Go do serca… Tak! Umiłowany mój Jezus leży w objęciach moich! Patrzy we mnie głęboko. Pochylam się nad Nim z czułością i patrzę Mu w oczy ogniście. W pewnej chwili Jezus zamyka oczy i uśmiecha się do mnie z lubością. Błogo. Widzę, że jest Mu u mnie dobrze, że jest Mu wygodnie. Leży taki bezbronny… Oddany mi całkowicie.
Myślę, że mi ufa, skoro tak bardzo mi się oddaje.
„Ufam tobie, maleńka Moja Moniczko! Bezgranicznie ci ufam!”
„To ja ufam Tobie, kochany mój Jezu!”
„A Ja tobie!”
W pewnej chwili ktoś mi szepcze do ucha:
„On cię okłamuje. To wszystko jest kłamstwem!”
„To nieprawda! W Imię Jezusa Chrystusa, idź precz!”
Głos natychmiast milknie.
Jezus otwiera oczy i pyta:
„Co to? Coś się stało, maleńka Moja?”
„Nic, mój słodki Jezuniu. Wszystko w porządku. Odpocznij sobie.”
Uśmiecham się do umiłowanego całą sobą. Na moim sercu leży mój Oblubieniec! Jest mi błogo i słodko i cicho… I jasno. Cała jestem w Jasności Jezusa.
Autor: Maleńka
PŁACZ, UŚMIECH I MIŁOŚĆ
Jezus leży na sercu moim. Pochylam się nad Nim z tkliwością i patrzę Mu w oczy głęboko. Głaszczę policzek i brodę umiłowanego mojego. Nagle Jezus zaczyna płakać! Łzy Mu ciekną po policzkach…
„Co Ci, kochany mój Jezu?! Nie płacz, proszę!”
„Cierpisz bardzo, Moja słodka!”
„Nie! Dzisiaj nie bardzo!”
„Cierpisz, wiem!”
Zaczynam całować łzy Jezusowe.
„Ciii… ciii… Nie płacz proszę. Kiedy płaczesz serce mi pęka z bólu! Nie płacz…” – szepczę z mocą.
Przypominam sobie wczorajsze słowa Jezusa. Namalowałam kiedyś portret Jezusa w koronie cierniowej i z wielką łzą na policzku. Ostatnio ktoś mnie pytał skąd ta łza, dlaczego ją namalowałam. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie.
Wczoraj patrzyłam na ten obraz. I usłyszałam:
„Ta łza jest przez to, że cierpisz, maleńka Moja. Ta łza jest przez twoje cierpienia.”
Uderzyły mnie te słowa!
„Nie płacz proszę, kochany mój Jezu! Bo mi serce pęka! Uśmiechnij się proszę! Twój uśmiech rozpromienia serce moje!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie. Przez łzy…
„To ja powinnam płakać! Nad sobą! Nad moją biedą, nędzą i nicością!”
Zaczynam płakać. Łzy ciekną mi po policzkach, brodzie i szyi. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i całuje moje łzy.
„Ciii… ciii… Nie płacz proszę, maleńka Moja. Nie masz powodu!”
„Jak to nie mam powodu?! Nie widzisz mojej biedy, nędzy i nicości? Nie widzisz?!”
„Nie. Nie widzę. Zasłania je miłość!”
Patrzę umiłowanemu w oczy głęboko.
„Uśmiechnij się do Mnie, maleńka Moja! Twój uśmiech rozpromienia SERCE Moje!”
Uśmiecham się do Jezusa przez łzy. Oboje uśmiechamy się do siebie nawzajem. Trwamy w miłości i intymności bez granic!
USPRAWIEDLIWIA
Leżę na SERCU umiłowanym. Głaszczę JE, pieszczę, całuję. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie ogniście.
„Moja piękna! Moja słodka!”
Uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„Mój kochany! Mój słodziutki!”
Trwamy chwilę w miłosnym milczeniu. Po czym pytam:
„Co mogę dla Ciebie zrobić, mój śliczny Jezuniu?”
„Tańczysz dla Mnie. Tańcz. To wystarczy!”
„Jakiś Ty dla mnie pobłażliwy i łagodny!”
„A jaki mam być? Surowy i ostry? Nie mogę. Twoja miłość cię usprawiedliwia!”
„TY mnie usprawiedliwiasz, kochany!”
