Leżę na SERCU umiłowanym tańcząca. Dotykam JE, głaszczę, całuję i pieszczę. Nagle chce mi się pić. Pragnę. Patrzę na Ranę SERCOWĄ, potem w oczy Jezusowi głęboko.
„Mogę…?”
„Nawet nie pytaj, maleńka Moja. Bierz i pij!” – szepcze Jezus ogniście.
Przykładam usta do Rany SERCOWEJ i piję. Piję Napój Życia i Miłości. Piję, aż zaspokajam pragnienie. Krew umiłowanego płynie w moich żyłach.
„Jesteś Moją krewną, Moniko kochana!”
„Po mieczu, czy po kądzieli?” – pytam żartobliwie.
Jezus jednak jest poważny i uroczysty.
„Jesteś Moją krewną w miłości. Przez Moje Ciało i Krew! Jesteś Moją krewną!”
„Tak!!!”
„Moja kochana! Moja słodka Moniczko! Jedyna Moja!” – szepcze Jezus żarliwie.
Patrzy we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Patrzy jakbym była jedyna na świecie.
Na każdego z Was tak patrzy.
Autor: Maleńka
ŻERTWA
Tańczymy bardzo. Mój umiłowany Jezus i ja. Jezus tuli mnie do SERCA i w tańcu prowadzi. Patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój Jezu?”
„Służysz Mi, Moniko kochana. Służysz Mi cierppieniem. Jesteś żertwą wiszacą na krzyżu. Żertwą ofiarną. Żertwą płonącą miłością Moją! Żertwą miłości!
Płoniesz cała! Jaśniejesz. Oddajesz Mi się w miłości!”
„Pragnę. Dla Ciebie, kochany mój Jezu.”
Tańczymy bardzo w intymności i bliskości bez granic.
JESTEM Z TOBĄ
Leżę w objęciach umiłowanego Jezusa obolała bardzo i bardzo zmęczona. Jezus pieści moje serce, obolałe i zmęczone. Pieści z czułością i namaszczeniem wielkim.
„O mój Jezu…”
„Ciii, maleńka Moja. Ciii… Jestem z tobą. Niczym się nie martw, niczym się nie przejmuj. Ja jestem z tobą.”
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha.
„Jakaś ty piękna, Moniko. Najpiękniejsza!”
Uśmiecham się, a Jezus całuje mój uśmiech. Zanurza mnie w Sobie coraz głębiej i głębiej…
STĘSKNIONE SERCE
Leżę w objęciach umiłowanego tańcząca bardzo. Dotykam dłonią Jego policzek i brodę i głaszczę, pieszczę je.
Jezus ujmuje moją dłoń w Swe dłonie i całuje. Potem kładzie na SERCU Swoim.
„Ono także pragnie twoich pieszczot, maleńka Moja”- szepcze z uśmiechem i czułością.
Pieszczę SERCE Najdroższe. A Ono podskakuje z radości.
„Opowiedz mi, proszę, o SERCU Swoim, kochany mój Jezu.”
„SERCE Moje jest stęsknione.”
„Stęsknione?”
„Tęskni za Swoimi dziećmi, które odeszły od Niego i nie chcą wrócić.”
„A za mną też tęskni?”
„A jak myślisz, Moja słodka?” – pyta Jezus z cudnym uśmiechem
„Jak odejdę, tęskni, a jak jestem blisko, nie.”
„Jesteś blisko. Ale SERCE chce, żebyś była jeszcze bliżej.”
„A można być jeszcze bliżej?”
„Zawsze można bliżej, kochana Moja.”
„To ja chcę. Pragnę!”
SERCE otula mnie Sobą…
O TAŃCU
Jezus mnie całuje. Całuje moje obolałe i zmęczone ciało. Całuje moje chore jelita, całuje moje biedne maleńkie serce. Całuje moje głębokości i płytkości. Całuje moje wysokości i niskości. Całuje moją biedę i nędzę. Całuje moje wszystko i moje nic. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Całuje. A Jego SERCE szepcze:
„Moniko, masz świadomość, że wisisz wraz ze Mną na Krzyżu?”
„Mam!”
„Masz świadomość, że twój taniec – ofiarowywanie cierpienia – pomaga nie tylko twoim Dzieciom, ale i całemu światu?”
„Światu?”
„Twój taniec jest bardzo ważny, cenny i bardzo Mi potrzebny. Jest Moim Darem dla świata.”
„Nie wiedziałam, że cierpienie można przyjąć i ukochać. Nie jest bo jest, ale, że może być potrzebne.”
Jezus mnie całuje. A ja tańczę dla Niego cała.
DO WOLI!
Leżę w objęciach umiłowanego. Zanurzona w Nim cała. W Nim ukryta i otwarta na Niego. Tańczę cała. Cała dla Jezusa! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały.
