Leżę w objęciach Jezusa cierpiąca. Umiłowany mój pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Tuli mnie do SERCA z czułością. Wiem, że też cierpi… Chcę się do Niego uśmiechnąć, ale nie wiem czy wypada. Wypada czy nie wypada uśmiecham się do Jezusa nieśmiało. Umiłowany uśmiecha się do mnie przecudnie. Moja nieśmiałość znika. Uśmiecham się do Jezusa całą sobą! Od ucha do ucha!
„Pragnę twego uśmiechu! Twój uśmiech, maleńka Moja, to miód na Moje SERCE!”
„Nie wiedziałam czy wypada…”
„Wypada, wypada. Bardzo wypada!”
Uśmiecham się do umiłowanego radośnie!
„Uśmiech i cierpienie raczej nie idą ze sobą w parze. Z kolei uśmiech sprawia, że cierpienie nie jest pompatyczne, napuszone. Jest maleńkie, jak ja…”
„Twój piękny uśmiech jest bardzo ważny i potrzebny. Widać go w notkach. Twój blog jest jednym wielkim uśmiechem do świata!”
Jezus przytula policzek do mego policzka.
„Pragnę twego uśmiechu, maleńka Moja. Dlatego uśmiechaj się jak najczęściej!”
„Staram się, mój słodki Jezuniu!”
Tańczymy bardzo w uśmiechu, miłości i bliskości bez granic!
Autor: Maleńka
W MIŁOŚCI
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój pochyla się nade mną z tkliwością i tuli mnie do SERCA. Patrzy we mnie płonący cały miłością.
„Moja piękna!”
„Mój przepiękny!”
„Moja przepiękna!”
„Mój najcudowniejszy!”
„Jesteś do Mnie podobna, Moniko kochana. Identyczna!”
„To dobrze. Może TATA się pomyli i mnie przyjmie do Nieba jako Ciebie.”
„TATA się nie pomyli. ON zachwyca się tobą jak Ja.”
„Wszystko mnie boli!”
„Tak, jesteś podobna do Mnie w bólu, cierpieniu. Ale przede wszystkim jesteś podobna do Mnie w Miłości!”
Jezus mnie całuje. Obsypuje pocałunkami jak deszczem!
BĘDZIE DOBRE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Uśmiecham się do umiłowanego radośnie. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i całuje mój uśmiech.
„Kochany mój!”
„Moja słodka!”
Całujemy się namiętnie i słodko.
„Wiesz mój Jezu? Dawno nie malowałam. Nie chciało mi się…”
„Odpocznij jeszcze, maleńka Moja. Jeszcze będziesz malować.”
„Od przyszłego tygodnia chciałabym zacząć. Tylko nie wiem co malować…”
Widzę obraz. Przepiękny ogród. Pełen ptaków, motyli i kwiatów…
„Wybacz kochany, ale to może być za trudne…”
„Maluj więc co chcesz, maleńka Moja. Co namalujesz, będzie dobre.”
„Chciałabym namalować tancerkę…”
„Tancerkę?” – uśmiecha się Jezus głaszcząc mój policzek i włosy.
„Tak. Albo tańczącego anioła, albo twarz kobiety w kwiatach.”
„Co namalujesz, będzie dobre.”
Jezus wchodzi we mnie. Wypełnia mnie. Przepełnia. Jestem cała Jego i dla Niego cała. Zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości i czyni z Sobą jedno. Tańczymy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
PRZESZKADZAM
Jezus przytula policzek do mego policzka. Całuję Jego policzek. Całuję namiętnie, ogniście i słodko. Jak oblubienica całuje swego Oblubieńca.
„Jak Mi dobrze tu z tobą, maleńka Moja Moniczko!”
„Cieszę się! Jeszcze by tego brakowało, żeby Ci było źle ze mną… Pragnę, aby Ci było dobrze.”
„Jest dobrze. Bardzo dobrze! Moja słodka! Moja śliczna! Jedyna Moja!”
