„Już jestem, Ukochany. Już jestem. Robiłam coś…”
Uśmiechał się do mnie promiennie.
„W tym co robiłaś, Promyczku, też byłaś przy Mnie. Robiłaś to ze względu na Mnie, prawda?”
„Tak, bo Cię kocham!”
Patrzył… zachwycony…
„Jaka Ty podobna do Mnie!”
Patrzyłam…
„Chcę być podobna do Ciebie!”
Po chwili dodałam:
„Zresztą każdy by na moim miejscu zrobiłby…”
Patrzył we mnie poważnie.
„Wierz Mi, Mój Promyku, nie każdy”.
Patrzyłam… smutno.
Autor: Maleńka
W MIŁOŚCI
W skrócie:
MAMA prosiła, żebym ofiarowywała cierpienie za nawrócenie grzeszników.
„Ja sama jestem grzesznikiem i potrzebuję nawrócenia…”
„Ofiaruj, Córeczko”.
„Dobrze”.
Ukochany patrzył we mnie bardzo czule…
„Czekałem”.
„Na mnie?”
„Zawsze na Ciebie czekam, Promyczku!”
„A ja na Ciebie, Ukochany mój!”
Trwaliśmy w Miłości…
TAK MA BYĆ
Patrzył we mnie promiennie i jasno. Świetliście.
„Umiłowany!”
„Perełko Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego…
„Tak pięknie do mnie mówisz. Nikt tak do mnie nie mówi jak TY! I to nie tylko głosem do serca, ale i spojrzeniem…”
„Tak ma być, Promyczku. Tak ma być”.
Siedziałam przy Nim. Długo.
OFIARUJĘ
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie z czułym współczuciem…
„Jestem z Tobą, Promyczku!”
„Wiem!”
Tańczyłam bardzo… A On ze mną.
„Zmęczona już jestem…”
Patrzył tkliwie.
„Ofiaruj Mi swe zmęczenie”.
„Ofiaruję!”
PIĘKNO
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył.. nie umiem opisać Jego spojrzenia. Gdy napiszę, że patrzył z ogromną miłością, litością, współczuciem, czułością, to będzie to prawda. Ale to za mało…
Więc patrzył tak we mnie. A ja w Niego.
Nagle rozpromienił się, zachwycony.
„Jakaś Ty piękna, Promyku!”
„Piękna??! Kaszląca, spocona, przymulona przez działanie antybiotyku… a Ty mówisz, że… Jednak…!”
Patrzył promienny.
„No, dokończ, Promyczku”.
„Jednak Cię kocham… i tęsknię!”
„I to jest piękno, Perełko!”
Dokończę…
Patrzyłam więc w Ukochanego… A On szeptał do mego serca:
„Twoja miłość Mnie zniewala. Ja Twój niewolnik”.
Chciałam zaprzeczyć, powiedzieć, że to ja jestem Jego niewolnicą. Chciałam… Jednak ON PATRZYŁ w taki sposób… z TAKĄ MIŁOŚCIĄ….
Mój Piękny!!!
NA CHWAŁĘ
Patrzył we mnie tym Swoim spojrzeniem z Krzyża, łagodnym i czułym.
„Ukochany, Najdroższy!”
„Perło Moja! Cierpisz”.
„Cierpię? Nie… Tańczę!”
Patrzył… poruszony.
„I nawet się nie skarżysz. Nie pytasz 'dlaczego’. Ani słowa skargi!”
„Ty wiesz po co i dlaczego. Ja nie muszę”.
Patrzył…
Po chwili dodałam:
„A tańczę dla Ciebie”.
„Na Moją chwałę tańczysz, Promyczku!”
W UŚMIECHU I MIŁOŚCI
Weszłam – sukces 🙂 A jak już weszłam to spróbuję napisać. Chora jestem, kaszlę bardzo. Aż na wózku podskakuję 🙂 Ale spróbuję.
Patrzył we mnie czule bardzo. Promiennie.
„Tańczymy, Promyku”.
„Tak!”
Uśmiechał się do mnie. A ja do Niego.
Pomyślałam, że niesie mnie w ramionach i tańczy.
„Musi Ci być ciężko”.
Patrzył radosny.
„Ciężko? Dlaczego?”
„Bo ja ciężka jestem…”
Wyglądał na… rozbrojonego.
„Czy gorące serce, cierpienie ofiarowywane z miłością, radosny uśmiech mogą być ciężkie?”
Uśmiechnęłam się.
„No… nie”.
Trwaliśmy w uśmiechu. W miłości.
RAZEM
Spojrzenie Ukochanego, rozczulone i pełne przeogromnej tęsknoty jest dzisiaj ze mną. Cały dzień widzę Je oczami duszy… I tęsknię jeszcze bardziej…
Patrzył we mnie ze współczuciem.
„Cierpisz bardzo, Mój Promyku”.
„Tak, tańczę!”
„Jestem z Tobą!”
„Wiem. Widzę!”
Patrzył… Tańczymy razem.
DZIĘKI NIEMU!
Dziś też krótko.
MAMA.
Patrzyła we mnie z ogromną czułością…
„Motylku”.
Uśmiechnęłam się do Niej. I Ona do mnie.
„Przyjdę po Ciebie, Motylku. Tymczasem bądź cierpliwa i rób swoje”.
„Dobrze!”
Patrzyła we mnie… Mama…
„Idź teraz do Mojego Syna. Czeka na Ciebie”.
Patrzył rozpromieniony.
„Czekasz na mnie?!” -szepnęłam.
Spojrzał we mnie… z tak wielką tęsknotą… że nie wiedziałam co powiedzieć…
„Też na Ciebie czekam!”
Patrzył rozczulony, roztkliwiony… zachwycony.
„Jakaś Ty piękna, Promyczku!”
„Dzięki Tobie!”
„Dzięki temu, że otworzyłaś Mi swe serce”.
„Też dzięki Tobie!”
Patrzył z Miłością… z wielką Miłością!
SKARBY
Jestem niedysponowana i pisać ciężko, ale spróbuję. Jeśli Ukochany chce, żebym napisała notkę to mi pomoże. Zresztą będzie krótko.
Patrzył we mnie jasno, świetliście, promiennie. Byłam w Jego świetle, zanurzona. I… sama promieniałam…
„Mój Skarbie!” – szepnęłam zachwycona.
Patrzył… wzruszony.
„Jesteś Moim Skarbem, Perełko!”
Patrzyłam… zatopiona w Miłość… Zmęczona, obolała, ale z rozpromienionym sercem. I twarzą. Uśmiechnięta. A Ukochany szeptał mi do serca słowa osobiste, intymne…