„Moja miłość, która jest w tobie stała się twoją. Ona cię usprawiedliwia.”
W NIEBIE
Jestem w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańczę. Umiłowany tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Dotyka dłonią mego serca. Głaszcze je, pieści, całuje. A on nie ucieka, nie chowa się. Przeciwnie. Szczęśliwe i radosne bije:
„Kocham Ciebie! Kocham Ciebie!”
„Uwielbiam cię, jedyna Moja!”
„Do każdego tak mówisz, kochany mój Jezu?” – pytam z uśmiechem.
„Do każdego kto jest MI tak bliski. Najbliższy.”
Jezus przytula policzek do mego policzka.
„Jesteś u bram Nieba, Moniko!”
„Ja już od dawna jestem przekonana, że jestem w Niebie!”
„Jesteś. Jesteś we Mnie, jesteś w Niebie!”
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha. Tańczymy w miłości i intymności bez granic!
NADE WSZYSTKO!
Jezus chce dotknąć moje serce. Ono instynktownie się cofa…
„Boisz się Mnie, maleńka Moja?! Boisz się Mnie, bo cię zraniłem… ” – szepcze z bólem Jezus.
Biorę serce w dłonie i daję je Jezusowi.
„Nie boję się Ciebie, kochany mój Jezu”-szepczę z mocą. A potem wyrywa mi się z głębi serca:
„Wszystko boli i teraz jeszcze serce…”
„Masz do Mnie żal, że cię zraniłem… Zraniłem ciebie, maleńka Moja, bo pragnę, żebyś była do Mnie jeszcze bardziej podobna…”
Zarzucam Jezusowi ręce na szyję i wtulam się w Niego.
„Nie boję się Ciebie i nie mam do Ciebie żalu. Pragnę być podobna do Ciebie, mój słodki Jezuniu! Pragnę być podobna! Nade wszystko!”
Wtulam się w umiłowanego i On wtula się we mnie. Wchodzi we mnie i ja wchodzę w Niego. Wchodzimy w siebie nawzajem. Oblubieniec i oblubienica. Mój Jezus i ja. Wchodząc w siebie nawzajem tańczymy w intymności i bliskości bez granic!
ZRANIONE SERCE
Leżę w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie głęboko. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha.
„Co u Ciebie, Jezuniu kochany?”
„Wszystko dobrze, maleńka Moja. A u ciebie?”
„Też wszystko dobrze.”
„Jak u Mnie, tak i u ciebie!”
Jezus patrzy we mnie ogniście. Nasuwa mi się pytanie…
„Jesteś głodny…?”
„Głodny jestem miłości, Moniko!”
„Za mało Ci jej daję…?”
„Nie dajesz Mi mało, ale mogłabyś dawać więcej.”
„Jak? Pokaz mi! Naucz! Pragnę!”
„Pokażę i nauczę. A teraz cię zranię. Mogę?”
Kiwam głową, że tak. Jezus wyjmuje włócznię i rani moje biedne, maleńkie serce. Jęczę z bólu! Jezus zbliża usta do serca mego i je całuje. Całuje gorąco, słodko i namiętnie. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Potem wkłada do SERCA Swego.
„Tu będzie mu dobrze.”
Serca obejmują się i przytulają. I już nie widzę dwóch serc, ale jedno. Jedno wielkie, zranione, krwawiące SERCE.
TERAZ
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Kochany mój, daj buziiii…”
Nie zdążyłam wypowiedzieć, a Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje słodko, ogniście i namiętnie. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę.. Odwzajemniam pocałunki. Całujemy się ogniście. Potem umiłowany Jezus całuje moje obolałe i zmęczone ciało. Całuje miejsca gdzie mnie boli. Całuje z namaszczeniem i czczcią. Oddaję Jezusowi swoje cierpienia, bóle, a On je przyjmuje i przemienia w Miłość. Oddanie, przyjęcie, przemiana. Oddanie, przyjęcie, przemiana. Taniec!
„Gdy do Mnie przychodzisz, Moniko, stajesz na progu wieczności. Gdy we Mnie wchodzisz, wchodzisz w wieczność. W wieczne Teraz. I nasz taniec trwa Teraz. I staje się uroczystością. Liturgią..”
Tańczymy w intymności i bliskości bez granic. W miłości. W wiecznym Teraz.
