Siedziałam i patrzyłam w Jego oczy. Patrzył we mnie czule. A ja rozmyślałam… O kim? O moim bratanku.
„Nie wstydzi się mnie”.
„Przeciwnie. Chwali się Tobą, Promyku!”
„Tak…”- uśmiechnęłam się do Ukochanego.
Kilka dni temu u Łajka był kolega z klasy. Bratowa opowiedziała mi ich rozmowę.
W pokoju Łajka na ścianie wisi jego portret, który kiedyś mu namalowałam. Jest dość duży i wisi na honorowym miejscu tak, że nie sposób go nie zauważyć.
– To ty? – bardziej stwierdził niż spytał kolega Łajka, Mateusz.
– Ja. Ciocia mnie namalowała.
– Jest artystką?
– Tak, maluje obrazy.
– Ładnie. Podobny jesteś.
-No – odparł Łaj. A po chwili dodał:
– Ale to nie jest taki zwykły obraz.
– Tak? – zaciekawił się Mateusz.
– Ciocia namalowała go buzią.
– Nie ma rąk? – spytał Mateusz.
– Ma. Chore. Nogi też ma chore. Na wózku jeździ.
– A, to współczuję.
– Nie musisz mi współczuć. Ciocia już dawno tak ma.
„Dla niego moja niepełnosprawność to normalna sprawa” – uśmiechnęłam się.
Pamiętam kiedyś jak był mały, w kościele wdrapywał mi się na kolana. Starsze panie komentowały głośnym szeptem, że na niepełnosprawną włazi. Oburzone były. A Łaj chciał na kolanka do cioci, po prostu. W domu siedział często, to i w kościele też chciał.
🙂