„Mój kochany Jezu! Mój umiłowany! Najdroższy! Najpiękniejszy!”
Całujemy się, a nasze serca rozmawiają:
„Wiesz mój Jezu? Tak sobie pomyślałam, że zły powiedział prawdę, że jest mną zmęczony. Prawda?”
„Tak. Bardzo mu przeszkadzasz swoją miłością, ufnością i pokorą. A nade wszystko swoim tańcem! Jest tobą bardzo zmęczony.”
„Cieszę się! Chcę, żeby był zmęczony jeszcze bardziej!”
„Kochana Moja!”
Jezus zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości i czyni z Sobą jedno. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
ZAWSZE JEST ZE MNĄ
Leżę w objęciach Jezusa w półśnie. Z zamkniętymi oczyma leżę. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Całuje potem moje obolałe i zmęczone ciało. Całuje moje biedne maleńkie serce. Całuje moje chore jelita. Całuje moje pokręcone kostki. Całuje opuchnięte stopy. Całuje i czule szepcze:
„Ja jestem z tobą, maleńka Moja Moniczko. Jestem z tobą. Jestem w twym bólu i smutku, jestem w twoim szczęściu i radości. Jestem z tobą!”
„A wczoraj gdy leżałam w objęciach złego, też ze mną byłeś?”
„Byłem z tobą. Jak myślisz, maleńka Moja, dlaczego go rozpoznałaś? Dzięki Mnie.”
„Tak, tylko dzięki Tobie, mój Jezu kochany!”
„Ja zawsze jestem z tobą!“
Jezus mnie całuje. A ja tańczę dla Niego z miłością
NIE MĘCZY SIĘ
Leżę w objęciach Jezusa. Umiłowany mój zachowuje się dziwnie. Chcę pogłaskać Go po policzku. Jezus ucieka, odda się.
„Co Ci, kochany?”
„Nic. Zmęczony jestem.”
„To odpocznij. Odpocznij we mnie.”
„Tobą jestem zmęczony!”
Zdumiona jestem!
„Jezu! Pokaż mi ręce i nogi.”
Jezus pokazuje mi. Na rękach i stopach nie ma Ran! Zamykam oczy i szepczę żarliwie
„W Imię Jezusa Chrystusa idź precz!“
Trwam z zamkniętymi oczyma. W pewnej chwili czuję na policzkach pocałunki. Otwieram oczy. Mój umiłowany Jezus całuje moje policzki!
„Jak poznałaś, że to nie byłem Ja?”
„Po Ranach. A poza tym Ty, mój słodki Jezu, mną się nigdy nie męczysz!”
„To prawda. Nigdy się tobą nie męczę, maleńka Moja!”
„Chciałbyś, kochany mój Jezu odpocząć we mnie?”
„Baaardzo chętnie!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie! Odpoczywa we mnie. A ja tańczę dla Niego z miłością.
STOKROTKI MIŁOŚCI
Leżę na SERCU umiłowanym. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie ogniście. Pieszczę SERCE Jezusa. Dotykam JE, głaszczę, całuję. Jezus wyjmuje moje serce z ciała i kładzie je przy Swoim policzku. Dotyka je, głaszcze, całuje. Pieści.
„Były sobie dwa serca, Moniko. Serce księcia i serce księżniczki. Zakochały się w sobie nawzajem. Zachwyciły się. Objęły się i przytuliły do siebie nawzajem. Już nie było dwóch serc, ale ale jedno wielkie serce! Serce to rosło, pęczniało… I rozdarło się! Z wnętrza serca wyleciały stokrotki miłości! I pofrunęły na cały świat. Do ludzi, którzy ich potrzebowali. Stokrotki wszędzie rozdawały miłość.”
„A co się stało z sercem?”
„Rozdarcie zrosło się, a serce kochało jeszcze bardziej.”
„Piękna bajka. Uwielbiam Twoje bajki, które nie są bajkami!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Twoje stokrotki miłości, maleńka Moja, fruną do ludzi, którzy ich potrzebują.”
