Patrzył we mnie… słodko. Rozpromieniony bardzo. Ja wpatrywałam się w Niego.
„Jakaś Ty piękna, Promyczku! Jaka piękna!”
Patrzył zachwycony, Taki cudny… taki…
„Jaki TY piękny!!! Ukochany mój!”
Patrzył. Delikatny taki. Zanurzał mnie w Miłości. Zatapiał…
„Błogosławię Cię, Promyku!”
„I moje Dzieci?”
„I Twoje Dzieci! Codziennie rano kiedy Je błogosławisz, JA Je błogosławię!”
„Dziękuję!”- uśmiechnęłam się do Niego.
Patrzył zachwycony… ja w Niego też.
Ja, taka mała i pełna słabości, grzechów i wad… A On we mnie tak patrzy… zachwycony.
Kocha mnie. I tyle.
Autor: Maleńka
SZCZĘŚLIWA
Rano, skończyłam układać bukiety Madonnie i rozmyślałam… Tańczyłam i rozmyślałam.
„Pragnę Twojego szczęścia, Promyczku!”- Ukochany patrzył we mnie płomienny.
„I czynisz mnie szczęśliwą! Bardzo!”
Patrzyłam… Mu w oczy. Pomyślałam, że jeżeli już teraz czyni mnie AŻ TAK szczęśliwą, co dopiero będzie Tam!
Patrzył we mnie. Czule, tkliwie.
„Tańczysz bardzo, Promyku”.
„Tak”.
Wpatrywałam się w Ukochanego i przypomniałam sobie, a raczej ON mi przypomniał to, o czym rozmyślałam rano…
„Wiszę na Krzyżu przy Umiłowanym moim. Razem z Nim, cierpię. A On przytula mnie do swego Serca. Wielkiego, gorącego, zranionego z Miłości. Przytula mnie, tuli…”
Patrzył…
„Tulę Cię i teraz, Perełko!”
„I czynisz szczęśliwą! Bardzo!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…
AŻ SSIE…
Krótko.
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie jasno, czule, promiennie…
„Ukochany!”
„Perełko Moja maleńka!”
„Tańczymy!”
„Tańczymy!”
Patrzył… Zanurzał mnie w Sobie… Patrzył taki łagodny, pokorny i cichy.
Pomyślałam, tej łagodności, pokory i cichości bardzo mi brakuje. Chciałam Go prosić, żeby mi pomógł…
On jednak patrzył… Przenikliwie… tęsknie. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś. Przeszywało mnie.
„Pragnę Cię, Promyku!”
„I ja Ciebie… bardzo. Aż mnie ssie… serce…”
Patrzyłam. I tęskniłam.
UŚMIECH MIŁOŚCI
Patrzyłam w MAMĘ. Ona patrzyła we mnie z ogromną miłością, delikatnością, czułością…
„Mamusiu!”
„Kochany Motylku!”
Uśmiechałam się do Niej, a Ona do mnie. Patrzyła taka łagodna, radosna.
„Bądź pozdrowiona MAMO mojego Ukochanego!”
„I Twoja”
„I moja!”
Patrzyła uśmiechnięta…
„Idź teraz do Mojego Synka”.
Roześmiałam się serdecznie.
„Kocha to poczeka!”
I dodałam wciąż się uśmiechając:
„Żartuję. Już idę!”
Umiłowany patrzył promiennie.
„’Kocha to poczeka? Promyczku!” -niby mówił z wyrzutem, ale oczy Mu się śmiały.
„A nie?”- uśmiechałam się do Niego.
„Zawsze czekam na Ciebie!”
„Wiem!”
Po chwili dodałam:
„Oj…. żartowałam tylko…”
Patrzył promienny, uśmiechnięty. I ja uśmiechałam się. On do mnie, a ja do Niego.
„Kocham Cię!”’- wyszeptałam.
„I Ja Cię, Promyku!”
„Wiem! Widzę to na każdym kroku!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…
„A może ja nie powinnam tak żartować? Ty taki wielki, potężny…”
Uśmiechał się wciąż promiennie.
„Uwielbiam Twój uśmiech, Promyku. I cieszę się, że przy Mnie jesteś sobą”.
Trwaliśmy w uśmiechu Miłości….
PRZY UKOCHANYM
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie czule bardzo…
„Ukochany!”
„Perło Moja”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie. Potańczyć…”
„Zawsze tańczymy”.
„Wiem…”
Patrzyłam uśmiechnięta. Tańcząca.
„Odpocznij przy Mnie, Promyczku”.
Odpoczywałam…
WYSTARCZY
Siedziałam przed Umiłowanym. Zmęczona, obolała, przymulona działaniem antybiotyku. Patrzył tkliwie.
„Ukochany…”
„Promyczku, jestem przy Tobie”.
„Nie mam sił….”
„Jestem z Tobą. To wystarczy. Nic się nie martw”.
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Tak. Wystarczy”.
TAŃCZĘ
Nie mam sił pisać. Chora jestem. Kaszlę bardzo. Tańczę dla Ukochanego.
A Was proszę o modlitwę.
NIEŚĆ KRZYŻ
Wpatrywałam się w Umiłowanego. On patrzył we mnie.
„Ukochany!”
„Najmilsza!”
Na tym mogłabym skończyć pisanie. Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Po prostu.
Umiłowany w umiłowaną.
Taka modlitwa, modlitwa Obecności bardzo mi pomaga. W czym? Pomaga mi dźwigać mój krzyż, nieść go. Nieść mój krzyż. Iść za Ukochanym. Modlitwa dodaje mi sił. Tych duchowych i fizycznych.
ON mi dodaje sił. Jest moją siłą.
POZDROWIONY, UWIELBIONY
Ucałowałam Umiłowanego. Patrzył we mnie czule, świetliście…
„Ukochany!”
Promyczku!”
Uśmiechałam się do Niego, a On patrzył. z wielką, z ogromną miłością.
„Bądź uwielbiony! Bądź pochwalony! W moim życiu, chorobie, cierpieniu!”
Patrzyłam zachwycona, a On szeptał do mego serca:
„I w Twoim uśmiechu, radości!”
„Tak! I w mojej tęsknocie…
Promieniał.
„Promyczku, zmęczona jesteś…”
Przerwałam Mu:
„I w moim zmęczeniu bądź pozdrowiony! Uwielbiony!”
„Jestem, Promyku!”
Zanurzał mnie w Miłości…
SZALEĆ NA JEGO CHWAŁĘ
Krótko.
Wpatrywałam się… Patrzył we mnie czule…
„Ukochany!”
„Perełko kochana!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
Patrzył tak, jak tylko On potrafi… Zanurzał mnie w Sobie.
„I niczego dla siebie ode Mnie nie chcesz?”
Spojrzałam Mu prosto w oczy i szepnęłam:
„Mam Wszystko!”
Po chwili uśmiechnęłam się.
„Wiesz, śniło mi się dzisiaj, że byłam w Niebie i tam z Aniołami szalałam, tańczyłam, latałam na Twoją chwałę! Żeby moje duchowe Dzieci i ja moglibyśmy tak tańczyć, szaleć na Twoją chwałę. Naprawdę, a nie tylko we śnie”.
Uśmiechał się do mnie promiennie.
„Będziecie szaleć!”
Dziękowałam i uwielbiałam Go.