Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie promiennie.
„Ukochany!”
„Perełko! Tańczysz!”
„Z Tobą!”
Patrzył czule i słodko…
„Jakaś Ty piękna, Perełko!”
„Dzięki TOBIE tylko!”
Ucałowałam Go.
Patrzyłam. Ukochany mój promieniał. Jaśniał…
Promieniał Miłością. Zatapiał mnie w Sobie. Zanurzał. Otulał Sobą. Miłością.
„Piękna jesteś, Przyjaciółko Moja!”
„Piękny jesteś, mój Przyjacielu! Bądź uwielbiony w moim życiu, w sercu, w tańcu!”
Promieniał Miłością. Byłam w Jego Świetle.
Autor: Maleńka
TAŃCZĘ
Tańczę bardzo i nie dam rady opisać dzisiejszej rozmowy z Ukochanym.
KOCHAĆ!
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule bardzo… On patrzył a ja rozmyślałam.
„Czasem wydaje mi się, że ja nic nie robię, bo nie potrafię. Że tylko siedzę i nic”.
Patrzył łagodny.
„Promyczku, mam zacząć wyliczać ile dobra działam przez Ciebie?”
„Nie!”
Patrzył promienny. Uśmiechnęłam się do Niego.
„To dlaczego mi się tak wydaje…?”
„Zły! Ojciec kłamstwa”.
Patrzyłam… A On mówił dalej:
„Próbuje Ci wmówić, że nic nie robisz, bo bardzo mu przeszkadzasz!”
Patrzyłam… I On patrzyłam.
„A gdybyś rzeczywiście nie mogła już nic robić, myślisz, że nie byłabyś Mi potrzebna?”
„Nie…”
„Ja na krzyżu po ludzku nie mogłem nic zrobić. Wisiałem tylko. Jednak wtedy właśnie zbawiałem świat, Ciebie”.
Patrzyłam w milczeniu.
„Kiedy wydaje Ci się, Promyku, że nic zrobić nie możesz, wiedz, że to nieprawda. Możesz kochać!”
„Mogę kochać!”
WIDZI!
„Umiłowany!”- szepnęłam całując Ukochanego.
„Perło Moja!”
Wpatrywałam się w Niego zmęczona po całonocnym tańcu, wciąż tańcząca. Patrzył we mnie tkliwie…
„Przyszłam posiedzieć… przy Tobie”.
„Posiedź, Promyku, odpocznij!”
Tak… Zmęczona byłam. Ale tańcząca bardziej. On tańczył ze mną. Dziękowałam…
„Dla Ciebie wszystko, Promyczku!”
„I dla Ciebie wszystko, Ukochany!”
Po chwili dodałam, uśmiechając się do Niego:
„Wiesz o tym…”
Patrzył promienny.
„Wiem! Widzę!”
Rozpromieniłam się.
Dalej tańczyliśmy.
Ciągle tańczymy.
TYLKO BÓG!
Zmęczona i tańczę bardzo, miałam tu nie wchodzić. Ale weszłam 🙂 Czyli troszkę napiszę. Spróbuję. Ukochany pomoże, skoro weszłam 🙂
Nakarmiona Jego Ciałem i napojona Jego Krwią, wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył płomienny.
„Jesteśmy Jednością, Promyku!”
„Tak, jesteśmy w Komunii!’
Patrzył… i ja patrzyłam.
To niesamowite, niepojęte! Wielki, potężny Bóg, przychodzi do mego serca. I to jak!
Jako kruchy, delikatny, pokory i cichy. Jako Pokarm przychodzi. Biały Chleb. Chleb!
To niepojęte!
Tak może tylko Bóg!
JEST ZE MNĄ!
„Mój krzyż jest coraz cięższy” – szepnęłam Ukochanemu. Patrzył słodko… czule bardzo.
„Ale dźwigasz go co dzień, Promyczku. Codziennie idziesz za Mną”.
„Staram się. Ale… czasem jest naprawdę trudno”.
„Wiem. A wtedy gdy jest Ci najtrudniej, JA jestem blisko, najbliżej Ciebie!”
„Dziękuję!”
Patrzył…
„Jestem z Tobą, Promyku!”
Jest ze mną. A ja idę za Nim.
NASZ PIĄTEK
Wpatrywałam się w Umiłowanego.
„Ukochany!” – szepnęłam, całując Go.
„Perełko Moja!”
Patrzył we mnie, czule bardzo. Pogodnie i jasno. Jednak wiedziałam, że…
„Cierpisz bardzo, Ukochany”.
„Tańczę, Promyku”.
„Ja z Tobą!”
„Tak, Ty ze MNĄ. Razem tańczymy”.
„Dziś nasz Piątek!”
Wpatrywałam się w Niego długo. Zanurzał mnie w Sobie…
GŁOS PASTERZA
Noc. Ja tańcząca. Rozmyślałam o Ukochanym.
Nagle otoczyły mnie głosy. Obce, złe, krzykliwe, natrętne. Zaczęły mnie osaczać.
„Pójdź za mną, mój promyczku!” – wrzeszczał jeden.
„Nie! Za mną! – darł się drugi.
„Za mną!” – krzyczał inny.
„Za mną pójdź, za mną!” – następny.
Ciągnęły mnie każdy w swoją stronę (o ile głos może ciągnąć).
Ja jednak nie słuchałam żadnego z nich. Były jakby na zewnątrz mnie.
A we mnie, wewnątrz mnie, w głębi serca, cichy, delikatny, łagodny głos szeptał:
„Idź prosto, przed siebie, Promyku!”
Znałam ten Głos.
Zaczęłam iść. Jednak tamte głosy nie chciały mi pozwolić. Ciągnęły to w jedną, to w drugą stronę. Odepchnęłam je jednak i zaczęłam biec. Głosy obijały się o mnie. Ja jednak nie przestawałam biec. Prosto, przed siebie. Biegłam, biegłam, aż wylądowałam w ramionach Ukochanego. Przytulił mnie mocno do Siebie. Trwałam tak… długo.
„Znasz Mój głos, Promyczku!” – wpatrywał się we mnie promienny i jasny.
„Znam!”
„Owce Moje znają Mój głos, słuchają go i idą za Mną!”
„Ja Twoja owca! – ucałowałam Go – A Ty mój Pasterz!”
Patrzył we mnie z wielką Miłością…
W JEGO RĘKACH
Patrzył we mnie świetlisty, jasny. Ucałowałam Go.
„Cierpię z Tobą, Promyku!”
„Wiem. Dziękuję!”
Cierpiałam. Nie fizycznie, a raczej nie tylko. On był ze mną.
„Nie bój się, nie martw. Jesteś w Moich rękach!”
„Tak! Jesteś moją Opoką i Skałą. Moim Opiekunem”.
Patrzył promiennie.
„Stworzycielem i Zbawicielem!”
Odpoczywałam w Jego rękach…
DZIĘKI!
Tańczę bardzo, ale spróbuję.
„Ukochany! Umiłowany! Najdroższy!” – szepnęłam całując Go.
„Promyku kochany!”
Patrzył promiennie. Słodko.
„Dziękuję Ci!”
„Dziękujesz? A za co?”
Uśmiechał się do mnie.
„Za to, że jesteś! Że mnie kochasz! Że mogę do Ciebie przyjść i posiedzieć przy Tobie, po prostu!”
Patrzył… i ja patrzyłam.
„I Ja Ci dziękuję, Promyku. Za Twój uśmiech i za taniec zmieniający cierpienie w ofiarę!”
„To dzięki Tobie!” – ucałowałam Go.
Patrzył… i ja patrzyłam.