„Uwielbiam do Ciebie przychodzić, kochany mój. Przy Tobie moje problemy, zmartwienia i troski nabierają innej perspektywy. Stają się małe i błahe. Ty zmieniasz perspektywę.”
Jezus zbliża Swoją twarz do mojej twarzy i daje mi siarczystego buziaka.
„O! Siarczyście też umiesz!”
Jezus zaczyna mnie łaskotać i śmiać się perliscie. Ja też się śmieję.
„Ja wszystko umiem, maleńka Moja! Ja wszystko umiem!”
Nie ma w tych słowach ani kszty wywyższania się. Po prostu stwierdzenie faktu.
Jezus przestaje mnie łaskotać. Przytula policzek do mego policzka i szepcze z czułością:
„Uwielbiam gdy przychodzisz do mnie. Bezradna i bezbronna. I cała na Mnie otwarta. Wtedy mogę w Tobie działać, Moniko.”
„Działaj więc. Do woli!”
Z JEZUSEM MOGĘ WSZYSTKO
Leżę w objęciach umiłowanego tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
„Jezu, wypełnij mnie Sobą! Proszę! Wypełnij mnie, bo czuję się pusta!”
„Wypełniam cię Sobą, maleńka Moja. Wypełniam i będę wypełniał.”
„Ale ja nie czuję!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Tu nie chodzi o odczucie, ale o wiarę. Czy wierzysz?”
„Wierzę!”
„Wypełniam cię wiarą, więc wierzysz. Wypełniam cię nadzieją, więc ufasz. Wypełniam cię miłością, więc kochasz.”
„Bez Ciebie nic nie mogę uczynić?”
„Nic.”
„I bardzo dobrze. Bez Ciebie nic, a z Tobą wszystko!”
DLA JEZUSA
Leżę w objęciach umiłowanego obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił prawie. Boli mnie każdy mięsień, nerw, kosteczka. Bardzo bolą jelita. A nade wszystko boli mnie serce.
„O, mój Jezu…”
Jezus otula mnie całym Sobą. Miłością mnie otula. Zbliża twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Ciii, maleńka Moja. Ciii… Jestem z tobą i z tobą cierpię. Cierpię w tobie.”
Tańczę bardzo dla umiłowanego! Tańczę całą sobą! Lekko i zwiewnie. Spalam się jak świeca. Płonę jak pochodnia. Dla Jezusa!
WYSTARCZY
Widzę obraz: Jezus podrzuca mnie w górę, śmieje się radośnie i woła:
„Moja kochana! Umiłowana Moja! Piękna Moja! Pokorna i cicha! Słodka Moja! Szczęście Moje! Rozkoszy Moja!”
Leżę na SERCU umiłowanym. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały miłością i zachwytem.
„Aż tak się mną cieszysz? Aż tak Ci się podobam, kochany mój Jezu?”
„Aż tak!”
„Ale ja tego w sobie nie widzę…”
„Jak to?! Nie widzisz, że cię kocham?!”
„Że mnie kochasz, widzę. Ale nie widzę w sobie pokory, cichości i tak dalej.”
„Ja widzę. Wystarczy.”
„Wystarczy!”
Daję umiłowanemu mojemu siarczysty pocałunek.
„Wybacz, mój słodki, delikatnie nie umiem…”
„Uwielbiam twoją siarczystość i twoją delikatność, maleńka Moja! A delikatnie też umiesz. No, spróbuj.”
Całuję Jezusa najdelikatniej jak potrafię.
„Umiesz delikatnie. Widzisz?”
Kręcę głową, że nie widzę.
„Ja widzę. Wystarczy!”
Uśmiecham się do umiłowanego od ucha do ucha.
KOBIETA
Leżę w objęciach Jezusa. Na Jego SERCU leżę tańcząca bardzo. Umiłowany mój głaszcze moje włosy i plecy. Leżę i rozmyślam:
„Zawsze zachwycają mnie słowa Ewangelii: 'zobaczył człowieka imieniem Mateusz’. Ludzie widzieli w nim celnika, zdziercę podatkowego, grzesznika, kolaboranta. Jezus zobaczył w nim człowieka imieniem Mateusz. Imię Mateusz znaczy 'Boży dar’. Jezus widzi w nim Swój dar dla świata.”
Jezus zbliża Swoją twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Widzę kobietę imieniem Monika.”
„Kobietę?!”
Wielu ludzi widzi we mnie tylko 'osobę niepełnosprawną’. Nie widzi we mnie kobiety. W szpitalu lekarze i pielęgniarki często pytały czy jestem ubezwłasnowolniona. A gdy odpowiadałam, że nie, bardzo się dziwili.
Nie jestem ubezwłasnowolniona, ale czasem tak się czuję…
Jezus widzi we mnie kobietę. Kobietę, która Go kocha. Nad życie!