Dotykam policzek umiłowanego mojego i głaszczę go z czułością.
„Mój słodki Jezuniu, cierpisz bardzo! Trwa Wielki Tydzień. Cierpisz bardzo! Ogromnie! Wiem!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i uśmiecha się do mnie z lubością.
„Przy tobie nie cierpię, Moniko.”
Zdumiona jestem!
„Nie?! A dlaczego?!”
„Twoja miłość jest Mi ulgą, ukojeniem, odpocznieniem, wytchnieniem, najmilsza Moja.”
„Pragnę być…”
Jezus, który zna moje myśli, przerywa mi gwałtownie!
„Już jesteś! Jesteś Marią, która wylewa na Moje nogi drogocenny olejek. Jesteś Weroniką, która ociera Moją twarz. Jesteś Szymonem z Cyreny, który pomaga Mi nieść krzyż.”
Chcę cierpieć z Tobą, mój Jezu. Chcę, by Twoje cierpienie było moim cierpieniem!”
„Już cierpisz bardzo, Moniko. Prawda?”
„Tak. Ale pragnę jeszcze bardziej, żeby Tobie ulżyć.”
Jezus patrzy we mnie głęboko. Składa na mych ustach słodki pocałunek…
Autor: Maleńka
CAŁUJE…
Kaszlę bardzo, bardzo. Jezus tuli mnie do SERCA. Przytula policzek do mego policzka i szepcze z czułością:
„Wytrzymaj jeszcze, maleńka Moja. Dla Mnie wytrzymaj.”
Mimo bólu uśmiecham się do umiłowanego mojego od ucha do ucha.
„Daj buzi, kochany!”
Jezus zaczyna mnie całować. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Całuje całym Sobą. Całuje słodko, ogniście, namiętnie. Całuje… A całując zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości. Tonę w umiłowanym. Znikam w Nim. A On wciąż mnie całuje…
„Jak mi dobrze u Ciebie, mój słodki Jezuniu! Jak błogo i słodko!”
Umiłowany Jezus mnie całuje…
CICHE I POKORNE
Kaszlę bardzo, wręcz się duszę.
„O mój Jezu…”
„Jestem przy tobie, Moniko. Jestem z tobą.”
„Wiem!”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego, mimo bólu. I On uśmiecha się do mnie przecudnie.
Zaczynam rozmyślać o SERCU umiłowanym…
„SERCE pokorne i ciche… Posłuszne woli Ojca. Nie wywyższające się, nie dumne i pyszne. Przeciwnie! Uniżone. Zniżające się do biednej duszy mojej i tulące ją do Siebie… Ciche. Nie krzykliwe. Szepczące do serca mojego. Cierpiące w milczeniu. Kochające. Przebaczające. Podnoszące… Dające się przebić! Pęknięte z miłości do mnie! Uwielbiam Cię! Proszę, uczyń serce moje według SERCA Twego!”
Jezus wyjmuje serce moje z ciała i unosi wysoko.
„Piękne jest serce twoje, maleńka Moja! Przepiękne! I jakie podobne do SERCA Mego!”
„Podobne?”
„Tak! Bardzo. Zobacz!”
Jezus kładzie serce moje na SERCU Najdroższym. Serca obejmują się i przytulają do siebie nawzajem. I już nie widzę dwóch serc, ale jedno wielkie serce. Ciche i pokorne.
AMEN
Leżę na SERCU umiłowanym. Dotykam JE, głaszczę, całuję i pieszczę.
Jezus pochyla się nade mną z tkliwością. Uśmiecha się do mnie przecudnie. I ja, mimo bólu, uśmiecham się do Jezusa radośnie. Milczymy. Trwamy w miłosnym milczeniu. Jezus kocha mnie, ja kocham Jego. On pragnie mnie, ja pragnę Go. On uwielbia mnie, ja uwielbiam Jezusa. On jest we mnie, a ja w Nim. On jest moim szczęściem, ja jestem Jego. A codziennie rano modlę się tymi słowami:
„O mój Jezu, oddaję ten dzień w Twoje ręce. Oddaję Ci samą siebie. Oddaję Ci moje życie, ciało i duszę. Oddaję Ci moje cierpienie, ból. Oddaję Ci moją słabość i grzech. Oddaję Ci moje Duchowe Dzieci. Oddaję Ci moją rodzinę z ducha i krwi. Rób z nami co chcesz. Wedle Twojej woli. Amen.”
UPODOBANIE
Jezus głaszcze mój policzek z czułością i szepcze:
„Moja słodka, najsłodsza! Moja miła, najmilsza! Moja kochana, najukochańsza! Jesteś ukojeniem i utuleniem dla SERCA Mojego. Jesteś jego rozkoszą i słodyczą. Szczęściem jego jesteś!”
„Ja? Ale przecież mówię, że boli.”
„Mówić, że boli, a narzekać to dwie różne rzeczy. Cierpisz bardzo, ale się nie skarżysz, nie narzekasz, nie przeklinasz Mnie. Nie oskarżasz, nie złorzeczysz Mi…”
Przerywam Jezusowi gwałtownie!
„Ja miałabym Cię przeklinać?! Oskarżać? Złorzeczyć Ci?! Nigdy!!! Ja po prostu przyjmuję co mi dajesz, kochany. I już.”
„Właśnie. Dlatego mam w tobie upodobanie.”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego radośnie.
„Kochany, Ty we wszystkich masz upodobanie.”
Jezus smutno kręci głową.