BAJKA?
Leżę w objęciach Jezusa w błogim półśnie. Wtulam się w umiłowanego mojego. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i tuli do SERCA. Zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje.
„Tak, Moja słodka. Odpocznij jeszcze.”
„Mam wrażenie, że całe życie odpoczywam!” – śmieję się.
„Jak to? A taniec? A malowanie i pisanie? To praca. To ciężka praca na chwałę Mojego Królestwa.”
„Mówisz?”
„Mówię!” – śmieje się Jezus cudownie.
„No to rzeczywiście sobie jeszcze odpocznę. A Ty opowiedz mi bajkę, kochany!”
„Była sobie raz maleńka księżniczka. Była bardzo dobra i piękna. Zakochał się w niej syn wielkiego władcy, książę. W okolicy mieszkał zły smok. Chciał on porwać księżniczkę, by uczynić ją swoją żoną. Książę walczył ze smokiem i zwyciężył go. Książę i księżniczka wzięli ślub i żyli długo i szczęśliwie.”
„A czym książę zwyciężył smoka?”
„Miłością. Zło nienawidzi miłości.”
„Biedny smoczek. Gdyby wiedział co to jest miłość…”
„On we co to miłość. Poznał ją osobiście. Odrzucił ją.”
„Tym bardziej biedny…”
Jezus patrzy we mnie ogniście. Z lubością.
MIŁOŚĆ JEST NAJWAŻNIEJSZA
Leżę w objęciach umiłowanego Jezusa. Kochany mój pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie ogniście.
„Jak się czujesz, maleńka Moja?”
„Trochę lepiej dzisiaj. Boli mniej. Ale tańczę. Tańczę dla Ciebie, kochany mój Jezu. Za moje Duchowe Dzieci tańczę.”
„Pięknie tańczysz, Moja słodka. Bardzo Mi się podoba twój taniec!”
„Dziękuję mój Jezu. Ty za mnie tańczyłeś w boleściach i mękach na krzyżu. A ja tylko się od Ciebie uczę!”
Nagle naszła mnie myśl, że powinnam zapytać. Nie dla siebie, ale dla innych.
„A czym jest taniec, kochany mój Jezu?”
„Taniec to ofiarowywanie cierpienia i bólu. Nie zatrzymywanie ich dla siebie. Nie skupianie się na nich. Ale oddawanie ich Mnie. Ja zamieniam je w Miłość!”
„To dlatego, gdy patrzę na krzyż, widzę przede wszystkim MIŁOŚĆ?”
„Tak. Miłość jest najważniejsza!”
Tańczymy razem, mój Jezus i ja. Tańczymy w intymności i bliskości bez granic. Jezus mnie obejmuje i w tańcu prowadzi.
DROGA
Widzę obraz: Idziemy z Jezusem pod rękę drogą. Jest ciepły, słoneczny dzień. Idziemy w stronę Słońca! A za nami idą ludzie. Tysiące, setki tysięcy ludzi! Idą i uśmiechają się do mnie radośnie. Niektórych znam, innych nie. Ci, których nie znam także się do mnie uśmiechają, jakby mnie znali. Uśmiecham się do nich nieśmiało.
„Co to za ludzie idą za nami, kochany mój Jezu?”
„To dusze, które prowadzisz do zbawienia, Moniko kochana.”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Ja prowadzę do zbawienia aż tylu ludzi?!”
„Tak, Moja słodka.”
Nagle ci ludzie zaczynają po mnie iść, deptać mnie! Mi to nie przeszkadza, nie boli. Przeciwnie! Pragnę, żeby po mnie szli!
„Dlaczego ci ludzie mnie depczą, idą po mnie?!”
„Jesteś dla nich drogą. Drogą do Mnie!”
„Ale to przecież to TY jesteś Drogą!”
„Powiedziałem ci, maleńka Moja, że ty i ja to jedno.”
Nie rozumiem tego…
„Na przykład Ojciec Pio, albo Faustynka. Naśladując ich, idąc ich drogą, idę do Ciebie. Ale przecież to są wielcy Święci. A ja…”
„A ty jesteś Moja maleńka!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie. Uśmiecham się do umiłowanego nieśmiało. Jezus uśmiecha się do mnie jeszcze promienniej i cudowniej. Jego uśmiech staje się moim uśmiechem…