„To Twoje łaski, mój Jezu słodki. Prawda?”
„Łaski płynące z twojego tańca!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Mój umiłowany Jezus i ja.
BLIŻEJ
Jezus leży w moich objęciach. Patrzy we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały! Uśmiecham się do umiłowanego radośnie! Głaszczę Jego SERCE Najdroższe i On dotyka i głaszcze serce moje.
„A może umiłowany chce też mnie objąć? Jestem Jego dzieciątkiem, a Ojciec pragnie obejmować Swe dzieciątko” – myślę sobie.
W tej samej chwili Jezus obejmuje mnie z czułością i tuli do SERCA. On obejmuje mnie, ja obejmuję Jego! Trwamy razem SERCE przy sercu.
„Uwielbiam cię, Moniko!”
„Uwielbiam Cię, mój słodki Jezuniu!”
Umiłowany wchodzi we mnie, a ja w Niego wchodzę. Wychodzimy w siebie nawzajem.
„Jesteśmy bliżej ze sobą niż mąż jest z żoną, maleńka Moja Moniczko!”
Tańczymy w miłości i intymności bez granic!
TULĘ DO SERCA
Leżę w objęciach Jezusa. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA, pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie ogniście. Ja patrzę Mu w oczy z czułością.
„O mój Jezu! Pragnęęę…”-szepczę z mocą.
Zanim zdążyłam powiedzieć czego pragnę, wszystko się zmienia! To Jezus leży w moich objęciach! Ja tulę umiłowanego do serca. Pochylam się nad Nim z tkliwością.
„Wysłuchałeś mojego pragnienia! Dziękuję! Moim pragnieniem jest trzymać Cię w objęciach i tulić do serca!”
„A Moim jest być tulonym!”
Nagle Jezus rozrzewnia się cały!
„Tak mało dusz tuli Mnie do swych serc! Jakże mało!”
„Może się Ciebie boją? Może boją się do Ciebie zbliżyć? Ja się Ciebie nie boję. Tyś jest Miłością, a Miłości nie trzeba się bać. Boję się jedynie tego, że Cię zranię, skrzywdzę…”
Przytulam policzek do policzka umiłowanego. Trwamy razem. Policzek przy policzku i serce przy SERCU. Mój słodki Jezus i ja.
ZACHWYT I PODZIW
Jezus leży w moich objęciach. Uśmiecha się do mnie cudownie. Błogo. I ja uśmiecham się do umiłowanego radośnie. Od ucha do ucha! Jesteśmy w dziwnym świetle. Jasnym, ciepłym i słodkim. Tak samo mam na sercu. Jasno, ciepło i słodko. W pewnej chwili Jezus zamyka oczy i szepcze żarliwie:
„Mama? Mama?”
Nie odpowiadam. Milczę.
„Mama??” – Jezus pyta jeszcze bardziej żarliwie.
„Tak, mój słodki Jezuniu. Jestem Twoją mamą.
Jezus uśmiecha się promiennie.
A ja myślę sobie dlaczego On mnie aż tak wywyższa? Mnie, nicość i nędzę! Wielkie NIC! Uniżam się przed umiłowanym moim. Uniżam, uniżam. Maleję. Upadam do Jego stóp.
Jezus natychmiast mnie podnosi. Trzyma mnie w Swoich dłoniach. Patrzy we mnie ogniście. Płonący cały Miłością i zachwytem.
„Jakaś ty piękna!”
Pomyślałam 'czy umiłowany nie widzi moich grzechów?’
„Nie widzę. Wystarczy, że ty, maleńka Moja, masz swoje grzechy zawsze przed oczami.”
„To prawda. Mam.”
„Właśnie!”
Jezus patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Z podziwem we mnie patrzy. Podziwia Swoje Dzieło. Uśmiecha się do mnie przecudnie. I ja uśmiecham się do Jezusa nieśmiało. Trwamy w miłości i bliskości bez granic.
Nie wiem kiedy będzie następna notka. Napiszę jak będę mogła.