„W tych, którzy odchodzą ode Mnie złorzeczą Mi, przeklinają, w tych, którzy nie poddają się Mojej woli, Ja nie mogę mieć upodobania. Dopiero gdy się nawrócą i przyjdą do SERCA Mego.”
„Będę za nich tańczyć, mój słodki Jezuniu!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko.
DZIĘKCZYNIENIE
„O mój Jezu! Jestem już tym wszystkim zmęczona…”
„Odpocznij maleńka Moja. We Mnie odpocznij.”
„I jeszcze ten kaszel…”
„Wytrzymaj, Moniko. Wytrzymaj dla Mnie!”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego radośnie.
„Dla Ciebie? Ostatnio uświadomiłam sobie, że ja nic nie zrobię dla Ciebie, ale wszystko dzięki Tobie!”
Rozmyślam…
„Wiesz mój słodki Jezuniu? Gdy byłam w kaplicy szpitalnej uświadomiłam sobie, że prawie 50 lat temu moja mama modliła się właśnie w tej kaplicy o życie dla mnie. Całe dnie spędzała w szpitalnej kaplicy. Modliła się, żebym żyła. Teraz ja za to życie dziękowałam.”
Jezus uśmiecha się do mnie przecudnie.
„Wiem. Widziałem. Pięknie dziękowałaś maleńka Moja.”
„Pragnę by moje życie było dziękczynieniem.”
„Już jest, Moja słodka.”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic
W JEZUSIE
„Jutro idę do szpitala, kochany mój Jezu.”
Jezus uśmiecha się do mnie przecudnie.
„Idziemy razem. Ja idę z tobą, maleńka Moja.”
„Tak…”- szepczę i po chwili dodaję:
„Nie wiem czy tam będę mogła pisać notki. Raczej nie. I nie wiem kiedy stamtąd wyjdę. Może w poniedziałek, a może we wtorek.”
Jezus wie, że się stresuję tym pobytem w szpitalu.
Dotyka mój policzek i głaszcze go z czułością.
„Nie martw się, maleńka córeczko Moja. Wszystko będzie dobrze. Ja będę przy tobie. Zawsze jestem. Gdziekolwiek jesteś, Ja jestem przy tobie. A ty jesteś we Mnie. We Mnie żyjesz, poruszasz się i jesteś.”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego radośnie!
„Ty zawsze umiesz mnie uspokoić i pocieszyć, mój słodki Jezuniu!”
Przytulam policzek do policzka Jezusa. Trwamy w miłości i intymności bez granic!
Przez najbliższe kilka dni notek nie będzie.
JAM JEST MIŁOŚĆ
Leżę w objęciach umiłowanego mojego tańcząca bardzo. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie Swym pięknym, niebiańskim spojrzeniem. Dłonią dotyka mój policzek i głaszcze go z czułością. Ujmuję Jego dłoń i całuję siarczyście.
„Mój słodki, kochany Jezuniu opowiedz mi o Sobie.”
„Jam jest Miłość!”
„Wiem!”
„Miłość żarliwa! Miłość ognista! Miłość nieprzejednana! Miłość wieczna! Miłość bez pamięci!”
„A moje grzechy pamiętasz.”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„To, że widzę twe grzechy, córeczko, nie znaczy, że cię nie kocham. Kocham cię pomimo twoich grzechów! Dla ciebie stałem się grzechem.”
„Wiem…”
Po chwili dodaję:
„O mój Jezu, jesteś moją miłością jedyną!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic!
CÓRECZKA
Jezus trzyma mnie w objęciach i tuli do SERCA Swego. Patrzy we mnie ogniście i słodko.
„Jakaś ty piękna, Moniko! Coraz piękniejsza!” – szepcze z zachwytem.
„Skoro, jak mówisz, jestem podobna do Ciebie to muszę być piękna. Jestem piękna, bo Ty jesteś piękny!”
Umiłowany patrzy we mnie głęboko. Płonący cały miłością! Wzruszam się ogromnie!
„Jezu mój słodki! Ty aż tak mnie wywyższasz! Mnie, takie wielkie nic! Biedę i nędzę… Proch i pyłek na wietrze. Mnie, takie wielkie NIC!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy… Ujmuje moją twarz w Swe dłonie.
„Nie jesteś NIC, Moniko. Jesteś dzieckiem Moim. Córką Króla jesteś. To nie jest nic, to jest ktoś! To wielka godność, córeczko Moja słodka.”
„Mów tak do mnie, proszę, Jezuniu kochany!”
„Córeczko Moja!”
Umiłowany całuje mnie słodko.
JESTEŚ!
Leżę na SERCU umiłowanym. Tańcząca bardzo. Leżę wsłuchana w Jego bicie. Wsłuchana w Nie.
„Ko – cham cie – bie! Ko – cham cie – bie! Ko – cham cie – bie! Ko – cham cie – bie! Ko – cham cie – bie!” – SERCE bije w rytmie miłości.
Jezus pochyla się nade mną z tkliwością.
„Co mogę dla Ciebie zrobić, kochany?”
„Uśmiechnij się do Mnie, maleńka Moja.”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego z trudem.
„Jakaś ty podobna do Mnie. Identyczna!”
„Do kogo mam być podobna jak nie do Oblubieńca mojego?”
Nagle postać Jezusa się zmienia. Jest cały pokryty ranami i zakrwawiony cały.
„Masz rację, Moniko. Oblubienica musi być podobna do Oblubieńca swojego.”
„Pragnę być! Bardzo!!!”
„Jesteś!”
Obejmuję umiłowanego delikatnie, z miłością. Tańczymy w bliskości i intymności bez granic…